Lajcepsowanie

            Może Was zdziwić nazwa – Lajcepsowanie. Tutaj przyznamy Wam rację, bo jest dziwna, ale, gdy ją rozłożyć na czynniki pierwsze, jest logiczna. Lajcepsem lub Czarną Kobrą Specjal bywa zwany gdzieś w byłej Hanzie. Lajcepsowanie (czyli Lajceps + spożywanie), czynność niezbyt przyjemna – gdyby nie piękny zachód słońca nieznośna – wykonana, ponieważ… Po trosze dlatego, żeby ulżyć tradycji (nie czujemy się nią spętani, wszak to my ją stworzyliśmy), pewnie również dlatego, że pojawiły się tego czarnego specyfiku nowe odmiany. No i, cóż, dlatego, że możemy.

Niefiltrowany ze słońcem
Niefiltrowany przed słońcem

            Może Was zadziwić, jeśli powiemy, że przynajmniej jedno z nich jest więcej niż pijalne. Tutaj też przyznamy Wam racje. Dzisiaj będziecie mieli dużo racji.

            Udając się nad jezioro celem Lajcepsowania (obyśmy tylko nigdy nie byli zmuszeni do wymyślania nazw czegokolwiek, tak źle nam to wychodzi) zastaliśmy nad nim kilka autochtonów – przyjaznych i nieszkodliwych. Otworzywszy, podarowanym przez nich otwieraczem, wszystkie specjały niepuszkowane, rozpoczęliśmy nalewanie.

SPECJAL MOCNE

SPECJAL MOCNE
SPECJAL MOCNE

SPECJAL JASNE PEŁNE

SPECJAL JASNE PEŁNE
SPECJAL JASNE PEŁNE

SPECJAL NIEFILTROWANE

SPECJAL NIEFLITROWANE Z ROKITNIKIEM
SPECJAL NIEFLITROWANE Z ROKITNIKIEM

Podczas zachodu słońca trunek wyglądał, cóż, mniej jak siki. Przynajmniej przy Mocnym i Jasnym, bo niefiltrowane wyglądało… (znów macie rację, jeżeli się zdziwicie) wyśmienicie. Ja, Smakosz śląski, widziałem w nim mętnawy odcień prawie dojrzałych moreli, ze słonecznymi refleksami. Co więcej, zrzucam to na karb powabu zachodu przy jeziorze, podobało mi się to, co widziałem. „Mniej jak siki”, to właściwie wszystko, co można powiedzieć o kolorze pana M. i pana J. Nawet w pomarańczowo-czerwono-różowej burzy barw żegnającego się słońca nie wyglądały dobrze. Jednakże, co zauważył pierwszy mój kompan, mocne i jasne nie różniło się od strony wizualnej zupełnie niczym – tak samo szpetne i nijakie.

Specjale_piwnakompania.wordpress.com 13

Taką tendencję odkryliśmy też w zapachu oraz, co dziwne Wielkopolski Piwosz także w smaku. Zapach Mocnego przywodził na myśl chlorowaną wodę w basenie, a mnie dodatkowo długo nie prane szmaty szkolnej sprzątaczki oraz jej nieodłącznego enerdżi drinka. Widziałem malujący się na twarzy piwnego brata grymas: „Fuj” rzekł podając mi pana M. „Wali (tak, dokładnie) emalią, farbą, Duluxem i Koralem jednocześnie. Niszczy mi nos”. I w pełni się z nim zgodziłem. Co do jasnego już tacy zgodni nie byliśmy. ” Ma w sobie nuty jeziora, glonów, zbutwiałe i cholernie nie przyjemne. W pierwszej chwili nijakie, następnie niszczy nos metalicznością, czuję się jakbym jadł zupę na wywarze ze starych kluczy.” – tak twierdził mój kompan.

Specjale_piwnakompania.wordpress.com 6

Zastanawiał się również, czy jasne pełne nie jest gorsze niż mocne. Nie. Pomimo bliskiego Dnia Sądu tego egzemplarza (2 miesiące do końca daty ważności), aż tak źle nie mogło być. Śmierdziało, i owszem, jednakże metaliczność nie była aż tak dobitna, a emalia i słodycz słabsza niż w panu M. Z Jasnym było trochę tak, jakby ktoś przekręcił Gałkę Obrzydliwości Mocnego o dwa stopnie (na 100) niżej i wlewał do butelek z napisem SPECJAL Jasne Pełne – takie były podobne. I w tym się zgadzaliśmy – były wręcz bliźniacze. O smaku dwóch tych gwiazd można napisać tyle, że jakiś był, ale był paskudny, alkoholowo-słodki. „Solidnie słodowe, ale przed magiczną granicą kukurydzy, dopakowany alkoholem. Odrzucający! Wypala kubki smakowe, robi z nich miazgę i polewa domestosem, picie jego za karę byłoby nie lada pokutą. Mimo to lepsze niż dawne Trzy Korony.” jak wynikało z naszej rozmowy.

Specjale_piwnakompania.wordpress.com

Przerzucaliśmy się epitetami, tworzyliśmy wręcz kuplety na temat podobieństwa trunków do rozpuszczalników, farb, emalii i różnego rodzaju odczynników chemicznych. Ale potem przyszedł Lajceps Niefiltrowany i jego zapach. Znów zapanowała między nami zgoda – w porównaniu z potworkami J i M był niczym małmazja. Pachniał ananasem, a rokitnika właśnie (to ciekawostka rzucona przez jednego z autochtonów, nie w tym czasie i nie w tym miejscu, jednakże nie jest to istotne) nazywa się rosyjskim ananasem. Aż trudno uwierzyć, że wszystkie pochodziły z jednego browaru. Czyżby ktoś dla nich je warzył? Całkiem przyjemne, jednak na dłuższą metę zaczyna być męczące. Wyraziście słodkawe i inne, z nutą nowości, gładkie i spokojne w odbiorze. Sytuacja nie zmienia się po skosztowaniu, wręcz kremowe przyjemnie spływa w dół przełyku. Po poprzednikach jest istną oazą dobroci i stabilizacji, przyjemności. Co ciekawe tuż po przełknięciu można wyczuć ananasa. Nawet w smaku!

Specjale_piwnakompania.wordpress.com 2

Zgodziliśmy się, że oto właśnie, w cudownych okolicznościach przyrody spożywamy najlepszy koncernowy wyrób, jaki dane nam było spróbować. Nie było w nim goryczy, ale (znów będziecie mieli rację będąc zszokowanymi) przyjemnie się je piło. Co więcej, jak twierdzi Wielkopolski Piwosz, jest dostępne w żabce. Z zachodzącą pogardą dla browaru w Elblągu odeszliśmy, gdy słońce dawno już pożegnało się z nami. A na języku wschodziła przyjemność, ananasowa i dziwna. I była to koncernowa przyjemność.

Dwaj piwosze

Specjale_piwnakompania.wordpress.com 3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s