Ogrodnik wyobrażeń.

Zamknij, drogi Czytelniku, oczęta swe. Pozwól mojemu głosowi ukołysać Cię, a gdy tylko zbliżysz się do sennej krainy przenieść Cię do płaszczyzny marzeń i wyobraźni. W momencie, w którym podniesiesz powieki ujrzysz półkę pełną nieznanych piw. Co więcej – Twoją półkę. Nie! Nie sięgaj po nie łapczywie pożądliwymi rękami, rozkoszuj się ich widokiem – samą świadomością posiadania trunków. Podziwiaj etykiety, wyłapuj błyśnięcia i brzdęknięcia butelkowej braci – a nade wszystko pielęgnuj swoje wyobrażenie o tych cudach stworzenia, niech rośnie raduje Twoją duszę ich wewnętrzny smak. Możliwe, że nastąpi rozczarowanie rzeczywistością, ale nikt nie obierze Ci chwil spędzonych z trunkiem jeszcze przed jego otwarciem – nawet on sam.

Wybaczcie ów przydługawy wstęp, ale chciałem, żebyście weszli w moją skórę. Można odnieść mylne wrażenie, że najbardziej ukochałem sobie degustację piw – nic jednak bardziej niepełnego – nie chodzi tutaj o próbowanie jako takie, a o cały proces zakupu, przechowywania, pielęgnacji wyobraźni, aż wreszcie otwarcia piwa. To, w czym zakochałem się bez pamięci, zaczyna się już od owej rozterki przed sklepową półką – tyle etykiet rozmawia ze mną, tyle butelek puszcza do mnie błyszczące oczko, że czasami uciekam się do rozwiązań tak drastycznych, jak barbarzyński wybór „na ślepo”. Gdy już, a zwykle trwa do dość długo i zawiera przynajmniej trzy zmiany decyzji, jakaś zawartość wybrzęczy wnętrze zakupowego koszyka, czar nie znika – wręcz przeciwnie – zaczyna rosnąć w siłę. To przetrzymywanie butelek na półce i podlewanie rosnącej w mojej głowie rośliny ich smaku jest moim ulubionym etapem Piwnej Podróży ( tej między regałem w supermarkecie, moją głową, a piwną kompanią ). Snucie domysłów, przyglądanie się etykietom oraz wystawianie szkła pod światło – to wszystko sprawia, że moja „piwonia” rośnie i sprawia mi ogrom radości.

Zachęcam i Was byście czerpali przyjemność nie tylko z ostatniego   ( równie, jeśli nie naj- ważniejszego ) etapu Wojaży Napoju Bogów. Spróbujcie wyhodować w sobie piękno wyobrażeń, jakie może zafundować nieznane piwo, a, uwierzcie mi, sama degustacja będzie smaczniejsza a już na pewno bogatsza w doznania. Gdybym był mówcą motywacyjnym, powiedziałbym: I ty możesz zostać Ogrodnikiem Wyobrażeń – na szczęście jednak, nie jestem. Dzisiaj udaję felietonistę, więc, drogi Czytelniku, spójrz czasem w stronę tej samotnej półki z piwami i, bez rękoczynów, powiedz jej: „Jesteś piękna!”.

Smakosz Śląski 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s