Archiwa tagu: kolendra

Groninger

Wspomnienie wiosny? Każdy ma inne, mi w pierwszej kolejności na myśl przychodzi widok zielonej trawy, którą zaraz będę musiał kosić…jednak pośród raju zieleni wyróżnia się delikatnie różowa barwa, hodowana od lat przez babcię. Kwiat bzu bo o nim mowa towarzyszył mi w czasie koszenia od zawsze, męczył gdyż było trzeba się odganiać od gałęzi usilnie spadających na głowę, ale zostawiał po sobie niezapomniany zapach. I teraz robi dokładnie to samo w tym piwie, najsilniej daje o sobie znać w aromacie, gnieździ się w moim nosie, pędzi na wierzchowcu najszybciej i zdobywa mój umysł. Uwidacznia się w słodkawym aromacie wiosny, bystrości i świeżości wypełniającej wszystkie odmęty umysłu. Do tego tanga tańczącego w mym nosie została zaproszona także kolendra, będąca tak naturalnym składnikiem witbierów jak następstwo poniedziałków po niedzieli. Panosząc się wśród raju zieleni zdołałem poznać nieskończoną ilość odsłon smaków wyskakujących raz po raz, w zależności od temperatury piwa. W pierwszym akcie było ono zdecydowanie kolendrowe, tłumiło ono wszystkie inne potencjalne nuty smakowe. Następnie zaczęło się przeistaczać w wysoko nasyconego kompana napakowanego alkoholem jak nocny autobus 236 w Poznaniu.

Groninger_piwnakompania.wordpress.com 3

Finalnie jednak pozwoliło wydobyć z siebie bezowe tchnienie mające jednak postać , co dziwne, majeranku. Kombinacja co najmniej niespotykana, ale cudnie kształtująca odbiór piwa. Kończąc już wiosenny dzień poszedłem w stronę domu, zobaczywszy słońce spostrzegłem się, że nie odbiega ono nad wyraz mocno od barwy trunku, które przybrało postać dojrzałego banana. Wpatrując się wciąż w ten sielankowy widok dokończyłem Groningera, wszak dzieło nie może zbyt długo stać nieużywane.

Zapach 9;

Smak 8,5;

Wygląd 9,5;

Ogólnie 8,75.

Wielkopolski Piwosz

To zaatakował mnie, już od pierwszego otwarcia kapsla, które wprowadziły mojego przeciwnika na arenę – nim go usłyszałem czy zobaczyłem, poczułem: bez. Kwiaty czarnego bzu. Uśmiechnąłem się w myślach, bo gdyby pachniał jeszcze agrestem miałbym do czynienia z iście czarodziejskim przeciwnikiem. Moment, moment… Coś jakby, owocowy agrest? Czarnobiała czarodziejko jak grudniowy poranek, czy to ty? Gdy już zaczynałem dostrzegać ledwie czubek blond głowy, wyłaniający się zza pagórka stanowiącego centrum areny, poczułem świeżość kolendry i zaraz po tej uwerturze świeżości -klops – zapach warzywniaka, zleżałe warzywa a wśród nich, niczym na tronie, wiecheć kolendry i bzu. Teraz już widziałem swojego wroga – niebrzydka, drobna blondyneczka z brzoskwiniową karnacją wpadającą w zieleń (aż chciałoby się podejść i ugryźć).

Groninger_piwnakompania.wordpress.com

Burza loków (piana) dzięki słońcu niemal biała. Może zdążyłbym się zachwycić nad idealną nieprzenikalnością wzroku (mętność) spojrzenia, czy nawet dokładniej zapoznać się ze strukturą loków (drobnoziarnista piana, cud), lecz oto przeciwnik w dwóch kocich susach doskakuje do mnie i jak nie zionie mi w twarz huraganem bzu, warzyw, kolendry i agrestu – zmilczałem wyzwiska mojego nosa. Zaatakowała, stosując brudne sztuczki (delikatna kwaśność i smak bzu wypełniony po brzegi świeżą kolendrą oraz owocem brzoskwini). Przeczytałem każdy jej ruch, uniknąłem bądź sparowałem. Przystąpiłem do natarcia bezlitośnie atakując czułe punkty. Kwaśność? Zbyt intensywna w pierwszej fazie, a po chwili nieobecna, sprawia tym, że osad zostaje nieprzyjemnie na języku (cierpkość). Bez? Delikatny, zdominowany przez kolendrę oraz jej cierpkość. Inne, owocowe nuty? Ciężkie, toporne – w założeniach małmazją miały być tego trunku, a stały się jego zakałą. Blondynka dławiła się w kałuży własnej, morelowej krwi, nabita na własny miecz. Jej loki przypominały białe płomienie żłobiące piasek areny. Tylko bez i agrest został. I smutek.

Zapach 9;

Smak 3;

Wygląd 10;

Ogólnie 5.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Cena: 8,30,-;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi Podolany.

Groninger_piwnakompania.wordpress.com 4

Reklamy

Szczyt sezonu

Kto uwielbia lato? Nieśmiali niech podniosą palce z nad klawiatury, Ci bardziej śmiali niech podskoczą na jednej nodze! Zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej grupy i gdyby lenistwo mi na to pozwoliło właśnie bym podskoczył. Trunek ten charakteryzuje się zdecydowaną goździkową jak i odnoszę wrażenie, kolendrową nutą. Dla szerokiej gamy osób kolendra w piwie jest jak nieproszony i nielubiany gość, natomiast moje uczucia do niej delikatnie się zmieniają i w czasie, gdy jest tak intensywna jak ta: staję się uciążliwa. Zarówno w smaku jak i zapachu dominuje nad wyraz obficie przygłuszając odczucie cytrusowych chmieli, a w czasie przełykania łączy się z alkoholem, który finezyjnie z gracją podgrzewa atmosferę.

Szczyt sezonu_piwnakompania.wordpress.com 2

Przy intensywnym skupieniu każdego mięśnia w górnej partii tułowia można wyczuć kremowość pszenicy, są momenty kiedy chciałaby stać się niezależnym smakiem, ale u schyłku zostaje zdeptana przez brutalną i ostrą jak spalony ziemniak kolendrę. Wydawałoby się, że gorycz tak przeze mnie uwielbiana powinna pomóc zatrzeć ślad tej ponad przeciętnie aromatycznej przyprawy. Jednak nic bardziej mylnego, na plecach goryczki wjeżdża ona z taką butą jak nie jeden maharadża do poddańczej wioski. Dopiero w wyglądzie ziarno pszenicy odzyskuje prawo głosu, jest mętne i ciemno złote, a wyposażone w bujną pianę prezentuje się wspaniale, nie pozwala oderwać od siebie oczu i wciąż pogania do kosztowania. Epilog ten miał mieć szczęśliwe zakończenie, ale wtem napotykam przeszkodę, głaz, zatyczkę coś jak stoperan dla jelit: kolendrę. Odnoszę wrażenie, że użyta w nazwie sentencja ,,double” całkowicie została zużyta właśnie na to śródziemnomorskie zioło.

Zapach 7,5;

Smak 7;

Wygląd 9;

Ogólnie 7,5.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: ~8 zł.,-

Szczyt sezonu_piwnakompania.wordpress.com

Movembeer Herbal APA

Ostatnio mam poważny problem z APA’mi, może nie tyle pożarłem się z nimi śmiertelnie, co przeżywamy lekki kryzys znajomości stanów późnych: przejedliśmy się swoim towarzystwem i obydwoje, w swojej dufności sądzimy, że wiemy już o sobie wszystko. Od niebagatelnych roków pół zbywamy się więc szybkim, zdawkowym pozdrowieniem, które wyrywa serce dopiero po kilkunastu krokach, po kilkunastu sekundach łapie za organ i wyciska łzy – wszak kiedyś prowadziliśmy niekończące się rozmowy, dysputy oraz przerzucaliśmy się wyzwiskami. Każda następna APA zostawia mnie z obrzydliwie oklepanym, nudnym, szarym oraz brejowatym stwierdzeniem, którego szczerze nienawidzę a często wytaczam mu wojnę na życie oraz bohaterską śmierć: „ To co było nie wróci już”. Wiem, brzmi jak tekst Kristofera K. lub innej Marysieńki: frazes rodem z kiczowatej karuzeli czy kolorowego jarmarku. Wróćmy jednak do mojego APA’owego zjazdu absolwentów:


piwnakompania_movembeer_herbal_APA_02

Nasze ponowne spotkanie miało wszelkie znaki nieba oraz ziemi, by mogło zostać nazwane katastrofą. Ba! Istna apokalipsa niezręczności, niepozbawiona nie-wybuchów niezręcznej ciszy. Epatowała nicością, pustką brakiem czegokolwiek – ot parę cytrynowych zdań, wymiana bezsensownej gatki szmatki: zbyt zamulającej kolendry oraz sucha wymiana faktów, niby ten osad, który osiada na całości gardła, podniebienia i języka. I tak rozstaliśmy się. Nie było niegdysiejszych rozmów o tematach dla odmiany ciekawych – brak zaskoczenia orzeźwieniem: nie to, że go nie było, tylko doznałem go już zbyt dużo; brak zachwytu innością goryczy, bo, uchowaj Wielki Potworze Spaghetti, nie jest już inna. Jest…taka, jak wszystkie inne; jest jak mundurek domów mody, który nosi prawie każda samica; jest jak odpowiedź na pytanie: co robisz w wolnym czasie? „Yyy… Spotykam się z przyjaciółmi, słucham muzyki i modlę się o pokój na świecie”. Wreszcie nic w nim nie sprawia mi przyjemności: zapach zatęchły, przekolendrzony oraz sztucznie perfumowany; na języku osiada przesadzoną zieleniną kolendry – płynem do mycia naczyń oraz ową nudną goryczą; gdy na nie patrzę tęsknie do chwil radosnego uwielbienia nowości zza oceanu, bo we mnie nie zostało z niego już nic. Nawet taka odrobina, by pochwalić ów mętny, słoneczny oraz miodowy kolor – na usta ciśnie mi się najsmutniejsze ze słów, które można wykrzyczeć staremu przyjacielowi w twarz: któryś z nas się zmienił. To koniec. Wyszedłem ledwo powstrzymując płacz, ale uśmiechałem się do ciepłych wspomnień.

Zapach 3;

Smak 4;

Wygląd 4;

Ogólnie 4.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Dobry Chmiel, Katowice;
  • Cena: ~9zł.

piwnakompania_movembeer_herbal_APA_01

Bernard Bohemian Ale

Czeski bracie, widok Twój ucieszył mnie ogromnie. Figlarna buteleczka z eleganckimi szklanymi rzeźbieniami zapowiada rzecz niezwykłą, zakapslowaną i schowaną przed światem. Moment w, którym nos piwosza natknie się na leniwie rozlewające się aromaty wokół kufelka powinien trwać bez końca, wieczne potępienie temu kto zechce przerwać tę chwilę! Połączenie rześkiej i naturalnej kolendry z słodem współgra i wydaję się tak oczywiste jak widok grabarza z łopatą. Jednak ten zapach niesie ze sobą lepsze skojarzenie niż aromat wilgotnej, gliniastej gleby. Do tego dochodzą pojedyńcze wątki alkoholowe, a to za sprawą napakowanego Czecha w wielkości 8,2 %. W smaku dominuje wysokie nasycenie powodujące łaskotki alkoholowe na podniebieniu. Wymieszane z czcigodnym chmielem dającym posmak…wstyd przyznać, ale nie wiem do czego to porównać. Jest to nutka smakowa wyjątkowa, rzadko występująca, ale swej rzadkości najczęściej spotykam ją w IPA-ch. Jednocześnie w kubki smakowe przyjemnie uderza kolendra, ale nie sztuczna. Mianowicie w ,,Żywcu Białym” można spotkać podobny aromat i smak, ale jest on tam wyraźnie perfumowany, zbyt wyrazisty i ordynarny. Temu smakowi towarzyszy przyjaciel co się zwie delikatność. Wygląd jego jest równie zaskakujący gdyż jest nieprzejrzyste, ale kolorem przypomina ciemne złoto z nalotem , którego role spełnia drobny osad. Na zakończenie tego dzieła rzec trzeba o pianie, która stanowi jedyny problem piwa,a to z powodu nietrwałości. Na sam koniec kosztowania zostaje tylko mała czapa na środku i na rantach kufla. W niczym nie przypomina tej z początku smakowania…

Bernard Bohemian Ale_piwnakompania.wordpress.com 3

Zapach 10;

Smak 9,75;

Wygląd 9;

Ogólnie 9,5.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Czechy
  • Kupione: Lidl (czeski tydzień)
  • Cena: 5 zł,-

Bernard Bohemian Ale_piwnakompania.wordpress.com

Underwater

Z lubością sięgnąłem po ten trunek, raz po raz odkrywam, że ,,Saison” to mój ulubiony gatunek piwa, który wciąż jest dla mnie tajemnicą. Nad jego taflą unosi się przepiękny, aromatyczny zespół zapachów, na przodzie wyczuwam uwodzącą me zmysły kolendrę tańczącą płomienne tango z grejpfrutem. Nie często miewam, że ciężko mi odstawić kufel z pod nosa i z pod ust, a w tym wypadku już niemal się z nim zrosłem. Co przykuwa mą uwagę to odcień migdałów w tle zapachu, fascynująco sprężyście dostosowuje się do zmysłów, a jego współpraca z chmielami przebiega idealnie. W smaku dominuje łaskocząca podniebienie gorycz z aromatami kolendry, znakomity duet tworzy nawet trio z naturalną kwaskowatością. Trudno zebrać mi myśli, składne zdania, mnogość smaków przytłacza, wspomnieć trzeba o goździkowym posmaku co do, którego pewności nie mam, ale, ale…po prostu spróbujcie. Intryguje mnie fakt, że jak na tak małą objętość alkoholu 5,7 % jest on całkiem dobrze wyczuwalny. Wyglądem przypomina mandarynki, najdojrzalsze, najsmakowitsze, ogromnie cieszy me oko swą mętnością. Jedynie piana gdzieś zniknęła, zaraz po nalaniu urosła do wielkości półtora palca, ale systematycznie się rozpadała, aż nie zostało nic…

Underwater_piwnakompania.wordpress.com

Zapach 10;

Smak 10;

Wygląd 9;

Ogólnie 9,5.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: 7,4 zł,-

Underwater_piwnakompania.wordpress.com 3