Archiwa tagu: Jan Olbracht

Piotrek z Bagien Smoked Stout

Trzeci raz już zaszedłem na te same bagniska – i bądźcie tego świadomi, że nie zwiodły mnie ogniki, nie szukałem zielonego ogra ani nie niosłem żadnej biżuterii, by stopić ją w ogniu wulkanu. Na bagna im. Jana Olbrachta przychodzę z przekonania. Mam w tym cel. Dzisiaj spotkałem Wędzarza, dziwny to był osobnik: od razu, praktycznie bez słów, zaprosił mnie do swojej zapadniętej chatki pośrodku mokradeł, pełnej zapachu torfu, ziemi oraz dębowego dymu owiewającego suszące się żurawiny. Wciąż milcząc poczęstował mnie wywarem, który konsystencją oraz kolorem przypominał bagnisko ( jedyną różnicą był brak piany, często widzianej w bajorkach ), a pachniał dokładnie jak jego chatka: ze zdecydowaną przewagą intensywnego a szalenie ciągnącego za nos dębu. Myślałem, że będzie jak potrawka mistrza Yody, lecz widząc jego ponaglające spojrzenie zaczerpnąłem łyk i… wszystko to rozgorzało na moim języku, wszystko było istną Odą do Wszystkiego co Wędzone. Zaczynało się niewinnie: żurawinki oraz śliweczki leniwie przetaczające się po języku zostawiające mięsistość drugich i kwaśność pierwszych. Jeszcze nieśmiało wkraczało leśne runo, żywiczność – niby duch chatki w której się znajdowałem. Wreszcie na mój język nadepnął dębowy ent, którego korona stała w płomieniach i tonęła w dymie. On jednak dumny był z tego płomiennego nakrycia głowy, spokojnie zionął dymem na wszelkie strony. Kubki smakowe ugięły się nie tylko pod natłokiem wędzenia, ale także drzewa w najczystszej postaci – to był czynnik sprawiający, że smak nie był pusty niczym pień stoczony przez korniki. Finisz wypełniony był Wędzoną Czekoladą Tańczącą na Kurhanach Wrogów. Długo tańczącą. Bardzo długo. Opróżniwszy czarkę błagalnie wyciągnąłem puste naczynie w stronę papy Wędzarza, skinął głową i pozwolił by kaptur zsunął mu się na tyle by ukazać twarz – nie był to nikt inny niż sam Jan Olbracht, duch tych mokradeł.

Piwnakompania_Smoked_Stout_Z_Bagien_02

Zapach 10;

Smak 10;

Wygląd 6;

Ogólnie 9.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Cena i miejsce zakupu nieznane: prezent.

Piwnakompania_Smoked_Stout_Z_Bagien_03

Reklamy

Piotrek z Bagien Black IPA

Piękne to piwo. Zabójczo powabne, z pianą, która zawraca w głowie przywierając do ścianek pokalu tak kurczowo jak wstydliwe dziecko trzyma rant matczynej spódnicy. Jako żem człek wrażliwy podszedłem do szkraba i usiłowałem poczochrać mu włosie. Gdzieś na filmach widziałem podobny gest zjednujący sobie owe małe kreatury, bez wyjątku. Pierwszy ostrzegł mnie mój pajęczy zmysł: woń była oszałamiająco intensywna, pełna pewności siebie wędzenia, wyrafinowanej mądrości żywicy, zdziwaczenia anyżu oraz jedwabiu wanilii. Jednak, wyczuwszy znajome cytrusy o zabarwieniu ciemnego lasu, nie cofnąłem ręki. Spodziewałem się rozmiękłej reakcji, znanej mi z filmów oraz wcześniejszych piw tego gatunku: mocnego ściśnięcia goryczy powodzonego przez uwędzony syrop klonowy – i tyle. Reakcja była nieprzewidywalnie dojrzała: dostarczyła odpowiednio intensywną, świeżą gorycz, żywicę, wystarczającą by obdarzyć ze trzy lasy, lecz było coś jeszcze. Długi finisz wytrawnej, gorzkiej czekolady wpieranej przez kremową kwaśność kawy. Odjąłem rękę od czarnej niczym smoła czupryny, a odczucie dalej trwało – ów wyświechtany gest odniósł skutek zgoła inny. To ja byłem tym, który poczuł się lepiej. Wyglądające zza spódnicy, przerażone, stworzenie wysłało mi łajdackie oczko – niby dojrzały smak końcówki, utopione w wyuzdaniu gorzkiej czekolady.

Piotrek_Z_Bagien_BIPA_piwnakompania_01

Taka właśnie powinna być wariacja na temat gatunku, bo piwowarowie bardziej niż rzemieślnikami powinni być artystami i jako tacy muszą wzbudzać emocje, a nie tworzyć ideał danego gatunku.

Zapach 10;

Smak 10;

Wygląd 10;

Ogólnie 10.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Prezent, więc miejsca zakupu, ni ceny nie znam.

Piotrek_Z_Bagien_BIPA_piwnakompania_03

Piernikowy Foch

Święta odeszły już w niepamięć, powigilijne potrawy dawno już zostały zjedzone a kilogramy przybrane. Znów można zapakować sztuczną, pamiętającą jeszcze dobra na kartki choinkę w kaftan bezpieczeństwa i wysłać do pomieszczenia bez klamek – piwnicy. Z półek ustępują czerwone kubraczki, czapeczki oraz krasnonose reniferki, robią miejsce innym a jeszcze bardziej potrzebnym bibelotom. Zupełnie-nie-kiczowatym pamiątkom z wakacji olinklusif. Nietrafionym prezentom, których-przecież-jeszcze-nie-wyrzucisz. Beznadziejnie przepięknym ozdobom z Ikei. Ustępują wprost w czułe ramiona kartonu, który ukołysze je swoją szafianą pieśnią. I gdzieś w tym wszystkim otwieram piernikowe piwo – niby akcent na zakończenie świąt. Korzenne epitafium dla chowanych przedmiotów. Miałem wrażenie, że to Mikołaj przeleciał mi tuż nad głową – tak intensywnie korzennego zapachu nie czułem od zjedzenia ostatniego w tym roku piernika ( pamiętam, jakby to było wczoraj – była to nielukrowana choinka ). Sanie świętego napędzane były czymś jeszcze, nie uwierzycie, kwasem chlebowym, którego aromat towarzyszy piernikom a w takiej jest z nimi komitywie, że pozbawia woń przytyków piw ciemnych: nie odczujesz-li rumu na swoich nozdrzach. Tylko orzeźwiający pstryczek, pośród najprzedniejszego miodu, strzela ziele angielskie oraz skórka pomarańczy. Pomyślałem: „Gdyby tylko smakowało tak, jak pachnie. To zawołałoby donośnym głosem i wskrzesiło święta. Choinka, wyrwawszy się z piwnicznych więzów, zagościłaby znów na swoim miejscu. Na półki wyległyby pochowane przedmioty. Wdzialibyśmy świąteczne swetry…”. Wziąłem łyk. Przez chwilę myślałem, że Mikołaj porwał mnie na swoje sanie – a to kremowość piwa, która zaklinała w swoim smaku obłoki. Ubrane drzewko wystrzeliło spod podłogi, jak na języku zakwitnęły mi korzenie piernikowe. Z półek pozlatywały uwielbiane bibeloty, zepchnięte przez Rudolfa i spółkę, tak jak ja zleciałem z krzesła pod natłokiem piernikowości. Wokół mnie zaczynała materializować się aura świąt, gęsta jak to piwo. Odstawiłem pokal, wszystko wróciło do normalności – tylko patrząc w odmęty kremowego trunku dostrzegałem wigilijny stół. Ująłem szklaną nóżkę, a w uszach zabrzmiało mi: Ho! Ho! Ho! Łyk. Wszystko się powtórzyło. Święta w płynie? Nie, to zbyt liche określenie.

Ekstrakt z piernika.

Uwaga, po wypiciu może powodować nagłe i nieoczekiwane wigilie. Przed użyciem skonsultuj się z Mikołajem, bądź zapoznaj się z Panem Piernikiem, gdyż każde święta niewłaściwie obchodzone mogą zagrozić twojemu życiu lub zdrowiu.

piernikowe_piwnakompania_02

Zapach 10;

Smak 9,8;

Wygląd 9,8;

Ogólnie 9,9.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Cena oraz miejsce zakupu pozostają tajne, ze względu na prezentowość tego piwa;

piernikowe_piwnakompania_04