Archiwa kategorii: Lubrow

Zachmielacz 2,5 roku leżakowny #vlog

Nowa kamera, a czy lepszy dźwięk i jakość filmu? Zmieńcie ustawienia filmu na najwyższe, widać różnicę 🙂 Dodatkowo małe zmiany w ,,Mini Ściana Studio” A piwo? Zakupione na Jarmarku Dominikańskim w sierpniu 2014 roku, przesuwane z miejsca w miejsce, odkładane na dalszy plan, bo zawsze coś było w kolejce wreszcie doczekało się swoich ,,5 minut”! Lubrow Zachmielacz 17,5 Blg., 7,5 % Alc., co z tego wyszło?
  • Kupione: Jarmark Dominikański sierpień 2014 rok.
  • Cena: nihuhu pojęcia nie mam.

 

P1210400a

 

Piwniczne

Sam zapach zwiastuje, że mamy do czynienia z nietypowym piwem, piwowar dotrzymał słowa i ilość użytego chmielu jest zaledwie marginalna. Niestety, niezależnie jak bardzo bym się starał w zapachu odnajduję maleńką ilość płatków dębowych, a zdecydowanie większą ilość świeżej, dopiero co otwartej puszki kukurydzy. Na szczęście aromat ten utrzymuje się tylko parę chwil po nalaniu, proces napowietrzania wpływa pozytywnie na odbiór całości zapachu. Będąc przyzwyczajonym do powszechnej ilości goryczki w piwie, zupełnie nie mogę odnaleźć się w tych słodowych czeluściach, błądzę niczym chłopak niosący torby z ciuchami za swą niewiastą, ale szczęśliwie jak w każdym wypadku kiedyś znajdzie się wyjście. Akurat w tym wypadku, błądzę celowo, przyjemnie lekka słodycz na przemian wraz z dębowym aromatem opanowuje mniej jak maniactwo wyprzedaży. Nie ukrywam, że jest ono dla mnie smaczną odmianą, jest zaprzeczeniem zasady, że każda ilość chmielu zawsze będzie lepsza od takiego trunku. Jest niefiltrowane co powiększa wrażenie, że przebywało z dębem, choćby krótki czas. Barwa czerwonawo- brązowa błogo wypełnia ciecz, tylko piana niezbyt chętnie zostaje na tafli, mocniej trzyma się ścian kufelka.

Zapach 7,5;

Smak 9;

Wygląd 9;

Ogólnie 8,5.

Wielkopolski Piwosz

Piwniczne_piwnakompania.wordpress.com 2

Próbowaliście kiedyś uwędzić banana? Jeżeli odpowiedzieliście twierdząco to: albo jesteście zapalonymi wędzarzami, albo kłamczuszkami. Smak tegoż kończyłby rozmowy o tym co czuję na języku, gdyby nie ukłucie świeżości oraz niemalże dziwniejsze od wspomnianego owocu – drewniany posmak, z którym nas zostawia. O ile smak wędzonego banana jest… ciekawy, to zapach byłby siarczystym policzkiem, takim wymierzonym skórką. Piwo ma woń słodów, ale bogatą – nie głupio-słodką, tylko wytrawną, bo tańczą tam stare drewno, perfumy rodem z belgii oraz garam masala. Nutka garam masali i to w słodowym piwie, w których coś ponad słodycz jest nie bywałe, a zapach owej przyprawy zakrawa o cud, ba jest nim. Królestwem słodów jest wygląd, konsystencja i prezencja syropu z rantem uśmiechu piany – wszystko w kolorze mocnej, zielonej herbaty i odcieniach mętności. Prezentuje się niczym najwspanialszy pałac w Słodowym Państwie. Może i panuje weń bezgoryczewie, ale rząd sklecony ze słodów, wody i dębu włada krajem lepiej niż niejeden król Gorycz. Trwaj i rozwijaj się, o Słodowe Królestwo. Chwała Tobie i niech Lubrow będzie z Tobą.

Zapach 9;

Smak 9;

Wygląd 10;

Ogólnie 9.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupione: Stragan w Gdańsku;
  • Cena: 9,-.

Piwniczne_piwnakompania.wordpress.com

Miętolina

Cudowne to piwa, które w prosty sposób są w stanie przenieść mnie do wspomnień z dzieciństwa. Mianowicie mam na myśli chwile gdy ukradkiem podbierało się miętowe bonsy z dziadkowej wazy, szczelnie ukrytej przed oczami młodych ejbrów. Trunek ten pachnie cudownie, wręcz tymi miętowymi cukierkami, uwalniającymi swój aromat zaraz po rozpakowaniu. Wspomniane cukierki nie oddają jednak całości zapachu, znajduje się w nim bowiem skomplikowany układ kolendry i cytrusowych aromatów, harcujących wściekle jak diabły przy piekielnym kotle. W smaku prócz wspomnianych zapachowych elementów układanki odnajduje   delikatnie finiszującą słodycz, która poganiana jest przez kwaskowatość uzyskana z pomarańczy. Całość jest niebiańsko harmonijna, układa się rozkosznie na całej połaci języka. Jedynie o czym zapomnieli piwowarzy to piana, jest nikła i znika absolutnie chwile po nalaniu. Barwa przypomina  zielona herbatkę parzona przez Smakosza.

Zapach 10;

Smak 9,5;

Wygląd 8;

Ogólnie 9,25.

Wielkopolski Piwosz

Miętolina_piwnakompania.wordpress.com 2

Pociąg ze stacji Lubrow do Miętolina wjedzie na tor pszeniczny przy peronie jasnym.  Skład jest objęty całkowitą świeżością.  Pociąg przez Morelowy Kolor oraz Mocną Zieloną Herbatę, uwaga pominięto stację Piana. Następnie przez Kolendrowo Zapachowe, Skórkę Pomarańczy oraz stację boczną: Miętę Polną. Dłuższy postój oczekiwany w miejscowości Smak. Pociąg przejeżdża przez dzielnice: Kolendrowo, Morelowo, Cierpkość Skórki Pomarańczy oraz stację na żądanie ( chodzi oczywiście o najmniej wyczuwalny ze smaków, na języku pojawia się na dobre kilkanaście sekund po łyku.) Miętowo. Proszę nie nadużywać trunku nawet mimo jego niestosownej łatwości w konsumpcji. Życzymy miłej piwnej podróży!

Zapach 10;

Smak 9;

Wygląd 8;

Ogólnie 9.

Smakosz śląski

Miętolina_piwnakompania.wordpress.com

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Kram w Gdańsku
  • Cena: 9 zł,-

Nayerbane

Piwo spożywane w tak przyjemnych okolicznościach jak kosztowanie go u stóp bazyliki mariackiej ze swą niewiastą zapada w pamięć i mimowolnie wywołuje pozytywny uśmiech na facjacie. Doszukiwanie się już w zapachu nut yerby mogłoby rozczarować gdyby ktoś usilnie szukał tylko jednego zapachu i wg. niego oceniał całość trunku. Owszem jest ona wyczuwalna, ale ginie pod ciężarem świeżych, lekkich chmieli stanowiących o postaci piwa. To nieprawdopodobne połączenie rodzi jeszcze jeden zapach, a mianowicie aromat świeżego drewna ze sklepu. Ktoś kto dopiero transportował takie drewno wie jak pachnie, uwierzcie! Smak komponuje się w zgrabną i imponującą całość, co najmniej tak dobrze jak gra artystów ulicznych wygrywających znane przeboje na swych zużytych instrumentach. Wreszcie w nim możemy zaznać many płynącej z yerby, uwalniającej absolutnie w pierwszej fazie kosztowania swą moc. Po tym pierwszym zaskoczeniu nadchodzi fala goryczki, delikatnie jakby słodkawej, muskającej dzielnie świeżością me podniebienie. Mogłaby ona jedynie wyrażać więcej mocy, goryczy, trzymającej w uścisku gardło piwosza. Kwaskowatość daje o sobie znać jak ładna pogoda w ostatni dzień urlopu czyli tuż na finalnym kosztowaniu trunku. Jego barwa jest herbaciana, ale z tą różnicą, że nie jest ani trochę przeźroczyste, wspaniale mętne przepuszcza małą część świetlnych promyków. Najmniej przeobrażeń doznaje piana, z początku wielkości dwóch palców na sam koniec zmniejsza się do wielkości jednego, małego palca.

Zapach 9;

Smak 9;

Wygląd 9,5;

Ogólnie 9.

Wielkopolski Piwosz

Nayerbane_piwnakompania.wordpress.com 3

Jeszcze nie spróbowałem tego piwa i drżę w strachu w obawie przed połączeniem dwóch moich koników: IPY i yerby. Boję się, że moje wymagania są zbyt wysokie, wyobraźnia zbyt idealistyczna a umysł zbyt sceptyczny by przyjąć coś bezkrytycznie. Jestem w strachu przed rozumem rozkładającym wszystko na czynniki pierwsze i doszukującym się wszędzie niedociągnięć.

Wącham.

Początkowo krzywię się w niezrozumieniu: pachnie, raczej śmierdzi, czerwoną herbatą Pu-erh – czyli po trosze tanimi gumowymi dmuchanymi zabawkami i skarpetkami. Zaciągam się raz jeszcze, pełen nielogicznego optymizmu i uśmiecham się. Do mych nozdrzy dolatuje zapach cytrusów, moreli, dobrego tytoniu oraz karmelu. I yerba siedząca nieśmiało w tyle ze swoim lekko duszącym aromatem – tak dobrze mi znanym zapachem domu, wieczora i książki.

Biorę łyk.

Zanurzam się w trzech rodzajach goryczy. Czubek języka pieści yerba, pobudzając mój mózg do działania. Dalej zaskakująco pieprzna, pieszcząca środek języka gorzkość i wreszcie cytrusowe orzeźwienie. Nie! Jest coś jeszcze! Trawa cytrynowa wyczuwalna jak w naparze. Pociągam raz jeszcze a tornado smaków uspokoiło się, pozwalając co rusz innemu smakowi wypłynąć, odtańczyć swój hipnotyczny układ i odejść. Zostaję z posmakiem podobnym do pierwszego zaparzenia yerby – mocna, mętna gorycz i roślinne orzeźwienie. Jestem oszołomiony.

Spoglądam.

I to, co widzę przyprawia mnie o dreszcze. Barwa herbacianej esencji patrzy na mnie. Ja podziwiam. Piana, niczym pianka na espresso, mruga do mnie osiadając na ściankach. Ja zachwycam się. Mętność otacza mnie nie pozwalając ujrzeć zzań świata. Ja wiem. Wątpliwość odchodzi. Rozum nie dopatrza się wad. Odrzucam sceptycyzm, drżącą ręką odstawiam kufel, a długopis składam przed kartką. Myślę. Pogrążam się w zadumie.

Zapach 9;

Smak 10;

Wygląd 10;

Ogólnie 9,5.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Kram w Gdańsku
  • Cena: 9 zł,-

Nayerbane_piwnakompania.wordpress.com

Pszeniczne Dominikańskie

Zapach..gdy tylko radosny zszedłem do lodóweczki wiedząc,  że zaraz skosztuje piwa, które zdobyłem w tak godny i piękny sposób jakim jest podróż i poznawanie innego regionu na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Nie zawiodłem się. Usłyszałem boskie ,,pssst” i ulotnił się zapach jakby to piwo kapslował sam Stwórca…aromat tak silny i bezczelny, że zawładnął moimi zmysłami węchu. Wspaniałe. Czuć w nim już kwaskowatość oraz ciężkość i na sam koniec coś szczególnego: aromat jakby pszenicy już dojrzałej, będącej na skraju swojej przydatności.Nie mogło też zabraknąć banana, ale jest on wstydliwy, nie wychodzi przed szereg. Smak…to obłęd, pszenica wdziera się na język i zajmuje go w całości, nie zostawia złudzeń jakie to piwo. Aż z trudem piszę mi się teraz bo ręka ciągle sięga do pokala by zaspokoić pragnienie…w smaku nie czuć tej ciężkości, zostaje tylko mętno-żółta przyjemność. Wygląd to wisienka na torcie, ciemno złoty kolor, naturalnie mętny, z drobinkami osadu na dnie…każde piwo pszeniczne powinno je mieć! Bąbelki ochoczo podnoszą osad i wypychają ku niebiosom. Jedynie piana zanika zbyt szybko, tylko tego mi brakuje.

Zapach 10;

Smak 10;

Wygląd 9;

Ogólnie 10;

Wielkopolski Piwosz

P1210451a

I choćbyście nie wiem jak szukali, jak węszyli wokoło rynku piw pszenicznych znalezienie trunku tak wytrawnego w zapachu, jak ten rodem z Polski, będzie graniczyło z cudem. Jego Pszeniczność sprawia, że zaczynam rozumieć te, jak do tej pory szwergotające po niemiecku mętne piwa. Jednakże mimo pierwszych oddechów obfitujących w takie uczucia po dłuższym czasie upajania się wonią zapach staje się nieco perfumowany. Gdym zakończył inhalację przystąpiłem do degustacji, która zakończyła się przedziwną mieszaniną uczuć. Jednakże odczuwanie jednocześnie radości płynącej z wytrawnej intensywności oraz rozczarowania wynikającego z prymitywnego banana przystoi raczej niewieście, aniżeli dżentelmenowi z kufelkiem w ręku. Im bardziej zbliżałem się do dna, pełnego pszenicznego osadu, tym bardziej starałem się znaleźć nić porozumienia, którą wyczułem nosem. Nic takiego nie nastąpiło – piwo stało się intensywniejsze i porzuciło bananowość, jednak zatraciło przez to same siebie. Trochę tak, jakbym patrzył na aktora odgrywającego rolę mojego przyjaciela. Odstawiwszy kufel, mimo zanurzonego w myślach umysłu, do mych oczu dotarł najpiękniejszy miodowo-złoty kolor jakim widział w pszenicy. Jego Pszeniczność wygląda królewsko i, czy to korona z piany, czy liczni bąbelkowi poddani, dodają mu iście władczego animuszu.

Zapach 9;

Smak 7;

Wygląd 10;

Ogólnie 8.

Smakosz śląski

P1210449a