Archiwa tagu: felietony

Ofiary piwnej rewolucji [felieton]

Dziś rozprawa o ofiarach, nie fizycznych, ale równie niebezpiecznych. Dobrobyt potrafi namieszać ludziom w głowie i momentami jak obserwuje świat kraftu, blogerów przychodzi mi na myśl refren piosenki Grabarza ,,Co się z nami stało..”. Mały bat na początek weekendu.

Reklamy

Quo vadis crafcie?

Pomysł na felieton pojawił się w mej głowie w ciągu ostatniego tygodnia, w czasie największego szału wypuszczania na rynek wypucowanych, odszpicowanych RIS-ów, Porterów czy innych zacnych piw. Ostatnie wynalazki polskich piwowarów zniewalają, ekstrawaganckie dodatki, co najmniej roczne leżakowanie, wymrażanie! Któż by o tym pomyślał jeszcze dwa lata temu? Rewolucje mają to do siebie, że toczą się szybko, a nasza piwna, rozwija się w zawrotnym tempie. Jestem zachwycony tym jakie owoce ona wydaje i jaką kreatywność wzbudza wśród piwowarów. Ale jednocześnie nasuwa mi się także pytanie: co dalej?

W zeszłym roku premierę miało ponad 1500 piw. Rekord, bez dwóch zdań. Szczyt, ale problem w tym, że kiedyś musi nastąpić spadek. I są pewne sygnały, że następuje hamowanie na rynku. Rynek piwa w Polsce jest nasycony, to czy segment piw rzemieślniczych urośnie będzie zasługą oderwania części tortu od piw koncernowych. Jednocześnie nasuwa się pytanie czy obecne spowolnienie gospodarcze odciśnie swe piętno na browarach rzemieślniczych, w czasie ostatniego kryzysu gospodarczego zapoczątkowanego przez upadek banku Lehman Brothers w połowie września 2008 roku, nie mieliśmy jeszcze browarów rzemieślniczych. Trudno szacować co stanie się jeśli takowy kryzys nadejdzie? Nie mówię o tak srogiej powtórce jaka miała wtedy miejsce, wszystko wskazuje na to, że obecne spowolnienie ma przyczyny wewnętrzne, jednak nie można ich bagatelizować.

Mogę tylko się domyślać, ale piwa craftowe przeważnie kupują ludzie o zasobniejszych portfelach, klasa średnia i wyższa. Kupują, bo mogą sobie na to pozwolić. Na klasie średniej opierają się wielkie gospodarki, jest ona motorem napędowym, wyznacznikiem trendów konsumpcyjnych. Jednocześnie jest najbardziej narażona na spadki zasobności portfeli; czy to przez podwyżki cen towarów konsumpcyjnych codziennego użytku, czy przez chujową politykę rządu, która nie wprost, ale np. poprzez podatki od banków, marketów, cięcie ulg podatkowych, znoszenie limitu odłożonych składek do ZUS-u powoduje zmniejszanie zasobności kont i portfeli. Nadzieja, że lato będzie ciepłe i ruch w sklepach się zwiększy. Gdy zaczynają się jakiekolwiek niepewności na rynku przeciętny konsument rezygnuje z dóbr niepotrzebnych do przeżycia; tną wyjścia do kina, podróże czy przestają kupować drogie wina i piwa. I teraz najciekawsze: czy konsument piwa rzemieślniczego przestanie je kupować i przerzuci się na tańsze odpowiedniki czy będzie je cały czas kupował, ale rzadziej? Jedno jest pewne, gdy zajdzie taka sytuacja browary będą musiały ciąć produkcję.

Wydaje mi się, że pytanie jest zasadne, gdyż w czasie ostatniego kryzysu browary koncernowe musiały zmniejszać produkcję, miało to miejsce w czasie pierwszej fali kryzysu między 2008, a 2010 rokiem (rozpatruję sytuację na rynku polskim). Druga fala kryzysu w piwnej branży została niezauważona, gdyż zbiegła się z Euro 2012, a okres ten jak wiadomo był złoty dla browarów. Nie wszyscy sobie zdają sprawę, ale szacuje się, że branża piwowarska oraz cały łańcuch dostaw czyli rolnictwo, marketing, usługi, produkcję opakowań, produkcję sprzętów i maszyn, a także transport wytworzyły wspólnie 205 000 miejsc pracy, generując wpływy do budżetu około 9,9 mld. złotych. W Unii Europejskiej istnieje około 6500 browarów, zatrudnienie w branży oraz do niej przyległych wynosi 2,3 mln. osób, a wpływy z podatków sięgają 43 mld. Euro.

Wracając do pytania ,,co dalej?” należy także wziąć pod uwagę zmieniające się trendy konsumenckie. Na samym początku wspominałem o tym, że browary przyzwyczaiły nas do nowości, co raz to ciekawszych i imponujących. Zastanawiam się gdzie jest granica kreatywności piwowarów, czy będą w stanie wciąż oferować piwa potrafiące zaspokoić ciekawość i pragnienie kosztowania czegoś nowego. Konsument w miarę kosztowania staję się co raz bardziej wybredny, nie wierzycie? Zazwyczaj, gdy ktoś kupuje auto i zmienia je za parę lat kupuje…lepsze, chcąc poprawić swój status, komfort. Sam nie raz się na tym łapie, że szukam czegoś zupełnie odstającego od dotychczas kosztowanych przeze mnie piw, marudząc lekko pod nosem, gdy nowy browar oferują klasyczną IPĘ. Nie w tym rzecz, że przestanę kupować craftowe piwa i zacznę przygodę z koncerniakami racząc się ich ,,smakiem”. Po prostu będę ich pił mniej. A inni? Mam nadzieję jednak, że rzemieślnicze wyroby obronią się same i będą zdobywać nowe grono odbiorców.

Kolejnym aspektem, który może się pojawić, ale nie musi, jest problem z dostawami. Zobaczcie jak wiele składników jest importowanych ze Stanów, Unii…co by się stało gdyby nagle na te towary dorzucić np. cło w wysokości 40 %? Nie mówię, że zdarzy się to w ciągu roku czy dwóch, ale taka sytuacja jest możliwa. Jeszcze parę krajów zostanie pochłoniętych przez populistów chcących się odgrodzić od wszystkich i problem z handlem pozbawionym cła może stać się faktem.

Oczywiście to tylko moje gdybania, nic nie musi stać się faktem, a nawet wszystko może potoczyć się inaczej. Kto wie, może branża craftu okaże się odporna na jakiekolwiek działania wewnętrzne oraz zewnętrzne i będzie rozwijać się dalej tak samo dynamicznie i kreatywnie? Szczerze tego Wam i sobie życzę.

Wielkopolski Piwosz

Nieznane są losy felietonu.

Ogólnie rzecz ujmując przed snem człowiek powinien  się wyciszać by organizm mógł się przygotować na przejście w stan spoczynku, co ma spowodować głębszy i wytrwalszy sen, który przełożyć się powinien na większy poziom wyspania.

Miałem takie plany, przeglądałem internet w celu znalezienia odpowiednich rad dotyczących dodawania przypraw itp. do brewkita (tak będę warzył po raz drugi, tym razem chciałbym pobawić się w świątecznego stout’a!). Pierwszy link jaki mi się wyświetlił nakierowywał mnie pewną piwną stronę. Już od długiego czasu omijam to miejsce, jednak tym razem stwierdziłem, że dam mu szansę. A co może akurat znajdę coś ciekawego!

Pełen nadziei zacząłem czytać pytanie człowieka nie znającego się za bardzo na rzeczy, ale mającego wiele zapału by zdobyć wiedzę i rozpocząć przygodę z piwem. Wspaniała sprawa, trzeba tylko kogoś takiego nakierować i pomóc! Oczywiste, prawda?

Niestety nie dla typowego gościa z tej strony, który musiał wyłożyć prędko jakim gość jest debilem, ćwokiem i niech najlepiej spada na drzewo ze swoim brakiem wiedzy, bo co on tutaj na poletko samych piwnych ekspertów będzie zaglądał. Ile razy z początku, gdy zaczynałem się interesować tematem piwa trafiałem na tą stronę i prawie zawsze się rozczarowywałem, rzadko kiedy ktokolwiek umiał udzielić fachowej porady nie fochając się, nie obrażając drugiej osoby, zostawiając w temacie tylko merytoryczne sprawy.

Czuje swoisty wstręt do tej strony, takie zachowanie jest odzwierciedleniem tego co mnie najbardziej wk****a w naszym społeczeństwie: egoizm i chamskie manifestowanie, że wiem, ale nie powiem, żebyś czasem nie był lepszy niż ja i nie daj Boże jeszcze poczujesz się szczęśliwy! Jakie to jest płytkie i małostkowe…Strona ta jest hermetyczna, wściekle broni się przed nowościami i przybyszami chcącymi zdobyć wiedzę, choć nazwa wskazuję na związek z warzeniem piwa!

Podłe jest to, że spora część osób, gdy tylko poczuje, że ma władze nad kimś innym momentalnie rozpoczyna festiwal chamstwa, pychy, buty walącej po oczach jak francuski ser po nosie. Szkoda klawiatury na dobre słowa, pozytywne określenia są dłuższe aniżeli obraźliwe. Zauważyliście? Podam przykład.

,,Ty ch***” vs. ,,Wspaniale, że interesujesz się tematem rozpoczynającym Twą przygodę z warzeniem piwa, gratuluję”. 

,,Won śmieciu, nie znasz się” vs. ,,Tutaj masz link do starego wątku, tam masz wszystko wytłumaczone”. 

Widzicie? Spróbujcie sami!

Brakuje mi uprzejmości, o internecie nawet nie wspominam, gdzie człowiek nie wejdzie tam się ktoś cieszy, że komuś się nie udało, że można komuś dosrać i obrazić siedząc bezpiecznie daleko i nikt nawet nie zwróci uwagi, naśladowcy się znajdą. Myślę o uprzejmości na ulicy, drogach (jak mi ciśnienie na nich się podnosi jak widzę kierowców…) w tramwajach, w sklepie w kolejce. Czyżbyśmy byli narodem frustratów, egoistów, wiecznie niecierpliwych marzycieli i romantyków wierzących w zbawicielski mit Mickiewicza? Czyżbyśmy byli narodem żądnych władzy i pieniędzy chciwców, chełpiących się otwartością I Rzeczypospolitej, czyżbyśmy byli narodem ślepców, alzhaimeryków chełpiących się tradycjami szlacheckimi, a zapominając jednocześnie o tym, że tamten ustrój mimo tego, że przyniósł nam potęgę, załamał się przez ludzi i spowodował również upadek? Ustrój był na wskroś ułomny, upokarzał biednych i małych, wychwalał cwanych i zdradzieckich?

Dlatego następnym razem, gdy ktoś zapyta Cię uprzejmie na stronie o pomoc odpowiedz mu grzecznie i pomóż bym nie musiał tworzyć felietonów odbiegających od wątków, pośród, którego wylała się moja złość na nasze społeczeństwo, kraj, ogólny klimat panujący między Odrą, a Bugiem. Uszanowanko!

Wielkopolski Piwosz 

Szczerze, o dwóch makach przy ruchliwej drodze.

W pogoni za światem? Nie wiem czy to ów wieczny bieg jest winowajcą, czy bardziej już skutkiem – wiecznego, niemalże zwierzęcego poszukiwania niezobowiązującej przyjemności? Pojęcia nie mam, ale takie poczyniłem obserwacje – bo ludzie, gdy tak na nich spojrzeć to dziwny gatunek, a razem z przyrostem warstwy kurzu pokrywającej mój akt urodzenia, wzrasta moje niezrozumienie. Nie ma we mnie niechęci, bo ludzie ze swoimi dziwactwami potrafią być istotami pozytywnymi, ale czuję się wyobcowanym stworzeniem. Niemalże jakbym się odczłowieczał – co więcej nie rodzi to we mnie smutku a raczej apatyczne przytaknięcie. Gdy obserwuję otaczający mnie świat nie mogę wyjść z szoku – kim są te nasrożone istoty, które mijam, co to za stworzenia z hedonistycznie szalonym wzrokiem, z czego ulepiony jest ten tłum bez dumy co ugnie kark i wychwalać będzie z taką samą łatwością. Czym jest ten świat, w którym piękno musi krzyczeć, by w ogóle je zauważono. Czyż te pokraczne istoty nie utonęły w wygodzie, tak do niej przyzwyczajone, że nie potrafiące zadać sobie trudu jednej myśli dziennie. Nie pojmuję ich, tych ludzi, co boją się przebywać z samym sobą i w ciszy, żeby nie wyszło na jaw jak puści są w środku. Przyjdą jeszcze prostsze rozrywki – i już niczego nie będą musieli… Nie, nie jestem Prorokiem Końca – tak bezgranicznie pewnym, że na błysk jego żywota przypada okres zmian, choćby i takich, po których nie będzie już nic. Jako gatunek, ludzie podlegają nieustannej ewolucji – widocznej bardziej aniżeli u innych zwierząt, bo dotykającej najpotężniejszego organu na tej planecie najmocniej ze wszystkich: mózgu. Ludzka mentalność zmienia się, częściowo na dobre – zaczynamy zdawać sobie sprawę z ceny jaką płacimy za nasze czyny (przynajmniej jakaś część) – mimo że szafujemy niektórymi hasłami z zaskakującą łatwością i robimy z nich mody (eko-moda, slow-moda, fit-moda. Tego, czy się cieszyć, że nie ma myśl-mody, czy też się smucić nie wiem), które jednak okazują się, na religijną modłę, najprostszym i najefektywniejszym sposobem na manipulację, czy może utrzymywanie w ryzach, gatunku ludzkiego. Moda stała się religią człowieka – zastępując skostniałe świątynie na galerie handlowe. Nie upatruję w tym końca, raczej rozdroże. Mój idealizm każe mi wierzyć, że ten dziwny gatunek wybierze drogę ku umysłowi, zostawiając ciało w jego władaniu. To znów mój rozum uznaje, że Obywatele wybiorą inaczej, hedonistycznie i wygodnie – oczywiście nie ma tak prostego wyboru dwóch ścieżek, bo jest ich nieskończenie wiele, jak i spośród nich nie ma słusznej. Może oni, ci ludzie, spostrzegliby więcej, gdyby o tym pomyśleli dłużej i traktowaliby z należnym temu przestrachem. Wygodnictwo tego gatunku, tak jak ciekawość, jest najlepszą i zarazem najgorszą jego cechą – i mimo że te dwie cechy są przeciwstawne, to każdy człowiek posiada jedną i drugą. Gdy jednak wykarmione dobrobytem wygodnictwo połączymy z dziwnie nieobecną ciekawością – cóż dostaniemy dystopijny niemalże obraz świata, wypełnionego po obrzydliwie regularne brzegi, prostotą rozrywki (z arenami na których odbywają się walki gladiatorów) i brakiem potrzeby samodzielnego myślenia. Świat, w którym piękno musi kopać człowieka w twarz, by ten pojął, że na nie patrzy. Ale tak nie będzie, prawda?

Zmierzając do miejsca pobierania wiedzy, na wysoką po samo niebo magową Wieże, zauważam dwa maki trzymające się życia na stromym poboczu istnej rzeki aut płynącej w dole. Uśmiecham się tylko na chwilę, potrzebną myślom na zebranie się wokół śmiesznego gatunku ludzi. Rozglądam się, nie chcąc być tendencyjny, obok mnie siedzi człowiek w pełni wieku: wąs, brzuch, sandały, nos w gazetę i a usta w rechot – dział o politykowaniu, artykuł, że komuś coś nie wyszło. Maki ledwo żyjąc, wsłuchane w wieczny, niby-morski szum samochodów dumnie podnoszą głowy i wpatrują się w słońce. Czerwone niczym świeża krew zabitego gladiatora. Znów spoglądam na wielbiciela gazet prawie czuję zapach posoki na piasku i słyszę rozhuczany tłum. Odwracam wzrok. Rozmawia ze sobą dwóch przedstawicieli istot ludzkich – nieświadomie przysłuchuję się. Ich rozmowa oscyluje wokoło miejsca plemiennego kultu: Klubu oraz dzikiej, nieskrępowanej kopulacji z ludzkimi samicami, jak i na rytualnym, przynoszącym szacunek wśród współplemienników, spożywaniu trunku od bogów w zatrważających ilościach. Kołyszące się w rytm rzeki samochodów kwiaty zaczynają tańczyć ze sobą do rytmu mocnego wiatru. Nie łamią się, przyzwyczajone do ekstremalnego otoczenia i bycia ignorowanymi. Smutek już nie odchodzi – zastanawiam się, czy ten gatunek jest ślepy? Może niektórzy nie dorośli do tego by mieć zaspokojone podstawowe potrzeby ciała – potrzebują potrzeby polowania. Nie przekuwają czasu w istotę – bez bicza nad głowami w postaci śmiesznych posążków czy nieposzanowania innych przedstawicieli gatunku, pozostają elementem biernym – który, by spostrzec rzecz urokliwą musi być przez nią zaatakowany. Smutne to życie, tylko ze skaczącym do twarzy, nachalnym pięknem. Maki pozostały niezauważone, do czasu, gdy kolejny człowiek nie obdarzył ich uśmiechem, jakim to obdarza się rzeczy cudne. Bo przecież była taka osoba, prawda?

Choć maki wcale istnieć nie musiały, istniało poszukiwanie piękna. W myśli tysiącu, w rozmowie nie o dzisiaj ani nie o jutrze, we własnym, jak i częściej, czyimś wnętrzu, w tajemnicach, których nikt nie dostrzega, w zmyślaniu. A piękno nie może istnieć bez brzydoty – widząc więc jedno, dostrzec można i drugie. Bo przecież każdy MA swoje intymne piękno, nienarzucone i osobiste, prawda?

Smakosz śląski.

Szczerze, o rzeczywistości.

Nosiłem się z pomysłem napisania tego felietonu już od dawna, ale wreszcie udało mi się zebrać, poskładać myśli i przelać je na papier. Wiele razy zastanawiałem się jak to się dzieje, że naszą rzeczywistość kształtują totalnie nie kompetentni ludzie. Nie mam na myśli polityków, swe myśli kieruje ku mediom, a przede wszystkim ku dziennikarzom. Problemem, który nas wszechobecnie dotyka to po pierwsze: niekompetencja dziennikarzy, po drugie: podawanie na ,,tacy” gotowych informacji, po trzecie: lenistwo, może głupota ludzi. Miks tych czynników powoduje, że tzw. szeroką opinie publiczną kształtuje kilkunastu ludzi, którzy totalnie nie znają się na robocie, a ich celem przede wszystkim jest sianie zamętu i propagandy. Cóż to za problem, mając zasobne konto, zakupić usługi paru ludzi w różnych, podobnie tematyczno-szmatławych gazetach i podsyłać tematy jakie powinny być na czołówce w danym tygodniu? Z całym szacunkiem, ale większość ludzi zaorana codziennością nie będzie się zgłębiała w temat (choć uważam, że to błąd i dzienne te 30 min. na szukanie własnych informacji można bez problemu poświęcić) i swoje myśli będzie kształtować przez nieuwagę, lenistwo i łatwość z jaką dane informacje będzie można podawać innym. Niekiedy jest to wprost głupota ludzka, gdy w ważnych kwestiach jedynym zdaniem do wypowiedzenia będzie utarty, propagandowy slogan, a większe zainteresowanie będzie budził fakt, że jakiś kolejny celebryta był widoczny z kochanką w sklepie, komuś wlepiono mandat za krzywe parkowanie, a jeszcze inny napalony na ekran będzie pokazywał co ma w lodówce i jaki stolec z tego wychodzi. Nie oszukujmy się, poziom rzetelnego dziennikarstwa w Polsce reprezentuje garstka ludzi, reszta zniżyła się do poziomu gówna i ochoczo brudzi się jeszcze mocniej. Wspomniałem przed chwilą o łatwości przekazywania informacji innym, muszę do tego wrócić. Zauważcie, że jakie newsy, ogólnie rzecz ujmując sprzedają się najlepiej? Ano te tragiczne. Nie mówię o pojedynczych przypadkach, gdy dzielimy się z bliskimi jakimś własnym doświadczeniem, ale tymi przypadkami, gdy rządzi żądza wzbudzenia zainteresowania, intrygi. Na pewno jesteście w stanie sobie wyobrazić sytuację, gdy dopiero co poznane sobie osoby, zazwyczaj starsze babcinki lub typowe Grażyny i Janusze walczą kto wystrzeli z tragiczniejszą informacją. Czujecie to?

Wracając do głównego nurtu rozważań muszę wrócić do powodów takiego stanu rzeczy. Przede wszystkim występuje popyt ze strony ,,czytelnika”, jeśli by go nie było, szmatławe gazety nie istniałyby na rynku. Nic nie wygląda by sytuacja miała ulec zmianie. Co prawda miejsce poszukiwań takich newsów zmienia się (skąd taka ilość wszystkich szmaciarsko-plotkarskich stron?), ale wciąż miejsca publiczne tj. szpitale, pociągi czy autobusy są pełne takich porzuconych gazet. Niezmiennie ludzie są ciekawi komu się powiodło (tzn. nakradł się dziad i teraz z tego złodziej korzysta!), komu się nie udało (tzn. nakradł się kiedyś,ale fortuna się kołem toczy i dobrze dziadowi, że los rachunki wyrównał!). Tacy ludzie psiocząc na wszystko dookoła nie widzą jak sami np. okradają Państwo przez nie odbijanie biletów, omijanie podatków, zabieranie ,,niepotrzebnych” sprzętów z pracy, śmiecenie, niszczenie publicznego mienia (szyby w tramwajach, ławki w parkach, brudzenie pociągów farbami). I jak w takim kraju ma być lepiej? Drugie miejsce powstawania popytu to szalone z żądzy władzy, odegrania się umysły ludzi. Wszelakich…jeśli dołoży się do tego zasobny portfel, pomysł na jedną prostą idee trafiająca do masowego odbiorcy, bazującą na emocjach (zazwyczaj złych), tragedia murowana. Idea ta zacznie kiełkować w umysłach ludzi, codzienna mała dawka informacji w danym kierunku podana na przemian z prostymi, przyjemnymi wieściami (np. komuś się nie udało) zacznie wzbudzać zainteresowanie w czasie rozmów w pracy, w domu, na urodzinach. Zacznie być tematem sporów! Zaangażowanie w daną sprawę pozwoli na wyzwolenie emocjonalnego stosunku do sprawy, chęci jej obrony jeśli jest atakowana i chęci dzielenia się z nią by przekabacić do niej innych. Zasiane jedno ziarenko, za rok obrodzi w sto nowych. Genialny, prosty mechanizm, wymagający sporych nakładów na początku, długofalowego wsparcia, ale zwracający się z nawiązką. Powagi sprawie niestety nadają także rzetelni dziennikarze poprzez zabieranie w jej sprawie głosu, angażowaniu w nią profesorów, politologów, transmitowaniu w prime time dysput, które toczą się o sprawy gówno warte. Zamiast pozwolić głupotom ,,dziennikarskim” umrzeć poprzez ich niepublikowanie, nadaje się im powagi przedmiotu dyskusji. O to właśnie tej propagandowej stronie chodzi, tak wypowiedziane słowa będzie można odpowiednio zmanipulować by móc zaognić sytuację, wyciągnąć duży kaliber i jeszcze mocniej zjednoczyć ludzi dla jednej idei.

Najsmutniejsze, że takie sytuację powtarzają się od wieków, w wielu krajach, u nas także i przede wszystkim. Nigdy do tej pory z takich spraw nic dobrego nie wynikało…I jeśli fortuna faktycznie kołem się toczy to mam nadzieję, że dożyję czasów, gdy zatoczy odpowiednie koło, i że będzie ono wielkości walca.

Wielkopolski Piwosz 31.01.2016 

Szczerze, o przewrotności

Nie tyle natchniona, co raczej popchnięta, poprzednim felietonem moja muza zmusiła mnie do napisania czegoś na temat pokrewny, sięgającego do korzeni buractwa i chamstwa naszego pięknego narodu – dlaczego tak jest? Pytała przez łzy, bo, mimo iż chciała przytoczonym w felietonie faktom zaprzeczyć, to wiedziała iż są prawdziwe. Ba, sama niejednokrotnie zostawała przez takowe zachowania tłamszona, bałamucona i szokowana – nigdy jednak nie przestała wierzyć, że gdzieś tam, pod grubą, grubą warstwą zidiocenia, gdzieś pod tonami katotalibów ociekających nienawiścią do umiłowanego bliźniego, gdzieś pomiędzy przerażającą krótkowzrocznością pomieszaną ze cwaniactwem – jeszcze głębiej – przywaleni skrajnym egoizmem, zadufaniem, ignorancją oraz z niej wywodzącej się ułudą wiedzy, znajdują się ci gościnni, szczerzy, otwarci i honorowi Polacy, o których już my sami raczyliśmy zapomnieć. Moja Kaliope stara się pamiętać, nie generalizować, ale dzień w dzień krzyczy widząc to, co otacza jej oczy. Dlaczego tak jest? Pytanie z jej ust spływa na moje. Rozkładam ręce pewny swej niewiedzy. Lecz tu, tuż przed oczami, pojawia mi się odpowiedź, będąca – po elficku -kolejnym tylko pytaniem: a gdzie tak nie jest? Wystarczy spojrzeć krytycznym okiem na świat i dojrzeć jakie triumfy święci populizm w najczystszej jego postaci ( czy powinienem rzec najbrudniejszej).

Problem z ukochanym przez wszystkich internetem, który jest jednocześnie najlepszym i najgorszym narzędziem wymyślonym przez gatunek ludzki, ochrzciłem Paradoksem Wielkiej Tuby. Rozwodzącym się nad tym jak to drzewiej było lepiej ukrócam argumenty: dawniej wioskowy głupek pozostawał idyjotą wsi, a dzięki potędze internetu awansował on na miejsce imbecyla narodowego. I gdy weźmiemy wioskowych przygłupów, ze wszystkich wsi – stworzą oni rzeszę, która z kolei utworzy mylne wrażenie, że taki jest obraz statystycznego Polaka, Europejczyka lub nawet człowieka. To chyba jednak nie wszystko, bo w moim odczuciu, tych wioskowych głupków, którzy drą się używając Wielkiej Tuby, musiałaby być zatrważająca ilość, by dało się ich spotkać na każdym rogu, skrzyżowaniu, w każdym sklepie czy autobusie.

„Polacy cebulacy”

~Inni Polacy.

Ów stereotyp, który nieopatrznie został „zwielkotubiony” dobitnie uzmysławia nam przewrotność naszego narodu. Przesiąknięci takim mniemaniem o Polakach inni Polacy poczuli wolność, wolną rękę by trochę „pocebulaczyć” – bo w końcu mnie też się to tyczy. Z drugiej jednak strony, gdyby ktoś inny śmiał wytknąć Narodowi Wybranemu przywary, ów przywdziewa wojenne barwy i rusza pełen nieodzownej piany, Bogurodzicy oraz przekleństw na ustach. Wszak, myśmy są Chrystus wśród Narodów i Nas się nie obraża. Oprócz przewrotności, Polacy umiłowali sobie patos. Oj, jak my kochamy patos, niczego w świecie nie umiłowaliśmy bardziej, niż nic nie znaczących pomników – bo nasze posągi nie chwalą idei, wartości i cnót, nie są nośnikami pamięci, w naszym egoizmie nawet przeszłość odarliśmy z wartości – stoją one by można pod nimi skandować, śpiewać rotę, by to teraźniejsi Polacy poczuli się patetycznie silni. Niepokonani. Obmierzłe monumenty obłudy. To niestety pokutujący pewien sposób myślenia, który powinien zostać spalony razem z portretem towarzysza S., a który przeżył i dziś zbiera swoje tragi-komiczne żniwo.

I mimo że wszystko, czego doświadcza normalny obywatel tego kraju sprawia wrażenie mrożkowskiej groteski, tak długo jak są ludzie zdolni ( oraz nie będący za to karani ) do satyrycznego myślenia nasz piękny, nadwiślański kraj nie jest ani gorszy ani lepszy od żadnego innego. I w myśl tej zasady, wypełniony jest zarówno oszołomami, ludźmi myślącymi oraz ludźmi samodzielnie myślącymi.

(Mimo wszystko) Dumny z bycia Polakiem,

Smakosz śląski