Archiwa kategorii: Hopkins

Mowa Cieni

Jest coś hipnotyzującego w zapachu dymu, wydzielanego przez drewna ogniska – cóż może nie tylko sam płonący surowiec, ale owa uwertura ziemi, nocy, dymu oraz samej obecności płomienia. Ciężko jest złapać istotę tak złożonego zjawiska, które ze swoim niewymuszonym pięknem, ze swoją zjawiskową pradawnością pozostaje poza zasięgiem samych organów poznawczych. Esencją ogniska jest swoisty łącznik, magiczne zwierciadło w którym przeglądasz się ty i twoi przodkowie, którzy osiedli gdzieś na trakcie, zaproszając nieznanego wędrowca, ciebie, by wieczerzał razem z nimi. Nie jest też tak, że jest jeden, wyraźny motyw przewodni – palenie – raczej synergia. I to też, co zaskakujące i onieśmielające, osiąga to piwo – nie uginamy się pod ogromem goryczy, palenia. Naszemu językowi nie są podawane obrazy ( ukochane skądinąd, lecz nieogniskowe ) ekstremalnego pieca hutniczego. Gdy się wwąchuję w to przygościńcowe piwo rozpiera mnie zdumienie: jest dokładnie tak, jak gdybym wpatrywał się w wiecznie tańczący ognień: zaciągam się zapachem golutkiej, niezatęchłej ziemi, potem wiatr kieruje w moją stronę dębowy dym – na chwilę tak krótką, że nie zdąży mnie zniechęcić a tylko połechce i sprawi, że zamknę oczy.Wreszcie czułem, jakbym na wozie, który stoi poza okręgiem ciepłego światła, miał egzotyczne przyprawy: nawet owionięty wonią wędzenia wyczuwałem worek z wanilią. Oraz, niestety, upijającego się w sztok rumem, malarza ( och zapachu emalii, ty paskudo! ), którego wynająłem jako najemnika do ochrony karawany. Ten ostatni nie jest wyczuwalny, gdyż uwalił się koło wozu – jednak jest takim prztyczkiem w nos wymierzonym przez rzeczywistość. Leżałem więc i wpatrywałem się w, obramowane cieniami liści, gwiazdy, prowadząc filozoficzną dysputę odnośnie cech, które uwielbiam w ogniskach. piwnakompania_Mowa_Cieni_03Gdy osiągnąłem konkluzję, znaczy się byłem jeszcze bardziej pokłócony z samym sobą niż wcześniej, jeden z kamratów podróży wcisnął mi w rękę przypalony króliczy udziec i naczynie. Gdy wgryzłem się w mięso, poczułem palenie – byłoby nie do zdzierżenia, gdyby nie trunek, który okazał się doskonałym… czymś perfekcyjnie nieokreślonym. I tak siedziałem, zagryzałem picie, zapijałem jadło i wtedy mnie oświeciło! To naturalnie osiągniętą harmonię ceniłem w ognisku – taką, niepasującą do mnie celebrę prozaizmu, współistnienie z naturą, uginanie karku przed zasadą utylitaryzmu? Nie! Uniesiony gniewem umysł obudził się i spostrzegł to, co cały czas było przed moimi oczyma. To ogień! Nie ten żarliwy, tylko jego ziarno – tą pożogę, którą wzniecał w umysłach innych, by nagle, otuleni ciepłym, migotliwym światłem stawali się Rozmówcami pełnymi wyobraźni, Twórcami światów, Tkaczami legend. Choć na tą krótką chwilę, gdy drzewo obracało się w niebyt, mówili językiem, którego moje uszy chciałyby słuchać po wieczność. Smak tego piwa może również wzniecić ów dziw – może tego dokonać, bo tak podobny jest do ogniska. Czasem palony jak dym. Kiedy indziej kremowy jak jedwab. Potem znów kwaśny jak gorzkość czekolady. Weźmiesz kolejny łyk i będzie jak gorycz kawy. Nawet jak weźmiesz dwa, barbarzyńskie hausty po sobie – każdy będzie inny: jeden niczym chmielowa polana, drugi jak delikatna nań rosa. Słysząc już tylko jak ognisko, kładąc się do snu, wystrzeliwuje dwanaście tuzinów iskier, zasypiam. I śnie o traktach szerokich. I gospodach tłocznych. I o karczmarkach. Zdecydowanie najczęściej o karczmarkach.

piwnakompania_Mowa_Cieni_04

Zapach 9;

Smak 9;

Wygląd 10;

Ogólnie 9.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi Wielbłąd, Chorzów;
  • Cena: ~8zł.

piwnakompania_Mowa_Cieni_02

Outsider

Dzisiaj będzie prosto. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na skład piwa i posiadać w sobie odrobinę chęci do dedukcji, by odpowiedzieć na to pytanie. By nie przekombinować, tak jak na siłę ulepszany był ten porter – lubię, gdy piwo ma w sobie więcej niż jeden, prosty smak, lubię, gdy jest złożone i frajdę sprawia mi piwne dochodzenie do prawdy. Językowy Sherlock – i owszem – jednakże przy kosztowaniu tego trunku było wszystkiego za dużo, brakowało płynności i logiki, jakby piwo było pochopnie wyciągniętym wnioskiem. Po kolei jednak. Zarówno w zapachu, jak i w smaku dominuje zbyt intensywna, zbyt drewniana, jeszcze nieheblowana beczka – to jeszcze tylko malutki błąd w logice. Prawdziwym wyzwiskiem w stronę detektywa jest świdrująca nos, jakby emalia. Ten właśnie zapachowy odpowiednik wakacyjnej pracy zabija niewątpliwe przyjemną woń: upaloną kwaśność, zarówno suszoną jak i żywą śliwkę oraz kwiat wiśni – mimo tego wszystkiego zapach pozostaje przeciętny.

piwnakompania_Outsider_04

Oprócz uczucia spożywania drewna, podczas smakowej zabawy w ciąg przyczynowo-skutkowy na dupinowską modłę, dostajemy w naszaą niezachwianą logikę: otóż, przy łykach w ustach pojawia się tani plastik ( kto kiedyś zasmakował żołnierzyka, ten wie ). Tłumaczę się z tego porównania: smak niczym zapach wyprasek ze sklepu wszystko za 3.50. Dalej: żywica, lekki torf, karmel z cukru trzcinowego oraz paloność, następnie niepokojące, ( bardziej niczym twórczość Lovecrafta, a nie czysty policzek w logikę na miarę Boscha) delikatne ukłucie strachu: oto wparowuje alkohol – niby go nie ma, ale błąka się gdzieś po przełyku razem z pogoryczkowym osadem. To wszystko sprawia, że piwo pije się ciężko i nieprzyjemnie – nie ma nic wspólnego z umysłem szybującym w procesie dedukcji. Dodajmy do tego totalny brak piany, zbyt intensywne, przeszkadzające wysycenie oraz brunatność barwy, i co otrzymamy, drogi Watsonie?

Zapach 2;

Smak 4;

Wygląd 6;

Ogólnie 4.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Dobry Chmiel, Katowice;
  • Cena: 10,19 zł.

piwnakompania_Outsider_02