Archiwa tagu: Niemcy

Dunkles Hefe Weizen

Nie lubię zapominać. Raczej mi się to nie zdarza, ale niestety mimochodem w życiu zdarzają się momenty, gdy zapomina się o rzeczach ważnych. Mi uleciał fakt, że ciemne pszeniczne piwa, niemieckie rzecz jasna, są pyszne. Ten przedstawiciel chłodzący obecnie mój przełyk pokazał to w całej krasie!

dunkles-hefe-weizen_piwnakompania-wordpress-com-3

Fenomenalnie kremowy z dozą słodyczy ubraną w bąbelki przemyka przez moje ciało jak woda przez rzeźbione kamienie tysiącami lat. To znaczy, że wpasowuje się idealnie w mój przedział smakowy. Jakżeby było tego mało posiada w sobie zachwycające mnie nuty gorzkości, mniej więcej występujące w szóstej sekundzie po skosztowaniu.

dunkles-hefe-weizen_piwnakompania-wordpress-com-5

Trwają one dosyć krótko, a tuż za nimi jak stado dziennikarzy na tragedię pędzi słodycz, pszeniczna i radośnie letnia. Poemat układałby się w niebiańską całość pozbawioną wad, doskonałą i czystą jak skrzydła herubina, gdyby nie aromat. Nie, nie jest zły. Po prostu jest ponadprzeciętnie delikatny, bez solidnych nut palonej pszenicy, przypomina swego jasnego brata wykąpanego w bananowym soku. Barwy doskonale czarnej nie ma, choć przypomina mi nieco Paulanera Dunkela, piwo ideał mych około dojrzałych lat, wzór każdego dobrze przeżytego piątku. Więcej Panowie Frankończycy, więcej! Lejcie pókim siedzę!

dunkles-hefe-weizen_piwnakompania-wordpress-com-4

Zapach 7;

Smak 10;

Wygląd 9;

Ogólnie 8,5;

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Niemcy
  • Kupione: Franky Getranke&Mehr, Norymberga
  • Cena: ~0,8 Euro

dunkles-hefe-weizen_piwnakompania-wordpress-com

Schwarzwald, Alzacja – Relacja

Nawet sobie nie zdajecie sprawy ile problemu przysporzyło mi wybieranie i selekcjonowanie zdjęć. Początkowo wybrałem ich, aż 78, z bólem jednak stwierdziłem, że ilość ta jest zbyt duża i ostatecznie udało mi się uszczuplić wersję do 56. Na tych zdjęciach zamierzam oprzeć swą opowieść o podróży po Niemczech, ale nie tylko. Dzięki dogodnemu położeniu campingu odwiedziliśmy także miasta położone po drugiej stronie Renu, we Francji.

trasa

Podróż rozpoczęliśmy od wyjazdu z Poznania do Norymbergi, miasta położonego w sercu Frankonii, regionu gdzie piwo jest esencją życia, a ilość regionalnych browarów na głowę jest podobno jedną z największych na świecie. Miasto obecnie znajduje się w Bawarii jednak przez wieki było osobnym politycznym bytem różniącym się przede wszystkim religią. Królował tu protestantyzm, który swe piętno zostawił w budowie kościołów i ich architekturze.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-2

Miasto posiada mury miejskie o sporej długości, gdzieniegdzie zachowały się do dziś także bramy miejskie. W czasie II wojny światowej Norymberga została praktycznie zrównana z ziemią, dlatego sporo budynków w centrum miasta wyróżnia się na tle historycznych zabytków. Zastanawia jednak fakt, że Doku-Zentrum , miejsce gdzie powstawał kompleks nazistów wg. fanatycznej wizji Hitlera praktycznie nie ucierpiał. Przewidziany był tam stadion, który miał pomieścić 400 tysięcy wiernych słuchaczy jednego dyktatora. Obecnie mieści się tam muzeum, które pełni rolę ostrzegawczą: pokazuje na jakich falach, tendencjach i hasłach naziści doszli do władzy. Ksenofobia, kłamstwo, rasizm, propaganda, zablokowanie sądów, powsadzanie swoich, nienawiść do obcych i inaczej myślących, hipokryzja…brzmi znajomo? Jednakże nie można miastu odmówić uroku, wysokie szachulcowe kamienice, bramy i mury obronne, a także kościoły prezentują się pięknie o każdej porze dnia i nocy (do północy na pewno, po tej godzinie w ramach oszczędzania wyłącza się podświetlenie zabytków).

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-1

Spacerując po mieście musieliśmy zajrzeć do starego mieszczańskiego browaru znajdującego się przy  Bergstraße 19. Warzonych jest tu sezonowo aż 10 piw, w zależności od pory roku, a wszystkie sprzedawane są w butelkach 1-litrowych. Najbardziej znanym jest Nürnberger Rotbier, piwo o mocno słodowym smaku z kojącą goryczką odczuwalną na końcu przełyku. Trunek jest dosyć szczodrze nasycony, zawartość ekstraktu w wysokości 13,5 % sprawia wrażenie lekkiego i wybitnie pijalnego. 

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-3

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-5

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-4

Spacer po mieście należy do przyjemnych, warto poruszać się zwłaszcza w okolicach murów miejskich, które w połączeniu z elementem wodnym stanowią bardzo ładną wizytówkę miasta. Polecam także wybrać się na Kaiserburg Nürnberg, wzgórze zamkowe,z którego roztacza się szeroki i piękny widok na miasto.

Jednak czas gonił i następnego dnia rano ruszaliśmy w dalszą podróż, do Lindau leżącego nad Jeziorem Bodeńskim. Po drodze napotykaliśmy na sporą ilość remontów na autostradach, zwężeniom nie było końca, na szczęście mimo tego ruch odbywał się dosyć płynnie. Po dotarciu na miejsce dało się wyczuć z miejsca inny klimat miasta, zdecydowanie bardziej południowy. Wytworzył się tu specyficzny mikroklimat, słońce ogrzewa stoki i okolice, a Alpy blokują odpływ ciepłej masy powietrza, dzięki temu w mieście mogą rosnąć palmy czy gdzieniegdzie pomarańcze. W centrum miasta zaznaczyła się także inna ręka, a mianowicie włoska. Mnóstwo pizzeri, kawiarń, Włochów i okiennice na domach sprawia wrażenie południowego miasteczka.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-7

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-9

Nad nabrzeżem funkcjonuje sprawny port, a tuż obok niego dworzec kolejowy oddalony od wody o zaledwie 200 metrów. Na trakcie wyrosło wiele knajpek i hoteli, wypełnionych turystami i mieszkańcami. Nocą zresztą  nabrzeże jest fenomenalnie podświetlone, latarnia morska wskazuje drogę statkom kursującym między brzegami niemieckimi, austriackimi i szwajcarskimi. Byłem pod niebywałym wrażeniem z jaką prędkością wpływały statki wycieczkowe do zatoki, nie raz byłem przekonany, ze skończy się wyrwą w burcie, a za każdym razem wychodziło, że kapitan wie co robi.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-10

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-8

Jednak czas naglił i dnia następnego o poranku wyruszyliśmy do docelowego miejsca na camping Steinach w Schwarzwaldzie. Region ten był najpóźniej zaludnionym terenem w Niemczech, poważne osadnictwo rozpoczęło się w nim dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Wcześniej tereny te znane były jako kryjówki rozbójników, złodziei, gęste lasy chroniły ich przed ręką kata. Duża część oryginalnych schwarzwaldkich lasów została wycięta po I wojnie światowej kiedy to drewno wycinali Francuzi w ramach reparacji wojennych, choć nie powinni. Przyczyną był brak pieniędzy po stronie niemieckiej.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-11

Osobiście region przypomina mi polskie Beskidy, choć doliny są tutaj zdecydowanie szersze, a drogi lepsze. Stolicą regionu jest Freiburg, miasto uniwersyteckie położone w pobliżu granicy z Szwajcarią i Francją. Miasto jest niesłychanie żywe i wielokulturowe, stare miasto jest ładne, ale brak mu jednego miejsca niesłychanie urokliwego. Między nimi trzeba przejść główną ulicą, która do najpiękniejszych nie należy mimo panującego porządku.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-12nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-13

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-14

W obecnej chwili część Katedry jest w remoncie, wnętrze jednak robi imponujące wrażenie. Witraże pochodzą z XIII wieku, a żywe i klarowne kolory w ciszy opowiadają o biblijnych scenach. Wieża katedry mierzy 116 metrów, jej gotyckie wykończenia powodują niekończącą się serię pytań: jak ludzie kiedyś byli w stanie coś takiego wykonać? Na zewnątrz można przyglądać się ogromnej ilości rzygaczy straszących prawie z każdej strony fasady. Ulicami miasta płynie także mały kanał, szerokości pół metra. Jest to charakterystyczny motyw dla miast tego regionu, można je spotkać w Bernie, a także w następnym odwiedzonym przez nas mieście w Staufen im Breisgau. Następna cechą, która łączy wspomniane szwajcarskie Berno, a Freiburg są wieże, prawie identyczne z niebieską tarczą zegarową.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-16

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-15

Po wyjechaniu z miasta skierowaliśmy się na południe do Staufen im Briesgau. Oddalone o mniej więcej 20 km. miasteczko zaparło dech w piersiach. Było niesłychanie urokliwe, piernikowe z artystycznymi detalami. Mnóstwo małych arcydzieł, które nie zmieściły się niestety w załadowanych zdjęciach uświetniało miasto. Co na mnie zrobiło wrażenie, zresztą nie tylko tutaj, to zaufanie jakim się darzą ludzie i chęć utrzymania porządku i czystości. Przykład? Czyste ulice, brak walających się śmieci i psich kup. Zaufanie? Beczki z butelkami win poustawiane na ulicach nie kusiły nikogo. Dbanie o detale? Kwieciste domy, przycięte winogrona na domach, żeliwne artystyczne szyldy,

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-18

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-19

Miasteczko zostało dosyć zniszczone w czasie nalotów wojennych jednak nie całe, pozostałą część odbudowano. Widać jednak, że mieszkańcy dbają o miasto, nawet w obejściach domostw można wypatrzeć (jakżeby inaczej) krasnale, beczki po winie przyozdobione winogronami, żeliwne stoliki i krzesła stojące przed bramami. Ze względu na region, w którym produkuje się wino prawie na każdym kroku można kupić je w firmowym sklepie lub skosztować w czasie degustacji. Obok na wzgórzu znajdują się ruiny zamku, do którego prowadzi droga pośród równo przyciętych winnic.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-20

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-21

Z góry roztacza się olśniewający widok na okoliczne winnice. Przy zachodzie słońca całość robiła fenomenalne wrażenie, najlepiej widok oddaje zdjęcie panoramiczne. W dole widać wiele miasteczek rozsianych nierównomiernie. Po przyjeździe na camping przystąpiliśmy do winnej degustacji, muszę dodać, że oddałem się na tym wyjeździe głównie kosztowaniu win. Region zobowiązuje!

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-23

Dzień następny przyniósł wyprawę na francuską stronę do Colmaru oraz Eguisheim. Oba miasteczka leżą w Alzacji, regionie miotanym przez wieki między Francją, a Niemcami. Miasteczko miało wiele miejsc, którym należy się zdjęcie, wybrałem jednak te najmocniej oddające klimat całości. Wiele kolorów, szachulców, języków na ulicach, a także nieco większego bałaganu aniżeli po niemieckiej stronie.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-24

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-25

Jedna z części miasta zwana jest małą Wenecją ze względu na kanał, który gęsto jest wykorzystywany przez łódki, a także wybudowane nad nim budynki. Tuż nad kanałem położone są kawiarenki, gęsto zaludnione i właśnie w jednej z nich udało się dorwać typowe alzackie danie czyli Flammkuchen. Zrobione jest na cienkim cieście (czyżby francuskim?), posmarowane śmietaną i posypane cebulą i boczkiem, a następnie zapieczone w piecu.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-31

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-30

Przy okazji musiałem także skosztować regionalnego wina, prawdopodobnie był to Edelzwickier. Delikatne, owocowe i odświeżające. Wprost na 30 stopniowy upał. Spacerując dalej wzdłuż rzeki trafiliśmy do mercady, która nie była zbyt duża, ale wyposażona solidnie. Udało mi się dorwać lokalne piwo wprost z Colmaru, nie spodziewałem się niczego wielkiego po nim i nie zawiodłem się. Smakowało tak jak wyglądało, dosyć kukurydziane w aromacie choć w czasie kosztowania dawało radę i zostawiało po sobie nutę radości.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-28nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-26

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-27

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-29

Na wspomnianym przed chwilą targu wypatrzyłem inne stoisko z piwami. Były tam trzy gatunki, niestety wydedukowałem tylko z jednego, że jest witbirem. Francuzi mają tą nieprzyjemną cechę, że nie potrafią bądź nie chcą rozmawiać w żadnym innym języku po za swym narodowym. Ich ostentacyjne zachowanie jest wredne, ekspedientka przy stanowisku nawet nie zadała sobie trudu by wytłumaczyć mi cokolwiek. Wybrane  jednak przez przypadek piwo okazało się wyśmienite.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-53

W notatniku zanotowałem: ,, Aromatyczny, wzniosły zapach, filigranowo cytrusowy i pszeniczny. Pachnie świeżością, letnimi zbiorami, nie zostawia złudzeń, że jego zadaniem jest odświeżenie. Smak wykwintnie delikatny, z nutą kwaskowatości na końcu, ale wymieszana ona jest z cząstkami polnych kwiatów. Delikatnie goryczkowy i perfumowany, czyżby kolendra?”. Chciałbym skosztować go ponownie, choć cena kręciła się koło 3,7 Euro za małą butelkę. Ewidentnie NIE-studenckie ceny!

Tego dnia mieliśmy zaplanowaną jeszcze jedną wycieczkę, do pobliskiego Eguisheim. Oddalone o zaledwie 6 km. zwaliło nas z nóg. Każda część wyglądała jakby została wybudowana z pierniczka dla Jasia i Małgosi, a co najciekawsze zakrzywiało rzeczywistość. Wchodząc do niego przez bramę ruszyliśmy wzdłuż domków, które się nie kończyły. Po pewnym czasie zacząłem się martwić ile to będzie trzeba wracać (stopy już bolały…), a tu nagle wyszliśmy dokładnie w miejscu, w którym zaczynaliśmy podróż.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-32

Miasteczko jest idealnie zachowane, wprost wyjęte ze średniowiecza, układ urbanistyczny nie uległ zmianom. Powykrzywiane domki zaprzeczają prawom fizyki, belki po tylu latach miałby prawo się zawalić, a jednak się trzymają. Na środku, na ryneczku znajduję się mały kościół, którego wnętrze przypomina bardziej stylem wschodnio-chrześcijańskie.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-33

 nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-35

Dodatkowo na ulicy można było spotkać wiele ciekawych np. kwietników, czy figurek przedstawiających wiedźmy. W odróżnieniu od Colmaru miasto było pozbawione turystów, spokojnie, prowincjonalne, bez cienia sztuczności. Istna sielanka. Z miasteczka, z parkingu odjeżdża kolejka wożąca turystów po okolicznych winnicach, położonych na stokach Wogezów, gdzie można dowiedzieć się o poszczególnych szczepach, a także zdegustować lokalnych wyrobów.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-34

Dzień dobiegł końca, choć przygoda z francuskimi akcentami nie. Następny dzień przyniósł nowe miasto, tym razem Strasburg. I powiem Wam, że nie wywarło na mnie wielkiego wrażenia. Może gdybym je widział jako pierwsze sprawiłoby lepsze wrażenie, jednak po wyjściu z parkingu ukazały się wszystkie wady dużych miast: brud, bałagan, zaniedbanie i podejrzani ludzi. Po tym przejściu udało się jednak dotrzeć do centrum gdzie ukazała się dziwna, nietypowa Katedra pw. Notre Dame.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-37

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-38

Nietypowa, gdyż z jedną wieżą. Ma ona , aż 146 metrów wysokości, druga choć planowana nigdy nie powstała. W połowie wysokości był dostępny taras widokowy, z którego roztaczał się widok na miasto, rozległe choć ma nie całe 270 tys. mieszkańców. Fasada przyozdobiona jest tysiącami rzeźb, większych i mniejszych, arcydzieło w pigułce. Do środka nie zajrzałem, kolejka była zdecydowanie zbyt duża. Zbudowana z czerwonych kamieni sprawiała wrażenie wykutej z lawy, gorące słońce wzmacniało ten efekt.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-39

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-43

Kręcąc się na uliczkach wokół katedry, które nie były głównym szlakiem turystycznym można było dostrzec absolutny brak turystów. I na jednej z tych uliczek spostrzegliśmy sklep z piwami! Wreszcie. Czym prędzej tam ruszyliśmy, witryna sklepowa przywitała nas sukienkami zrobionymi z puszek i z kapselków. Idealna kreacja dla kobiety każdego piwosza! Sklep nazywa się ,,Le Village de la Biere” i znajduję się przy  Rue des Frères 22. Kto będzie z Was w Strasbourgu polecam koniecznie ten adres.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-40nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-41

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-42

Piw w sklepie było mnóstwo. Zdecydowanie większa połać była poświęcona craftom, choć w dwóch szafkach były konerniaki z całej Europy, po za Polską (na końcu zamieniłem słowo ze sprzedającym i opowiedział, że od czasu do czasu mają Tyskacza bądź Żywca). Błąd jaki popełniłem, to założenie, że sprzedawca i tutaj nie będzie mówił po angielsku (nigdzie wcześniej tego nie robili…). Tudzież sam chodziłem i błądziłem nie mogąc się zdecydować na odpowiedni wybór, etykiety oczywiście zawierały francuskie nazwy (czy polskie piwa nie powinny mieć choć paru słów po angielsku? Ha, rzecz do poprawy!). Finalnie wybrałem jedno piwo wprost z Alzacji, a drugie jak później się przyjrzałem (myślałem, że też regionalny craft) wprost z Quebecu w Kanadzie. Poniekąd jest więc francuskie. Co istotne to fakt, że ceny małych (małych!) butelek piw oscylowały w przedziale 3,3-4,5 Euro. Nasze piwa w tym wypadku wypadają istotnie bardzo korzystnie. Recenzje obu tych piw w niedalekim czasie na blogu.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-44

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-45

Wizyta w sklepie dobiegła końca, czas naglił i było trzeba ruszać dalej. Na naszej turystycznej trasie mieliśmy jeszcze parę ciekawych miejsc do zobaczenia, jednym z nich była tama (chyba!), za którą rzeka Ren rozdzielała się na pięć mniejszych kanałów. Dzięki nim możliwa była żegluga, a komponent wodny wzmacniał pozytywy odbiór miasta. Nad kanałami ulokowało się mnóstwo knajpek, a na nabrzeżu odpoczywali ludzie. Sielanka. Jedynym elementem, który zaburzał ten widok byli w pełni uzbrojeni żołnierze i policjanci patrolujący ulicę, atmosfery strachu i paniki jednak wyczuć się nie dało.

Nowy dzień przyniósł zmianę miejsca pobytu: nadszedł czas pakowania i przejazdu na camping w Saarburgu. W drodze zatrzymaliśmy się w znanym niemieckim Ciechocinku czyli Baden-Baden. Po raz kolejny potwierdziła się moja teoria, że na sanatoria jeszcze jednak jestem za młody. Sennie, spokojnie, ułożenie. Tak można by podsumować miasto, które miało w ładną, schludną zabudowę, ale niczym nie zachwyciło. Jedynie o czym warto wspomnieć to ogrodzie, w którym oprócz palm rosną także bambusy i inne egzotyczne rośliny. Czyżby geotermalne źródła, aż tak podgrzewały tą okolicę?

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-54

Nasza trasa na miejsce docelowe prowadziła przez Francję, tak było najbliżej. Saarburg jest położony w pięknym miejscu, w dolinie między wzgórzami, które pokryte są winnicami. Cała dolina rzeki Saary, Mozeli, a także ogromna połać terenu nad Renem znana jest z wyśmienitych, głównie białych win. Jednym z miasteczek, koniecznie wartych odwiedzenia jest Bernkastel-Kues, położone tuż nad brzegiem Mozeli. Mieliśmy to szczęście, że odbywał się wtedy festiwal wina, miasteczko od natłoku ludzi i kapel drżało więc w posadach.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-47

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-48

Kapele, było ich co najmniej trzy rozlokowane w różnych zakątkach bawiły mieszkańców, a mi przyszło stwierdzić, że muzyka ludowa na obszarach Niemiec, Czech czy nawet Polski brzmi podobnie. Praktycznie wszystkie kamienice były ucieleśnieniem tego co szachulce mogą dać najlepsze: zakrzywianie praw fizyk, niekończąca się paleta barw i urok.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-49

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-50

Przechodząc pośród stoisk z winami nie dało się nie skusić chociaż na jedno wino, czasem dwa, albo trzy…nie dało się upić jeśli o tym pomyśleliście. Kieliszek mimo swej ceny około 2 Euro był wypełniony tylko w wielkości 100 ml. tak, dokładnie 0,1 litra. Dosyć biednie nalewali, a jako, żem student i poznaniak przyszło mi prędko policzyć, że korzystniej kupić butelkę w sklepie lokalnego wina i tak kosztować.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-51

Wyprawa dobiegła końca, choć wieczór przyniósł kosztowanie piwa zakupionego w Baden-Baden. O mały włos o nim nie zapomniałem, na szczęście światło w lodówce przypomina o dobrociach. Było to ,,Schwarze Bier Amadeus” z browaru domowego umiejscowionego na głównym placu w mieście. Popełniłem jednak srogi błąd, zupełnie zapomniałem by zrobić zdjęcie samej restauracji i browarowi…na szczęście mają swoją stronę internetową (link powyżej na zielono).

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-52

Piwo było lekkie, choć z nutami goryczy wyskakującej gdzieś na końcu kosztowania. A także smukłe w smaku, niezbyt nasycone co sprawiało wrażenie kremowego, palone słody były delikatne i nie gryzły się ze znikomą słodyczą. Generalnie dobre ku mojemu zaskoczeniu, obawy, że będzie przesłodzone i alkoholowe się nie sprawdziły!

Wyjazd dobiegał końca, tempo podróży, ilość chodzenia po krętych uliczkach i dojazdy do celów podróży były dosyć męczące. Na tyle, że przed ostatniego dnia podróży tylko zjechaliśmy kolejką do miasteczka nad, którym położony był nasz camping, do Saarburga. Jest to małe miasteczko wrzucone pomiędzy wzgórza winne, skały i rzekę. Malownicze krajobrazy najlepiej podziwiać z drogi wiodącej na wzgórze gdzie stację ma kolejka krzesełkowa. To jak, zachęceni do odwiedzenia kolejnego regionu Europy? 😉

Ilość przejechanych kilometrów: około 3200.

Wielkopolski Piwosz

saarburg_piwnakompania-wordpress-com

Weisser Franke

Zapach tego frankońskiego specjału jest bardzo specyficzny i jednocześnie nadzwyczaj mocny. Nie wiem czy chciałem to poczuć, ale odczuwam i to wyraźnie, iż posiada w sobie aromat pleśniowego sera. Gdy mogę tolerować zapach sera bo różne myśli i zapachy przyświecają piwnym artystom przy ich tworzeniu to niestety nie mogę być zbyt tolerancyjny dla alkoholu. Wydaje się zbyt mocny, ale ostatecznie w smaku nie potwierdza swej aktywności. Nadmienić jeszcze muszę, że wyczuwam w nim kwaśną, wręcz omdlewającą w pewnej chwili pszenicę. Smakiem swym natomiast zaskakuje gdyż jest lekki, mniej wyrazisty niż zapach. Jednocześnie, cała piwna kompozycja dosyć mocno obezwładnia cała połacią języka. Pszenica i reprezentujące ją drobinki przyjemnie łaskoczą podniebienie. W drugim momencie kosztowania kwaśna siła daję się we znaki. Wygląd jest bardzo charakterystyczny dla piw pszenicznych, dosyć klasyczny, ale naprawdę imponujący. Pięknie mętny i nie przejrzysty. Piana czarująco osiada na tafli piwa i nie znika.

Zapach 7;

Smak 7;

Wygląd 9;

Ogólnie 7,5;

Wielkopolski Piwosz

DSC01300

Można się zastanawiać, czy coś złego jest w byciu przeciętnym, zadawać sobie pytania, czy czyni nas to swojego rodzaju półproduktem – jest to jednak czcza gadanina, bo samo zadawanie sobie takich zagwozdek sprawia, że stajemy się inni niż lwia część społeczeństwa. Po cóż ów psychologiczny wstęp? Otóż unaocznia nam on doskonale to piwo – ono stawia sobie te pytania – nie jest więc nijakie ani wyraziste. Jego natura zawiesiła je gdzieś w browarniczym Limbo. Czemuż to? Już wyjaśniam: wygląda jak miód z kwiatów cytryny, upstrzony przepięknie białą a gęstą i wytrzymałą pianą. Wygląd tak mętny oraz ciemniejszy, że usatysfakcjonuje nawet najbardziej wybrednych ( czyli mnie ) – poczytuję te cechy jako owe zastanowienie się nad sobą. Dalej już jest typowo ( nie żeby wygląd odbiegał od pszenicznego piwa sztuk jeden, ale ma znamiona inności ), choć i tutaj można dostrzec, czy bardziej odczuć niepewność samego trunku – jest-li ono typowe do bólu, czy też i nie – język i powonienie bombardowane są standardową kwasotą, nos topi się w natłoku banana, paszczęka umiera otoczona osadem przesiadującym weń dekady po przełknięciu, ale.. Tak, jest tutaj owo liche: ale. Jest ! I to już możemy poczytać za sukces. Otóż jest ono tak orzeźwiające, że aż chce się je pić. Jest też typowe. Pierwszy raz odczuwam tak skrajne emocje jednocześnie. W tym szaleństwie zdaje się być metoda, bo, trącał to pies, lubię je. Nie. Nie za zapach i smak. Lubię je za ten cień inności, za tą chwilę zastanowienia i za zwariowanie. Zdecydowanie za zwariowanie.

Zapach 5;

Smak 8;

Wygląd 9;

Ogólnie 7,5.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Niemcy
  • Kupione: Norymberga ( dzięki uprzejmości bester Freund)

DSC01301

Witbier

Chciałem umieścić tutaj niezwykle pasjonujący a żarliwie napisany wstęp, by unaocznić doskonałość tej podróżniczej wyśmienitości. Nawiązać chciałem do tego jak kształcą wojaże, do tego z jaką pasją sam zwiedzam i wreszcie poopowiadać trochę o wymarzonej śladami piwnymi eskapady dookoła globu. I zrobiłbym to – przedstawił wybitność tego piwa opisami, które moglibyście niemalże dotknąć, posmakować i wywąchać. Jednakże, bodajże pierwszy raz w moim życiu, zabrakło mi słów. Mój umysł ugiął się pod niewyobrażalną doskonałością tego trunku, skapitulowałem pod lirycznością zapachu: harmonią cytrusowo-kolendrowej, namacalnej, niemalże zielonej woni. Nie skłamałbym, gdybym rzekł, że przeszły mi ciarki zachwytu nad równowagą, której doświadczyły moje nozdrza. Ubrać nie byłem w stanie w słowa tego, jak mistrzowie piwowarzy połączyli tutaj skrajności i dodali charakterek od siebie. Wytrawność dopełnia świeżość lepiej niż yin uzupełnia yang. Słowa okazały się zbyt niedoskonałe, by przekazać czy nawet odrobinę przybliżyć przystojność tego piwa. Nie ma we wszystkich językach świata przymiotnika, który unaoczniłby ogrom i sztywność piany. Brak rzeczownika opisującego morelowo-słoneczny odcień barwy. Mętność wymyka się kanonom i podziałom tak płytkim jak części mowy – pełna dualistycznej natury – nieprzejrzysta oraz lekka zarazem i w jednym momencie. Smak nie poddaje się ograniczeniu, jakim jest zapisanie jego granic: ma nuty morelowej mętnej goryczki, innym razem zdaje się być kolendrowo-świeży, by znów dać znać o swojej cytrusowej podszewce. Jednym razem jest wytrawne, innym zupełnie podlotkowo-radosne. I WSZYSTKO! w harmonii, której najbliższe w określeniu jest słowo: całkowitej. Gdyby mnie mój wewnętrzny pisarzyna nie zawiódł, zakończyłbym karkołomną konstrukcją, że cieszyłem się niczym dziecko odkrywając co do zaoferowania mi ma kolejny łyk. I raz za razem doznawałem iście religijnych uniesień, gdyż mój umysł nie potrafił pojąć geniuszu tego piwa. I łyk za łykiem, głowiąc się cóż to za nowa nuta pojawia się na mym języku, zdawałem sobie sprawę jakim mowa jest niedoskonałym narzędziem…

DSC01360

Zapach 10;

Smak 10;

Wygląd 10;

Ogólnie 10;

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupione: Selgros;
  • Cena: 6,80,-.

DSC01364

Karpfen Weisse

Jak oceniać i patrzeć na piwo, które ma na etykiecie karpia? Co tkwiło w zamyśle piwowara by dać na etykietę wizerunek karpia? Możliwe, że piwowarzy są rybakami i to zaciekłymi! Jego zapach jak dla mnie jest zbyt kwaśno-pszeniczny. Wyczuwam w nim zbyt mocną słodycz, troszkę nad zbyt wyrazistą. Co ciekawe po tak silnym pszenicznym aromacie spodziewałbym się tego samego w smaku, ale zupełnie nie ma tej powtarzalności. Jest zaskakująco…mydlane! Aromat pszenicy rozmywa się i w pierwszym momencie kosztowania nic zupełnie nas nie zaskakuje. Spotyka mnie nie mniejsze zaskoczenie gdy na horyzoncie dostrzeżemy potwornie smolistą, ciężką chmurę, która wygląda jakby Mordor skrył się w jej odmętach. Jednak gdy wiatr ją przywieje okazuje się, że popada z niej mżawka. Po chwili dopiero na języku wyczuwam pszeniczno-bananowy aromat. Na samym końcu kosztowania wyczuwam kwaskowatość wymieszaną z alkoholem, nie jest to najlepsze połączenie. A to ze względu, że ginie w tym połączeniu letni aromat pszenicy. Wygląd jest zadziwiający mętny, wygląda jak herbata ! Ma nieprzejrzysty wygląd, lekko dębowy i ciemno bursztynowy kolor. Piana jest przyjemnie gęsta, kremowa, opada powoli.

Zapach 6,5;

Smak 7;

Wygląd 9;

Ogólnie 7.

Wielkopolski PiwoszDSC01306

Są takie zapachy, które przywołują natychmiast obrazy: na zapach drożdżowego ciasta przed oczyma staje mi babcine mieszkanie i słynne skądinąd:” nałóż sobie jeszcze wnusiu”, to piwo również opatrzone jest wonią, która bardzo silny przywołuje obraz: paczkę kopalnioków (to nie wie cóż to, ten nie z Vaterlandu)(dla niewtajemniczonych są to pewnego rodzaju „landrynki” ale ich istota jest znacznie ponadto określenie). Co zaskakujące, oprócz wspomnianych wcześniej „szkloków” , nie da się wyczuć weń niczego więcej – mało w nim piwa a morze słodyczy i kwaśności. Ma się wrażenie nadstawiania nosa nad zepsutym lub źle sfermentowanym trunkiem. Przynajmniej nie zalatuje karpiem (baco! Dalej cię pamiętam<szlocha w ciemności>), ale zadajmy sobie pytanie czy brak takiego minusa w zapachu można policzyć za plus? Starając się pozostać niewzruszony, ucałowałem ową rybkę – w nadziei, że w księżniczkę się zmieni. Przed mymi oczyma stanął książę i spoliczkował (choć uderzeniu bliżej było do sierpowego) alkoholem. Nim odwrócił się na pięcie, z całej siły, aże mu żyły na łydkach owiniętych pończochami wyszły, zaaplikował mi uderzenie w jądra – pełne bezmyślnej kwasoty a ciężkie, że do dziś je czuję. Na koniec, wierzcie lub i nie, zupełnie niepotrzebnym oblał się rumieńcem wykańczając mnie słodyczą nie na miejscu. Podniosłem wzrok, spodziewając się brzydala jakich mało na tym świecie i… zdziwiłem się niemało, bo przystojny (jak na kogoś, kto rybą był chwilę temu) – cera koloru herbaty z cytryną, wpadająca w czerwień a miła dla oka! I owe bialutkie włosy, niczym piana, gęste i sztywne. Do tego szczery uśmiech, gdyby tylko nań patrzeć, jak w kufelku szczerzy się z gracją – i nie kopie smakiem, i nie zalatuje na kilometr. Zakończmy ów absurdalny wywód i dajmy spokój księciu : piwo z karpiem na etykiecie nie może być normalne a skoro trunek inny takiż i opis drogi Czytelniku.

Za uszkodzenia psychiki doznane podczas wyobrażania sobie zajścia całego nie ponoszę odpowiedzialności. Przed użyciem skonsultuj się z lokalnymi browarami lub szwagrem.

Zapach 3;

Smak 2;

Wygląd 9;

Ogólnie 4.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Niemcy
  • Kupione: Norymberga ( dzięki uprzejmości bester Freund)

DSC01308

Blauer Löwe Weissbier

Spośród ocenianych w ostatnim czasie piw pszenicznych ten ma szczególnie mocny aromatyczny zapach letniego zboża . Zapach jest naprawdę uczuciowy, dotykający wnętrze człowieka i dzięki temu przyjemny. Aromatu piwa nie zagłusza zbyt często spotykana nadmierna kwaskowatość. Charakteru trunku strzeże lew pilnujący beczki by żaden podstępny smak nie dostał się do środka i popsuł moment kosztowania. W smaku jest bardzo wyrafinowane. W pierwszej chwili, w myśl silnego zapachu zdaję się, że smak będzie mocno grzać pszenicą w przełyk, ale po sekundzie już ta myśl nas opuszcza. Jest bardzo wyrafinowane, lew dopuścił tylko lekką kwaskowatość, ale przede wszystkim wyczuć można cząsteczki wesoło śmigające po połaci języka. Zawiera w sobie słodycz, ale przyjemną i dojrzałą. Nie jest to słodycz typu ,,dresowego” wchodząca swymi buciorami i rozpychająca się pośród tłumu tylko dlatego, że ma dresik i jedną szarą komórkę więcej  niż kura. Jest po prostu dobre, warte kolejnego otwarcia butelki. Wygląd jest ekstremalnie mętny. Posiada piękny dojrzały żółty kolor, nie przenika przez nie słońce, ale nie przypomina zupy piwnej. Chwilę po nalaniu piana burzy się, kolor siwy jak broda u Św.Mikołaja.

Zapach 9;

Smak 8;

Wygląd 8,5;

Ogólnie 8.

Wielkopolski Piwosz

DSC01275

Kojarzycie tą osobę, która za czasów szkolnych okupywała środkowy rząd, odzywała się tylko zapytana czy wręcz pociągnięta za język, niezainteresowaną niczym szczególnym, przeciętną we wszystkim, nie wadzącą nikomu i w gruncie rzeczy szalenie miłą? Nie? Ja też już o niej zapomniałem, ale ona tam jest zaopatrzona w miło-nijaki uśmiech – tak samo jest z tym piwem. Niemalże niemożliwy brak wyrazu we wszystkich jego składowych nie jest w stanie zetrzeć z twarzy uśmiechu, gdy się je spożywa. Prosta i szczera konstrukcja na pszeniczne piwo sztuk jeden – umiarkowany banan, skryty w zapachu, smaku i wyglądzie. Problemem tego trunku jest nijakość tak ogromna, że zaprzeczająca jego istnieniu. Można by rzec, że ów trunek był obecny w tym świecie przez krótki moment w którym wywoływał uśmiech, po czym stoczył się w otchłań przeciętnego niebytu. Moment o czym to ja…?

Zapach 6;

Smak 7;

Wygląd 6;

Ogólnie 6.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Niemcy;
  • Kupione: Norymberga( dzięki uprzejmości bester Freund).

DSC01279

Schwarzer Ritter

Zapach jest aromatycznie pszeniczny z lekką paloną duszą, która dopiero po chwili daje znać o swym istnieniu. Aczkolwiek ten alkohol jest zbyt intensywny, czego się tutaj nie spodziewałem. Chyba byłem zbyt oszołomiony radością próbowania czegoś tak lokalnego i pięknie się zapowiadającego. Jednakże Święty na koniu walczy dzielnie ze smokiem jak moje kubki smakowe z alkoholem. Smak jest delikatnie kawowy,troszkę niestety zbyt dla mnie rozwodniony. Wymieszany z lekka kwaskowatością. Wygląd jest zdecydowanie wciagający. Delikatna kawa była wzorem dla tego piwowara! Piana przyjemnie siedzi w pokalu,utrzymuje się długo.

Zapach 8;

Smak 6,5;

Wygląd 8;

Ogólnie 7.

Wielkopolski PiwoszP1240134a

I mimo że barwa nie należy do najprzyjemniejszych – wszak jest bagnista a nade wszystko brązowawo-żółto-mętna – to wygląd jako całość jest zadziwiająco miły dla oka. Gęstość piany, przypruszonej brązowym osadem, dorównuje tylko jej wysokości. Można na niej położyć nie tylko lekki koper, co udaje zarost, ale także szlachecki pełny wąs – a ta, w swej pewności, pozostanie nieugięta. Pełen dziwności jest także zapach – ziołowy i bananowy jednocześnie. Pałęta się gdzieś tam jeszcze nieśmiało palona nuta, ale jest ona niemrawa i chorobliwie słodko-jednostajna. Myśleliście, że już dziwniej być nie może? A i owszem. Woń zdominowana została przez, uwaga, uwaga, kminek. Dalej kroczy przeperfumowany i sztuczny banan, między którego nogami pałęta się spalone nasionko kawy. Dziwaczny a groteskowy jest to zapach, bardziej nawet niż ów opis stworzony na potrzeby wizualizacji. Brak mu orzeźwienia, ale jest w nim jakaś nieokreślona wytrawność. I wszystko byłoby w najlepszym porządku dziwności egzotycznej, gdyby nie smak – prosty i pełen kwaśnego zawodu. Na języku próżno szukać harców, pozostaje ugiąć się pod natłokiem ciężkiej kwaśności, która wymienia razy z palonym alkoholicznym posmakiem. Egzotyczność uciekła więc w popłochu, zostawiając miejsce tłukącym się osiłkom. Spodziewałem się wyczuć ziołowość, a potraktowany zostałem sierpowym paleniem. Oczekiwałem wytrawności, a znienacka dostałem podbródkową kwaśnością. Stojąc jeszcze na nogach, skonstatowałem iż nadchodzi najgorszy z ciosów – prosty alkoholowy znokautował mój język, a mojego wewnętrznego odkrywcę przyprawił o koszmary senne. Cieszyć się można, że wewnętrzny podróżnik piwny nie wyzionął ducha pod ciężarem trzech smakowych ciosów.

Zapach 9;

Smak 2;

Wygląd 7;

Ogólnie 4.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Niemcy
  • Kupione: Norymberga(zakupione dzięki uprzejmości bester Freund)

P1240133a