(Nie) Tylko piwne podróże: Góry Sowie

Miałem napisać tą relację już trochę ponad miesiąc temu, ale…czas pędzi za szybko. Na szczęście nadszedł odpowiedni wieczór, a właściwie noc na podzielenie się z Wami wrażeniami z wyprawy w Góry Sowie. Nasz wypad-21.10/23.10- zaczynał się w piątek wczesnym południem (wyjazd o świcie nie doszedł do skutku z powodu przebitej opony), na miejsce dojechaliśmy około godziny 15:30. Jechaliśmy drogą 434, aż do jej końca w Rawiczu, gdzie wjeżdżaliśmy na S5, która po chwili zmieniała się w krajową 5-tkę. Dystans jaki pokonaliśmy miał długość 258 km. Mieszkaliśmy w małej wioseczce, Sokolcu, u podnóża Wielkiej Sowy. Po szybkim zakwaterowaniu w małym przytulnym pensjonacie, którego pokój główny czyli jadalnia dostępna dla wszystkich gości była wyposażona w nieprawdopodobnie dużą ilość wszelakich pamiątek. Głównie z okresu zaboru pruskiego, przypominały o tym niezliczone pocztówki, beczułki, porcelana itd.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-2

Dojechaliśmy do pobliskiej miejscowości Nowa Ruda. Szybko udało nam się znaleźć miejsce parkingowe, praktycznie na samym rynku. Z racji uciskającego głodu na żołądku poszukiwaliśmy restauracji, zadanie jak się okazało nie było wcale takie proste. Główny plac nie obfitował w knajpy, a raczej w sklepy z duperelami. Dopiero po dłuższej chwili odnaleźliśmy knajpę w pobliskim parku (za wiaduktem kolejowym). Zdjęć posiłku niestety nie mam 😦 Mniej więcej godzinę później już szczęśliwi, najedzeni poszliśmy na mały spacer. Jak później się okazało miasteczko najwięcej do zaoferowania ma w ścisłym centrum, urokliwym, czystym i odremontowanym. Dalsze fragmenty miasta mają potencjał, ze względu na zabudowę jak i górzyste położenie.

Wiedzeni nizinną ciekawością co znajduję się za następną górą, a także na fakt, że czeska granica była o rzut kamieniem zajechaliśmy (już po zmierzchu) do Broumova. Miasteczka, w którym znajduję się browar produkujący słynne piwo Opat. Gdyby nie opona zwiedzalibyśmy dany browar parę godzin wcześniej…

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-3

Miasteczko było śmiertelnie spokojnie, ale urokliwe. Na głównym placu znajduje się budowla, przynajmniej w moim odczuciu, charakterystyczna dla Czech, murowana fontanna bądź po prostu kolumna ze Świętym! W pobliżu rynku znajduje się barokowy zespół klasztorny, o tej porze już nie czynny, ale wciąż majestatyczny i robiący wrażenie.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-4

Wiedzeni także smakiem udaliśmy się do pobliskiego Lidla, szukaliśmy czeskiego piwa i wina. Nie zawiedliśmy się, z bagażnikiem pełnym trofeów pojechaliśmy do Polski, wpadając z zachwyt jak granice i miasteczka zgrały się tworząc jeden organizm, bez podziału na czeskie i polskie. Wieczór upłynął m.in. na kosztowaniu kupionych dobroci, czeskie wina są wyśmienite!

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-5

Dzień  następny przyniósł pogorszenie pogody, było wietrznie, deszczowo i zimno. Aura nie koniecznie zachęcała do wyjścia, ale mieliśmy swój cel jakim było zdobycie Wielkiej Sowy 1015 m.n.p.m., zabezpieczeni w ciepłą odzież ruszyliśmy z naszego pensjonatu. Początkowo szlak prowadził drogą by chwile później zamienić się w błotnistą, kamienistą i w końcu leśną ścieżkę. Wiele niestety nie było widać, ale nawet znikoma panorama robiła świetne wrażenie, w dolinach ukazywały się czasem miejsca ze słońcem. Szlak nie był zbyt wymagający, ale z pewnością dawał satysfakcję, górskie strumyki czy szlaki w mgle i w deszczu wyglądały tajemniczo i wciągały nas co raz wyżej. Zmotywowani, pełni energii i oddechu od pracowitej codzienności szliśmy ku górze mając nadzieję, że słońce do tego czasu choć na chwilę wyjdzie.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-12

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-11

Nadzieje okazały się płonne, na szczycie wietrzysko było zdecydowanie mocniejsze i w stronę góry gnało jedynie deszczowe chmury. Na górze zgromadziła się większa ilość ludzi, niektórzy śmiałkowie wjechali nawet rowerami inni odpoczywali z …craftem w ręku. Odczekaliśmy chwilę, posililiśmy się skromnie i ruszyliśmy do schroniska. Punktem kulminacyjnym, jak zazwyczaj (zawsze), miało być jedzenie. Schronisko okazało się być bardzo zatłoczone, ale nie stanowiło to dla nas problemu, najedliśmy się i ruszyliśmy z powrotem do pensjonatu. I właśnie na tym szlaku ukazały się nam najpiękniejsze, jesienne widoki Gór Sowich. Cudo!

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-6

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-7

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-8

W pełni szczęśliwi, widoki zrekompensowały brak możliwości oglądania okolicy z wieży widokowej, doszliśmy na miejsce. Zmiana obuwia i odzieży nie zajęła nam dużo czasu, mieliśmy następny cel jakim był niedaleki Zamek Grodno, a także tamtejszy punkt widokowy. W międzyczasie wyszło słońce i rozświetliło piękne, jesienne doliny ukazując tym samym nieograniczone piękno Gór Sowich. Dla mnie jako kierowcy drogi stanowiły dodatkową atrakcję: kręte, w położeniu góra-dół, wciśnięte między góry i rzeki, doliny i przełęcze stanowiły kapitalne uzupełnienie i tak już pięknego regionu Polski.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-9

Do samego Zamku nie dotarliśmy, dziwnym zbiegiem okoliczności znaleźliśmy się nieco dalej niż planowałem, a z powodu problemów z zasięgiem postanowiliśmy tylko udać się na niedaleki punkt widokowy. Wpierw jednak podziwialiśmy krajobrazy żółto-zielono-pomarańczowe położone nad jeziorem Lubachowskim, które jest sztucznym zalewem wraz z tamą w Zagórzu Śląskim.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-10

Z perspektywy czasu stwierdzam, że październik też ma swój niepowtarzalny urok. Spacerowaliśmy w górę i górę, aż doszliśmy do skromnej drewnianej budowli, z której jednak rozpościerał się piękny widok na okolicę.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-13

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-20

Po porannej mgle i deszczu śladu nie było, dalekie krańce gór majestatycznie świeciły ciepłymi barwami. Choć zdjęcia tego nie potwierdzają udaliśmy się następnie do Wałbrzycha na obiad. Trafiliśmy do miłej knajpy ,,Polskie Smaki” gdzie głodni zajadaliśmy się plackiem po węgiersku czy barszczem z uszkami. Z racji czystego nieba, ciepło które dotarło do ziemi szybko uciekło w przestrzeń, zrobiło się chłodno zaledwie 1 st.C, a co najciekawsze na nowo zaczął padać deszcz. W takiej sytuacji będąc już najedzonym zachowałem się jak japoński turysta, który obwiózł wesoła wycieczkę po głównych placach miasta. Ze sporą dozą zdziwienia stwierdziłem, że Wałbrzych ma dwa rynki i każdy z nich jest ładny. Odnowione i schludne, ale absolutnie puste i bez śladu (przynajmniej w pierwszej chwili) restauracji.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-14

Nowy dzień przyniósł powrót do domu, do Poznania, ale wcześniej jeszcze postanowiliśmy zobaczyć ,,Kolorowe Jeziorka” w Rudawach Janowickich. Choć nazwałbym je kolorowymi bajorkami, pochodzenie swe zawdzięczają człowiekowi. W XVIII wieku mieszkańcy odkryli, że skały zawierają piryt. Powstała kopalnia, która przerabiała go na kwas siarkowy. Na początku XX wieku złoża wyczerpały się, ale ziemia przesiąknęła związkami chemicznymi. Spływająca górska woda wypełniła wyrobiska skalne i stopniowo zmieniała kolor dostosowując się do składu chemicznego ziemi.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-14

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-15

Pierwsze dwa: żółte oraz purpurowe (zdjęcia tak nie oddają kolorów) położone są blisko siebie na przestrzeni około 300 metrów. Trzecie, lazurowe położone jest mniej więcej 20 minut spaceru od dwóch poprzednich i robi największe wrażenie. Kolory pobliskich drzew mienią się bajecznie w tafli wody, a jej przejrzystość zapada w umysł.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-16

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-17gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-18

Szlak prowadził wokół lazurowego jeziorka, by chwilę później odbić w górę przez las, aż do drogi. Ostatnim jeziorkiem oczekującym na nas było koloru zielonego. Przynajmniej miało być, gdyż po kolejnym dłuższym marszu okazało się, że barwa przypomina bardziej tą znaną z kałuż.

gory-sowie_piwnakompania-wordpress-com-19

Nasza wycieczka dobiegała końca, zostawało nam jeszcze wrócić do auta, udać się na obiad do przydrożnej restauracji i pognać na północ. Zatrzymaliśmy się niedaleko Bolkowa w Karczmie u Macieja, serwują tam pyszne obiady, których porcję są bardzo szczodre. Polecam miejsce, do Poznania już głodnych nie było!

Odkryłem Góry Sowie, do tej pory stanowiły one tylko miejsce przejazdu między Polską, a Czechami. Okazało się jednak, że oferują one wiele ciekawych zarówno naturalnych jak i stworzonych przez człowieka miejsc. Warto wspomnieć, że właśnie tam znajduję się kompleks Riese, tajna baza naukowców III Rzeszy. Region ten jak i góry koniecznie muszę odwiedzić ponownie!

Wielkopolski Piwosz

Jeden komentarz na temat “(Nie) Tylko piwne podróże: Góry Sowie”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s