Archiwa kategorii: Amber

Apple Wheat

Nektar? Sok z jabłek? Niepostrzeżenie szkło napełniło się, piana urosła obficie, a ja wczułem się w smak piwa. Robiłem to na tyle intensywnie, że im zdążyłem wyczuć o co tak naprawdę chodzi temu piwu, skończyło się. I do tej pory nie wiem, jedyne co rzuca się w myśl to obojętność. Tego typu jaką obdarowuje Was ekspedientka w piątek o 23, jest to rodzaj obojętności wymieszanej z niechęcią. Choć wygląd wskazywałby na cuda mające uwidaczniać się przy każdym wzięciu szkła do ręki, nic po za słodyczą uchylającą drzwi do jabłkowego raju mnie nie spotyka. Parafrazując reklamę z dzieciństwa pewnej firmy od jogurtów można by rzec, że jabłka jak dorosną nie zechcą zostać zużyte w czasie produkcji piwa. Co najwyżej po cichu wyjdą i ruszą na wschód, na wschód, na wschód…staram się nie ulec wrażeniu, że jabłko można spotkać tylko w wyglądzie, a pszenicę tylko w smaku. Piwu brak połączenia, rozmowy, wizyty na kozetce u lekarza, terapii jak związać się na nowo, wszystko jest w środku, ale każde z osobna. Przypuszczam, że browar Amber nie miał zamiaru stworzyć tradycyjnego polskiego jabcoka, ale coś na ten kształt wyszło, tyle, że to jabcok wymieszany z słodką, lepką co raz silniej wygazowaną pszenicą. Po godzinach? W tym wypadku można odebrać tą sentencję zbyt dosłownie.

Zapach 2;

Smak 4;

Wygląd 8;

Ogólnie 4.

Wielkopolski Piwosz

Apple Wheat_piwnakompania.wordpress.com 4

 Po dość specyficznych doświadczeniach z pszenicznym koźlakiem, którego pierwsze warki smakowały i wyglądały doskonale, lecz odrzucały zapachem – powąchawszy Apple Wheat’a, bo to przyszło mi zrobić jako pierwsze, uderzony zostałem nostalgicznym, przytłaczającym wręcz (jak pierwsze riffy piosenki, która kiedyś znaczyła tyle co świat a teraz już tylko dwa funty wspomnień i smutny doń uśmiech) zapachem fermentowanych jabłek, jabłkowego octu oraz leciutkiej pszenicy zdominowanej przez odór fermentacji owoców. Na końcu, niczym zgrzyt instrumentu, niczym szum radia przy najsoczystszej części solówki, niczym warg przygryzienie powstrzymujące łzę wypychaną wspomnieniami wrażliwego człowieka – metaliczność oraz bezduszność. To zęby szczerzy wujek koncern, bo tą samą przypadłość posiadają sezony Żywca. Idąc za przykładem poprzednika smak powinien być jak koncert – żywy, pełny, wypychający, przejmujący emocjami artystów – taki, dzięki któremu ty i człowiek na scenie przeżywacie, myślicie i czujecie jednako. Nie. Smak jest nijaki, nieobecny – brak goryczy, brak, czy raczej nikła obecność słodkawego banana oraz diablo rozcieńczony sok jabłkowy. Na szczęście nie ten najtańszy, lany zawsze do stołówkowego obiadu a świeżo wyciskany. Trochę jakby nijaki artysta, wyprany z uczuć i emocji, grał najlepszy koncert swojego życia – dalej pusty i płytki, prawie zlewający się z tłem sceny, jednakże nie wyjdziesz, ba, nawet będziesz czerpać z tego przyjemność (nie artyzm, nie katharsis – a rozrywka, jaką niektórzy czerpią z telewizji). Ładny to artysta, bananowo-antonówkowy kolor z wyśmienicie wysoką, drobno ziarnistą pianą oraz nieprzeniknioną mętnością. Ale, jak taki czysto rozrywkowy, mający nawet zadatki na dziwkę koncert, zostawiło za sobą pustkę – nie taką rodzącą absolut, raczej ten zabijającą.

Zapach 2;

Smak 4;

Wygląd 7;

Ogólnie 4.

Smakosz śląski

Apple Wheat_piwnakompania.wordpress.com 2

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Piotr i Paweł;
  • Cena: ~5zł.