Archiwa kategorii: koreb

American IPA

Murykańskie piwo nadleciało z transportem widocznym na etykiecie, przyjaźń polsko-amerykańska kwitnie, wymiana myśli technicznej i recepturowej jest tak duża jak nigdy wcześniej w historii. I jak to zazwyczaj ze słowiańską duszą bywa, coś poszło nie tak. Może piwowarzy Koreba idą przez życie z sentencją jaką wypowiada mój szwagier, a mi czasem zdarzy się powtórzyć pod nosem ,,jakoś to będzie”. Wszystko z tego powodu, iż piwo nie pachnie amerykanską IPĄ, a to ze względu na unoszący się nad taflą trunku aromat imbiru. Pierwsze moje skojarzenie padło na Ginger Beard, jednak zapach ten nie jest tak intensywny jak w tamtym piwie. Oprócz tego odnajduję również aromat kolendry i świeżych cytrusowych chmieli, wydających mi się słonecznie ciepłe. W smaku jest niebywale delikatne jak na ten gatunek, goryczka przeciąga się leniwie, ale nic z tego nie wynika. Mimo wszystko przez swą nietypowość jest ono pijalne, widać to po mej szklance. Jednocześnie odczuwam w nim muskająca me podniebienie kolendrę, wspomniany wcześniej imbir daję wrażenie nie kończącej się opowieści. Barwą swą piwo przypomina bardziej ALE, niskie nasycenie potęguje to wrażenie, a piana słabo leżakuje na ściankach szklanki. Pomysł dobry, przywieziony wprost zza oceanu pomysłów, ale wykonanie słowiańskie. Koreb, jakoś to będzie.

Zapach 5;

Smak 5,5;

Wygląd 6

Ogólnie 5.

Wielkopolski Piwosz

Amercian Beer_piwnakompania.wordpress.com 2

Do Walmartu wjechał, poruszając się na elektrycznym wózku inwalidzkim, z którego koszyka dumnie powiewała ‚murikańska flaga, a w zaraz za nim, w pogoni za strzelającymi z pseudorury wydechowej dolarami, wspierając się na balkoniku szła starsza pani w moherowym berecie, na którego przedzie wyszyła flagę Polski. Pierwszy pachniał syropem klonowym, którego butelkę miał wytatuowaną na ramieniu wielkości Teksasu. Babulinka pachniała miodem lipowym. I trochę starą szafą. W Walmart’cie przeceniali właśnie syrop klonowy więc sklep wyglądał jak jego wielkie morze. Tylko lampy tworzyły ciepłą poświatę nad półkami z miodowoczerwonym oceanem, wyglądając jak piana, co więcej wysoka i o ładnym kolorze. Zwarli się w śmiertelnym uścisku – chcieli dokładnie ten sam pojemnik.

-Proszę pani – kalecząc angielski ‚murikańskim akcentem zaczął mężczyzna – w moim kraju cenimy sobie syrop, ale jeszcze bardziej gorycz orzeźwiającą, nie to co u Was! – babulinka rozsierdziła się i zaskrzeczała wiedząc, że orzeźwienie w goryczy jest w Polsce obecne, ale nie w Łasku – My mamy tradycję! – przeciągnęła słój na swoją stronę – nie będzie u nas nowomodnego, morelowego posmaku! Polskie piwa muszą zionąć piwnicą. To wasze wymysły ta perfumowaność! – wykrzyknęła, a słoik poszybował w górę i efektownie rozbił się, maczając wszystko w słodkim i drzewnym smaku. Piękna jest współpraca narodów, ale tym razem, tak jak ów słoik, legła w gruzach. Próbą wepchnięcia Polskości ( co daje nam miodowy zapach oraz mało orzeźwiającą gorycz ) oraz źle pojmowanej Ameryki – skupieniem się na jej ‚murikańskiej stronie ) perfumowane i silnie chemiczne nuty w smaku )

Zapach 6;

Smak 5;

Wygląd 8;

Ogólnie 6.

Smakosz śląski

  • Cena 7 zł,-