Archiwa tagu: Koźlak

Koźlak z poznańskiej Brovarii

Takiej premiery przegapić nie mogłem nawet mimo tego, że za Koźlakami nie przepadam. Ale Brovaria to odpowiedni browar, który może mnie przekonać, że Bockami warto się interesować. Plus słowo na wstępie o przyszłym, wakacyjnym tygodniu 🙂

Reklamy

Głos Wodza

Bywa i tak, że jakiś szczegół, na pierwszy rzut oka znaczący w przybliżeniu tyle co nic, pochłonie naszą uwagę i żelaznym obejmie nas imadłem – i na próżno wymyślać co innego, wizja jedna, jedyna i słuszna ( jak religia według fanatyka ) nie pozwoli nam już wyobrazić sobie nic odmiennego. Jest to wykonalne – umysł góruje nad całą resztą – ale trzeba sobie zadać pytanie: czy jest to potrzebne? Znowu te pytania o sens – czy wszystko na tym obmierzłym świecie musi być zakorzenione w powodach i wydawać owoce skutków? Nie. Takie pytanie implikowałoby zależność. Wysnuwam więc inne: czy? Nie odpowiadam, odrzucając łatwość bycia pewnym. Pozwalam, by pytanie zawisło w powietrzu. W imię względności! Daję się porwać temu szczegółowi, który razem z trunkiem, wywołał lawinę wyobraźni.

piwnakompania_Głos_Wodza_01

Usta w ramie z wąsów chowają się za dolną wargą tylko na chwilę potrzebną do otarcia piany. Moment kończy się cmoknięciem – niby ukontentowanym, niby rozczarowanym. Takim omnipotentnym. Takim, które zostawia miejsce dla domysłów i jednocześnie jest kompletne. Wstęgowy mikrofon wytrzymuje i ów odgłos. Potęguje go. Sprawia, że dociera do każdego: do wlepionego w głośnik ojca, do matki rozmawiającej z potrawami, do syna oraz córki bawiących się w dom. Rama wąsów ustępuje jeszcze tylko dla papierosa. Doskonały tytoń rozpada się na dym i orzechowy posmak. Mija chwila i jego zgliszcza znów zamieszkują popielniczkę. Z czułością kochanków usta otwierają się przed metalem mikrofonu. To, co mówią jest bez znaczenia: język niesie banały, które łatwo można zasiać, patos, który wsiąka w umysły niemalże ze skutecznością nienawiści oraz żarliwą pasję, która jest niczym pożar lasu. Tyle, że to naród płonie nie puszcza. Człowiek, nie drzewo. W zadymionym pokoju jest ciepło. Mówiący do mikrofonu mężczyzna zdejmuje nakrycie głowy i przeciera ręką czoło. Na moment przestaje mówić. Cała nacja zamiera. Wszyscy odczuwają duszną, zatęchłą atmosferę pokoju, z którego sączy się frenezja. Czują zapach podziemi. Wzdrygają się mimowolnie, lecz chcą wniknąć w radioodbiornik by przerwać tą długą pauzę. Słowa są dla narodu jak narkotyk. Znów padają słowa. Znów bez znaczenia. Znów mogą słuchać i nie muszą nic więcej.

piwnakompania_Głos_Wodza_06

piwnakompania_Głos_Wodza_04

Jakkolwiek dziwne się to nie wydaje to piwo jest jak taka przemowa – jest proste, żeby nie rzec prostackie. Jest prawdziwy ogrom słodu, kwaśna gorycz, alkohol i orzechy. Otóż i tak: orzechy. Czegóż więcej spodziewać się po koźlaku? Z zapachem jest już zdecydowanie gorzej – jest jak atmosfera w ciasnym, dusznym pokoju bez okien: zatęchłe drewno, alkohol oraz lekkie uszczypnięcie emalii. Piwinica więc. Nie jest złe – jak i zła nie jest patetyczna przemowa, gdy brzmi dla ciebie jak szczera pasja i zapał. Gdy brzmi dla ciebie jak dźwięk rogu do wymarszu w imię obrony ojczyzny. Mam wrażenie, że to piwo jest dyktatorskie – stara się bazować na najprostszych instynktach. Wzbiera we mnie rozpacz, gdy trochę o tym pomyślę – może nie rozpacz, tylko ten najsmutniejszy z uśmiechów. Ten zarezerwowany dla rozczarowań, których nasz „Naród Wybrany” zapewnia mi aż nadto.

Świat, w którym mikrofony są jak mocny wiatr rozniecający pożary wpędza mnie w rozpacz.piwnakompania_Głos_Wodza_05

Zapach 1;

Smak 4;

Wygląd 9;

Ogólnie 3.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi Wielbłąd, Chorzów;
  • Cena: 7,30zł.

piwnakompania_Głos_Wodza_02