Archiwa kategorii: Piwa Belgijskie

Gulden Draak 9000 Quadruple [Browarnia Lidla]

Ta mina na zdjęciu mówi wiele. Ogólnie to chyba spodziewałem się czegoś innego. Niby w stylu, ale jednak coś jakby nie zagrało. Zobaczcie sami 😉

  • Kupione: Lidl
  • Cena: 24 zł.- (trzeba było wziąć czteropak)

Gulden Draak (Lidl edition)

Kto się nie rzucił na promki w Lidlu niech pierwszy wypije Tyskacza. Tak, wiem trochę czasu minęło od głównego szału, ale nie było kiedy spróbować, a inne piwa czekały już w kolejce. Nadrabiam zaległości i z dystansem zapraszam do recenzji.

 

 

  • Kraj pochodzenia: Belgia
  • Kupione: Browarnia Lidla – Gulden Draak Lidl
  • Cena: 5 zł.-

Stella Artois

Miewam takie chwile gdy otwierając, któryś z piwnych trunków wiem, że nie będzie łatwo czegoś naskrobać. Myśli nie trzymają się razem, palce błądzą i mylą się co sekund kilka, piwo się wygazowuje i wena twórcza nadejść nie może. Najczęściej stan taki zwany odmóżdżeniem bądź zamuleniem nachodzi w czas kosztowania trunku nijakiego. Do takich na pewno zaliczyć możemy tego przedstawiciela. Jego zapach nie zaprząta mi myśli, jest obscenicznie wątły i rozwodniony. Gdy nadzieja uchodzi jak ostatni ,,typowy PKP” do Międzylesia nadchodzi wybawiciel pod postacią zapachowej goryczki. Co intrygujące miewam odczucie, iż drobna część tej goryczki zapożyczona została z Perły. W smaku na próżno spodziewać się rewolucji. W prologu kosztowania na języki rozlewa się lekkie chmielowe odczucie, jednak dominuję tutaj alkohol. Na samym końcu pojawia się zaskakujące uczucie słodyczy, ale słodyczy do zaakceptowania. Najtrudniej doszukać mi się pozytywów obserwując je od góry do dołu. Trunek jest wręcz przezroczysty! Lekki odcień żółci krzywdzi me oczy, zniechęca do wpatrywania się w nie. Choć SOL-a nie przypomina, aż tak bardzo to jednak zaczynam odczuwać stres z powodu wspomnienia piwa, które wyglądało jak niemieckie białe wino. Czyżby belgijscy piwowarzy osiągnąć chcieli cel jakim jest kolor tamtejszych frytek? Jeśli tak, są perfekcjonistami.

Stella Artois_piwnakompania.wordpress.com 2

Zapach ;

Smak 2,5;

Wygląd 1;

Ogólnie 2,5

Wielkopolski Piwosz 

  • Kraj pochodzenia: Belgia
  • Kupione: nihuhu nie pamiętam
  • Cena: 5-6 zł,-

Stella Artois_piwnakompania.wordpress.com 3

Leute Bokbier

Przypominając sobie piwa, które dane mi było spróbować w swoim życiu stwierdzam, że motyw zwierząt jest powszechnie wykorzystywany wśród producentów piw. Choć tutejszy kozioł patrzy mniej psychicznie i spojrzenie w jego oczy nie skończy się utratą duszy jak w przypadku ,,Kozla” to spojrzenie w te oczy napawa człowieka chęcią rywalizacji. W jego zapachu wyróżnia się przede wszystkim lekka przypalana słodycz wyróżniająca się kwiecistą nutą, a gdzieś w oddali o me czujki zapachowe obijają się aromaty karmelu. W swym smaku charakteryzuje się co raczej nie spotykane w ciemnych piwach, delikatnością. W pierwszym momencie gdy kozioł wtoczy na me podniebienie beczułki trunku wyczuwam w nim goryczkę wzrastającą wraz z słodyczą, która wyskakuje niespodziewanie jak debet na koncie gdy ma się zamiar płacić za zakupy. Goryczka ta utrzymuje się najdłużej w tylniej części przełyku gdzie wtrąca się słaba kwaskowatość. Wygląd jest dosyć intrygujący gdyż jest czerwono-brązowy! Hm jak na ciemne piwo niespotykane połączenie. Co ważne, piana jest solidna i uparta. Gdy tylko zacznie Wam znikać z kufelka wystarczy zamieszać zawartością i cieszyć się jej widokiem na nowo. Na koniec muszę jednak wspomnieć o mocy ukrytej w tym trunku. Test z kamuflażu zdałaby celująco, jedynie efekt uboczny pod postacią lekkiego szumu w głowie daję o tym znać.

Leute bokbier_piwnakompania.wordpress.com 2

Zapach 7;

Smak 7,5;

Wygląd 9;

Ogólnie 7,5.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Belgia
  • Kupione: Lidl (dobroci tygodnia belgijskiego)
  • Cena: około 4 zł.

Leute bokbier_piwnakompania.wordpress.com 3

Piraat

W akompaniamencie przepięknych przebojów Santiano postanowiłem skosztować to piwo. Niestety żadnej łajby akurat nie miałem, morza też, także poprzestałem na pirackim piwie i szanciarskich hitach. Kontemplując nad kuflem zauważyłem, że zaczynam odczuwać skutki wwąchiwania się w tafle piwa. Co najmniej jakbym dostał rapierem przez głowę. Połączenie aż 10,5 % alkoholu sponiewiera już powietrze wokół kufelka. Przytłacza on nawet inne składniki tegoż trunku, które w nim wyczuwam, a są to przykładowo lekkie słodkie zioła, oraz świeżość wymieszana z lekką nutą przypalonego słodu. Zarzut, który odważyłbym się mu postawić to, że jest lekko perfumowane. Moc alkoholu jest przytłaczająca, można go porównać do kapitania pirackiej łajby: ostry, kulawy, szczerbaty, ale sprawiedliwy i silny. ,,Es gibt nur Wasser, Wasser, Wasser überall…”. Przypominają mi się słowa piosenki i już wiem, że w takiej chwili piłbym je chętniej niż ową wodę. Przytłoczone nuty słodyczy i jakby kolendry wiosłują ile sił w wątłych rękach, ale przegrywają z oceanem alkoholu. Z początku wygląd jest stłumiony przez pryzmat sporej, przyjemnej piany. Z biegiem czasu zanika ona co raz mocniej, ale osadza się na brzegu szkła i na środku, uszlachetniając jego wygląd. Barwa jego jest miedziana, mieniąca się w świetle rozkosznie. Bąbelki przez cały czas pulsują raptownie i puszczają oko do piwosza. W ich cichym krzyku dało się usłyszeć ,,za burtę łajdaki, czarno brody Herr Alkohol wyniszczy nas prędzej niż szczury wyżrą zapasy portowych sucharów”. Poważnie. Posłuchajcie sami.

Zapach 6;

Smak 5;

Wygląd 8,5

Ogólnie 6

Wielkopolski Piwosz

P1250826a

Są pewne cechy, bardzo skądinąd charakterystyczne, które sprawiają, że na pierwszy rzut jakimkolwiek zmysłem da się poznać piwo pochodzące z kraju frytek na smalcu opatrzonych majonezem – powonienie uwodzi perfumowane dostojeństwo, wzrok pieści jasna oraz pienista zawartość, a smak pozostaje niepozorny mimo swojego woltarzu. Czy i korsarz spełnia wymienione powyżej warunki, mogąc być tym samym zaakceptowanym do zacnego grona „belgów”? Przyzwyczajonych do długich, wieloaspektowych odpowiedzi zaskoczę – owa bowiem, jest krótka: nie. Przeczy swojemu pochodzeniu sam zapach – tylko wąchany z bardzo daleka przypomina ( powtarzam: przypomina ) dostojeństwo swoich krewniaków. Rozczarowanie ma formę banana, na domiar złego zaprawionego koszmarną ilością słodu oraz ( co jest niewybaczalne ) alkoholu już w samej woni. Uparci a wytrwali mogą się dopatrzeć dość pozornego, zabłąkanego chmielu na podszewce wspomnianego przeperfumowania. Niewybaczalność obecności alkoholu, drażniącego nos, możecie znieść zatykając nozdrza albo łapiąc katar – nie przeskoczycie natomiast procentów szczypiących język. Dobrze słyszeliście – ci Belgowie nie potrafili ukryć ( obecnego w niebagatelnej dziesięcio i pół procentowej ilości ) etanolu. Tworzy on, w połączeniu z kwaśnością, ciężką i nieprzyjemną warstwę, uprzykrzając się chcącym wynajdywać nuty pszeniczne, ryżowe oraz bananowe w samym smaku. Panowie Belgowie strzelili sobie w kolano fermentując to piwo aż do momentu dziesięć-i-pół – ma ono niebagatelny, wielowymiarowy i owocowy smak – zabity przez bezduszny etanol. Wystarczy powiedzieć, że nawet przy takich przeszkodach byłem w stanie wyczuć nuty anyżu czy goździków – i czułem je dopóty, dopóki C2H3OOH, niby armia czerwona, nie zdeptało wszystkiego buciorami. Równie mało belgijska jest barwa – tutaj jednak nie da się tego policzyć za minus, nawet pomimo przystojności krewniaków, ten korsarz mógłby stawać z nimi w szranki i wyjść zeń zwycięsko. Jest inny – pełny, czerwonawo – bursztynowy, opatrzony w, pełną czerwonego osadu a gęstą, pianę. I przyjemnie mętny. Połowa mniej procentów, a mierzylibyśmy się z czymś niebanalnie innym i pysznym, za co moglibyśmy wychwalać kraj z nieudolnie narysowaną flagą Niemiec.

Zapach 5;

Smak 5;

Wygląd 9;

Ogólnie 6.

Smakosz Śląski 

  • Kraj pochodzenia: Belgia
  • Kupione: Lidl (dobroci tygodnia belgijskiego)
  • Cena: około 4 zł.

P1250821a

Duvel

Kolejne spotkanie z moją piwną legendą. Przyszło mi je poznać ( oczywiście tylko muskając piankę!) jeszcze za czasów gdy piwny świat był dla mnie zamknięty. Jednak nadeszła wreszcie wyczekiwania przeze mnie pora, że mogłem je zakupić, a następnie oblać się rumieńcem będąc pytany o wiek (ciągle krążyło mi pytanie w głowie: naprawdę nie wyglądam na 18 lat?) przy kasie wyciągałem dowód i dumnie wskazywałem na rubryczkę. I choć mam już parę wiosen więcej do tej pory czasem taka sytuacja ma miejsce. Wracając do rozmyślań, będąc młodszym zostało mi ukazane to piwo jako szczyt rozkoszy dla podniebienia. Samo oczekiwanie na skosztowanie jego w zacnym towarzystwie wywoływało już uśmiech na licu. Tak więc gdy po nalaniu do pokala złoty trunek wypełnił owe szkło, zadrżałem lekko. Piana tego piwa jest tak charakterystyczna jak belgijska nuta w każdym z produkowanych w tym kraju piw. Gęsta i bujna rozpada się powolutku na bokach, zostawiając tym samym na środku jej największą ilość. Wygląd jest słoneczny, ale nie przejrzysty, jasny, ale z ogromną rzeszą bąbelków. Będąc uniesionym ku niebiosom dzięki bąbelkom rzeknę jeszcze słów kilka o jego smaku. Jest on orzeźwiający, kwaskowy z lekka nutą słodu, a nade wszystkim występuje alkohol, który jest…smaczny. Jak rzadkie to słowa w mych ustach, a jednak! Mimo sporej jego ilości w piwie nie jest on upokarzający, ale zachwycający. Zapach natomiast faluje i co raz, co dwa jestem w stanie wyczuć w nim apetyczną świeżość gwarantowaną przez nuty cytrusowe oraz ziołowe. Choćbym nie wiem jak się starał nie jestem w stanie wyniuchać, że posiada w sobie zacną ilość alkoholu. Ta legenda obroniła się, pokazała, że jej miejsce jest na piedestale mych smaków.

Zapach 9,5;

Smak 9,75;

Wygląd 10;

Ogólnie 9,75

Wielkopolski Piwosz

DSC01375

Przygaszona żółć, niby to miodowa, lecz przywodząca bardziej na myśl cytrynę aż wylewała się tego dnia zza tafli szkła. Coś w jego wyglądzie mówiło mi, iż była tam mięta – takie dziwne skojarzenie dostarczył mi ów oszroniony, prezentujący się oszałamiająco pokal, zza którego zdolnym był słyszeć pękające bąbelki owej piany. Ale, jakaż to była piana! Gęstością przegęszczała ubite białko, bielą przebielała świeży, górski śnieg, wysokością przewyższała marzenia Eiffel’a. Polemizowała z trunkiem jednocześnie odcinając się od niego, jak i pozostawając w kremowej, z nim, komitywie. Oczarowan polemiką barwy, zakochałem się w,pełnym harmonicznych kłótni, zapachu – jak inaczej ( niż oksymoronem ) określić fakturę zapachu, będącego jednocześnie: bananowym, cytrynowym oraz chmielowym? Okraszonym nieokreśloną, wytrawną kwiatowością. Orzeźwienie mieszało się z wytrawnością, tworząc wzór do naśladowania. W smaku dominowała cytrusowa forpoczta nacierająca przyjemnie na środek języka. Następnie, niejako w odwodzie, atakuje goryczka – ciepła, cytrynowa oraz…kawowa! Trunek nie mógłby nawet znieść towarzystwa 0.7 gorzały – nie dawał znać, że ma nieznośny alkohol w sobie ( prawdę powiedziawszy nie czuć go było w ogóle ). Ostatni zaatakował mój język ipowy posmak pełen kwaskowatej goryczy, cieple obejmującej kubki smakowe. Całość okazała się wybitnie harmonijna. Przydałoby się Polsce takie piwo łagodzące obyczaje tak, jak złagodziło to połączenie skrajności – taka była ostatnia myśl, która wypłynęła z mojego wnętrza na papier, gdy tylko resztki piany objęły czule denko pokalu.

Zapach 9;

Smak 9,5;

Wygląd 9,5;

Ogólnie 9,25.

Smakosz śląski.

  • Kraj pochodzenia: Belgia;
  • Kupiono: Piotr i Paweł
  • Cena: 24 zł.

DSC01376

Lindemans Framboise

Zapomnijcie o wszystkich dotychczasowych owocowych piwach jakie mieliście okazję kosztować w swym życiu. Wspomnienie reddsów będących zwykłą tablicą Mendelejewa niech przyniesie Wam ciarki na plecach. Żadne inne, owocowe piwo nie może konkurować z tym kosztowanym przeze mnie Jego aromat jest nie do podrobienia. Próbuję się wznieść na wyżyny swej poezji amatorskiej, ale znarkotyzowany przez jego aromat wierzgam niesfornie zdaniami ociężałymi. Wrześniową słodycz malin odczuwam i kosztuję już w zapachu obejmującym mą chudą szyję. Co najwybitniejsze, piwowarzy stworzyli piwo, które charakteryzuje się kwaskowatością, ale najczystszą, naturalną. Czuję się przez nie lekko odurzony, zahipnotyzowany, ale jednocześnie zlękniony, że owa naturalna rozkosz może się wkrótce zakończyć. Co najpiękniejsze jest to, że maliny aż się rwą, by mnie głaskać po nosie. Jego smak jest równie naturalny, nie chamski jak pan dresiarz, który grzecznie pyta się, które okno w aucie wybić. Jednocześnie strumień ciepła przewinął mi się przez twarz, drobne kropelki potu wyszły na czoło z powodu orkiestry smaków. Na samym końcu kosztowania ujawnia się lekka goryczka, ale nie nachalna, grzeczna jak pan pod sklepem, który chce odprowadzić Wasz wózek. Jego wygląd jest ekstremalnie malinowy, ciemny i ciężki. Urzeka mnie fakt, że piwo jest nieprzejrzyste, absolutnie nie ma szansy by dojrzeć jego koniec. Piana jest gęsta, bujna. Gdy opadnie zostaje na tafli piwa, osadza się łapczywie na rantach kufelka. Ma buńczuczny różowy kolor, szaleńczo pyszny. Chwilo trwaj…

P1250703a

Zapach 10;

Smak 10;

Wygląd 10;

Ogólnie 10.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Piotr i Paweł
  • Cena: 16,30 zł,-

P1250704a