Archiwa tagu: AIPA

Juicy Delight z browaru Rockmill

Przez przejęzyczenie w piwie wyczułem smoka zamiast soku co na szczęście odnotowałem i się poprawiłem, ale na pewno pomyłką nie są dobre opinie na temat wyrobów z browaru Rockmill. Klasyczna AIPA, a jednak wciąż potrafi zaskoczyć.

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: 9 zł.-
  • Blg 16 %., 6,5 % alk.
Reklamy

Zachmielacz 2,5 roku leżakowny #vlog

Nowa kamera, a czy lepszy dźwięk i jakość filmu? Zmieńcie ustawienia filmu na najwyższe, widać różnicę 🙂 Dodatkowo małe zmiany w ,,Mini Ściana Studio” A piwo? Zakupione na Jarmarku Dominikańskim w sierpniu 2014 roku, przesuwane z miejsca w miejsce, odkładane na dalszy plan, bo zawsze coś było w kolejce wreszcie doczekało się swoich ,,5 minut”! Lubrow Zachmielacz 17,5 Blg., 7,5 % Alc., co z tego wyszło?
  • Kupione: Jarmark Dominikański sierpień 2014 rok.
  • Cena: nihuhu pojęcia nie mam.

 

P1210400a

 

Doctor Brew: American IPA

Nie raz podkreślałem, że w czasie kosztowania piwa przechodzą nie lada przemiany, przynajmniej takie wrażenia sprawiają. Podobne rzeczy miały i tym razem, gdy zanurzyłem się w amerykańskim polu pełnym chmielu. Listki i szyszki niesione podmuchami wiatru świergotały wesoło otulając me uszy letnią muzyką, pełną orzeźwienia, szaleństwa i gracji. Wydaję się to absolutnie niemożliwe by piwo łączyło te dwie ostatnie cechy, jednakże dla tego przedstawiciela nie stanowiło to problemu. W aromacie gdzieniegdzie przekrzykiwały się nuty żywiczne, wiedzione one były tym samym wiatrem tyle, że przychodzącym z leśnego kierunku. Osłupiały od gracji zapachów usiadłem w polu, przymknąłem oczy i ponownie pozwoliłem sobie wziąć haust piwa. I coś we mnie drgnęło, kubki smakowe wyczuły zmianę, odbiegnięcie od wcześniejszych odczuć. Wraz z nabieraniem temperatury piwo wyzwala więcej żywiczności i słodyczy, są one pierwszorzędnymi aktorami, gorycz w tym momencie gra postać drugoplanową. Jednak jak i w filmach tak w tym trunku w ostateczności decyzję z drugiego planu mają wpływ na odbiór całości: na finiszu zdecydowanie najmocniej czuć łaskoczącą gorycz. Jest ona jak kolce kaktusa, które potrafią w najmniej spodziewanej chwili przyczepić się do skóry. Barwą nie przypomina mi piw z tego gatunku, bardziej wpasowuje się w klimat AAA (american amber ale), jego kolor jest brązowo- bury, jak letnie niebo przed burzą. W tym wypadku była by to burza chmielu i żywicy przed, którą z pola bym nie uciekał.

Doctor Brew Amercian IPA_piwnakompania.wordpress.com 2

Zapach 10;

Smak 9;

Wygląd 8;

Ogólnie 9.

Wielkopolski Piwosz 

Doctor Brew Amercian IPA_piwnakompania.wordpress.com 3

 

Gentleman AIPA

Gentleman w wyraziście czarnym fraku skinął głową na mój widok, zrobił to jednak na tyle zamaszyście, iż specyficzny cylinder w barwach murykańskich zsunął mu się z głowy i odsłonił ,,łysinę mnicha”. Speszony tym zdarzeniem niefrasobliwie próbował nasunąć go spowrotem, aczkolwiek wiekowe ręce drżąc ze strachu nie potrafiły wykonać polecenia. Na środku glacy tkwiła łysina, po bokach zaś występował gęsty siwy zarost. Dokładnie jak w mym piwie, piana rozeszła się na boki odsłaniając czysty środek. Jednakże barwa skóry (piwa) pozostała młoda, nie uświadczyłbyś na niej ani jednej zmarszczki ani odcieni bladości. Była ona młodzieńczo zdrowa, brązowa od kalifornijskiego słońca i w żadnym wypadku nie ukazywała oznak starości. Została ona zahartowana w czasie obozów młodych skautów gdy leśne aromaty, cytrusowe orzeźwienia były najznakomitszymi aromatami pośród dzikich eskapad jakie mógł doświadczyć młody Gentleman. Od czasu tamtych czasów tkwiła w nim wewnętrzna siła goryczy, wyrazista jak blizna zarobiona od misia Yogiego, cięta jak topór drwala i jednocześnie nasycona jak komory wulkaniczne pod parkiem Yellowstone. Mimo swych lat i trudu życia jakie Gentleman doświadczył w przeszłości biła w nim wciąż siła młodzieńca ciekawego świata, szczęśliwego z każdego przeżytego dnia. Tylko nieubłagany zegar szepcząc ,,tik tak” przypominał Mu o tym, iż piwna rewolucja, której był głównym aktorem (gatunek AIPA) zaczęła się dawno temu, a on pośród odmienności, których był przecież ojcem wypada co raz bardziej blado…I gdzieś w tej filozoficznej otchłani myśli dał radę wyrzucić z siebie ostatnie słowo: Żywico, do boju!

Gentelman_piwnakompania.wordpress.com

Zapach 9,5;

Smak 8,25;

Wygląd 8,5;

Ogólnie 8,5.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań.
  • Cena: ~7,5 zł.,-

Gentelman_piwnakompania.wordpress.com 3

 

Konrad Vratislavicky Ale

Na tle czeskiej lagerowej braci wyróżnia się już na samym wstępie zaskakującym palonym słodem, pochodzącym z wyższych cenowych sfer. W aromacie wita mnie dojrzała espresso, co zaskakujące między nimi odnajduję nuty jodłowca, co dziwne to odświeża, nie zamula. Moje zdziwienie jest tym większe, że ciemne piwa mają raczej właściwości grzejące, przytłaczające. Nie przypomina typowego ALE, raczej plasuje się między ciemnym pełnym, a stoutem. W pierwszej fazie kosztowania jest delikatne, muska przełyk piwosza, a następnie nadchodzi (niestety) fala wyczuwalnego alkoholu, a po nim zaraz nieustępliwa gorycz, zapuszczająca korzenie w tylnej części języka i przełyku. Nawet pomimo tego, że aromat alkoholu w każdej postaci mnie odrzuca, ten czeski przypadek wypada nadzwyczaj dobrze. Czyżbym został odurzony najznakomitszą włoską kawą? Jej w tym trunku nie brakuje. Gdy odurzenie mija można stwierdzić, iż jego barwa pozwala rozpoznać w sobie barwę wiśniowego soku, uzyskanego z późno letnich owoców. W takim towarzystwie nie mogło zabraknąć piany, która w wysokości pół centymetra osiada jak letni promień słońca na wiśni.  Promień ten nie znika, gdyż zamienia się w wytrawny, burgundowy kolor piwa.

Zapach 9,25;

Smak 9;

Wygląd 8,5;

Ogólnie 8,75.

Wielkopolski Piwosz

konrad_piwnakompania_03

Notatki o piwie i zapisywane sny mają jedną wspólną cechę ( jedną oczywistą, bo przy niektórych trunkach można dostąpić idyllicznego wniebowstąpienia umysłu ) – są one strasznie chaotyczne. Widziało mi się to piwo jako wojownik, obleczon w skórzyska, z facjatą umaczaną w posoce oraz z dwuręcznym młotem trzymanym beztrosko i bez wysiłku w jednej z owłosionych łap.  He-man, tylko bez durnej fryzury, różu i jednorożców. Pierwsza, a zarazem najbardziej wyczuwalna, nuta w zapachu zdawała się potwierdzać zgoła inny, mniej nachalny, chłodniejszy rodzaj męskości: zapach drogiego śliwkowego tytoniu. Dalej kawowy rodzaj kremowości – podszyty ową specyficzną i będącą jak najbardziej na miejscu kwaśnością. I wreszcie coś zupełnie dziwacznego, ale zadziwiająco satysfakcjonującego: kukułki pozbawione słodyczy. Epatująca zaprawionym w bojach wojownikiem etykieta przegrała z tajemniczym jegomościem o chłodnym spojrzeniu, powoli ćmiącego cygaretkę. Gdy przyszło mi z nim rozmawiać, spróbować, początkowo obyło się bez niespodzianek: palone słody, wędzenie oraz kawowość. Wyrachowanie zgodne z wyglądem. Jednakże im dłużej ciągnąłem konwersację, tym milszy i cieplejszy w obejściu widział mi się Konrad. Korzenna gorycz i piernikowy finisz oraz pałętająca się tu i ówdzie śliwka – przypomniały mi o domu i rodzinnych stronach. Jedną tylko manierę miał pan Konrad, która oddzieliła go od rozmówcy doskonałego: długo utrzymująca się kwaśność ( jak zbyt gorzka czekolada ). Mimo przeprowadzenia rozmowy dalej, gdy patrzyłem się w jego stronę, pozostawał tajemniczy: w cieniu stoutem mi się widział, a w słońcu czerwonością ale się wykazywał. Tylko fryzura nienaganna, doskonale osiadająca na ściankach szklanki piana, była rzeczą stale niezmienną w tym indywiduum z Czech.

Zapach 10;

Smak 8;

Wygląd 8,5;

Ogólnie 8,5.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Czechy;
  • Kupione: Sklep przy rynku, Brno
  • Cena: 36,6 CZK( około 6,1 zł,-)

konrad_piwnakompania_02

Kociamber

Niesłychaną przyjemnością są dla mnie momenty, gdy późnym letnim wieczorem spożywam niebanalne trunki z opisem w ojczystej gwarze, która łamie mi język i sponiewiera umysł swą pisownią. Natura kota bywa przewrotna, raz po raz każe się głaskać, a w innym czasie przechodzi niewzruszony zamaszyście kręcąc ogonem. Pod podobny opis podchodzi mi to piwo, które głaszcze mnie swym chmielowym, cytrusowym aromatem, a sekundy później nuty kiwi skaczą po mym kluku wdzierając się, aż po czubki kory mózgowej. W domniemanym kocim gangu, ten kociamber odgrywałby pierwszoplanową rolę. Hormony pod postacią goryczy, nie natrętnej, a wytrawnej, a także kwaskowatości ukrytej w pestkach tego trunku powodują, iż kot na etykiecie jest szałowy i ekstrawagancki niczym Garfield. Choć ogólne wrażenie odnoszę takie, iż posmak zielonego owocu mógłby być silniejszy, jego odczuwanie na końcu smakowania jest krótkotrwałe jak czas spożywania najlepszej karmy przez czworonoga. Co istotne to fakt, że piwo ma zielonkawą rysę w wyglądzie, rzuca się cieniem na złocistej barwie. Co równie szlachetne to piana, nie znikająca nawet w czasie gdy kociamber dawno już poszedł kimać.

Zapach 9;

Smak 9;

Wygląd 9,5;

Ogólnie 9.

Wielkopolski Piwosz

Kociamber_piwnakompania_1

Piwo z kiwi – spodziewałem się dziwnego kocura z jednym okiem, bez ogona i do tego o zielonej maści – a tu zaskoczenie, bo nie jest to nawet dachowiec a kot z rodowodem. AIPA w całej swojej krasie z ciekawostką w postaci włochatego owocu pałętającego się własnymi ścieżkami między smakiem a zapachem. Najpierw zawitał w woni, gdzie zastąpił morelę oraz dogadał się z tytoniem, po czym wyszedł równie szybko i cicho jak się zjawił, zostawiając za sobą zbyt kwaśne ( a u mnie powodujący mrowienie tyłu języka jak po spożyciu kiwi ) nuty zapachowe, których nie można nazwać orzeźwiającymi. Po drodze wdał się w bójkę z chmielem, przez co gorycz nabrała cierpkich sińców. Lekko obdarte i poobijane kiwi zawędrowało do smaku, gdzie, prócz wspomnianej waśni z chmielem, namieszało to licho nielicho – tworząc ciężki a cierpki finisz oraz przynosząc zwłoki dogorywającego orzeźwienia utopionego w powyższych. Mimo swojego charakterku kotek ma rodowód – to widać: piana, może nie najwyższa, ale drobnoziarnista, osiada tam gdzie powinna, a mętnawy, ciemnozłoty kolor potwierdza arystokratyczne korzenie. To jednak trochę za mało, by nadrobić za swój charakterek. Jeżeli to piwo faktycznie byłoby kotem to byłoby wredne co najmniej jak swój internetowy stereotyp. Można o mnie powiedzieć wiele rzeczy, jak i to, że jestem po równo kociarzem jak i psiarzem, ale w wydaniu Szału Piw poproszę jednak o Kejtra!

Zapach 8;

Smak 6;

Wygląd 9;

Ogólnie 7.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: ~7,4 zł,-

Kociamber_piwnakompania_3

American IPA

Murykańskie piwo nadleciało z transportem widocznym na etykiecie, przyjaźń polsko-amerykańska kwitnie, wymiana myśli technicznej i recepturowej jest tak duża jak nigdy wcześniej w historii. I jak to zazwyczaj ze słowiańską duszą bywa, coś poszło nie tak. Może piwowarzy Koreba idą przez życie z sentencją jaką wypowiada mój szwagier, a mi czasem zdarzy się powtórzyć pod nosem ,,jakoś to będzie”. Wszystko z tego powodu, iż piwo nie pachnie amerykanską IPĄ, a to ze względu na unoszący się nad taflą trunku aromat imbiru. Pierwsze moje skojarzenie padło na Ginger Beard, jednak zapach ten nie jest tak intensywny jak w tamtym piwie. Oprócz tego odnajduję również aromat kolendry i świeżych cytrusowych chmieli, wydających mi się słonecznie ciepłe. W smaku jest niebywale delikatne jak na ten gatunek, goryczka przeciąga się leniwie, ale nic z tego nie wynika. Mimo wszystko przez swą nietypowość jest ono pijalne, widać to po mej szklance. Jednocześnie odczuwam w nim muskająca me podniebienie kolendrę, wspomniany wcześniej imbir daję wrażenie nie kończącej się opowieści. Barwą swą piwo przypomina bardziej ALE, niskie nasycenie potęguje to wrażenie, a piana słabo leżakuje na ściankach szklanki. Pomysł dobry, przywieziony wprost zza oceanu pomysłów, ale wykonanie słowiańskie. Koreb, jakoś to będzie.

Zapach 5;

Smak 5,5;

Wygląd 6

Ogólnie 5.

Wielkopolski Piwosz

Amercian Beer_piwnakompania.wordpress.com 2

Do Walmartu wjechał, poruszając się na elektrycznym wózku inwalidzkim, z którego koszyka dumnie powiewała ‚murikańska flaga, a w zaraz za nim, w pogoni za strzelającymi z pseudorury wydechowej dolarami, wspierając się na balkoniku szła starsza pani w moherowym berecie, na którego przedzie wyszyła flagę Polski. Pierwszy pachniał syropem klonowym, którego butelkę miał wytatuowaną na ramieniu wielkości Teksasu. Babulinka pachniała miodem lipowym. I trochę starą szafą. W Walmart’cie przeceniali właśnie syrop klonowy więc sklep wyglądał jak jego wielkie morze. Tylko lampy tworzyły ciepłą poświatę nad półkami z miodowoczerwonym oceanem, wyglądając jak piana, co więcej wysoka i o ładnym kolorze. Zwarli się w śmiertelnym uścisku – chcieli dokładnie ten sam pojemnik.

-Proszę pani – kalecząc angielski ‚murikańskim akcentem zaczął mężczyzna – w moim kraju cenimy sobie syrop, ale jeszcze bardziej gorycz orzeźwiającą, nie to co u Was! – babulinka rozsierdziła się i zaskrzeczała wiedząc, że orzeźwienie w goryczy jest w Polsce obecne, ale nie w Łasku – My mamy tradycję! – przeciągnęła słój na swoją stronę – nie będzie u nas nowomodnego, morelowego posmaku! Polskie piwa muszą zionąć piwnicą. To wasze wymysły ta perfumowaność! – wykrzyknęła, a słoik poszybował w górę i efektownie rozbił się, maczając wszystko w słodkim i drzewnym smaku. Piękna jest współpraca narodów, ale tym razem, tak jak ów słoik, legła w gruzach. Próbą wepchnięcia Polskości ( co daje nam miodowy zapach oraz mało orzeźwiającą gorycz ) oraz źle pojmowanej Ameryki – skupieniem się na jej ‚murikańskiej stronie ) perfumowane i silnie chemiczne nuty w smaku )

Zapach 6;

Smak 5;

Wygląd 8;

Ogólnie 6.

Smakosz śląski

  • Cena 7 zł,-