Archiwa tagu: Pinta

Megabit [DDH West Coast IPA] – Pinta

Puszki w krafcie robią prawdziwą furorę! Nic więc dziwnego, że pojawia się ich co raz więcej. A gdy wleje się do niej podwójnie nachmielone West Coast IPA to musi wyjść z tego aromatyczna bomba – tym razem od browaru Pinta.

  • Kupione: Piwna Strefa, Poznań ul.Kościuszki
  • Cena: 11 zł,-

 

Reklamy

Bałtyk Adriatico Porter #vlog

Porterowa ofensywa wciąż trwa! Czym byłaby zima bez takich piw?Czyż nie okresem tak pustym jak spaghetti bez makaronu, jak Neapol bez pizzy? Kooperacja browaru Pinta oraz włoskiego Birra Amarcord (bene bene!) 22 % Blg., 9 % alc., wygląda imponująco, a czy smak oddaje jego charakter?

  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: 12,5 zł.-
  • Kraj Pochodzenia: Włochy/Polska

Kwas Alfa

Czy ta substancja mogła być własnością jegomościa o imieniu Alf? Tego się raczej nie dowiemy, gdyż w zamierzeniach miał być to żart, a piwo to jest reportażowo poważne. Jest, choć może to z uwagi na bliskość jego Dnia Sądu, sztywne. Objawia się to głównie w zapachu, który jest niczym stara szafa pełna molobójczych kul. Wonią przypomina mi to święto, co to zawsze jest wspominane przy rozmowach o szybkości przemijania, odbywających się podczas przypadkowego spotkania pod B. („Zobacz Grażynko, jak ten czas leci. Za niedługo wszystkich świętych…”).

kwas_alfa_piwnakompania_02

Jaki ma to związek? Piwo atakuje nos starym, zatęchłym futrem „tej” ciotki. Jest w nim również krocie żyta, jednakże agresywne a gimnazjalne to zboże – nieprzyjemnie ostry ma zapach. Idąc dalej tokiem święta przemijania (wszak zobacz, drogi Czytelniku, jak ten czas leci – wszystkich świętych za pasem! Ponarzekajmy jak ten zegar szybko tyka, my przyzwyczajeni do kalejdoskopu schematów) i w smaku dostrzec można pewną analogię. Jest zatęchły. Ma ten płomyczek pojedynczego znicza, swoją kwaśność – lecz i ta jest ciężka niczym nieodzowny bigos. Światełko w tunelu, jakie nieraz chciałbym zobaczyć podczas politycznej tyrady pseudomondrości, a jakże – istnieje w postaci znikomego ukłucia świeżości w goryczy.

kwas_alfa_piwnakompania_03

Spojrzeć na to piwo, to jak przejść się o mrocznej północy po rozświetlonym pamięcią cmentarzu, z parą wysypującą się z ust jako przewodnikiem. W tym dniu, wyobrażasz sobie, drogi Czytelniku, coś wspanialszego? W to zepsute święto, będące pretekstem do bezczynności szczęśliwe pochowanym trzy metry pod ziemią. I ten pretekst zostałby tam, gdyby nie kilka niepotrzebnych słów o nieśmiertelnej duszy.

Smakosz śląski

kwas_alfa_piwnakompania_04

American Barley Wine

Brak we mnie dzisiaj głębi, czuję się… cienki – może dlatego, że niedawno spożyłem piwo tak gęste smakowo, tak potężne zapachem, pełne, wytrawne i delikatne. Będące paradoksem cichego uderzenia w dzwon… Czy może dlatego, że nawet tak dobrze skomponowane piwo, o którego aromacie, gdybym miał tyle czasu wolnego co Mickiewicz, napisałbym równie kapuścianego Pana Barley’a, zostawiło za sobą niedosyt. Zanim jednak udamy się na koniec tej satysfakcjonującej i rozczarowującej jednocześnie degustacji, przebrnijmy przez jej wszystkie akty. Sztuka, a czymś takim niewątpliwie mogłoby być to piwo, byłaby niebotycznie dobrym komediodramatem w trzech aktach, której niedokończony rękopis, na siłę zostałby ukończony przez pozbawionych geniuszu scenarzystów. Ludzi, którzy brukają deski teatru wypocinami poziomu paradokumentalnych chałturek. Mogą mówić, że prawdziwa sztuka obroni się sama – nie wiem jednak, czy częściej nie jest winny odbiorca: stworzenie niepotrafiące wykrzesać z siebie odrobiny wrażliwości na myśli autora. Wyrzucić z siebie coś więcej, niż tylko pseudomądre uniesienie brwi w galerii sztuki (bo tak trzeba, przecież nie można wyjść na chama). Coś więcej niż ignorowanie sztuki poza murami tego supermarketu z odchamiaczami.

american_barley_wine_PINTA_piwnakompania_03

 

Akt I

Nos, istne tornado zapachów. W beczce płynie trzech rozbitków.

Jeden z rozbitków to Kwiat, nagietekek, by być precyzyjnym – on, jak i kwiatowość ogólna wybija się najbardziej poza diablo wytrawną beczkę. Jednakże przepycha się on z depczącym mu po piętach zapachem solonych precli. Quasi-bryza wyczuwalna w zapachu jest zaskakująco intensywna, co więcej zaskakująca. Jej obecność jest niczym wyśmienita gra aktorska aktora, który znany jest z betonowej twarzy. Jest jak naturalnie wyglądający Nicolas Cage, jest jak powiew zmiany i świeżości. Ale w beczce jest ktoś jeszcze – czyha, czai się… Papryczka chilli z oczyma jak ziarna pieprzu. Ona jest jak drugi trup już w pierwszym akcie, jest nieprzyzwoicie nie na miejscu a jednak rozbudza apetyt. Kurtyna idzie w dół.

Akt II

Język rozbiegany jak gałki oczne.

Jeżeli język byłby sceną, to byłby tą, na której grane sztuki czasem ruszają całą ziemią i zawalają jej fundamenty a czasem sprawiają, że widownia rusza do wyjścia – klapa miesza się tutaj z geniuszem, co samo w sobie jest ożywcze. Tak. Ożywcze – doskonale wytrawny smak goryczy zbilansowany przez owocowe nuty, ogromna, zbyt wielka beczkowość (taka dziwna drewniano-winna kwaśność), nienarzucający się orzech oraz zabójcza perfumowatość przekraczająca wszelkie granice. Idealnie dobrane wysycenie jeszcze udobitnia wytrawny, gorzki acz owocowy smak. Gałki oczne przewracają się, gdyż nie mogą wchłonąć piękna trunku nie eksplodowawszy uprzednio. Na scenę wchodzi, niczym pijany aktor, alkohol. Kurtyna szybko, niczym kiecka wiejskiej dziewki na prośbę podróżnego aktora, opada na deski sceny.

american_barley_wine_PINTA_piwnakompania_04

Akt III

Turpista siedzi na pustej scenie i gdyba.

No właśnie, piwo tak dobre, bo nie doskonałe – zaskakujące, ale ten właśnie smak, w którym wypunktowałem wiele niedociągnięć, ta dziwność łączenia geniuszu z beznadzieją, jak i słone precle oraz zabójczo przystojna papryczka, stworzyły to piwo dla mnie. Frenetyczny zwrot akcji oraz wybitne skwitowanie wszystkiego oszałamiającą oprawą. Sztuka, ta matka wszechczucia, żyje, ma się dobrze i obroni się sama. Tylko odebrać ją będzie musiało być komu.

Zapach 10;

Smak 9;

Wygląd 10;

Ogólnie 9,9.

Smakosz śląski.

Wybaczcie taką jakość, ale to zdjęcie, z konieczności, musiało zostać wykonane moim, cudownym aparatem schowanym w cudownej motoroli, przez niezaznajomionych nazywanej telefonem.
Wybaczcie taką jakość, ale to zdjęcie, z konieczności, musiało zostać wykonane moim, cudownym aparatem schowanym w cudownej motoroli, przez niezaznajomionych nazywanej telefonem.

Hopus Jumbo

Gdybym tylko miał zamknięte oczy i przyszło mi wąchać podstawione szkło wypełnione piwem bez namysłu rzekłbym: rześka IPA! Połowicznie wyszedłbym na głupca, gdyż powinienem dodać BLACK, jednak złożoność aromatu nie ułatwia sprawy w odnalezieniu prawidłowej ścieżki. Piwo stabilizuje się po chwili i po początkowym ataku cytrusów i orzeźwienia zaczyna wyrzucać z siebie aromaty gorzkiej czekolady dorzucając raz po raz zapach palonych kremowych słodów. Potwierdzenie swych mądrych słów odnajduje w smaku, który jest wyraziście puszysty jak ubite białko, sprawia wrażenie lekkiego choć na finiszu kosztowania potrafi pokazać pazury. Właśnie wtedy najmocniej idzie odczuć całość smaków: od goryczy począwszy, przez słodki posmak słodu, przyjemne grzanie przełyku, aż do momentu chrupania gorzkiej, smolistej czekolady wprost od szwajcarskich cukierników. Co ciekawe można odczuć polski chmiel Magnum wyłaniający się jak krecik ze swej norki, nie śmiało i wstydliwie, ale znacząco widoczny jak kopczyki na pięknym wiosennym trawniku. Barwa piwa rozjaśnia się dopiero po moich usilnych próbach prześwietlenia szklanicy, ale tylko na mocno bordowy-czarny kolor. W normalnym świetle różnice w kolorze są nie do zobaczenia, a zacna piana gładzi szkło jak człowiek kopertę po pierwszej wypłacie. Znakomicie ułożone i jednocześnie falujące paletą aromatów piwo wypełni Wasze wieczory!

Zapach 9,75;

Smak 10

Wygląd 10;

Ogólnie 10.

Wielkopolski Piwosz

hopus_jumbo_piwnakompania_03

Przejdźmy do rzeczy od razu – czas do, niechybnie za niedługo ustanawianej, godziny policyjnej się kurczy. Porzućmy na bok słowne igraszki, obedrzyjmy ten foliał i wgapiajmy się w obnażonego recenzenta – bo jeśli zabrać mu jego zdobnie pisany miecz ( choć w moim przypadku widziałbym w tym miejscu toporzysko, miecz dwuręczny bądź młot ) pozostanie sam, nagutki. Goły nie oznacza słaby – w naszej kulturze nagość jest piętnowana, jest słowem o negatywnym wydźwięku. Won, ty szkodniku, dzisiaj bez figur, pseudomądrości i polotu – jesteś wszak rzemieślnikiem, twoim tworzywem jest kartka, narzędziem umęczony albatros w głowie a pomocą psychoaktywne środki ( tj. muzyka, wiersze, książki i tym podobne tałatajstwo ). Rzemieślnik wytwarza: stawia te toporne zdania jedne za drugim, męczy się sam – przestrzeń między kropką a kropką jest bezkresna niczym Sahara, nieskończona bardziej aniżeli Wszechświat. Znów, ty szkodniku, ty muzo przebrzydła! Won stąd! Won! To miejsce winno być właśnie takie, jak to piwo: ma się wrażenie, że po języku to nie gorycz ( skądinąd piękna, intensywna, żywiczna trochę zbyt kwaśna, zbyt taka, jaka powinna być, zbyt przewidywalna: pragniesz moreli, masz takie ucytrynowione, wiem, że lubisz. Może karmelu pomieszanego z szynką, od dziecka lubisz. Może kwaśności żywicznej jeszcze ci dolać, dziubasku? ) a tabun rwących się do wyrabiania norm ludzi pracy z klasy robotniczej stawia swoje trapery sztuk jeden. Jest intensywne, ale rzekłbym: intensywnie, skrajnie pragmatyczne. Nie powiemy sobie: „ A to co? Co to za smak, na co tu on?”, bo wszystkiego będziemy się spodziewać. To samo z zapachem: oddech fabryki ( nie: chemiczny, ale jakiś taki bezduszny, wszystkiego możemy okczekiwać, piwo wchodzi w ramy gatunku tak bardzo, że nie wyrwie go z tych więzów nic, nawet powieść ku pokrzepieniu serc, nawet antyutopijne strofy, nawet milicyjne pałki – tkwi sobie w żywicznym zapachu, intensywnym: dlaczego? Zapytasz to piwo. Bo tak mi kazali, odpowie. Ziemiste, odpowiednio tytoniowe, odpowiednio wędzone, odpowiednie…) zionie w twarz, wypluwając kolejne zmięte twarze, kolejne pary oczu, które straciły zdolność odbijania i czuć, słychać, tylko miriady stąpających butów. Straszne to piwo, reżimowe. Uległe, pozbawione chęci polemizacji. Zapewne myśli: „tak jest i kropka, tak być musi”. Naród z przepisem, przepis z narodem. I tak oto, za sprawą czerni trunku wykreślam z dzisiejszego dnia imię mojej Pani, mojego sacrum: wolności żegnaj, witaj „ tak było jest i będzie”.

Ogólnie: 101% wyrobionej normy, Obywatele i Obywatelki oto wypracowana rękami partii ocena: 5,1.

 

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Dobry Chmiel, Katowice./Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: 8zł/9 zł.

hopus_jumbo_piwnakompania_02