Schwarzwald, Alzacja – Relacja

Nawet sobie nie zdajecie sprawy ile problemu przysporzyło mi wybieranie i selekcjonowanie zdjęć. Początkowo wybrałem ich, aż 78, z bólem jednak stwierdziłem, że ilość ta jest zbyt duża i ostatecznie udało mi się uszczuplić wersję do 56. Na tych zdjęciach zamierzam oprzeć swą opowieść o podróży po Niemczech, ale nie tylko. Dzięki dogodnemu położeniu campingu odwiedziliśmy także miasta położone po drugiej stronie Renu, we Francji.

trasa

Podróż rozpoczęliśmy od wyjazdu z Poznania do Norymbergi, miasta położonego w sercu Frankonii, regionu gdzie piwo jest esencją życia, a ilość regionalnych browarów na głowę jest podobno jedną z największych na świecie. Miasto obecnie znajduje się w Bawarii jednak przez wieki było osobnym politycznym bytem różniącym się przede wszystkim religią. Królował tu protestantyzm, który swe piętno zostawił w budowie kościołów i ich architekturze.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-2

Miasto posiada mury miejskie o sporej długości, gdzieniegdzie zachowały się do dziś także bramy miejskie. W czasie II wojny światowej Norymberga została praktycznie zrównana z ziemią, dlatego sporo budynków w centrum miasta wyróżnia się na tle historycznych zabytków. Zastanawia jednak fakt, że Doku-Zentrum , miejsce gdzie powstawał kompleks nazistów wg. fanatycznej wizji Hitlera praktycznie nie ucierpiał. Przewidziany był tam stadion, który miał pomieścić 400 tysięcy wiernych słuchaczy jednego dyktatora. Obecnie mieści się tam muzeum, które pełni rolę ostrzegawczą: pokazuje na jakich falach, tendencjach i hasłach naziści doszli do władzy. Ksenofobia, kłamstwo, rasizm, propaganda, zablokowanie sądów, powsadzanie swoich, nienawiść do obcych i inaczej myślących, hipokryzja…brzmi znajomo? Jednakże nie można miastu odmówić uroku, wysokie szachulcowe kamienice, bramy i mury obronne, a także kościoły prezentują się pięknie o każdej porze dnia i nocy (do północy na pewno, po tej godzinie w ramach oszczędzania wyłącza się podświetlenie zabytków).

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-1

Spacerując po mieście musieliśmy zajrzeć do starego mieszczańskiego browaru znajdującego się przy  Bergstraße 19. Warzonych jest tu sezonowo aż 10 piw, w zależności od pory roku, a wszystkie sprzedawane są w butelkach 1-litrowych. Najbardziej znanym jest Nürnberger Rotbier, piwo o mocno słodowym smaku z kojącą goryczką odczuwalną na końcu przełyku. Trunek jest dosyć szczodrze nasycony, zawartość ekstraktu w wysokości 13,5 % sprawia wrażenie lekkiego i wybitnie pijalnego. 

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-3

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-5

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-4

Spacer po mieście należy do przyjemnych, warto poruszać się zwłaszcza w okolicach murów miejskich, które w połączeniu z elementem wodnym stanowią bardzo ładną wizytówkę miasta. Polecam także wybrać się na Kaiserburg Nürnberg, wzgórze zamkowe,z którego roztacza się szeroki i piękny widok na miasto.

Jednak czas gonił i następnego dnia rano ruszaliśmy w dalszą podróż, do Lindau leżącego nad Jeziorem Bodeńskim. Po drodze napotykaliśmy na sporą ilość remontów na autostradach, zwężeniom nie było końca, na szczęście mimo tego ruch odbywał się dosyć płynnie. Po dotarciu na miejsce dało się wyczuć z miejsca inny klimat miasta, zdecydowanie bardziej południowy. Wytworzył się tu specyficzny mikroklimat, słońce ogrzewa stoki i okolice, a Alpy blokują odpływ ciepłej masy powietrza, dzięki temu w mieście mogą rosnąć palmy czy gdzieniegdzie pomarańcze. W centrum miasta zaznaczyła się także inna ręka, a mianowicie włoska. Mnóstwo pizzeri, kawiarń, Włochów i okiennice na domach sprawia wrażenie południowego miasteczka.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-7

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-9

Nad nabrzeżem funkcjonuje sprawny port, a tuż obok niego dworzec kolejowy oddalony od wody o zaledwie 200 metrów. Na trakcie wyrosło wiele knajpek i hoteli, wypełnionych turystami i mieszkańcami. Nocą zresztą  nabrzeże jest fenomenalnie podświetlone, latarnia morska wskazuje drogę statkom kursującym między brzegami niemieckimi, austriackimi i szwajcarskimi. Byłem pod niebywałym wrażeniem z jaką prędkością wpływały statki wycieczkowe do zatoki, nie raz byłem przekonany, ze skończy się wyrwą w burcie, a za każdym razem wychodziło, że kapitan wie co robi.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-10

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-8

Jednak czas naglił i dnia następnego o poranku wyruszyliśmy do docelowego miejsca na camping Steinach w Schwarzwaldzie. Region ten był najpóźniej zaludnionym terenem w Niemczech, poważne osadnictwo rozpoczęło się w nim dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Wcześniej tereny te znane były jako kryjówki rozbójników, złodziei, gęste lasy chroniły ich przed ręką kata. Duża część oryginalnych schwarzwaldkich lasów została wycięta po I wojnie światowej kiedy to drewno wycinali Francuzi w ramach reparacji wojennych, choć nie powinni. Przyczyną był brak pieniędzy po stronie niemieckiej.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-11

Osobiście region przypomina mi polskie Beskidy, choć doliny są tutaj zdecydowanie szersze, a drogi lepsze. Stolicą regionu jest Freiburg, miasto uniwersyteckie położone w pobliżu granicy z Szwajcarią i Francją. Miasto jest niesłychanie żywe i wielokulturowe, stare miasto jest ładne, ale brak mu jednego miejsca niesłychanie urokliwego. Między nimi trzeba przejść główną ulicą, która do najpiękniejszych nie należy mimo panującego porządku.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-12nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-13

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-14

W obecnej chwili część Katedry jest w remoncie, wnętrze jednak robi imponujące wrażenie. Witraże pochodzą z XIII wieku, a żywe i klarowne kolory w ciszy opowiadają o biblijnych scenach. Wieża katedry mierzy 116 metrów, jej gotyckie wykończenia powodują niekończącą się serię pytań: jak ludzie kiedyś byli w stanie coś takiego wykonać? Na zewnątrz można przyglądać się ogromnej ilości rzygaczy straszących prawie z każdej strony fasady. Ulicami miasta płynie także mały kanał, szerokości pół metra. Jest to charakterystyczny motyw dla miast tego regionu, można je spotkać w Bernie, a także w następnym odwiedzonym przez nas mieście w Staufen im Breisgau. Następna cechą, która łączy wspomniane szwajcarskie Berno, a Freiburg są wieże, prawie identyczne z niebieską tarczą zegarową.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-16

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-15

Po wyjechaniu z miasta skierowaliśmy się na południe do Staufen im Briesgau. Oddalone o mniej więcej 20 km. miasteczko zaparło dech w piersiach. Było niesłychanie urokliwe, piernikowe z artystycznymi detalami. Mnóstwo małych arcydzieł, które nie zmieściły się niestety w załadowanych zdjęciach uświetniało miasto. Co na mnie zrobiło wrażenie, zresztą nie tylko tutaj, to zaufanie jakim się darzą ludzie i chęć utrzymania porządku i czystości. Przykład? Czyste ulice, brak walających się śmieci i psich kup. Zaufanie? Beczki z butelkami win poustawiane na ulicach nie kusiły nikogo. Dbanie o detale? Kwieciste domy, przycięte winogrona na domach, żeliwne artystyczne szyldy,

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-18

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-19

Miasteczko zostało dosyć zniszczone w czasie nalotów wojennych jednak nie całe, pozostałą część odbudowano. Widać jednak, że mieszkańcy dbają o miasto, nawet w obejściach domostw można wypatrzeć (jakżeby inaczej) krasnale, beczki po winie przyozdobione winogronami, żeliwne stoliki i krzesła stojące przed bramami. Ze względu na region, w którym produkuje się wino prawie na każdym kroku można kupić je w firmowym sklepie lub skosztować w czasie degustacji. Obok na wzgórzu znajdują się ruiny zamku, do którego prowadzi droga pośród równo przyciętych winnic.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-20

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-21

Z góry roztacza się olśniewający widok na okoliczne winnice. Przy zachodzie słońca całość robiła fenomenalne wrażenie, najlepiej widok oddaje zdjęcie panoramiczne. W dole widać wiele miasteczek rozsianych nierównomiernie. Po przyjeździe na camping przystąpiliśmy do winnej degustacji, muszę dodać, że oddałem się na tym wyjeździe głównie kosztowaniu win. Region zobowiązuje!

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-23

Dzień następny przyniósł wyprawę na francuską stronę do Colmaru oraz Eguisheim. Oba miasteczka leżą w Alzacji, regionie miotanym przez wieki między Francją, a Niemcami. Miasteczko miało wiele miejsc, którym należy się zdjęcie, wybrałem jednak te najmocniej oddające klimat całości. Wiele kolorów, szachulców, języków na ulicach, a także nieco większego bałaganu aniżeli po niemieckiej stronie.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-24

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-25

Jedna z części miasta zwana jest małą Wenecją ze względu na kanał, który gęsto jest wykorzystywany przez łódki, a także wybudowane nad nim budynki. Tuż nad kanałem położone są kawiarenki, gęsto zaludnione i właśnie w jednej z nich udało się dorwać typowe alzackie danie czyli Flammkuchen. Zrobione jest na cienkim cieście (czyżby francuskim?), posmarowane śmietaną i posypane cebulą i boczkiem, a następnie zapieczone w piecu.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-31

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-30

Przy okazji musiałem także skosztować regionalnego wina, prawdopodobnie był to Edelzwickier. Delikatne, owocowe i odświeżające. Wprost na 30 stopniowy upał. Spacerując dalej wzdłuż rzeki trafiliśmy do mercady, która nie była zbyt duża, ale wyposażona solidnie. Udało mi się dorwać lokalne piwo wprost z Colmaru, nie spodziewałem się niczego wielkiego po nim i nie zawiodłem się. Smakowało tak jak wyglądało, dosyć kukurydziane w aromacie choć w czasie kosztowania dawało radę i zostawiało po sobie nutę radości.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-28nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-26

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-27

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-29

Na wspomnianym przed chwilą targu wypatrzyłem inne stoisko z piwami. Były tam trzy gatunki, niestety wydedukowałem tylko z jednego, że jest witbirem. Francuzi mają tą nieprzyjemną cechę, że nie potrafią bądź nie chcą rozmawiać w żadnym innym języku po za swym narodowym. Ich ostentacyjne zachowanie jest wredne, ekspedientka przy stanowisku nawet nie zadała sobie trudu by wytłumaczyć mi cokolwiek. Wybrane  jednak przez przypadek piwo okazało się wyśmienite.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-53

W notatniku zanotowałem: ,, Aromatyczny, wzniosły zapach, filigranowo cytrusowy i pszeniczny. Pachnie świeżością, letnimi zbiorami, nie zostawia złudzeń, że jego zadaniem jest odświeżenie. Smak wykwintnie delikatny, z nutą kwaskowatości na końcu, ale wymieszana ona jest z cząstkami polnych kwiatów. Delikatnie goryczkowy i perfumowany, czyżby kolendra?”. Chciałbym skosztować go ponownie, choć cena kręciła się koło 3,7 Euro za małą butelkę. Ewidentnie NIE-studenckie ceny!

Tego dnia mieliśmy zaplanowaną jeszcze jedną wycieczkę, do pobliskiego Eguisheim. Oddalone o zaledwie 6 km. zwaliło nas z nóg. Każda część wyglądała jakby została wybudowana z pierniczka dla Jasia i Małgosi, a co najciekawsze zakrzywiało rzeczywistość. Wchodząc do niego przez bramę ruszyliśmy wzdłuż domków, które się nie kończyły. Po pewnym czasie zacząłem się martwić ile to będzie trzeba wracać (stopy już bolały…), a tu nagle wyszliśmy dokładnie w miejscu, w którym zaczynaliśmy podróż.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-32

Miasteczko jest idealnie zachowane, wprost wyjęte ze średniowiecza, układ urbanistyczny nie uległ zmianom. Powykrzywiane domki zaprzeczają prawom fizyki, belki po tylu latach miałby prawo się zawalić, a jednak się trzymają. Na środku, na ryneczku znajduję się mały kościół, którego wnętrze przypomina bardziej stylem wschodnio-chrześcijańskie.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-33

 nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-35

Dodatkowo na ulicy można było spotkać wiele ciekawych np. kwietników, czy figurek przedstawiających wiedźmy. W odróżnieniu od Colmaru miasto było pozbawione turystów, spokojnie, prowincjonalne, bez cienia sztuczności. Istna sielanka. Z miasteczka, z parkingu odjeżdża kolejka wożąca turystów po okolicznych winnicach, położonych na stokach Wogezów, gdzie można dowiedzieć się o poszczególnych szczepach, a także zdegustować lokalnych wyrobów.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-34

Dzień dobiegł końca, choć przygoda z francuskimi akcentami nie. Następny dzień przyniósł nowe miasto, tym razem Strasburg. I powiem Wam, że nie wywarło na mnie wielkiego wrażenia. Może gdybym je widział jako pierwsze sprawiłoby lepsze wrażenie, jednak po wyjściu z parkingu ukazały się wszystkie wady dużych miast: brud, bałagan, zaniedbanie i podejrzani ludzi. Po tym przejściu udało się jednak dotrzeć do centrum gdzie ukazała się dziwna, nietypowa Katedra pw. Notre Dame.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-37

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-38

Nietypowa, gdyż z jedną wieżą. Ma ona , aż 146 metrów wysokości, druga choć planowana nigdy nie powstała. W połowie wysokości był dostępny taras widokowy, z którego roztaczał się widok na miasto, rozległe choć ma nie całe 270 tys. mieszkańców. Fasada przyozdobiona jest tysiącami rzeźb, większych i mniejszych, arcydzieło w pigułce. Do środka nie zajrzałem, kolejka była zdecydowanie zbyt duża. Zbudowana z czerwonych kamieni sprawiała wrażenie wykutej z lawy, gorące słońce wzmacniało ten efekt.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-39

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-43

Kręcąc się na uliczkach wokół katedry, które nie były głównym szlakiem turystycznym można było dostrzec absolutny brak turystów. I na jednej z tych uliczek spostrzegliśmy sklep z piwami! Wreszcie. Czym prędzej tam ruszyliśmy, witryna sklepowa przywitała nas sukienkami zrobionymi z puszek i z kapselków. Idealna kreacja dla kobiety każdego piwosza! Sklep nazywa się ,,Le Village de la Biere” i znajduję się przy  Rue des Frères 22. Kto będzie z Was w Strasbourgu polecam koniecznie ten adres.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-40nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-41

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-42

Piw w sklepie było mnóstwo. Zdecydowanie większa połać była poświęcona craftom, choć w dwóch szafkach były konerniaki z całej Europy, po za Polską (na końcu zamieniłem słowo ze sprzedającym i opowiedział, że od czasu do czasu mają Tyskacza bądź Żywca). Błąd jaki popełniłem, to założenie, że sprzedawca i tutaj nie będzie mówił po angielsku (nigdzie wcześniej tego nie robili…). Tudzież sam chodziłem i błądziłem nie mogąc się zdecydować na odpowiedni wybór, etykiety oczywiście zawierały francuskie nazwy (czy polskie piwa nie powinny mieć choć paru słów po angielsku? Ha, rzecz do poprawy!). Finalnie wybrałem jedno piwo wprost z Alzacji, a drugie jak później się przyjrzałem (myślałem, że też regionalny craft) wprost z Quebecu w Kanadzie. Poniekąd jest więc francuskie. Co istotne to fakt, że ceny małych (małych!) butelek piw oscylowały w przedziale 3,3-4,5 Euro. Nasze piwa w tym wypadku wypadają istotnie bardzo korzystnie. Recenzje obu tych piw w niedalekim czasie na blogu.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-44

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-45

Wizyta w sklepie dobiegła końca, czas naglił i było trzeba ruszać dalej. Na naszej turystycznej trasie mieliśmy jeszcze parę ciekawych miejsc do zobaczenia, jednym z nich była tama (chyba!), za którą rzeka Ren rozdzielała się na pięć mniejszych kanałów. Dzięki nim możliwa była żegluga, a komponent wodny wzmacniał pozytywy odbiór miasta. Nad kanałami ulokowało się mnóstwo knajpek, a na nabrzeżu odpoczywali ludzie. Sielanka. Jedynym elementem, który zaburzał ten widok byli w pełni uzbrojeni żołnierze i policjanci patrolujący ulicę, atmosfery strachu i paniki jednak wyczuć się nie dało.

Nowy dzień przyniósł zmianę miejsca pobytu: nadszedł czas pakowania i przejazdu na camping w Saarburgu. W drodze zatrzymaliśmy się w znanym niemieckim Ciechocinku czyli Baden-Baden. Po raz kolejny potwierdziła się moja teoria, że na sanatoria jeszcze jednak jestem za młody. Sennie, spokojnie, ułożenie. Tak można by podsumować miasto, które miało w ładną, schludną zabudowę, ale niczym nie zachwyciło. Jedynie o czym warto wspomnieć to ogrodzie, w którym oprócz palm rosną także bambusy i inne egzotyczne rośliny. Czyżby geotermalne źródła, aż tak podgrzewały tą okolicę?

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-54

Nasza trasa na miejsce docelowe prowadziła przez Francję, tak było najbliżej. Saarburg jest położony w pięknym miejscu, w dolinie między wzgórzami, które pokryte są winnicami. Cała dolina rzeki Saary, Mozeli, a także ogromna połać terenu nad Renem znana jest z wyśmienitych, głównie białych win. Jednym z miasteczek, koniecznie wartych odwiedzenia jest Bernkastel-Kues, położone tuż nad brzegiem Mozeli. Mieliśmy to szczęście, że odbywał się wtedy festiwal wina, miasteczko od natłoku ludzi i kapel drżało więc w posadach.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-47

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-48

Kapele, było ich co najmniej trzy rozlokowane w różnych zakątkach bawiły mieszkańców, a mi przyszło stwierdzić, że muzyka ludowa na obszarach Niemiec, Czech czy nawet Polski brzmi podobnie. Praktycznie wszystkie kamienice były ucieleśnieniem tego co szachulce mogą dać najlepsze: zakrzywianie praw fizyk, niekończąca się paleta barw i urok.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-49

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-50

Przechodząc pośród stoisk z winami nie dało się nie skusić chociaż na jedno wino, czasem dwa, albo trzy…nie dało się upić jeśli o tym pomyśleliście. Kieliszek mimo swej ceny około 2 Euro był wypełniony tylko w wielkości 100 ml. tak, dokładnie 0,1 litra. Dosyć biednie nalewali, a jako, żem student i poznaniak przyszło mi prędko policzyć, że korzystniej kupić butelkę w sklepie lokalnego wina i tak kosztować.

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-51

Wyprawa dobiegła końca, choć wieczór przyniósł kosztowanie piwa zakupionego w Baden-Baden. O mały włos o nim nie zapomniałem, na szczęście światło w lodówce przypomina o dobrociach. Było to ,,Schwarze Bier Amadeus” z browaru domowego umiejscowionego na głównym placu w mieście. Popełniłem jednak srogi błąd, zupełnie zapomniałem by zrobić zdjęcie samej restauracji i browarowi…na szczęście mają swoją stronę internetową (link powyżej na zielono).

nietylkopiwnepodroze_piwnakompania-wordpress-com-52

Piwo było lekkie, choć z nutami goryczy wyskakującej gdzieś na końcu kosztowania. A także smukłe w smaku, niezbyt nasycone co sprawiało wrażenie kremowego, palone słody były delikatne i nie gryzły się ze znikomą słodyczą. Generalnie dobre ku mojemu zaskoczeniu, obawy, że będzie przesłodzone i alkoholowe się nie sprawdziły!

Wyjazd dobiegał końca, tempo podróży, ilość chodzenia po krętych uliczkach i dojazdy do celów podróży były dosyć męczące. Na tyle, że przed ostatniego dnia podróży tylko zjechaliśmy kolejką do miasteczka nad, którym położony był nasz camping, do Saarburga. Jest to małe miasteczko wrzucone pomiędzy wzgórza winne, skały i rzekę. Malownicze krajobrazy najlepiej podziwiać z drogi wiodącej na wzgórze gdzie stację ma kolejka krzesełkowa. To jak, zachęceni do odwiedzenia kolejnego regionu Europy? 😉

Ilość przejechanych kilometrów: około 3200.

Wielkopolski Piwosz

saarburg_piwnakompania-wordpress-com

Reklamy

Brno i Morawy – Relacja

Doczekaliście się! Co prawda sprawozdanie ukazuje się trzy miesiące po spotkaniu trójki Piwoszy tj.: Morawskiego, Smakosza i Wielkopolskiego, ale przecież lepiej późno niż później. Będzie to nie tylko piwna relacja z odwiedzanych pubów i prezentacja smaków jakie dostarczały wypite piwa, ale będzie to przedstawienie całej podróży. Zaraz się okaże ile pamiętam z tamtego czasu…no to zaczynamy!

Wyprawa Czechy 4

Do Brna przybyliśmy późnym popołudniem po kilku godzinnej wyprawie z Chorzowa, przyjazd pociągiem zajmuje około 4 h. 30 minut (wyjazd z Katowic). W tamtym czasie nie było jeszcze pociągów regionalnych do granicy, można było dojechać tam tylko i wyłącznie EuroCity co uwierzcie, nawet ze studencką zniżką, bolało kieszeń (od nowego rozkładu jazdy wreszcie są pociągi regionalne do Bohumina!). Pierwszego wieczoru, po wcześniejszym rozpakowaniu się w mieszkaniu Piwosza Morawskiego poszliśmy na lekką krajoznawczą wycieczkę, szlakiem zabytków i piwa! Nie będę się rozpisywał dokładnie co widzieliśmy z tego względu, że musiałbym poświęcić na to osobny rozdział, a pewnie bym i tak pomylił co widziałem. Tylko krótko wspominając powiem Wam, że kamienice w centrum są naprawdę imponujące, odremontowane, fikuśne, z ogromną ilością zdobień, chodniki proste i czyste, lokale zapełnione. Zarówno zabytki państwowe jak i kościelne nie grzeszą skromnością i prostotą.

Wyprawa Czechy 3

Na pierwszy ogień poszliśmy do ,,Pegaza„, jest to najstarszy browar restauracyjny znajdujący się w stolicy Moraw, został założony w 1992 roku. Regularnie w karcie z tego co pamiętam serwuje cztery piwa: Světlý ležák, Tmavý ležák, Pegas Gold (specjalne półtmave piwo z 16 st. Plato) oraz Pšeničné pivo podawane z plasterkiem cytryny. Tamtego wieczoru wzięliśmy jednak piwo specjalne, które warzone jest określony czas, a potem zostaje zastąpione przez nowe okresowe piwo.

Wyprawa Czechy 2

Wyprawa Czechy 1

Był to ,,Monachijski Kellerbier” i do dziś pamiętam, że było wyśmienite z gruboziarnistą pianą, wolno opadającą z charakterystyczną ,,czapeczką” na środku tafli (trochę jak w Duvlu). Nie było słodkie tylko odświeżające, ale klasyczne. Jeśli się kiedyś pojawi od razu popędzę do Brna. Jedno z najlepszych piw piwnicznych jakie kiedykolwiek w życiu piłem.

Nasza wyprawa nie ograniczała się tylko do Brna, hospod i pubów, ale obejmowała całe Morawy. Wiedzeni ciekawością następnego dnia pojechaliśmy do jaskiń położonych w odległości około 40-50 km. od Brna. Poruszaliśmy się koleją, ichniejszym PKS (jaki był ładny i elegancki!) oraz w czasie ostatniego etapu podróży: na pieszo. Dotarliśmy do jaskiń noszących uroczą nazwę ,,Macocha”. Przemarsz korytarzami oraz przepłynięcie odcinka jaskini łódką zajmowałp około godziny. Cały kompleks robi piorunujące wrażenie, początkowo schodzi się co raz to niżej by dojść do podziemnej przystani skąd odpływało się ku grocie, a następnie ku wyjściu.

Wyprawa Czechy 5

Wyprawa Czechy 6

Gdy już człowiek zdążył się przyzwyczaić do zamkniętej, zimnej jaskini wtem nadeszło zdziwienie: ścieżka prowadziła do olbrzymiej groty, wyrwy u podnóża skał. Jeśli mnie pamięć nie myli w górę wysokość sięgała ponad 120 metrów, a w dół za sprawą małego stawu na zdjęciu poniżej, 30 metrów  w głąb ziemi. Obok był drugi staw z jeszcze większą głębokością sięgająca 50 metrów.

Wyprawa Czechy 7

Tereny ty były wielokrotnie zalewane przez pobliską rzekę, ostatni raz zaledwie w 2006 roku, poziom wody ponad dwukrotnie przewyższał wysokość dorosłego człowieka. Gdy czas zwiedzania dobiegł końca odczuliśmy lekką ulgę, po takim wysiłku pora coś zjeść, 4-5 kilometrowa podróż spacerem tylko wzmogła nasz głód. Czeska kuchnia jest stworzona do picia piwa, tłusta co wzmaga pragnienie, ale jednocześnie nie powoduje szybkiego uderzania do głowy. Pamiętam, że zamówiliśmy wtedy trunek z dużego browaru, ale inną, specjalną wersję…cholera, nie pamiętam niestety tej nazwy. Ten pyszny obiad zjedliśmy w Hospodzie ,,U Golema” w Blansku, w pobliżu stacji kolejowej.

Wyprawa Czechy 8

Po powrocie do Brna i szybkiej regeneracji poszliśmy do piwnych lokali, niestety część zdjęć jest dosyć poruszona i nie nadaję się do prezentacji (moja genialna pamięć nie pozwoliła mi wziąć statywu…). W pierwszej kolejności udaliśmy się do knajpy gdzie serwowano piwo z browaru ,,Richard„, lokal ten znajduje się na ulicy Údolní 7, w dzielnicy Brno – Střed. Onegdaj Piwosz Morawskiopisywał w ,,Piwnym Telegramie” wrażenia z kosztowania bodajże Svetlego Lezaka. Postanowiłem wziąć jego pszenicznego kuzyna i doskonale pamiętam, że zwyczajnie się zawiodłem. Nie miało w sobie ni krzty kremowości, goździka czy banana, nawet zastanawiałem się czy na pewno ma związki z pszenicą, a to ze względy na jego przejrzystość. Zobaczcie sami na zdjęciu poniżej. Sam lokal nie sprawiał wrażenia komfortowego, wystrój i meble nie pasowały do całości, ilość stolików na metr kwadratowy była zbyt duża.

Czechy 30

Czechy 31

Po wypiciu niezbyt wyrafinowanego piwa szybkim krokiem udaliśmy się do kolejnej knajpy, a mianowicie: ,,Pivni Staj” znajdującego się na ulicy Veveří 325/38. Tym razem nadzieje były duże, sam lokal sprawiał już wrażenie bardziej przystosowanego do podawania smaczniejszych piw, a to ze względu na ceglane, łukowate sklepienie. Mam słabość do lokali, które urządzone są w starym stylu.

Czechy 33Czechy 32

Zasiadając do ławy ujrzeliśmy tablicę z szczegółowo wymienionymi piwami, po głębszej analizie, tak by mieć pewność, że się nie sparzymy wybraliśmy ,,Poutnika 12′ Horky”. Piana była grubo ziarnista, gęsta i stanowiła szczelną powłokę. Smak był wyrazisty i czesko-chmielowy, rześki z lekkim posmakiem jakby owsa. Cena również była przyjemna dla portfela, za dobre piwo w pubie przyszło zapłacić równowartość około 5 zł. Można? Można. Całe szczęście, że nie wzięliśmy ,,Policki 11″, jak później się okazało w czasie kosztowania jest tego kompletnie nie warta.

Czechy 34Czechy 35

Trzecim i ostatnim lokalem jaki odwiedziliśmy była ,,Modra ruze” znajdująca się na ulicy ,,Kounicova 2„. W knajpie było gwarno, tłoczno i zdecydowanie najbardziej duszno ze wszystkich odwiedzonych tego wieczora. By móc się ochłodzić postanowiliśmy wziąć ,,Zitni Specjal”. Panująca wewnątrz temperatura przypominała tą z letnich pól, dlatego zbożowy przysmak miał schłodzić zgrzane głowy. Niestety jak się parę chwil później okazało rozczarowało nas, gdyż było ciężkie, słabo pijalne i z posmakiem nieświeżego zboża. Zamiast efektu odświeżenia spotkał nas efekt zamulenia i sprawnym marszem pomaszerowaliśmy do domu oszczędzając na biletach komunikacji miejskiej (robiliśmy tak każdego wieczora, także o poranku…łącznie w ten sposób w kieszeni zostało około ~200 KC-32 zł,-)

Wyprawa Czechy 10

Wyprawa Czechy 11

Przyszedł poranek, dzięki Bogu nie ciężki i nadszedł czas na nową podróż. Tego dnia nasz piwny przewodnik zabrał nas do zamku ,,Pernstejn”. Drogę pokonaliśmy pociągami regionalnymi i mikroregionalnymi ( opowieści o czeskiej kolei to temat na osoby artykuł).

Czechy 37

Zamek jest imponujący, był tłem dla wielu filmowców w tym podobno dla ,,Van Helsinga”. Jego budowa sięga końca XIII wieku, a w czeskiej historii ma ważne miejsce. W czasie potopu szwedzkiego zdołał się obronić, nawet masywne machiny oblężnicze nie zdołały go zniszczyć choć stracił balkon. W zamku obowiązuje zakaz robienia zdjęć wnętrza, szkoda, gdyż ma oryginalny, pierwotny charakter. Hol, dziedziniec są dosyć zniszczone i zapuszczone lecz sala reprezentacyjna dla gości robi wrażenie.

Wyprawa Czechy 13

Wyprawa Czechy 14

Wyprawa Czechy 15

Wyprawa Czechy 16

Po długim powrotnym spacerze postanowiliśmy wejść do restauracji położonej w pobliżu stacji kolejowej. Serwowali tam piwo marki ,,Pernstejn”. Z początku wydawało się przyjemnie i smakowite, z czasem jednak robiło się przyciężkawe, także z powodu wygazowania się. Nie była to najlepsza inwestycja za, którą przyszło za chwilę zapłacić. Co najlepsze wspólnie udało nam się uzbierać wymaganą kwotę rozliczając się z kelnerką co do czeskiego grosza. Mało brakowało, a resztę dnia spędzilibyśmy na zmywaku…

Czechy 36

Pozostałą część dnia spędziliśmy na zwiedzaniu Brna, kościołów, zabytków, uliczek, a sam wieczór przy fantastycznej fontannie mieniącej się kolorami i napisami z wody! Tego wieczoru raczyliśmy się burczakiem czyli młodym, białym , morawskim winem. Jest wyśmienite, słodkie i mocne oraz może powodować uczucie ciężkości na żołądku. Ale warto się nim uraczyć.

Wyprawa Czechy 18

Wyprawa Czechy 19

Przyszedł przedostatni dzień naszej morawskiej wyprawy, tego dnia wybraliśmy się do Vranovic oraz Znojmo. Vranovce leżą w pobliżu Austrii, stąd już rzutem kamieniem do południowych helmutówm. Co ciekawe nad horyzontem doskonale widać gdzie leży Wiedeń i jego lotnisko z powodu ilości samolotów nad horyzontem. Miasteczko jest urocze, klimatyczne, a zamek na wzgórzu robi fenomenalne wrażenie. Tym większy był nasz smutek gdy spostrzegliśmy się, że ilość gotówki w portfelu nie pozwala na jego zwiedzanie. Musiało przecież starczyć na piwo w Znojmo, pamiątkę dla mej niewiasty, powrót do Brna i Poznania. Tak, jesteśmy studentami🙂 .

Czechy 38

Wyprawa Czechy 20

Pod wieczór pojechaliśmy do Znojmo, urokliwe miasto, z bogatą historią położone między wzgórzami z biegnącą w dole rzeką. Jedyny duży minus to znak komunistycznej przeszłości pod postacią prostokątnej bryły zasłaniającej częściowo wieże ratusza.

Wyprawa Czechy 21

Wyprawa Czechy 22

Wyprawa Czechy 23

Naszym celem było znalezienie nowego mini browaru, powstałego zaledwie trzy miesiące wcześniej (pub istniał, ale nie warzyli piwa). Problem w tym, że nie mieliśmy pojęcia gdzie jest ani jak się nazywa. Rzecz z początku niemożliwa stała się możliwa dzięki pomocy uprzejmego strażnika miejskiego. Tak trafiliśmy do ,,Pivnicy u Sneka” przy ulicy  Zelenářská 1

Wyprawa Czechy 24

Wyprawa Czechy 25

Było to najbardziej klimatyczne miejsce w jakim byliśmy w czasie naszej całej wyprawy, może to ze względu na zmęczenie (dużooo chodziliśmy), upał, poszukiwania lokalu, lekkie uczucie notorycznego głodu- wszystko to razem powodowało, że gdy usiedliśmy przy ławie z piwem w ręce, odetchnęliśmy szczęśliwi. Wnętrze miało charakter piwnicy, mroczność izby dopełniała to wrażenie, a przyjemny chłód i stare pamiątkowe tablice wprowadzały sielankowy nastrój. Odnośnie piw, na szczęście opisałem je na bieżąco na tablicy na facebooku jakie wtedy kosztowaliśmy, posłużę się oryginalnym wpisem.

Wyprawa Czechy 27

,,Zamowilismy trzy różne trunki by móc się wymienić kuflami jak i opiniami. Piwo smakosza ,,Snekova 12″ zdecydowanie najładniej pachniało, nawet pomimo swej delikatności muskało nozdrza chmielem, rześkim i aromatycznym. Trunek Piwosza morawskiego ,,Podzbansky Granatovy Special” barwa przypominał piwa marcowe, a zapachem dopiero co upieczony żytni chleb! Miało się wrażenie wąchania kwasu chlebowego. W smaku był dosyć kwaśny i przyciężkawy. Jednak zaskakująco pijalny! Natomiast moje piwo ,,Zlaty Jozef Tmavy” posiadało intrygującą nutę zapachową przypominająca, świeży, aromatyczny tytoń. Zdaniem smakosza, tytoń wiśniowy. W smaku musiałem usilnie doszukiwać się nut palonego słodu czy lekkiej kawy, goryczy w zadnym wypadku nie doświadczymy. Piwo Smakosza na samym końcu kosztowania miało metaliczność”.

Czechy 37

Wyprawa Czechy 26

Żałuję po raz kolejny, że nie miałem statywu, gdyż powyższe zdjęcie jest niewyraźne, a zawiera bardzo ciekawe informacje. Jest to mapa czeskich browarów z okresu międzywojennego. Podobno wtedy było ich więcej niż w obecnym czasie.

Mając jeszcze niecałą godzinę do powrotnego autobusu postanowiliśmy pójść do pobliskiego pubu noszącego nazwę ,,Max William” przy ulicy U brany 1. Mówiąc całkowicie szczerze nie pamiętam nic o ich smakach oprócz tego, że moje ,,Svetle 11″ było najlepsze z całej trójki tj. ,,Vidensky Lezak i Poltmave”. Lokal miał całkowicie inny charakter aniżeli poprzedni pub, ale również było przyjemnie. Miejsce miało nowoczesny charakter z mnóstwem drewnianych, jasnych akcentów.

Wyprawa Czechy 28

Wyprawa Czechy 29

Następnego dnia tuż przed wyjazdem wstąpiliśmy na chwilę do piwnego sklepu w centrum Brna ,, Pivoteka u Modreho Lva” położonego przy ulicy Veselá 26/28. Co prawda bardziej w celach turystycznych aniżeli zakupowych, a to z powodu cholernie ciężkiego plecaka i małej ilości pieniędzy, ale obowiązek spełniłem i trzy piwa kupiłem, które już mieliście szansę na blogu zobaczyć. Były to: ,,Otakar” oraz ,,Konrad Vratislavicky Ale„.  Jedno gdzieś bez oceny musiałem skosztować🙂

Wyprawa Czechy 31

Wyprawa Czechy 30

Wyprawa na Morawy była bardzo udana, sam powrót też stanowił dla nas atrakcję, a to ze względu na odliczoną ilość gotówki na bilet kolejowy. Jak się później okazało, zbyt małą kwotę🙂 Zabrakło nie wiele, ale gdyby nie Pani konduktor (serdecznie pozdrawiam!) i wyrozumiałość dla studenckiego życia, zostalibyśmy w Zebrzydowicach ze Strażą Graniczną.

No to moi drodzy, kogo zachęciłem do wyjazdu na Morawy?🙂

Wielkopolski Piwosz.