Archiwa tagu: nie tylko piwne podróże

(Nie) Tylko Piwne Podróże: Czeski Raj

Zastanawiacie się nad weekendowym wypadem w regiony położone blisko Polski? Przy okazji kochacie knedle, świeżą desitkę i piękne widoki? Wpadnijcie i zobaczcie moją relację z Czeskiego Raju – regionu bogatego w skalne miasta, zamki i pałace, a także w Skody. Jesień to najlepsza pora na wyprawy w górskie rejony 🙂

(Nie) Tylko piwne podróże: Ołomuniec i okolice + Idiota [RIS] z Trzech Kumpli

Cykl, który uwielbiam najbardziej, bo wiąże się z podróżami. Za rzadko gości na kanale, ale nie zawsze udaje mi się zmontować wszystko na czas. Tym razem zapraszam Was do Ołomuńca – na spacery, na jedzenie i na piwo! Plus do zamku oraz do jaskini, wszystko opisane byście i Wy mogli tam trafić. P.S Tomek z Piwne Podróże, dzięki za wskazanie knajp, wszystkie były trafione 😉

  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: ~ 18 zł.

(Nie) Tylko piwne podróże: Góry Sowie

Miałem napisać tą relację już trochę ponad miesiąc temu, ale…czas pędzi za szybko. Na szczęście nadszedł odpowiedni wieczór, a właściwie noc na podzielenie się z Wami wrażeniami z wyprawy w Góry Sowie. Nasz wypad-21.10/23.10- zaczynał się w piątek wczesnym południem (wyjazd o świcie nie doszedł do skutku z powodu przebitej opony), na miejsce dojechaliśmy około godziny 15:30. Jechaliśmy drogą 434, aż do jej końca w Rawiczu, gdzie wjeżdżaliśmy na S5, która po chwili zmieniała się w krajową 5-tkę. Dystans jaki pokonaliśmy miał długość 258 km. Mieszkaliśmy w małej wioseczce, Sokolcu, u podnóża Wielkiej Sowy. Po szybkim zakwaterowaniu w małym przytulnym pensjonacie, którego pokój główny czyli jadalnia dostępna dla wszystkich gości była wyposażona w nieprawdopodobnie dużą ilość wszelakich pamiątek. Głównie z okresu zaboru pruskiego, przypominały o tym niezliczone pocztówki, beczułki, porcelana itd.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-2

Dojechaliśmy do pobliskiej miejscowości Nowa Ruda. Szybko udało nam się znaleźć miejsce parkingowe, praktycznie na samym rynku. Z racji uciskającego głodu na żołądku poszukiwaliśmy restauracji, zadanie jak się okazało nie było wcale takie proste. Główny plac nie obfitował w knajpy, a raczej w sklepy z duperelami. Dopiero po dłuższej chwili odnaleźliśmy knajpę w pobliskim parku (za wiaduktem kolejowym). Zdjęć posiłku niestety nie mam 😦 Mniej więcej godzinę później już szczęśliwi, najedzeni poszliśmy na mały spacer. Jak później się okazało miasteczko najwięcej do zaoferowania ma w ścisłym centrum, urokliwym, czystym i odremontowanym. Dalsze fragmenty miasta mają potencjał, ze względu na zabudowę jak i górzyste położenie.

Wiedzeni nizinną ciekawością co znajduję się za następną górą, a także na fakt, że czeska granica była o rzut kamieniem zajechaliśmy (już po zmierzchu) do Broumova. Miasteczka, w którym znajduję się browar produkujący słynne piwo Opat. Gdyby nie opona zwiedzalibyśmy dany browar parę godzin wcześniej…

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-3

Miasteczko było śmiertelnie spokojnie, ale urokliwe. Na głównym placu znajduje się budowla, przynajmniej w moim odczuciu, charakterystyczna dla Czech, murowana fontanna bądź po prostu kolumna ze Świętym! W pobliżu rynku znajduje się barokowy zespół klasztorny, o tej porze już nie czynny, ale wciąż majestatyczny i robiący wrażenie.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-4

Wiedzeni także smakiem udaliśmy się do pobliskiego Lidla, szukaliśmy czeskiego piwa i wina. Nie zawiedliśmy się, z bagażnikiem pełnym trofeów pojechaliśmy do Polski, wpadając z zachwyt jak granice i miasteczka zgrały się tworząc jeden organizm, bez podziału na czeskie i polskie. Wieczór upłynął m.in. na kosztowaniu kupionych dobroci, czeskie wina są wyśmienite!

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-5

Dzień  następny przyniósł pogorszenie pogody, było wietrznie, deszczowo i zimno. Aura nie koniecznie zachęcała do wyjścia, ale mieliśmy swój cel jakim było zdobycie Wielkiej Sowy 1015 m.n.p.m., zabezpieczeni w ciepłą odzież ruszyliśmy z naszego pensjonatu. Początkowo szlak prowadził drogą by chwile później zamienić się w błotnistą, kamienistą i w końcu leśną ścieżkę. Wiele niestety nie było widać, ale nawet znikoma panorama robiła świetne wrażenie, w dolinach ukazywały się czasem miejsca ze słońcem. Szlak nie był zbyt wymagający, ale z pewnością dawał satysfakcję, górskie strumyki czy szlaki w mgle i w deszczu wyglądały tajemniczo i wciągały nas co raz wyżej. Zmotywowani, pełni energii i oddechu od pracowitej codzienności szliśmy ku górze mając nadzieję, że słońce do tego czasu choć na chwilę wyjdzie.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-12

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-11

Nadzieje okazały się płonne, na szczycie wietrzysko było zdecydowanie mocniejsze i w stronę góry gnało jedynie deszczowe chmury. Na górze zgromadziła się większa ilość ludzi, niektórzy śmiałkowie wjechali nawet rowerami inni odpoczywali z …craftem w ręku. Odczekaliśmy chwilę, posililiśmy się skromnie i ruszyliśmy do schroniska. Punktem kulminacyjnym, jak zazwyczaj (zawsze), miało być jedzenie. Schronisko okazało się być bardzo zatłoczone, ale nie stanowiło to dla nas problemu, najedliśmy się i ruszyliśmy z powrotem do pensjonatu. I właśnie na tym szlaku ukazały się nam najpiękniejsze, jesienne widoki Gór Sowich. Cudo!

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-6

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-7

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-8

W pełni szczęśliwi, widoki zrekompensowały brak możliwości oglądania okolicy z wieży widokowej, doszliśmy na miejsce. Zmiana obuwia i odzieży nie zajęła nam dużo czasu, mieliśmy następny cel jakim był niedaleki Zamek Grodno, a także tamtejszy punkt widokowy. W międzyczasie wyszło słońce i rozświetliło piękne, jesienne doliny ukazując tym samym nieograniczone piękno Gór Sowich. Dla mnie jako kierowcy drogi stanowiły dodatkową atrakcję: kręte, w położeniu góra-dół, wciśnięte między góry i rzeki, doliny i przełęcze stanowiły kapitalne uzupełnienie i tak już pięknego regionu Polski.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-9

Do samego Zamku nie dotarliśmy, dziwnym zbiegiem okoliczności znaleźliśmy się nieco dalej niż planowałem, a z powodu problemów z zasięgiem postanowiliśmy tylko udać się na niedaleki punkt widokowy. Wpierw jednak podziwialiśmy krajobrazy żółto-zielono-pomarańczowe położone nad jeziorem Lubachowskim, które jest sztucznym zalewem wraz z tamą w Zagórzu Śląskim.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-10

Z perspektywy czasu stwierdzam, że październik też ma swój niepowtarzalny urok. Spacerowaliśmy w górę i górę, aż doszliśmy do skromnej drewnianej budowli, z której jednak rozpościerał się piękny widok na okolicę.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-13

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-20

Po porannej mgle i deszczu śladu nie było, dalekie krańce gór majestatycznie świeciły ciepłymi barwami. Choć zdjęcia tego nie potwierdzają udaliśmy się następnie do Wałbrzycha na obiad. Trafiliśmy do miłej knajpy ,,Polskie Smaki” gdzie głodni zajadaliśmy się plackiem po węgiersku czy barszczem z uszkami. Z racji czystego nieba, ciepło które dotarło do ziemi szybko uciekło w przestrzeń, zrobiło się chłodno zaledwie 1 st.C, a co najciekawsze na nowo zaczął padać deszcz. W takiej sytuacji będąc już najedzonym zachowałem się jak japoński turysta, który obwiózł wesoła wycieczkę po głównych placach miasta. Ze sporą dozą zdziwienia stwierdziłem, że Wałbrzych ma dwa rynki i każdy z nich jest ładny. Odnowione i schludne, ale absolutnie puste i bez śladu (przynajmniej w pierwszej chwili) restauracji.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-14

Nowy dzień przyniósł powrót do domu, do Poznania, ale wcześniej jeszcze postanowiliśmy zobaczyć ,,Kolorowe Jeziorka” w Rudawach Janowickich. Choć nazwałbym je kolorowymi bajorkami, pochodzenie swe zawdzięczają człowiekowi. W XVIII wieku mieszkańcy odkryli, że skały zawierają piryt. Powstała kopalnia, która przerabiała go na kwas siarkowy. Na początku XX wieku złoża wyczerpały się, ale ziemia przesiąknęła związkami chemicznymi. Spływająca górska woda wypełniła wyrobiska skalne i stopniowo zmieniała kolor dostosowując się do składu chemicznego ziemi.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-14

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-15

Pierwsze dwa: żółte oraz purpurowe (zdjęcia tak nie oddają kolorów) położone są blisko siebie na przestrzeni około 300 metrów. Trzecie, lazurowe położone jest mniej więcej 20 minut spaceru od dwóch poprzednich i robi największe wrażenie. Kolory pobliskich drzew mienią się bajecznie w tafli wody, a jej przejrzystość zapada w umysł.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-16

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-17gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-18

Szlak prowadził wokół lazurowego jeziorka, by chwilę później odbić w górę przez las, aż do drogi. Ostatnim jeziorkiem oczekującym na nas było koloru zielonego. Przynajmniej miało być, gdyż po kolejnym dłuższym marszu okazało się, że barwa przypomina bardziej tą znaną z kałuż.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-19

Nasza wycieczka dobiegała końca, zostawało nam jeszcze wrócić do auta, udać się na obiad do przydrożnej restauracji i pognać na północ. Zatrzymaliśmy się niedaleko Bolkowa w Karczmie u Macieja, serwują tam pyszne obiady, których porcję są bardzo szczodre. Polecam miejsce, do Poznania już głodnych nie było!

Odkryłem Góry Sowie, do tej pory stanowiły one tylko miejsce przejazdu między Polską, a Czechami. Okazało się jednak, że oferują one wiele ciekawych zarówno naturalnych jak i stworzonych przez człowieka miejsc. Warto wspomnieć, że właśnie tam znajduję się kompleks Riese, tajna baza naukowców III Rzeszy. Region ten jak i góry koniecznie muszę odwiedzić ponownie!

Wielkopolski Piwosz

Sombre Hero

Drugie i ostatnie piwo przywiezione wprost ze Strasburga i tym razem z Alzacji. Trafiłem na klasyczne dziecko piwnej rewolucji: IPĘ. I rzeknę Wam, że jest klasycznie dobre, smakowo przypomina mi polskie tradycyjne IPY: z wyraźną goryczką w smaku przejmującą wszystkie stery na mym statku, ale z nutą słodów ujmująco słabo wyrazistych, ale trochu słodkich na końcu kosztowania.

sombre-hero_piwnakompania-wordpress-com

sombre-hero_piwnakompania-wordpress-com-2

Gdy wykonałem pierwszy ruch unoszący butelkę ku nosowi odczułem nutę odlotu, dosłownego, gdyż był to zapach sylwestrowych fajerwerków. Chyba była to chwilowa kumulacja całości zapachu pod kapslem, w tej chwili po tym aromacie nie został ślad, a jego miejsce zajęły wyraźne cytrusy. Barwę ma przypaloną, brązową jak impregnaty płotu gościa z reklamy (nomen omen w smaku dają się wyczuć smaki przypalonych słodów, filigranowe, ale jednak!). Całość zdobi piana, szczodrze obsypała taflę piwa i rozsiadła się drobnymi pęcherzami na piwie. Klasycznie, ale dobrze, wytrzymało drogę!

Zapach 7;

Smak 7,5;

Wygląd 9;

Ogólnie 7,75.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Francja
  • Kupione: Le Village de la Biere, Strasburg
  • Cena: 3,75 Euro

sombre-hero_piwnakompania-wordpress-com-4

Rosée D’hibiscus

Gość wprost z Kanady, dostał się w me ręce w czasie pobytu w Strasburgu, kiedy to myślałem, że wybieram alzackie piwo. Obawiałem się, że piwo nie wytrzyma transportu: z braku miejsca w normalnej przestrzeni bagażowej podróżowało przy kole zapasowym, gdzie było nieco cieplej aniżeli wewnątrz kabiny. Z zachwytem stwierdzam jednak, że nic mu się nie stało, a aromat unoszący się ponad granicami szkła pachnie wybornie. Jest jednocześnie kwiecisty i kwaśny z zaznaczonymi nutami kolendry i wspomnianego przecież hibiskusa. A mimo tego ma jeszcze czas by pachnieć piwem, tak po prostu piwem co dodaje mu uroku, prostego, ale ponad przeciętnie inteligentnego kumpla z sąsiedztwa.

rosee-dhibiscus_piwnakompania-wordpress-com-2

Całość mocy hibiskusowej ukazuje w smaku, atakuje on z początku oraz na końcu, w między czasie oddając pole goryczy i kolendrze. Smaki zostawiają po sobie poczucie kwasowości, staje się ona istną poezją łączącą dalekie od siebie style w wybitnie pijalną całość. Nawet podniebienie odczuwa cierpkość, czuję jakby piwo schodziło schodami w dół przełyku zostawiając po sobie kamyczki w postaci bąbelków. Wyglądem przypomina zachód słońca zapowiadający silny wiatr na następny dzień: mocno czerwone z cirrusami czyli pianą na czele.

rosee-dhibiscus_piwnakompania-wordpress-com-3

Zapach 9;

Smak 9,5;

Wygląd 9,5;

Ogólnie 9,25

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Kanada
  • Kupione: Le Village de la Biere, Strasburg
  • Cena: 3,5 Euro

rosee-dhibiscus_piwnakompania-wordpress-com

(Nie) Tylko piwne podróże: Schwarzwald, Alzacja.

Nawet sobie nie zdajecie sprawy ile problemu przysporzyło mi wybieranie i selekcjonowanie zdjęć. Początkowo wybrałem ich, aż 78, z bólem jednak stwierdziłem, że ilość ta jest zbyt duża i ostatecznie udało mi się uszczuplić wersję do 56. Na tych zdjęciach zamierzam oprzeć swą opowieść o podróży po Niemczech, ale nie tylko. Dzięki dogodnemu położeniu campingu odwiedziliśmy także miasta położone po drugiej stronie Renu, we Francji.

trasa

Podróż rozpoczęliśmy od wyjazdu z Poznania do Norymbergi, miasta położonego w sercu Frankonii, regionu gdzie piwo jest esencją życia, a ilość regionalnych browarów na głowę jest podobno jedną z największych na świecie. Miasto obecnie znajduje się w Bawarii jednak przez wieki było osobnym politycznym bytem różniącym się przede wszystkim religią. Królował tu protestantyzm, który swe piętno zostawił w budowie kościołów i ich architekturze.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-2

Miasto posiada mury miejskie o sporej długości, gdzieniegdzie zachowały się do dziś także bramy miejskie. W czasie II wojny światowej Norymberga została praktycznie zrównana z ziemią, dlatego sporo budynków w centrum miasta wyróżnia się na tle historycznych zabytków. Zastanawia jednak fakt, że Doku-Zentrum , miejsce gdzie powstawał kompleks nazistów wg. fanatycznej wizji Hitlera praktycznie nie ucierpiał. Przewidziany był tam stadion, który miał pomieścić 400 tysięcy wiernych słuchaczy jednego dyktatora. Obecnie mieści się tam muzeum, które pełni rolę ostrzegawczą: pokazuje na jakich falach, tendencjach i hasłach naziści doszli do władzy. Ksenofobia, kłamstwo, rasizm, propaganda, zablokowanie sądów, powsadzanie swoich, nienawiść do obcych i inaczej myślących, hipokryzja…brzmi znajomo? Jednakże nie można miastu odmówić uroku, wysokie szachulcowe kamienice, bramy i mury obronne, a także kościoły prezentują się pięknie o każdej porze dnia i nocy (do północy na pewno, po tej godzinie w ramach oszczędzania wyłącza się podświetlenie zabytków).

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-1

Spacerując po mieście musieliśmy zajrzeć do starego mieszczańskiego browaru znajdującego się przy  Bergstraße 19. Warzonych jest tu sezonowo aż 10 piw, w zależności od pory roku, a wszystkie sprzedawane są w butelkach 1-litrowych. Najbardziej znanym jest Nürnberger Rotbier, piwo o mocno słodowym smaku z kojącą goryczką odczuwalną na końcu przełyku. Trunek jest dosyć szczodrze nasycony, zawartość ekstraktu w wysokości 13,5 % sprawia wrażenie lekkiego i wybitnie pijalnego. 

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-3

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-5

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-4

Spacer po mieście należy do przyjemnych, warto poruszać się zwłaszcza w okolicach murów miejskich, które w połączeniu z elementem wodnym stanowią bardzo ładną wizytówkę miasta. Polecam także wybrać się na Kaiserburg Nürnberg, wzgórze zamkowe,z którego roztacza się szeroki i piękny widok na miasto.

Jednak czas gonił i następnego dnia rano ruszaliśmy w dalszą podróż, do Lindau leżącego nad Jeziorem Bodeńskim. Po drodze napotykaliśmy na sporą ilość remontów na autostradach, zwężeniom nie było końca, na szczęście mimo tego ruch odbywał się dosyć płynnie. Po dotarciu na miejsce dało się wyczuć z miejsca inny klimat miasta, zdecydowanie bardziej południowy. Wytworzył się tu specyficzny mikroklimat, słońce ogrzewa stoki i okolice, a Alpy blokują odpływ ciepłej masy powietrza, dzięki temu w mieście mogą rosnąć palmy czy gdzieniegdzie pomarańcze. W centrum miasta zaznaczyła się także inna ręka, a mianowicie włoska. Mnóstwo pizzeri, kawiarń, Włochów i okiennice na domach sprawia wrażenie południowego miasteczka.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-7

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-9

Nad nabrzeżem funkcjonuje sprawny port, a tuż obok niego dworzec kolejowy oddalony od wody o zaledwie 200 metrów. Na trakcie wyrosło wiele knajpek i hoteli, wypełnionych turystami i mieszkańcami. Nocą zresztą  nabrzeże jest fenomenalnie podświetlone, latarnia morska wskazuje drogę statkom kursującym między brzegami niemieckimi, austriackimi i szwajcarskimi. Byłem pod niebywałym wrażeniem z jaką prędkością wpływały statki wycieczkowe do zatoki, nie raz byłem przekonany, ze skończy się wyrwą w burcie, a za każdym razem wychodziło, że kapitan wie co robi.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-10

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-8

Jednak czas naglił i dnia następnego o poranku wyruszyliśmy do docelowego miejsca na camping Steinach w Schwarzwaldzie. Region ten był najpóźniej zaludnionym terenem w Niemczech, poważne osadnictwo rozpoczęło się w nim dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Wcześniej tereny te znane były jako kryjówki rozbójników, złodziei, gęste lasy chroniły ich przed ręką kata. Duża część oryginalnych schwarzwaldkich lasów została wycięta po I wojnie światowej kiedy to drewno wycinali Francuzi w ramach reparacji wojennych, choć nie powinni. Przyczyną był brak pieniędzy po stronie niemieckiej.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-11

Osobiście region przypomina mi polskie Beskidy, choć doliny są tutaj zdecydowanie szersze, a drogi lepsze. Stolicą regionu jest Freiburg, miasto uniwersyteckie położone w pobliżu granicy z Szwajcarią i Francją. Miasto jest niesłychanie żywe i wielokulturowe, stare miasto jest ładne, ale brak mu jednego miejsca niesłychanie urokliwego. Między nimi trzeba przejść główną ulicą, która do najpiękniejszych nie należy mimo panującego porządku.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-12nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-13

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-14

W obecnej chwili część Katedry jest w remoncie, wnętrze jednak robi imponujące wrażenie. Witraże pochodzą z XIII wieku, a żywe i klarowne kolory w ciszy opowiadają o biblijnych scenach. Wieża katedry mierzy 116 metrów, jej gotyckie wykończenia powodują niekończącą się serię pytań: jak ludzie kiedyś byli w stanie coś takiego wykonać? Na zewnątrz można przyglądać się ogromnej ilości rzygaczy straszących prawie z każdej strony fasady. Ulicami miasta płynie także mały kanał, szerokości pół metra. Jest to charakterystyczny motyw dla miast tego regionu, można je spotkać w Bernie, a także w następnym odwiedzonym przez nas mieście w Staufen im Breisgau. Następna cechą, która łączy wspomniane szwajcarskie Berno, a Freiburg są wieże, prawie identyczne z niebieską tarczą zegarową.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-16

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-15

Po wyjechaniu z miasta skierowaliśmy się na południe do Staufen im Briesgau. Oddalone o mniej więcej 20 km. miasteczko zaparło dech w piersiach. Było niesłychanie urokliwe, piernikowe z artystycznymi detalami. Mnóstwo małych arcydzieł, które nie zmieściły się niestety w załadowanych zdjęciach uświetniało miasto. Co na mnie zrobiło wrażenie, zresztą nie tylko tutaj, to zaufanie jakim się darzą ludzie i chęć utrzymania porządku i czystości. Przykład? Czyste ulice, brak walających się śmieci i psich kup. Zaufanie? Beczki z butelkami win poustawiane na ulicach nie kusiły nikogo. Dbanie o detale? Kwieciste domy, przycięte winogrona na domach, żeliwne artystyczne szyldy,

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-18

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-19

Miasteczko zostało dosyć zniszczone w czasie nalotów wojennych jednak nie całe, pozostałą część odbudowano. Widać jednak, że mieszkańcy dbają o miasto, nawet w obejściach domostw można wypatrzeć (jakżeby inaczej) krasnale, beczki po winie przyozdobione winogronami, żeliwne stoliki i krzesła stojące przed bramami. Ze względu na region, w którym produkuje się wino prawie na każdym kroku można kupić je w firmowym sklepie lub skosztować w czasie degustacji. Obok na wzgórzu znajdują się ruiny zamku, do którego prowadzi droga pośród równo przyciętych winnic.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-20

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-21

Z góry roztacza się olśniewający widok na okoliczne winnice. Przy zachodzie słońca całość robiła fenomenalne wrażenie, najlepiej widok oddaje zdjęcie panoramiczne. W dole widać wiele miasteczek rozsianych nierównomiernie. Po przyjeździe na camping przystąpiliśmy do winnej degustacji, muszę dodać, że oddałem się na tym wyjeździe głównie kosztowaniu win. Region zobowiązuje!

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-23

Dzień następny przyniósł wyprawę na francuską stronę do Colmaru oraz Eguisheim. Oba miasteczka leżą w Alzacji, regionie miotanym przez wieki między Francją, a Niemcami. Miasteczko miało wiele miejsc, którym należy się zdjęcie, wybrałem jednak te najmocniej oddające klimat całości. Wiele kolorów, szachulców, języków na ulicach, a także nieco większego bałaganu aniżeli po niemieckiej stronie.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-24

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-25

Jedna z części miasta zwana jest małą Wenecją ze względu na kanał, który gęsto jest wykorzystywany przez łódki, a także wybudowane nad nim budynki. Tuż nad kanałem położone są kawiarenki, gęsto zaludnione i właśnie w jednej z nich udało się dorwać typowe alzackie danie czyli Flammkuchen. Zrobione jest na cienkim cieście (czyżby francuskim?), posmarowane śmietaną i posypane cebulą i boczkiem, a następnie zapieczone w piecu.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-31

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-30

Przy okazji musiałem także skosztować regionalnego wina, prawdopodobnie był to Edelzwickier. Delikatne, owocowe i odświeżające. Wprost na 30 stopniowy upał. Spacerując dalej wzdłuż rzeki trafiliśmy do mercady, która nie była zbyt duża, ale wyposażona solidnie. Udało mi się dorwać lokalne piwo wprost z Colmaru, nie spodziewałem się niczego wielkiego po nim i nie zawiodłem się. Smakowało tak jak wyglądało, dosyć kukurydziane w aromacie choć w czasie kosztowania dawało radę i zostawiało po sobie nutę radości.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-28nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-26

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-27

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-29

Na wspomnianym przed chwilą targu wypatrzyłem inne stoisko z piwami. Były tam trzy gatunki, niestety wydedukowałem tylko z jednego, że jest witbirem. Francuzi mają tą nieprzyjemną cechę, że nie potrafią bądź nie chcą rozmawiać w żadnym innym języku po za swym narodowym. Ich ostentacyjne zachowanie jest wredne, ekspedientka przy stanowisku nawet nie zadała sobie trudu by wytłumaczyć mi cokolwiek. Wybrane  jednak przez przypadek piwo okazało się wyśmienite.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-53

W notatniku zanotowałem: ,, Aromatyczny, wzniosły zapach, filigranowo cytrusowy i pszeniczny. Pachnie świeżością, letnimi zbiorami, nie zostawia złudzeń, że jego zadaniem jest odświeżenie. Smak wykwintnie delikatny, z nutą kwaskowatości na końcu, ale wymieszana ona jest z cząstkami polnych kwiatów. Delikatnie goryczkowy i perfumowany, czyżby kolendra?”. Chciałbym skosztować go ponownie, choć cena kręciła się koło 3,7 Euro za małą butelkę. Ewidentnie NIE-studenckie ceny!

Tego dnia mieliśmy zaplanowaną jeszcze jedną wycieczkę, do pobliskiego Eguisheim. Oddalone o zaledwie 6 km. zwaliło nas z nóg. Każda część wyglądała jakby została wybudowana z pierniczka dla Jasia i Małgosi, a co najciekawsze zakrzywiało rzeczywistość. Wchodząc do niego przez bramę ruszyliśmy wzdłuż domków, które się nie kończyły. Po pewnym czasie zacząłem się martwić ile to będzie trzeba wracać (stopy już bolały…), a tu nagle wyszliśmy dokładnie w miejscu, w którym zaczynaliśmy podróż.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-32

Miasteczko jest idealnie zachowane, wprost wyjęte ze średniowiecza, układ urbanistyczny nie uległ zmianom. Powykrzywiane domki zaprzeczają prawom fizyki, belki po tylu latach miałby prawo się zawalić, a jednak się trzymają. Na środku, na ryneczku znajduję się mały kościół, którego wnętrze przypomina bardziej stylem wschodnio-chrześcijańskie.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-33

 nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-35

Dodatkowo na ulicy można było spotkać wiele ciekawych np. kwietników, czy figurek przedstawiających wiedźmy. W odróżnieniu od Colmaru miasto było pozbawione turystów, spokojnie, prowincjonalne, bez cienia sztuczności. Istna sielanka. Z miasteczka, z parkingu odjeżdża kolejka wożąca turystów po okolicznych winnicach, położonych na stokach Wogezów, gdzie można dowiedzieć się o poszczególnych szczepach, a także zdegustować lokalnych wyrobów.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-34

Dzień dobiegł końca, choć przygoda z francuskimi akcentami nie. Następny dzień przyniósł nowe miasto, tym razem Strasburg. I powiem Wam, że nie wywarło na mnie wielkiego wrażenia. Może gdybym je widział jako pierwsze sprawiłoby lepsze wrażenie, jednak po wyjściu z parkingu ukazały się wszystkie wady dużych miast: brud, bałagan, zaniedbanie i podejrzani ludzi. Po tym przejściu udało się jednak dotrzeć do centrum gdzie ukazała się dziwna, nietypowa Katedra pw. Notre Dame.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-37

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-38

Nietypowa, gdyż z jedną wieżą. Ma ona , aż 146 metrów wysokości, druga choć planowana nigdy nie powstała. W połowie wysokości był dostępny taras widokowy, z którego roztaczał się widok na miasto, rozległe choć ma nie całe 270 tys. mieszkańców. Fasada przyozdobiona jest tysiącami rzeźb, większych i mniejszych, arcydzieło w pigułce. Do środka nie zajrzałem, kolejka była zdecydowanie zbyt duża. Zbudowana z czerwonych kamieni sprawiała wrażenie wykutej z lawy, gorące słońce wzmacniało ten efekt.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-39

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-43

Kręcąc się na uliczkach wokół katedry, które nie były głównym szlakiem turystycznym można było dostrzec absolutny brak turystów. I na jednej z tych uliczek spostrzegliśmy sklep z piwami! Wreszcie. Czym prędzej tam ruszyliśmy, witryna sklepowa przywitała nas sukienkami zrobionymi z puszek i z kapselków. Idealna kreacja dla kobiety każdego piwosza! Sklep nazywa się ,,Le Village de la Biere” i znajduję się przy  Rue des Frères 22. Kto będzie z Was w Strasbourgu polecam koniecznie ten adres.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-40nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-41

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-42

Piw w sklepie było mnóstwo. Zdecydowanie większa połać była poświęcona craftom, choć w dwóch szafkach były konerniaki z całej Europy, po za Polską (na końcu zamieniłem słowo ze sprzedającym i opowiedział, że od czasu do czasu mają Tyskacza bądź Żywca). Błąd jaki popełniłem, to założenie, że sprzedawca i tutaj nie będzie mówił po angielsku (nigdzie wcześniej tego nie robili…). Tudzież sam chodziłem i błądziłem nie mogąc się zdecydować na odpowiedni wybór, etykiety oczywiście zawierały francuskie nazwy (czy polskie piwa nie powinny mieć choć paru słów po angielsku? Ha, rzecz do poprawy!). Finalnie wybrałem jedno piwo wprost z Alzacji, a drugie jak później się przyjrzałem (myślałem, że też regionalny craft) wprost z Quebecu w Kanadzie. Poniekąd jest więc francuskie. Co istotne to fakt, że ceny małych (małych!) butelek piw oscylowały w przedziale 3,3-4,5 Euro. Nasze piwa w tym wypadku wypadają istotnie bardzo korzystnie. Recenzje obu tych piw w niedalekim czasie na blogu.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-44

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-45

Wizyta w sklepie dobiegła końca, czas naglił i było trzeba ruszać dalej. Na naszej turystycznej trasie mieliśmy jeszcze parę ciekawych miejsc do zobaczenia, jednym z nich była tama (chyba!), za którą rzeka Ren rozdzielała się na pięć mniejszych kanałów. Dzięki nim możliwa była żegluga, a komponent wodny wzmacniał pozytywy odbiór miasta. Nad kanałami ulokowało się mnóstwo knajpek, a na nabrzeżu odpoczywali ludzie. Sielanka. Jedynym elementem, który zaburzał ten widok byli w pełni uzbrojeni żołnierze i policjanci patrolujący ulicę, atmosfery strachu i paniki jednak wyczuć się nie dało.

Nowy dzień przyniósł zmianę miejsca pobytu: nadszedł czas pakowania i przejazdu na camping w Saarburgu. W drodze zatrzymaliśmy się w znanym niemieckim Ciechocinku czyli Baden-Baden. Po raz kolejny potwierdziła się moja teoria, że na sanatoria jeszcze jednak jestem za młody. Sennie, spokojnie, ułożenie. Tak można by podsumować miasto, które miało w ładną, schludną zabudowę, ale niczym nie zachwyciło. Jedynie o czym warto wspomnieć to ogrodzie, w którym oprócz palm rosną także bambusy i inne egzotyczne rośliny. Czyżby geotermalne źródła, aż tak podgrzewały tą okolicę?

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-54

Nasza trasa na miejsce docelowe prowadziła przez Francję, tak było najbliżej. Saarburg jest położony w pięknym miejscu, w dolinie między wzgórzami, które pokryte są winnicami. Cała dolina rzeki Saary, Mozeli, a także ogromna połać terenu nad Renem znana jest z wyśmienitych, głównie białych win. Jednym z miasteczek, koniecznie wartych odwiedzenia jest Bernkastel-Kues, położone tuż nad brzegiem Mozeli. Mieliśmy to szczęście, że odbywał się wtedy festiwal wina, miasteczko od natłoku ludzi i kapel drżało więc w posadach.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-47

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-48

Kapele, było ich co najmniej trzy rozlokowane w różnych zakątkach bawiły mieszkańców, a mi przyszło stwierdzić, że muzyka ludowa na obszarach Niemiec, Czech czy nawet Polski brzmi podobnie. Praktycznie wszystkie kamienice były ucieleśnieniem tego co szachulce mogą dać najlepsze: zakrzywianie praw fizyk, niekończąca się paleta barw i urok.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-49

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-50

Przechodząc pośród stoisk z winami nie dało się nie skusić chociaż na jedno wino, czasem dwa, albo trzy…nie dało się upić jeśli o tym pomyśleliście. Kieliszek mimo swej ceny około 2 Euro był wypełniony tylko w wielkości 100 ml. tak, dokładnie 0,1 litra. Dosyć biednie nalewali, a jako, żem student i poznaniak przyszło mi prędko policzyć, że korzystniej kupić butelkę w sklepie lokalnego wina i tak kosztować.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-51

Wyprawa dobiegła końca, choć wieczór przyniósł kosztowanie piwa zakupionego w Baden-Baden. O mały włos o nim nie zapomniałem, na szczęście światło w lodówce przypomina o dobrociach. Było to ,,Schwarze Bier Amadeus” z browaru domowego umiejscowionego na głównym placu w mieście. Popełniłem jednak srogi błąd, zupełnie zapomniałem by zrobić zdjęcie samej restauracji i browarowi…na szczęście mają swoją stronę internetową (link powyżej na zielono).

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-52

Piwo było lekkie, choć z nutami goryczy wyskakującej gdzieś na końcu kosztowania. A także smukłe w smaku, niezbyt nasycone co sprawiało wrażenie kremowego, palone słody były delikatne i nie gryzły się ze znikomą słodyczą. Generalnie dobre ku mojemu zaskoczeniu, obawy, że będzie przesłodzone i alkoholowe się nie sprawdziły!

Wyjazd dobiegał końca, tempo podróży, ilość chodzenia po krętych uliczkach i dojazdy do celów podróży były dosyć męczące. Na tyle, że przed ostatniego dnia podróży tylko zjechaliśmy kolejką do miasteczka nad, którym położony był nasz camping, do Saarburga. Jest to małe miasteczko wrzucone pomiędzy wzgórza winne, skały i rzekę. Malownicze krajobrazy najlepiej podziwiać z drogi wiodącej na wzgórze gdzie stację ma kolejka krzesełkowa. To jak, zachęceni do odwiedzenia kolejnego regionu Europy? 😉

Ilość przejechanych kilometrów: około 3200.

Wielkopolski Piwosz

saarburg_piwnakompania-wordpress-com