Archiwa kategorii: Okocim

Okocim Mocne

Znużeni po całym dniu harowania, wracacie do domu. Wita Was myśl, że wreszcie odpoczniecie, zrelaksujecie się, w między czasie przekąsi się coś smacznego. Wtem dopada Was myśl ,,cholera, nuda. Codziennie moje życie po powrocie wygląda tak samo”. Tym krótkim wstępem zilustrowałbym zapach tego piwa, pospolity i nudny, na dłuższą metę nużący. Tak jak elementem pocieszającym w codzienności bywa czytanie o tym co złego się wydarzyło bliźniemu, tak w tym aromacie taką rolę spełnia bursztynowy słód, który uniemożliwia wyczucie jakiejkolwiek kwaskowatości. Rolę ciepłych domowych kapci spełnia tutaj smak, jednakże do nich miło się wraca, a do tego smaku mimo tego, że w ogóle koncerniaków pozytywnie się wyróżnia, nie wrócę. Nie ma w nim nic krzty ekscytującego, słód nuży jak kolejny życiowy dowcip Strasburgera, typowa nudna goryczka nie ekscytuje jak pierwsze taneczne obroty Maseraka, a alkoholowy posmak jest tak skutecznie chroniony jak prawdziwy wiek Ibisza. Mówiąc kolokwialnie, dupy nie urywa, ale jednocześnie nie przeszkadza. Martwiłem się, że moje podniebienie przeora TV wódka lub inny rozpuszczalnik, a tymczasem czuję lekki gorąc spływający w dół żołądka. Jego wygląd pasuje do całości, jest przewidywalny, ale nie kompromitujący. Resztki piany osadzają się na tafli niczym kurz na muzealnym pomniku, lada chwila przyjdzie obsługa i posprząta, a czysta glaca będzie świecić po oczach.

Zapach 5;

Smak 5;

Wygląd 5;

Ogólnie 5.

(w skali piw koncernowych)

Wielkopolski Piwosz

DSC01692

Do oceny tego piwa wystroiłem się w idealnie doń pasujący, starosłowiański strój: dresowe spodnie z lampasem ( nie jestem godzien nosić ich więcej niż jeden ), kołczan prawilności ( w którym to skryłem „pierdzący” undergroundową muzyką telefon ), czapkę „wpierdolkę” oraz podkoszulek do bicia żony – myślałem, że przywdzianie takiego odzienia spowoduje, że znajdę się bliżej zrozumienia tego trunku. Czapeczkę przesunąłem dalej od czoła i powąchałem. Stwórcy niech będą dzięki, że miałem lekki katar gdyż piwo jest przerażająco alkoholowe, wypalające włosy w nosie aromaty przypalonego słodu polanego wódką. Znów kompletny brak, niczym w zębów w uśmiechu Seby, możliwości na odczucie czegokolwiek innego – nawet na długo po wylaniu reszty piwa prześladował mnie ten zapach. Jednakże strój zrobił swoje i wskoczyłem na głęboką wodę – spróbowałem – spadłem z wysokości przykucu na krawężniku, do poziomu przysiadu nie na krawężniku. Piwo wykrzywiło nawet moją słowiańską mordę ilością alkoholu, kwasoty oraz wódkowego ciepła rozlewającego się po przełyku i żołądku. Już wiedziałem, pomimo ograniczeń związanych z nakryciem głowy ta myśl wpadła do skołatanego umysłu: piekło w przełyku zgagą zwane już mnie dziś nie opuści. Trunek nawet gorzki nie był tylko cierpki a jego cierpkość tak ogłupiająco alkoholowa, że pojawił się na mym udzie kolejny lampas mocy. Spojrzałem się na kufelek – znów z mozołem wspiąłem się na krawężnik i usiadłem w dumnym ( dwulampasowym ) przykucu – piana jest obecna i nie jest ona niczym mydliny, tylko osiada na trunku dobitnie sztucznie czerwonym, sztucznie wzbogaconym, sztucznym niczym złota keta na mej szyi i złoty zegarek na mym ręku.

Zapach 1;

Smak 0;

Wygląd 2;

Ogólnie 0.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupione: gdziekolwiek ( choć najlepiej nie );
  • Cena: ~3 zł!.DSC01693