Smoke on the Porter

Poddałem się. Zostałem wchłonięty przez to piwo bez krzty zawahania, nie zdążyłem nawet zaprotestować przed nieznanym, choć trochę przemyśleć następstw tego czynu. Otchłań ta miała aromat potężnego wędzenia, kroczącego śmiało na granicy spalenia, przez to w głowie zakotwiczył mi się widok samego siebie jedzącego ogniskowe odłamki. Unosząc się płynnie nad taflą trunku można napotkać śliwki co najmniej przypalone, a gdzieniegdzie przypominające zapachem naftę, to one właśnie odpowiadają najmocniej za chwycenie mnie za gardło i wciągnięcie wędzarnianej beczki. Gdy już znalazłem się w jej wnętrzu przyszło mi skosztować małmazji jaką okazała się ciecz koloru czarnego przemieszanego z rubinowymi refleksami. Piwo fenomenalnie zbilansowało się, kwaskowatość pozostaje na poziomie bliskim zeru co mocno sobie chwalę, pozwoliło to na wydobycie całości aromatu soczystych wędzonych śliwek. Próbując złapać oddech, krztusząc się jednocześnie trunkiem przyszło mi poczuć jak wybitne może być połączenie żytniego chleba i najlepszej espresso, a gdy przyjdzie dodać do tego wyniosłą, szlachetną goryczkę okazuje się, że człowiekowi absolutnie mija chęć wypłynięcia  na powierzchnię. Wlewając raz po raz w siebie to cudowne piwo spostrzegłem się, że zawartość beczki wlałem w siebie umożliwiając sobie ponownie swobodne oddychanie. Nieco skonsternowany czym prędzej wychyliłem się kulawo z beczułki i ruszyłem na poszukiwania nowej wędzonej małmazji.

Wszędzie: 10;

Wielkopolski Piwosz

Smoked on the Porter_piwnakompania.wordpress.com 2

Smoked on the Porter_piwnakompania.wordpress.com 4

Wędzony boczek! WĘDZONY BOCZEK! Mój mięsożerny nos oszalał, gdy powąchałem to piwo, chciał bowiem wyskoczyć ze swojego miejsca i zacząć pożerać to, co miałem w szkle. Uchowaj nieistniejący absolucie, to nie wszystko – pałętała się tam gdzieś wanilia (delikatna, najprawdopodobniej wynikająca z leżakowania, sprawiająca, że zapach by tak wybitnie gładki), delikatny aromat suszonych owoców, śliwek oraz rodzynek, który sprawia, że nie jest to zapach przytłaczający. Dębowe wędzenie, wybitne, pierwotne, chwytające za głęboko ukrytego dzikusa. Wzywa mnie, ten aromat ogniska, do wydobycia wprost z przepony gorylego wrzasku. Smak jest wybitnie pokorny, ukrywa swoje pazury: palenie wyśmienicie umiarkowane, kawa, wędzone śliwki, dym, dym, DYM. Gorycz gorzkiej czekolady, kwaśność cudowna co to ją niweluje słodycz wanilii oraz śliwek wędzonych legion. Frenezja na języku, zaczyna się tam, gdzie leży brak jego ciężkości i zachowanie charakterności. Pragnę tego smaku jak podróży traktem z mieczem na plecach – ciągle bardziej, dłużej a brutalniej (choć to co czuję nie jest brutalne). Jest więc uległy? Nie! Nie odgryza ręki, ale głaszcząc go czujesz respekt mówiących przez niego mileniów spędzonych jako drapieżnik. Wszystko! Jest wybornie, doskonale, ekstatycznie pierwotne i odziane w płaszczyk ugładzenia. O! Smaku, co pod maską spokoju oczy masz drapieżcy, ty, co zioniesz opowieścią klapnij raz jeszcze przy moim ognisku i prządź swoją historię – mroczną, mętną oraz doskonale pienistą, niczym letnia noc, niczym zmierzch pod przykryciem gwiazd.

Zapach 10;

Smak 10;

Wygląd 10;

Ogólnie 10.

Smakosz śląski

Smoked on the Porter_piwnakompania.wordpress.com

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Cena: 9zł;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi Podolany;

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s