Archiwa kategorii: Cornelius

Cornelius Porter bałtycki

Zapewne zdarzyło się Wam kiedyś w życiu, że zostaliście obudzeni z rana przez koguta, w końcu taka jego rola, by budzić każdego śpiocha marzącego o dłuższym wypoczynku. Jednakże są wypadki, kiedy to, bym się nie obraził na takiego ptaka, jednym z nich byłby moment nie piania, a otwierania butelki Corneliusa przez owego bohatera. Tak, dobrze mnie zrozumieliście, mam na myśli koguta, który dziobem otwierałby Wam to piwo i przynosił wprost do łoża – taka rola tego piwa, pobudzająca. Czuję się zdumiony porównując zapach i wygląd trunku. Uczucia jakie mi towarzyszą w tym czasie porównać by można do wąchania Goudy, a otrzymaniu uderzenia w nos zapachem nie żółtego sera, a najznakomitszych francuskich serów pleśniowych. Mam na myśli skalę zaskoczenia. Wonie najczarniejszą kawą, dojrzałymi ziarnami ugrzanymi na żeliwnej płycie, a także ogrzanym słodem niepatyczkującym się wcale z mym nosem. Arogancja zapachów onieśmiela, czuję się zawstydzony swoimi myślami: że będzie wątłe i bez smaku, rozwodnione jak poznańska herbatka przelewajka. Smak jest kolejną pięścią wytoczoną w tej małej bitwie, spalony słód wybornie łączy się z goryczą i tak jak za najlepszych czasów kopniak z pół obrotu na raz  zabijał tuzin ludzi, tak teraz czereda smaków jeszcze nie zabija, ale paraliżuje swym stężeniem. Balsamiczna gorycz ugniata moje podniebienie, a posmak alkoholu staję się katem mych kubków smakowych. Na koniec przyszło ocenić niepozorny wygląd, który sprawił, że zwątpiłem. Zwątpiłem w Corneliusa, dumnego koguta wskakującego co dzień rano na płot i obwieszczającego całemu światu: ,,Kufel w dłoń, mości Panowie!”. Barwa nie należy do najczarniejszych, gdzieniegdzie pojawiają się refleksy przechodzące w kolor dojrzałej wiśni. Na tafli spoczywa piana co powoli się rozpada, dłuższe przyglądanie się jej może spowodować wrażenie, że obserwuje się teatr mrówek pracujących wspólnie nad lepszą przyszłością. Kończąc tą przypowieść o kogucie co piwo otwierał spytam wszem i wobec: kto jutro wstaje ze mną o świcie?

Zapach 9;

Smak 9,25;

Wygląd 8,5;

Ogólnie 9.

Wielkopolski PiwoszCornelius Porter_piwnakompania.wordpress.com 2

Ciekawy etymologi nazwy tego, nie dość, że bałtyckiego, to jeszcze portera, zasięgnąłem języka. Oczywiście, w dzisiejszych, pięknych a cywilizowanych czasach, gdy wszelakie informacje są na ręki wyciągnięcie, a z wujkiem Google’m oraz ciotką Wiki żyję w dobrej zażyłości to wiedzę zdobyłem szybko. Pierwszy człon nazwy pochodzi od brytyjskiego nazewnictwa tragarzy ( ang. Porters ) dla których, by uniknąć szynkwarskiego z(a)mieszania, został uwarzony. To jednak mowa o angielskim porterze, będącym, w przeciwieństwie do rodzimego piwa, trunkiem górnej fermentacji. Dlaczegóż bałtycki? Nic bardziej nudnego – ze względu na władające w owym czasie wybrzeżem mody to tam zaczęto go warzyć. Trzeba zaznaczyć ( przeczący ksenofobicznemu lecz lwią część czasu prawdziwemu twierdzeniu, że „ ze wschodu nigdy nic dobrego nie przyszło” ) udział rosyjskiego stout’a. Tyle tytułem zaspokajania historycznej ciekawości – czas na gwiazdę dzisiejszego wieczoru, Czarnego Koguta ( ang. Black Co… a mniejsza z tym).

Dzisiaj otworzyłem to piwo będąc spracowany jak ów tragarz. I, ku mojemu niepomiernemu zdziwieniu, nie przeszkadza mi w nim zupełnie nic. Wszystko zdaje się dbać o moje odprężenie, takie jakiego niektórzy doświadczają naprzeciw ukochanego szklanego ekranu – totalne zjednoczenie się z prostotą i szczerością trunku. Piwo obejmuje mój mózg swoimi czarnymi, kremowymi dłońmi i kołysa do snu. Jest przy tym jak ciepła pościel, gdy budzik rwie aksamitny sen. Jest jak: „jeszcze pięć minut”. Jest jak mocna, ciepła kawa w mroźny dzień. W swojej porterowości, bo nie ma w nim nic innego, specjalnego czy dziwnego – ot, typowy porterowy smak, wygląd i aromat, jest banalny. Lecz jest w nim coś, co przyciąga. Co sprawia, że zapamiętam go jako przyjemne doświadczenie. Wreszcie, co sprawia tak wysoką ocenę.

Jest li to szczerość? O szczerości! Trwaj wiecznie! Czyżby to ukryta w pochodzeniu celebra prostego życia? O prozo, której nienawidzę, bądź ze mną po kres tego świata! Utul mnie do snu równie przyjemnego, co każdy łyk tego trunku.

Zapach 9;

Smak 9;

Wygląd 9;

Ogólnie 9;

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: ~5,5 zł.

Cornelius Porter_piwnakompania.wordpress.com 4

Trybunał Trójsłodowy

Poważna nazwa piwa zobowiązuje mnie do podjęcia próby opisania go w słowach prawniczych, ale obawiam się, że w mym wykonaniu mogłyby one spowodować śmiech na sali sądowej i utratę autorytetu przedstawicieli państwowych. Z tego względu umieściłem fabułę na sali sądowej stroniąc od określeń, które bliskie mi nie są.

,,Oskarżeni wstać”-rzekł piwny sędzia. Trójka zbirów posłusznie wykluła się z butelki i nalała się do kufelka wymieniając po kolei swe imiona: Zapach, Smak oraz Wygląd. Ich pospolite imiona od razu wydały się podejrzane sędziemu pochodzącemu z krainy podziemnych pomarańczy: Wielkopolskiemu Piwoszowi. Rzekł on natychmiast „Oskarżeni wymieniać z kim Wam przyszło współpracować przy kooperacji w powstawaniu tegoż trunku”. Pierwszy wstał Zapach, jego ciemniejsza karnacja wskazywała na zabiegi pielęgnacyjne odbywane w pobliskim browarze i to co wnet wyznał tylko potwierdziło przekonania sędziego ,,Od samego początku zostałem zmuszony do współpracy ze słodem, który bezczelnie przypalił się na żywym ogniu. Lecz w tym miejscu spotykał się z innym aromatem, karmelem. Naradzali się długo i następnie wprowadzili mnie w plan, któremu uległem: przypaliłem się dla dobra piwa”. Sędzia nie dał po sobie poznać, że jest wstrząśnięty. Jedynie wytrawny mentalista mógłby rozpoznać tik nerwowy, który ukazał się na młodzieńczym, nastoletnim wręcz zaroście pod nosem. Następny wstał smak i wydukał ,,Zostałem uwiedziony przez sprytne, otulające bąbelki. Na domiar złego w szach mnie wziął kompan Zapachu, przypalony słód. Straszył mnie lekkim miodem, który i tak przybył i namącił w mej głowie, a jegoż szofer powszechnie zwany karmelem współpracował z innym zbirem, Goryczką, którego brakuje wśród oskarżonych!”- ostatnie zdanie wykrzyczał. ,,Wielkopolski Piwoszu, to wszystko dla dobra kosztujących”-dodał prawie niesłyszalnym szeptem. Sędzia odprawił go ręką po czym wskazał na Wygląd by wstał i spowiadał się prędko. Ten zrobił to tak chętnie, że sędzia aż się zarumienił . ,,Niestety wszystko co mówią moi koledzy to prawda. Pod ich naporem przybrałem swój czerwony wygląd. Jednak by choć troszkę mniej się wyróżniać przywdziałem na głowę gruby kapelusz stworzony z piany. Niestety materiał z, której był zrobiony zniknął tak szybko jak handlarz, który mi ją sprzedawał”. Usłyszawszy zeznania sędzia, zafrasował się. By rozjaśnić swój młodzieńczy acz zmęczony umysł powziął on haust Trybunała i wtem oświetliła go myśl przewrotna. ,,W imieniu Piwnej Kompanii ogłaszam wszem i wobec: Pospolici oskarżeni, uniewinniam Was. Przysłużyliście się sprawie, teraz to zrozumiałem. Jesteście wolni!”. Radości nie było końca, jednak kres piwa już nastąpił.

Zapach 7,5;

Smak 7,5;

Wygląd 8,5;

Ogólnie 7,5.

Wielkopolski Piwosz

Trybunał_piwnakompania.wordpress.com

Dla mnie wysokosłodowe piwa mają jedną, ale natarczywą a intensywną wadę – bywa z nimi tak, że słodycz ich jest nie do zniesienia. Nadrabiają to z reguły czy raczej dla mnie pogrążają, nadmierne bąbelki, za którymi piwowarowie próbują schować ( najczęściej nieudolnie ) nadmiar słodyczy. Zapach tego trunku zdaje się być preludium do takowych chwil ociekających wręcz słodyczą – jest słodowy, ale zadziwiająco mało ogłupiający – czuć wyraźnie, może nie wytrawne, ale wytrawniejsze nuty paloności. Woń jest typowo piwna, próżno szukać weń owocowych, ziołowych czy kwiatowych nut – jest prostsza od budowy cepa, nadpalonego, ale jednak cepa. Gdy wwąhać się tak mocno, iż czubek nosa dotykałby dna kufla, pojawia się jeszcze jedna, zagubiona cząstka zapachu – kasza gryczana. Można czerpać przyjemność ze szczerego zapachu – takaż jest też aparycja – wpada wdzięcznie w czerwień, zachowując jasność piany, rzekłbyś: „typowe słodowe piwo”. Jest jednak coś, co pomimo czerwono-miedzianego koloru oraz szczerego czy prostego zapachu, każe myśleć o nim jak o trunku deczko innym – jest to pozbawiony nadmiernej słodyczy i gazowaności smak. Zaskoczony byłem, gdy pierwszy łyk powitał mnie upalonym lekko słodem, orzeźwieniem i całkiem zacną (czyli ciepłą i mocną) goryczą. Owszem – czuć słodowość tego trunku, nie jest ona jednak nachalna, a już od nieprzyjemnej dzieli ją żelazna kurtyna stworzona z palonego słodu na kubkach smakowych i węchowych. Niestety pomimo tych cech piwo dość szybko ulatnia się z mojej pamięci – i choćbym nie wiem jak się starał, nie jest skore do zostania weń dłużej niż przysłowiowe pięć minut. Mimo swoich niechybnych zalet nie uniknęło najpoważniejszej choroby – nijakości.

Zapach 6;

Smak 7;

Wygląd 8;

Ogólnie 6.

Smakosz Śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Piotr i Paweł
  • Cena: 3 zł

Trybunał_piwnakompania.wordpress.com2

Konsul

Słód „kiełkujące ziarno zbóż, głównie jęczmienia, podstawowy surowiec w piwowarstwie”.

I czymże byłoby piwo, aniżeli tylko chmielową zupą, gdyby nie ów zdradziecki i często przeholowany słód. Szkoda tylko, że tutaj nadużyto tego surowca – dodano tutaj go aż 3 rodzaje – jak chce etykieta: jęczmienny, ciemny i pszeniczny. I z tym chyba przeholowano. Nawet nie powinno w poprzednim zdaniu występować przypuszczenie – ten trunek to jeden, wielki ulepek – nadmiar słodów powoduje wrażenie picia syropu a nie piwa. Faktem jest, że wpływa to doskonale na strefę wizualną – gęstość piany i barwa całości jest wyborna. Kolorystyka wybitnie słodowa, przypruszona brązowawym osadem i mętnością cieszy oko, ale to tylko tyle! W zapachu dominuje, wielkie zaskoczenie!, słód. I to w najprostszej postaci – nieskończenie kukurydziany, może odrobinę karmelowy – wciąż jednak zabójczo słodki oraz niemiłosiernie tępy. Krótką dygresją niech będzie, że piwo nawet w kuflu zachowuje się jak syrop – ma się wrażenie, że jest gęste (ładne, nawet piękne – brązowo-miodowo-mętne) ale ulepione a nie uwarzone. Równie przesłodzony jest smak, który zaskakuje, uderzając pod gardą – wszak piwosz nie spodziewa się Bobofruta miast piwa próbować. Język kołowacieje od nadmiaru słodyczy, wypicie całości jest wyzwaniem na skalę zjedzenia całego słoika miodu. Początkowo zdaje się, że istnieje nuta orzeźwienia lecz potem umiera pod gruchnięciem słodów w liczbie mnogiej. Brak zagwozdki językowej, prosty, sprawiający, że język drętwieje, i wielki jęczmień łączony z karmelem zawiódł mnie, po uprzednim oszołomieniu wyglądem. Zanućmy więc smutne: Panie, spraw, by to piwo smakowało, tak jak wygląda.

DSC01262

Zapach 3;

Smak 1;

Wygląd 9;

Ogólnie 3.

Smakosz śląski

  • Cena: 2,80,-;
  • Kupione: Carefour;
  • Kraj pochodzenia: Polska.

DSC01263