Archiwa tagu: witbier

Miłosław American Witbier z jaśminem

W Miłosławiu nudno nie jest – kooperacje, ciekawe pomysły i udane piwa. Choć ciężko było mi się w nim doszukać amerykańskości to witbier wraz z jaśminem jak najbardziej wpasowuje się w trend smacznych, letnich piw.

  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań.

Reklamy

Dioblina & Zwędzone – Browar Piekarnia Piwa [cz. 1]

Witbier i Wędzony Pils poszły na pierwszy łoogień z Piekarni Piwa. Diametralnie różne piwne światy stanęły naprzeciwko siebie i…? I szczegóły w recenzji, druga część w środę!

Farmer’s Wife [Saison], Nomada [Witbier] oraz Zawodowy Gracz [Rye IPA] z browaru Gentleman

Potrójna wspólna degustacja, która obyła się jednak bez podziałów na dodatkowych milion części jak w Modzie na Sukces. I dzieje się więcej niż przez cały sezon. Warto zobaczyć co uszykował Browar Gentleman.

Groninger

Wspomnienie wiosny? Każdy ma inne, mi w pierwszej kolejności na myśl przychodzi widok zielonej trawy, którą zaraz będę musiał kosić…jednak pośród raju zieleni wyróżnia się delikatnie różowa barwa, hodowana od lat przez babcię. Kwiat bzu bo o nim mowa towarzyszył mi w czasie koszenia od zawsze, męczył gdyż było trzeba się odganiać od gałęzi usilnie spadających na głowę, ale zostawiał po sobie niezapomniany zapach. I teraz robi dokładnie to samo w tym piwie, najsilniej daje o sobie znać w aromacie, gnieździ się w moim nosie, pędzi na wierzchowcu najszybciej i zdobywa mój umysł. Uwidacznia się w słodkawym aromacie wiosny, bystrości i świeżości wypełniającej wszystkie odmęty umysłu. Do tego tanga tańczącego w mym nosie została zaproszona także kolendra, będąca tak naturalnym składnikiem witbierów jak następstwo poniedziałków po niedzieli. Panosząc się wśród raju zieleni zdołałem poznać nieskończoną ilość odsłon smaków wyskakujących raz po raz, w zależności od temperatury piwa. W pierwszym akcie było ono zdecydowanie kolendrowe, tłumiło ono wszystkie inne potencjalne nuty smakowe. Następnie zaczęło się przeistaczać w wysoko nasyconego kompana napakowanego alkoholem jak nocny autobus 236 w Poznaniu.

Groninger_piwnakompania.wordpress.com 3

Finalnie jednak pozwoliło wydobyć z siebie bezowe tchnienie mające jednak postać , co dziwne, majeranku. Kombinacja co najmniej niespotykana, ale cudnie kształtująca odbiór piwa. Kończąc już wiosenny dzień poszedłem w stronę domu, zobaczywszy słońce spostrzegłem się, że nie odbiega ono nad wyraz mocno od barwy trunku, które przybrało postać dojrzałego banana. Wpatrując się wciąż w ten sielankowy widok dokończyłem Groningera, wszak dzieło nie może zbyt długo stać nieużywane.

Zapach 9;

Smak 8,5;

Wygląd 9,5;

Ogólnie 8,75.

Wielkopolski Piwosz

To zaatakował mnie, już od pierwszego otwarcia kapsla, które wprowadziły mojego przeciwnika na arenę – nim go usłyszałem czy zobaczyłem, poczułem: bez. Kwiaty czarnego bzu. Uśmiechnąłem się w myślach, bo gdyby pachniał jeszcze agrestem miałbym do czynienia z iście czarodziejskim przeciwnikiem. Moment, moment… Coś jakby, owocowy agrest? Czarnobiała czarodziejko jak grudniowy poranek, czy to ty? Gdy już zaczynałem dostrzegać ledwie czubek blond głowy, wyłaniający się zza pagórka stanowiącego centrum areny, poczułem świeżość kolendry i zaraz po tej uwerturze świeżości -klops – zapach warzywniaka, zleżałe warzywa a wśród nich, niczym na tronie, wiecheć kolendry i bzu. Teraz już widziałem swojego wroga – niebrzydka, drobna blondyneczka z brzoskwiniową karnacją wpadającą w zieleń (aż chciałoby się podejść i ugryźć).

Groninger_piwnakompania.wordpress.com

Burza loków (piana) dzięki słońcu niemal biała. Może zdążyłbym się zachwycić nad idealną nieprzenikalnością wzroku (mętność) spojrzenia, czy nawet dokładniej zapoznać się ze strukturą loków (drobnoziarnista piana, cud), lecz oto przeciwnik w dwóch kocich susach doskakuje do mnie i jak nie zionie mi w twarz huraganem bzu, warzyw, kolendry i agrestu – zmilczałem wyzwiska mojego nosa. Zaatakowała, stosując brudne sztuczki (delikatna kwaśność i smak bzu wypełniony po brzegi świeżą kolendrą oraz owocem brzoskwini). Przeczytałem każdy jej ruch, uniknąłem bądź sparowałem. Przystąpiłem do natarcia bezlitośnie atakując czułe punkty. Kwaśność? Zbyt intensywna w pierwszej fazie, a po chwili nieobecna, sprawia tym, że osad zostaje nieprzyjemnie na języku (cierpkość). Bez? Delikatny, zdominowany przez kolendrę oraz jej cierpkość. Inne, owocowe nuty? Ciężkie, toporne – w założeniach małmazją miały być tego trunku, a stały się jego zakałą. Blondynka dławiła się w kałuży własnej, morelowej krwi, nabita na własny miecz. Jej loki przypominały białe płomienie żłobiące piasek areny. Tylko bez i agrest został. I smutek.

Zapach 9;

Smak 3;

Wygląd 10;

Ogólnie 5.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Cena: 8,30,-;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi Podolany.

Groninger_piwnakompania.wordpress.com 4

Blady Witek

– Witoldzie! – płowo-fioletowa trwała a’la „te siatki tutaj siedziały” aż prawie się zatrzęsła, gdy te wiecznie niezadowolone usta rozdarły się wydając z siebie ten dźwięk, niezmiennie będący czymś pomiędzy skrzypnięciem drzwi a zgrzytem paznokci wgryzających się w tablicę. – Coś blado wyglądasz! – był to fakt, jeden z nielicznych dostrzeganych przez oczęta wyzierające zza okularów do czytania z kiosku Ruchu – niezaprzeczalnie Witek był dzisiaj blady. Jego lica wpadały w odcień pomarańczowego balona rozdmuchanego po granice wytrzymałości – mógłbyś, drogi Czytelniku, przysiąc, że można było przez niego spojrzeć, by podziwiać przebibelocony kredens. Płowa, niegdyś bujna niczym piwna piana, czupryna na głowie mężczyzny też już miała za sobą najlepsze lata – przeminął już okres miejscowej łysiny, zastąpiła go era punktowego owłosienia. Witek przeżuwał kanapkę z niezwykle fikuśnym obkładem ( ogórek kiszony, wędlina I musztarda ) czerpiąc niebagatelną przyjemność z wwąchiwania się w, będący jedyną uwielbianą przez pana Witolda rzeczą, boski zapach brzoskwiń oraz miętowego orzeźwienia. Gdy przełykał, zdecydowanie za duży – który to już raz targał się tak na swoje życie? – kawał wczorajszego chleba rozpoczął się skrzypiąco-tablicowy monolog. Istny słowotok. Ba! Tsunami słów. Mężczyzna począł „przeźroczyścieć” – broń Stwórco, nie stawał się nijaki, po prostu osiągał stan harmonii z wypełniającą pokój wonią i płynął wraz zeń. Był lekki – nazwiesz go, drogi Czytelniku, istotą lekkości. Pełen był słońca, które widywał tylko wychodząc ze śmieciami czy po drobne zakupy do delikatesów naprzeciwko. Ten właśnie – niepozornie wyglądający Blady Witek – tak bogate miał wnętrze, niezwykle rześkie, zabójczo lekkie, brzoskwiniowo-miętowe. Jego codzienność wpłynęła tylko na wygląd, resztę zostawiając pełną idealizmu oraz młodzieńczego zapału, czego i Wam życzę!

Ach, jak jak kocham piwa opowiadające historię. Mam nadzieję, że udało się Wam zobaczyć Pana Witolda i Żonę – uchowaj nas Stwórco przed kobietami jej kalibru.

Tak mi dopomóż, Wielki Potworze Spaghetti.

piwnakompania_Blady_witek_02

Zapach 9,5;

Smak 9;

Wygląd 5;

Ogólnie 9.

Smakosz ślaśki

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi;
  • Cena: 6,30,-.

piwnakompania_Blady_witek_03

Witbier

Chciałem umieścić tutaj niezwykle pasjonujący a żarliwie napisany wstęp, by unaocznić doskonałość tej podróżniczej wyśmienitości. Nawiązać chciałem do tego jak kształcą wojaże, do tego z jaką pasją sam zwiedzam i wreszcie poopowiadać trochę o wymarzonej śladami piwnymi eskapady dookoła globu. I zrobiłbym to – przedstawił wybitność tego piwa opisami, które moglibyście niemalże dotknąć, posmakować i wywąchać. Jednakże, bodajże pierwszy raz w moim życiu, zabrakło mi słów. Mój umysł ugiął się pod niewyobrażalną doskonałością tego trunku, skapitulowałem pod lirycznością zapachu: harmonią cytrusowo-kolendrowej, namacalnej, niemalże zielonej woni. Nie skłamałbym, gdybym rzekł, że przeszły mi ciarki zachwytu nad równowagą, której doświadczyły moje nozdrza. Ubrać nie byłem w stanie w słowa tego, jak mistrzowie piwowarzy połączyli tutaj skrajności i dodali charakterek od siebie. Wytrawność dopełnia świeżość lepiej niż yin uzupełnia yang. Słowa okazały się zbyt niedoskonałe, by przekazać czy nawet odrobinę przybliżyć przystojność tego piwa. Nie ma we wszystkich językach świata przymiotnika, który unaoczniłby ogrom i sztywność piany. Brak rzeczownika opisującego morelowo-słoneczny odcień barwy. Mętność wymyka się kanonom i podziałom tak płytkim jak części mowy – pełna dualistycznej natury – nieprzejrzysta oraz lekka zarazem i w jednym momencie. Smak nie poddaje się ograniczeniu, jakim jest zapisanie jego granic: ma nuty morelowej mętnej goryczki, innym razem zdaje się być kolendrowo-świeży, by znów dać znać o swojej cytrusowej podszewce. Jednym razem jest wytrawne, innym zupełnie podlotkowo-radosne. I WSZYSTKO! w harmonii, której najbliższe w określeniu jest słowo: całkowitej. Gdyby mnie mój wewnętrzny pisarzyna nie zawiódł, zakończyłbym karkołomną konstrukcją, że cieszyłem się niczym dziecko odkrywając co do zaoferowania mi ma kolejny łyk. I raz za razem doznawałem iście religijnych uniesień, gdyż mój umysł nie potrafił pojąć geniuszu tego piwa. I łyk za łykiem, głowiąc się cóż to za nowa nuta pojawia się na mym języku, zdawałem sobie sprawę jakim mowa jest niedoskonałym narzędziem…

DSC01360

Zapach 10;

Smak 10;

Wygląd 10;

Ogólnie 10;

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupione: Selgros;
  • Cena: 6,80,-.

DSC01364