Archiwa kategorii: Gloger

Głos Wodza

Bywa i tak, że jakiś szczegół, na pierwszy rzut oka znaczący w przybliżeniu tyle co nic, pochłonie naszą uwagę i żelaznym obejmie nas imadłem – i na próżno wymyślać co innego, wizja jedna, jedyna i słuszna ( jak religia według fanatyka ) nie pozwoli nam już wyobrazić sobie nic odmiennego. Jest to wykonalne – umysł góruje nad całą resztą – ale trzeba sobie zadać pytanie: czy jest to potrzebne? Znowu te pytania o sens – czy wszystko na tym obmierzłym świecie musi być zakorzenione w powodach i wydawać owoce skutków? Nie. Takie pytanie implikowałoby zależność. Wysnuwam więc inne: czy? Nie odpowiadam, odrzucając łatwość bycia pewnym. Pozwalam, by pytanie zawisło w powietrzu. W imię względności! Daję się porwać temu szczegółowi, który razem z trunkiem, wywołał lawinę wyobraźni.

piwnakompania_Głos_Wodza_01

Usta w ramie z wąsów chowają się za dolną wargą tylko na chwilę potrzebną do otarcia piany. Moment kończy się cmoknięciem – niby ukontentowanym, niby rozczarowanym. Takim omnipotentnym. Takim, które zostawia miejsce dla domysłów i jednocześnie jest kompletne. Wstęgowy mikrofon wytrzymuje i ów odgłos. Potęguje go. Sprawia, że dociera do każdego: do wlepionego w głośnik ojca, do matki rozmawiającej z potrawami, do syna oraz córki bawiących się w dom. Rama wąsów ustępuje jeszcze tylko dla papierosa. Doskonały tytoń rozpada się na dym i orzechowy posmak. Mija chwila i jego zgliszcza znów zamieszkują popielniczkę. Z czułością kochanków usta otwierają się przed metalem mikrofonu. To, co mówią jest bez znaczenia: język niesie banały, które łatwo można zasiać, patos, który wsiąka w umysły niemalże ze skutecznością nienawiści oraz żarliwą pasję, która jest niczym pożar lasu. Tyle, że to naród płonie nie puszcza. Człowiek, nie drzewo. W zadymionym pokoju jest ciepło. Mówiący do mikrofonu mężczyzna zdejmuje nakrycie głowy i przeciera ręką czoło. Na moment przestaje mówić. Cała nacja zamiera. Wszyscy odczuwają duszną, zatęchłą atmosferę pokoju, z którego sączy się frenezja. Czują zapach podziemi. Wzdrygają się mimowolnie, lecz chcą wniknąć w radioodbiornik by przerwać tą długą pauzę. Słowa są dla narodu jak narkotyk. Znów padają słowa. Znów bez znaczenia. Znów mogą słuchać i nie muszą nic więcej.

piwnakompania_Głos_Wodza_06

piwnakompania_Głos_Wodza_04

Jakkolwiek dziwne się to nie wydaje to piwo jest jak taka przemowa – jest proste, żeby nie rzec prostackie. Jest prawdziwy ogrom słodu, kwaśna gorycz, alkohol i orzechy. Otóż i tak: orzechy. Czegóż więcej spodziewać się po koźlaku? Z zapachem jest już zdecydowanie gorzej – jest jak atmosfera w ciasnym, dusznym pokoju bez okien: zatęchłe drewno, alkohol oraz lekkie uszczypnięcie emalii. Piwinica więc. Nie jest złe – jak i zła nie jest patetyczna przemowa, gdy brzmi dla ciebie jak szczera pasja i zapał. Gdy brzmi dla ciebie jak dźwięk rogu do wymarszu w imię obrony ojczyzny. Mam wrażenie, że to piwo jest dyktatorskie – stara się bazować na najprostszych instynktach. Wzbiera we mnie rozpacz, gdy trochę o tym pomyślę – może nie rozpacz, tylko ten najsmutniejszy z uśmiechów. Ten zarezerwowany dla rozczarowań, których nasz „Naród Wybrany” zapewnia mi aż nadto.

Świat, w którym mikrofony są jak mocny wiatr rozniecający pożary wpędza mnie w rozpacz.piwnakompania_Głos_Wodza_05

Zapach 1;

Smak 4;

Wygląd 9;

Ogólnie 3.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi Wielbłąd, Chorzów;
  • Cena: 7,30zł.

piwnakompania_Głos_Wodza_02

Karty na stół

Gonię, żwawo jak nigdy ( moim duchowym zwierzęciem byłoby coś między kotem, żółwiem oraz leniwcem – samurajem kochającym słodycze? ), wprost przed oblicze półki z piwami. Bez gry wstępnej, bez pełnej podziwu zadumy ( której moja półka jest godna ), barbarzyńsko wpycham rękę i… nic. Ani jedna nawet ta niechciana, samotna czy jakakolwiek butelka nie staje mi na drodze. Nie wierzę. Macam dalej – najpierw napotykam ścianę, chłodną, niszczącą nadzieje. Macam prawo – nic – lewo – nic. Pusto. Uspokój się, myślę, jednak głowę ociężałą mam, jakby jakiś baca rozorał mi ją ciupagą. Łączę wątki.

piwnakompania_karty_na_stol_04

Sklep… te słowo brzmi znajomo…Teraz, poganiam w myślach jeszcze bardziej barylaste ciało. Idę. Ulica, sklep, piwa. Dużo piw. Rozbieganymi oczyma ledwie ogarniam gdzie się znajduje. Widzę nieznany mi browar. Łapię. Wychodzę. I tak oto jestem tu – z porterem bałtyckim w ręku, Piłsudskim na etykiecie i mętlikiem w głowie. Nalewam. Palony zapach ściska mój nos. Dalej, dębowa beczka oraz wędzenie. Wokół roznosi się zapach przyprawy do zup. Lekko oszołomiony podnoszę głowę. Siedzi koło mnie i on. Józef. Jak się znalazł na moim fotelu – nie wiem, tak jak i nie wiem jak znalazłem się w domu. Daję mu do degustacji kierując się nie tyle szacunkiem do szanownie zmarłego a Najpiękniejszą Słowiańską Zasadą Gościnności. Gdy mówi jego wąs się rusza, śmiesznie, nie tak jak na pomnikach.”Tak pachnie proch strzelniczy, tak pachnie rum, tak pachnie Bałtyk„. Milknie, a ja istotnie wyczuwam słony zapach. Dziwne. Bierze łyk, jego wąs nurza się w pianie, komicznie rusza brwiami – niby z ukontentowaniem, niby ze znawstwem – nie jest patetycznym portretem z książek. Oddaje mi trunek, cmoka ustami, milczy. Kosztuję i ja. Język krzyczy: typowy, rzemieślniczo wykonany bałtycki porter. Ja nie krzyczę a mówię, słowo w słowo, przecinek w przecinek to samo. Mężczyzna kiwa głową – gdy to robi na czoło opada mu niesforny kędzior. Jest taki ludzki, myślę. I zaraz karcę się w duszy – to przecież człowiek. Nie chodzący pomnik, nie postać z wydumana przez historyków. Wracam do trunku – dość alkoholowego, palonego i lekko tylko kremowego. Odrobinę likierowego. Ekstatycznie gorzko-czekoladowego oraz przesadnie rumowego. Prowadzimy zajmującą rozmowę, racząc się porterem. Bałtyckim porterem. Spoglądam na szkło – oszołamia: ciemne jak ciemnogród, pieniste jak piana na polaków ustach i piękne jak ten smutny, brudny kraj. Nie wypowiadam myśli, która wpada mi do głowy, niczym wpada Seba do monopolowego na minutę przed zamknięciem. W głowie kwitną mi słowa: takiego epitafium potrzebował Piłsudski – nie ociekającego heroicznym patosem pomnika, nie odlanego ze szczerego złota popiersia, nie idealnego portretu z historycznej książki, a prostego, ludzkiego piwa, które przywodzi na myśl Bałtyk i które, jak ów, topi melancholię.

piwnakompania_karty_na_stol_03

Zapach 7;

Smak 7;

Wygląd 9;

Ogólnie 8.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi Wielbłąd, Chorzów;
  • Cena: 8,30zł.

piwnakompania_karty_na_stol_0