Archiwa tagu: browar reden

Yellow U-Boot

We all live in a yellow submarine, yellow submarine, yellow submarine – chciałbym mieć takie podejście do życia, żeby widząc niemieckiego U-boot’a śpiewać tak radośnie i z takim przekąsem. Teraz, gdy już nalałem sobie to piwo do szklanki (nowej, sprezentowanej w zestawie szkła odpowiedniego), zacząłem się zastanawiać, jak mam to w zwyczaju o tej godzinie, dlaczego właściwie kupiłem to niemieckie pszeniczne ale? Myślę, że jawiłem sobie je jako orzeźwienie w żółtej postaci, niezawodne obniżenie temperatury ciała narażanego na taki skwar. Chciałem prostego piwka na okrutny czas lata, kiedy mózg wypływa uszami, a ciało nie chce opuszczać prysznica – w takich chwilach chyba odzywa się moja krew i ciągnie na północ.

piwnakompania_Yellow_U-boot_02

Wracając jednak do U-boot’a, bo jak raz się je pominie można szybko znaleźć się na dnie oceanu razem z dwoma skrzyniami rumu i obejmującymi je majtkiem. Początek, nie ukrywam, był rozczarowujący, jak szwankujący prototyp. Było gorzej – jak pierwsze egzemplarze tonące przy chrzcinach butelką szampana lub wybuchające od tak. Były nawet strzelające wstecz działa z kukurydzy. Była wilgoć, zatęchły zapach, smak piwnicy i zleżenia. Były smrody i smaki gołej blachy. Orzeźwienia było zaś tyle co w załodze po miesięcznej wojaży przy dnie morza. I na cóż ten piękny kolor, gdy owa łódź podwodna jak nie tonie w toporności smaku, to wybucha okropnością zapachu. Rzucam więc okiem na datę – wszystko gra, jeszcze jakieś 4 miesiące bezpiecznego rejsu.

piwnakompania_Yellow_U-boot_04

Naprawdę chciałbym zrzucić to na karb złego przechowywania – większość objawów występuje, jednakże jeżeli to wszystko wina schematu łodzi to jest naprawdę źle. Jest koncernowo źle. I teraz jeszcze, wyczuwam posmak plastiku? Gdy zasiorbię, jak silnik w maszynowni ropę (chciałbym, żeby działały na parę, wtedy oddałbym im część siebie, a tak to czy ropę ssą, czy benzynę?) wyczuwam ten najtańszy sort plastiku ze sklepu Wszystko za Jakąś Złotówkę, Albo Trochę Więcej. Więc to nie U-boot, tylko najgorszego sortu wypraska. Oby to było błędne przechowywanie. Oby, Redenie.

piwnakompania_Yellow_U-boot_01

Pozostawiam bez oceny. Nie chciałbym skrzywdzić, bo więcej niż 0 dać nie mogę.

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Tabakiera, Gliwice;
  • Cena: 8zł (chlip).

piwnakompania_Yellow_U-boot_05

Reklamy

Piana Szamana

Zastanawialiście się jak to jest przemierzać bezkresne amerykańskie prerie wśród kompanii Apaczy? Po Twej lewej stronie, cwałem pędziłaby Cytrusowa Strzała, napędzana niekończącym się chmielem, który pragnie byś czuł świeżość w swym ciele po kres dnia. Po Twej prawej stronie pędziłoby Słodowe Pióro, jego zadaniem jest sprawienie byś nie zachłysnął się w bezmiarze orzeźwienia, a mógł poczuć także paloną słodycz rozsiewająca się po całej połaci gardła. Narastająca przyjemność kosztowania zwiększa się z każdym przebytym krokiem przez Ciebie i Twoich Apaczy. Jego zapach jest olśniewający, przytłacza swą prostotą: po za donośnym chmielem, można wyczuć tylko jeszcze palony słód. Barwą przypomina spaloną ziemię amerykańskich kanionów, również tam jak i w kufelku można dostrzec geologiczne pasy skał różniące się kolorami. Jest mrocznie miedziane, a pokrywa jest najznakomitsza pianka utrzymująca się w wielkości jednego palca na tafli trunku. Apaczu, prowadź ku bezkresnej wolności, przygodzie i walce…

Piana Szamana_piwnakompania.wordpress.com 2

Zapach 10;

Smak 9

Wygląd 10;

Ogólnie 9,5.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: ~7,5 zł.-

Piana Szamana_piwnakompania.wordpress.com

Blady Witek

– Witoldzie! – płowo-fioletowa trwała a’la „te siatki tutaj siedziały” aż prawie się zatrzęsła, gdy te wiecznie niezadowolone usta rozdarły się wydając z siebie ten dźwięk, niezmiennie będący czymś pomiędzy skrzypnięciem drzwi a zgrzytem paznokci wgryzających się w tablicę. – Coś blado wyglądasz! – był to fakt, jeden z nielicznych dostrzeganych przez oczęta wyzierające zza okularów do czytania z kiosku Ruchu – niezaprzeczalnie Witek był dzisiaj blady. Jego lica wpadały w odcień pomarańczowego balona rozdmuchanego po granice wytrzymałości – mógłbyś, drogi Czytelniku, przysiąc, że można było przez niego spojrzeć, by podziwiać przebibelocony kredens. Płowa, niegdyś bujna niczym piwna piana, czupryna na głowie mężczyzny też już miała za sobą najlepsze lata – przeminął już okres miejscowej łysiny, zastąpiła go era punktowego owłosienia. Witek przeżuwał kanapkę z niezwykle fikuśnym obkładem ( ogórek kiszony, wędlina I musztarda ) czerpiąc niebagatelną przyjemność z wwąchiwania się w, będący jedyną uwielbianą przez pana Witolda rzeczą, boski zapach brzoskwiń oraz miętowego orzeźwienia. Gdy przełykał, zdecydowanie za duży – który to już raz targał się tak na swoje życie? – kawał wczorajszego chleba rozpoczął się skrzypiąco-tablicowy monolog. Istny słowotok. Ba! Tsunami słów. Mężczyzna począł „przeźroczyścieć” – broń Stwórco, nie stawał się nijaki, po prostu osiągał stan harmonii z wypełniającą pokój wonią i płynął wraz zeń. Był lekki – nazwiesz go, drogi Czytelniku, istotą lekkości. Pełen był słońca, które widywał tylko wychodząc ze śmieciami czy po drobne zakupy do delikatesów naprzeciwko. Ten właśnie – niepozornie wyglądający Blady Witek – tak bogate miał wnętrze, niezwykle rześkie, zabójczo lekkie, brzoskwiniowo-miętowe. Jego codzienność wpłynęła tylko na wygląd, resztę zostawiając pełną idealizmu oraz młodzieńczego zapału, czego i Wam życzę!

Ach, jak jak kocham piwa opowiadające historię. Mam nadzieję, że udało się Wam zobaczyć Pana Witolda i Żonę – uchowaj nas Stwórco przed kobietami jej kalibru.

Tak mi dopomóż, Wielki Potworze Spaghetti.

piwnakompania_Blady_witek_02

Zapach 9,5;

Smak 9;

Wygląd 5;

Ogólnie 9.

Smakosz ślaśki

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi;
  • Cena: 6,30,-.

piwnakompania_Blady_witek_03

GimbOgraj

Nie wiem od czego tu zacząć, taki dzień nastał, że wszystko mi się miesza, a dodatkowo wybrałem Gimbograja. Gdzieś w tej dziczy umysłu pozwoliłem sobie odpłynąć, zrelaksować i zapaść się w otchłań zapachu. Ba, zostałem przez zeń wprowadzony w odmęty smaku, dałem się im poprowadzić potulnie i zrozumieć to co mają do przekazania. A jest tego naprawdę sporo! Zaczynając od delikatnie wyczuwalnych polskich chmieli, które zostały wkomponowane jak nuty w zeszyt Beethovena, a przechodząc kolejno do aromatów kawy i czekolady. Ten kto odpowiedzialny jest za wykreowanie takich połączeń może wygodnie rozsiąść się w fotelu i rzec: tak, jestem mistrzem. Milkstout jest taki jaki być powinien, delikatny choć nierozwodniony, gładki choć z ziarnistością kawy, wciągający i bezczelnie pijalny. Bywają takie chwytające za serce chwile gdy pite piwo z upływem czasu przybiera postać niechcianą, co najmniej tak mocno jak konieczność bycia miłym dla współobywatela, ale w tym trunku tego nie uświadczycie. Jest ono tak harmonijne jak początki typowych murykańskich filmów gdy sąsiad wesoło kosi trawę i popija sikacza, a dzieciaki sprzedają lemoniadę na wyprzedaży garażowej. Tak jak w takich filmach, tak w tym piwie: fajerwerków nie znajdziecie, ale jeśli chcecie poczuć murykańską wolność lat 90-tych, ubierać się jak Backstreet Boys i wyjadać masło orzechowe palcem ze słoika: kupcie je, a na pewno nie pożałujecie! Doświadczając lekkiej słodyczy w smaku nie ma się ochoty go odstawić, tylko przychylić szklanicę mocniej do ust. Drugoplanowej paloności nie da się opisać, trzeba ją poczuć, ewentualnie zobaczyć jakie uczucia wyzwala choćby tak jak to przedstawia Nicolas Cage. Przewrotna polska dusza szuka momentu do, którego miałaby się doczepić…i wiecie co? Brakuje mu oryginalności. Ale czy to błąd czy zaleta oceńcie już sami…

Zapach 9;

Smak 9,5;

Wygląd 9,5;

Ogólnie 9,5.

Wielkopolski Piwosz 

Gimbograj_piwnakompania.wordpress.com

Przez muszlę gramofonu sączył się lepki, kiczowaty jazz, który wypychał ciszę wprost za mnogość ciężkich kotar. Przygrywający na odosobnionym fortepianie mężczyzna w stroju lokaja starał się, jak mógł, by ożywić nuty pochodzące z bezdusznego, czarnego krążka. Odłożone, już nie palące się cygaro oraz szklanka z whiskey, w której lód już dawno odszedł w niepamięć, mogły złożyć przysięgę o realności, włożonego w dodanie życia, wysiłku. W owym dniu, na który patrzyłem przez ciągle opróżnianą, grubodenną szklankę, nie przykładałem do tego żadnej wagi – mój wzrok skupiał się na odzianej w czerń, w zjawiskową, kawową sukienkę – tu i ówdzie wystarczająco odważną, tam i gdzieniegdzie skrywającą, przez co wzmagającą apetyt – kobiecie. Jej piękne oblicze, z kremowo – blond fryzurą, odbijało się w martini, które spożywała. Zaproponowałem papierosa, skwitowała krótkim, oszczędnym zaprzeczeniem.

– Nie mam nic wspólnego z paleniem – głos miała równie zdarty i dojrzały, co grająca w tle płyta. Jej duszące perfumy trochę mnie otrzeźwiły – gdyby nie one wpadłbym w sidła owej czarnej wdowy, nim zdążyłbym się zaciągnąć. Zatrzasnąłem papierośnicę, wciągnąłem nocny dym do płuc – i nie odczułem palenia, tylko przedziwną słodycz i kwaśność – posłała mi zabójczy jednostronny, zwodniczy uśmiech i dobiła rzęsiastym oczkiem. Odłożyłem papierosa i przybliżyłem twarz do twarzy, patrząc w ciemne oczy. Sposób, w jaki się uśmiechnęła, mogłem odczytać tylko jednorako: doskonała pewność. Odpowiedziała pocałunkiem, trochę zbyt kwaśnym, słodkim, ale porażająco kremowym oraz na swój sposób, w całej dziecinadzie jaką odgrywaliśmy, dojrzałym. Nim się obejrzałem świt przebił się przez zaparowane szyby, pieszcząc nas swym mlecznym światłem. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że wszystko skończyło się zbyt szybko, że mogłem jeszcze porozkoszować się czasem wypełnionym późnonocnym jazz’em – problem tylko w tym, że nie chciałem. Zbyt duża była to pijalność.

Zapach 7;

Smak 8,5;

Wygląd 9;

Ogólnie 8,3.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: ?
  • Cena: ~7,5 zł.

Gimbograj_piwnakompania.wordpress.com 3

Ale Mozaika

Gdzie, w dobie nowatorskich podejść, nieuczęszczanych ścieżek oraz przecierania piwnych dżungli miejsce na typową APĘ? Czy nie opiliśmy się kapitalistycznymi chmielami o niepowtarzalnej cytrusowości? Zaprzeczam temu zawsze, gdy tylko otwieram kolejną, wyaromaconą amerykańskimi szyszkami butelkę i zamieram w oczekiwaniu na bukiet doznań i bombonierkę zaskoczeń. Niektórzy mogliby rzec, że jestem łatwy w swoim ubóstwieniu wysokochmielonych gatunków, zaprzeczam więc, dumnie prężąc pierś: nie wystarczy chmiel by mnie zadowolić – potrzeba nietuzinkowości, nuty szaleństwa oraz manieryzmu dziwactwa. I tutaj właśnie wchodzi (anty)bohater dzisiejszego dnia: Ale mozaika. Gdyby mości panowie w arafatach drzewiej sklecali mozaiki równie ciekawe jak to piwo, już dawno by o nich zapomniano i zastąpiono je kasetonami. Wszystko w tym trunku jest przeciętne, nudne i nijakie – oczywiście, gdybym spróbował je na długo przed moją smakoszowską karierą ukląkłbym, waląc czołem o posadzkę i wysławiał pod niebiosa. Lecz dzisiaj… jest po prostu takie, jak kwardylion innych, nowofalowych trunków. Odcień goryczy? Cytrusowy, bardzo mocno osiadający na tyle języka, trzymając go swoimi napakowanymi, cytrynowymi imadłami. Niczym nie zaskakuje, niczym nie wychodzi przed szereg. Ot, typowy szary Obywatel, typowego szarego Tworu, przez hipokrytów nazywanego szumnie państwem. Gorzej jest z chemicznym zapachem, który nie urzeka przedwiecznym tańcem chmielu, słodu i piwowara. Kojarzycie jak pachną pestycydy na cytrynie? Jeżeli tak, to wiecie jak pachnie to piwo. Barwa znika, tonąc w swojej przeciętności – słomkowy, mętny i lekko miodowy kolor, który zniknie z pamięci nim przełkniesz następny łyk. I z tego wszystkiego tylko piana ma jakieś ambicje, oblepia, niczym boskie pnącze, ścianki szklanki nawet po zniknięciu trunku. Jakoś tak smutno mi się zrobiło, bo pijąc je poczułem się równie nijako. Nienawidzę miałkości – gdyby mnie tylko obrzydziło, nic bym nie rzekł, zmilczałbym, zniósł obelgę. Takiego przeciętniaka jednak znieść nie mogę, każda część mojego ciała wrze od ognia gniewu. Oj, Redenie, bo się pogniewamy.

ale_mozaika_piwnakompania_01

Zapach 3;

Smak 5;

Wygląd 5;

Ogólnie 4,5;

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Galeria Alkocholi;
  • Cena: 6,30,-.

ale_mozaika_piwnakompania_03

KaffinAPAaaa

Było kiedyś takie lato kiedy to wybrałem się ze swoim najbliższym kuzynostwem do sklepu we wsi, droga nie była krótka. Prowadziła przez las, pole i ściernisko. Po dotarciu do upragnionego celu spragnieni napojów chłodzących, oczywiście słodzonych, ale także tanich ze względu na miernotę pieniężnych funduszy (cholera, przez tyle lat wiele pod tym względem się nie zmieniło) kupiliśmy napoje. Ów znany Wam Smakosz zakupił wtedy olbrzymią butelkę, ponad 2 litrową, zielonego gazowanego płynu w ekstrawaganckiej cenie 1,5 zł. Ledwo co ją wtedy dźwigał chłopaczyna, ale w końcu nikt mu nie kazał tego brać. Pewnie się zastanawiacie po co ten wstęp i gdzie w tym sens! Aha, już przechodzę do sedna. Ten zielony napój pachniał identycznie jak to piwo, świeżo po nalaniu do kufla. Gdzieś w tle wciąż utrzymuje się ten aromat i za nic w świecie nie chce zniknąć. Co wącham tą limonkę, cofam się do przeszłości. Nawet murykańskie chmiele postanowiły schować się w cień i dać za wygraną, w końcu z mocą zielonej limonki nie można konkurować. W smaku tajlandzki cytrus również nie ustępuje, miesza się na przemian z chmielami, a wysokie nasycenie potęguje ich odczuwanie. Co fascynuje to fakt, że piwo jest zachwycająco kremowe i delikatne, nie wżyna się w język, a balsamicznie opływa go i masuje chmarą bąbelków. Kwaskowatość wyczuwalna na języku także nie powoduje uczucia odrzucenia, jej poziom stanowi o błogim odświeżeniu. Barwą przywodzi mi na myśl prze dojrzałą pomarańczę,jakby nawet lekko wysuszoną. W swej skromności jest uwodząco nieprzejrzyste, a także radosne gdyż na tafli trunku tworzy się mała, poszarpana piana, która formuje się w nieregularne kształty.

Zapach 7,5;

Smak 9,25;

Wygląd 9,25;

Ogólnie 9.

Wielkopolski PiwoszKaffinaapa_piwnakompania.wordpress.comKaffinaapa_piwnakompania.wordpress.com 4

Miałem niejednokrotną ( a nawet wielokrotną ) okazję obcować sam na sam lub w dowolnej kombinacji z trawą cytrynową ( w wszelkiego rodzaju suszach, herbatach itp. ) i nie ukrywam wiążą się z nią mieszane uczucia: za każdym razem miałem wrażenie, że zamiast nieść świeżość jaką posiadał zapach, w smaku powoduje niezrozumiałe rozwodnienie. Być może chodziło o stężenie tego składnika, nie wiem, ale nie byłem w stanie znaleźć mieszanki z rzeczoną trawą, która by mnie zadowoliła – aż do teraz. Zastanawiam się: dlaczego tak jest, bo przecież piwo jest wybitnie lekkie, mało goryczkowe oraz zaskakująco naparowe – posiada więc cechy, których nie nazwałbym ulubionymi. A tu zaskoczenie: zawartość szklanki znika w zastraszającym tempie, niczym yerba po nieprzespanej nocy. Gorycz piwa jest dziwna, nazwałbym ją goryczą skórki cytryny czy bardziej: limonki, co jeszcze dziwniejsze, osobliwe bardziej niż świebodziński „dżizas”, mimo swojej delikatności pozostaje głęboka, wytrawna. Radość mogą z niej czerpać więc i roznegliżowani panowie na plaży, miłośnicy shotów jak i piwosze zaprawieni w bojach, których facjatę przyjemnie wykrzywiło już nieraz +100 IBU – u tychże piwo również nie wyglądałoby w ręce nie na miejscu czy jak brat bliźniak zza Berlińskiego Muru: wszystko na miejscu. Piana, która dzielnie zostaje na brzegach szklanki, wybitnie ciemno-morelowy kolor z powalającą mętnością oraz cudowne, miedziane refleksy szepcące między agresywnymi bąbelkami. W tym wszystkim odstaje zapach: również związany z limonkami, ale w najdziwniejszy ze sposobów. Jego chemiczny zapach przywodzi na myśl pestycydy, tak często odczuwane na skórkach cytrusów, co rzutuje na ogólny odbiór piwa, jak na ogólny odbiór człowieka rzutuje wytatuowany na czole znak adidas. Piękny to trunek, ciekawy smakiem ale niemiłosiernie utrudnia nam chwile rozkoszy, zionąc wprost w nasze nozdrza oddech niczym płyn do mycia naczyń.

Zapach 5;

Smak 9;

Wygląd 10;

Ogólnie 8.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena:~ 7,5 zł,-

Kaffinaapa_piwnakompania.wordpress.com 2

Chopskie Lato

Minęło już pięć minut, a ja ciągle nie mogę zebrać się w sobie by napisać parę zacnych, mądrych słów. Urzekł mnie aromat, jest niespotykanie delikatny, a równocześnie wyrafinowany, wręcz elegancki. Zna swą wartość, używając terminologii samochodowej jest jak stary Mercedes klasy S dostojnie przejeżdżający obok Golfa II piłującego na ręcznym. Cytrusowe chmiele nie maltretują kluka goryczą, fenomenalnie orzeźwiają, działają lepiej niż podwójna espresso. Całość zapachu komponuje się świetnie jak nuty IX Symfonii Beethovena. W smaku potwierdza swą delikatność oraz kremowość, jest absolutnie gładkie. Dobrana wielkość IBU jest idealna, nie przytłacza, a daje rozkosz wzmacniająca się z każdym łykiem. Gdzieś w tle wyczuwam jego delikatność przypominającą wręcz rozpuszczoną kinder niespodziankę. Dzieje się tak zapewne za sprawą słodu pszenicznego decydującego o jego gładkości, ułożeniu. Owe piwo można by pić jedno za drugim i z każdym razem odczuwać co raz to nowe doznania, emocje, odkrywa ono przed nami swój piwny, skomplikowany świat. Barwą przypomina najperfekcyjniejsze trunki pszeniczne, jest mętne i dojrzale złociste,a dopełnienie niebagatelnej kompozycji stanowi piana, rozkładająca się na szkle, wściekle kremowa widniejąca także na tafli piwa. Dawno nie czułem się tak podekscytowany kosztowanym piwem, tętno przyspiesza, umysł się rozjaśnia…tak to Chopskie Lato od Redena.

Zapach 10;

Smak 10;

Wygląd 10;

Ogólnie 10.

Wielkopolski PiwoszChopskie Lato_piwnakompania.wordpress.com 3

Uwaga! Żeby piwo nie oślepiło Was swoim pięknem, zaleca się oglądanie go przez okulary słoneczne, płyty CD czy gogle spawalnicze – choć i to może nie wystarczyć, by nie urzekła Was ogromna piana, której konsystencja przyprawia o przyjemny dreszcz, czy kolor, który „wypala” się na powiekach zwyczajem ostrego światła ( pełen jest Słońca i wesolutkich moreli ). Nic już nie uchroni Was przed mętnością, która otula oczy i daje nadzieje na kremowość absolutną. Doskonałą jednorodność. Boską cząstkę. Bożek, i owszem obecny w smaku, ma postać wykrzywionego w kwaśnym uśmiechu banana. Oczekując kremowości toniemy w zbyt prostej pszenicy, która dusi całość morelowego posmaku, tak skutecznie, że imaginuje się nam przed oczyma jako Morelowy Zapaśnik klepiący matę pod uściskiem obmierzłego Bananowego Wrestlera. Niezauważalny, jak sędzia na ringu, jest chmiel – piękny, cytrusowy, rześki – tak jednak stłamszony przez żądnego popularności Bananowego Wrestlera, że wyczuć go można dopiero osiągnąwszy stan piwnej nirwany ( pełnej jedności z językiem ). Gdyby owe szyszki były odrobinę bardziej stanowcze i znokautowały nieznośną, pszeniczną kwaśność uzyskalibyśmy piwo zjawiskowe. Niezaprzeczalnym ( jakżebym chciał zaprzeczyć ) faktem pozostaje łatwość, z jaką opróżniałem szklankę – mimo nieustannych narzekań na kwasotę i bananowość – zawartość znikała szybciej niż polskie lato. Woń posiada dualistyczną naturę ( boska cząstka, ot co! ): wąchany z daleka jest przyjemny, delikatny, a jego delikatność pełna jest moreli, słońca oraz cytrusowego chmielu. Gdy do płuc wciągniemy skondensowaną jego dawkę ( uprzednio zamieszawszy pod przykryciem z ręki ) przed oczami stanie nam wspomniany wcześniej, nielubiany banan. W dodatku taki, który przeleżał w szafie cały rok ( jak kąpielówki i krótkie spodenki: obecne tylko po to, by wyciągnąć je na owe Dwa Ciepłe Dni ) – jest zatęchły, nieprzyjemny i ogłuszający. Spodziewałem się Absolutu Kremowości. Chciałem, żeby ten trunek nim był. Pragnąłem tego. Z całym moim hedonizmem przeżyłem rozczarowanie, u którego podstaw (znów) sterczał wyszczerzony Banan. Bananowe fatum zatoczyło jeszcze jedno koło nad moją głową.

Zapach 7;

Smak 4;

Wygląd 10;

Ogólnie 7;

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: ~7,4 zł,-

Chopskie Lato_piwnakompania.wordpress.com