Szczerze, o rzeczywistości.

Nosiłem się z pomysłem napisania tego felietonu już od dawna, ale wreszcie udało mi się zebrać, poskładać myśli i przelać je na papier. Wiele razy zastanawiałem się jak to się dzieje, że naszą rzeczywistość kształtują totalnie nie kompetentni ludzie. Nie mam na myśli polityków, swe myśli kieruje ku mediom, a przede wszystkim ku dziennikarzom. Problemem, który nas wszechobecnie dotyka to po pierwsze: niekompetencja dziennikarzy, po drugie: podawanie na ,,tacy” gotowych informacji, po trzecie: lenistwo, może głupota ludzi. Miks tych czynników powoduje, że tzw. szeroką opinie publiczną kształtuje kilkunastu ludzi, którzy totalnie nie znają się na robocie, a ich celem przede wszystkim jest sianie zamętu i propagandy. Cóż to za problem, mając zasobne konto, zakupić usługi paru ludzi w różnych, podobnie tematyczno-szmatławych gazetach i podsyłać tematy jakie powinny być na czołówce w danym tygodniu? Z całym szacunkiem, ale większość ludzi zaorana codziennością nie będzie się zgłębiała w temat (choć uważam, że to błąd i dzienne te 30 min. na szukanie własnych informacji można bez problemu poświęcić) i swoje myśli będzie kształtować przez nieuwagę, lenistwo i łatwość z jaką dane informacje będzie można podawać innym. Niekiedy jest to wprost głupota ludzka, gdy w ważnych kwestiach jedynym zdaniem do wypowiedzenia będzie utarty, propagandowy slogan, a większe zainteresowanie będzie budził fakt, że jakiś kolejny celebryta był widoczny z kochanką w sklepie, komuś wlepiono mandat za krzywe parkowanie, a jeszcze inny napalony na ekran będzie pokazywał co ma w lodówce i jaki stolec z tego wychodzi. Nie oszukujmy się, poziom rzetelnego dziennikarstwa w Polsce reprezentuje garstka ludzi, reszta zniżyła się do poziomu gówna i ochoczo brudzi się jeszcze mocniej. Wspomniałem przed chwilą o łatwości przekazywania informacji innym, muszę do tego wrócić. Zauważcie, że jakie newsy, ogólnie rzecz ujmując sprzedają się najlepiej? Ano te tragiczne. Nie mówię o pojedynczych przypadkach, gdy dzielimy się z bliskimi jakimś własnym doświadczeniem, ale tymi przypadkami, gdy rządzi żądza wzbudzenia zainteresowania, intrygi. Na pewno jesteście w stanie sobie wyobrazić sytuację, gdy dopiero co poznane sobie osoby, zazwyczaj starsze babcinki lub typowe Grażyny i Janusze walczą kto wystrzeli z tragiczniejszą informacją. Czujecie to?

Wracając do głównego nurtu rozważań muszę wrócić do powodów takiego stanu rzeczy. Przede wszystkim występuje popyt ze strony ,,czytelnika”, jeśli by go nie było, szmatławe gazety nie istniałyby na rynku. Nic nie wygląda by sytuacja miała ulec zmianie. Co prawda miejsce poszukiwań takich newsów zmienia się (skąd taka ilość wszystkich szmaciarsko-plotkarskich stron?), ale wciąż miejsca publiczne tj. szpitale, pociągi czy autobusy są pełne takich porzuconych gazet. Niezmiennie ludzie są ciekawi komu się powiodło (tzn. nakradł się dziad i teraz z tego złodziej korzysta!), komu się nie udało (tzn. nakradł się kiedyś,ale fortuna się kołem toczy i dobrze dziadowi, że los rachunki wyrównał!). Tacy ludzie psiocząc na wszystko dookoła nie widzą jak sami np. okradają Państwo przez nie odbijanie biletów, omijanie podatków, zabieranie ,,niepotrzebnych” sprzętów z pracy, śmiecenie, niszczenie publicznego mienia (szyby w tramwajach, ławki w parkach, brudzenie pociągów farbami). I jak w takim kraju ma być lepiej? Drugie miejsce powstawania popytu to szalone z żądzy władzy, odegrania się umysły ludzi. Wszelakich…jeśli dołoży się do tego zasobny portfel, pomysł na jedną prostą idee trafiająca do masowego odbiorcy, bazującą na emocjach (zazwyczaj złych), tragedia murowana. Idea ta zacznie kiełkować w umysłach ludzi, codzienna mała dawka informacji w danym kierunku podana na przemian z prostymi, przyjemnymi wieściami (np. komuś się nie udało) zacznie wzbudzać zainteresowanie w czasie rozmów w pracy, w domu, na urodzinach. Zacznie być tematem sporów! Zaangażowanie w daną sprawę pozwoli na wyzwolenie emocjonalnego stosunku do sprawy, chęci jej obrony jeśli jest atakowana i chęci dzielenia się z nią by przekabacić do niej innych. Zasiane jedno ziarenko, za rok obrodzi w sto nowych. Genialny, prosty mechanizm, wymagający sporych nakładów na początku, długofalowego wsparcia, ale zwracający się z nawiązką. Powagi sprawie niestety nadają także rzetelni dziennikarze poprzez zabieranie w jej sprawie głosu, angażowaniu w nią profesorów, politologów, transmitowaniu w prime time dysput, które toczą się o sprawy gówno warte. Zamiast pozwolić głupotom ,,dziennikarskim” umrzeć poprzez ich niepublikowanie, nadaje się im powagi przedmiotu dyskusji. O to właśnie tej propagandowej stronie chodzi, tak wypowiedziane słowa będzie można odpowiednio zmanipulować by móc zaognić sytuację, wyciągnąć duży kaliber i jeszcze mocniej zjednoczyć ludzi dla jednej idei.

Najsmutniejsze, że takie sytuację powtarzają się od wieków, w wielu krajach, u nas także i przede wszystkim. Nigdy do tej pory z takich spraw nic dobrego nie wynikało…I jeśli fortuna faktycznie kołem się toczy to mam nadzieję, że dożyję czasów, gdy zatoczy odpowiednie koło, i że będzie ono wielkości walca.

Wielkopolski Piwosz 31.01.2016 

Reklamy

Szczerze, o przewrotności

Nie tyle natchniona, co raczej popchnięta, poprzednim felietonem moja muza zmusiła mnie do napisania czegoś na temat pokrewny, sięgającego do korzeni buractwa i chamstwa naszego pięknego narodu – dlaczego tak jest? Pytała przez łzy, bo, mimo iż chciała przytoczonym w felietonie faktom zaprzeczyć, to wiedziała iż są prawdziwe. Ba, sama niejednokrotnie zostawała przez takowe zachowania tłamszona, bałamucona i szokowana – nigdy jednak nie przestała wierzyć, że gdzieś tam, pod grubą, grubą warstwą zidiocenia, gdzieś pod tonami katotalibów ociekających nienawiścią do umiłowanego bliźniego, gdzieś pomiędzy przerażającą krótkowzrocznością pomieszaną ze cwaniactwem – jeszcze głębiej – przywaleni skrajnym egoizmem, zadufaniem, ignorancją oraz z niej wywodzącej się ułudą wiedzy, znajdują się ci gościnni, szczerzy, otwarci i honorowi Polacy, o których już my sami raczyliśmy zapomnieć. Moja Kaliope stara się pamiętać, nie generalizować, ale dzień w dzień krzyczy widząc to, co otacza jej oczy. Dlaczego tak jest? Pytanie z jej ust spływa na moje. Rozkładam ręce pewny swej niewiedzy. Lecz tu, tuż przed oczami, pojawia mi się odpowiedź, będąca – po elficku -kolejnym tylko pytaniem: a gdzie tak nie jest? Wystarczy spojrzeć krytycznym okiem na świat i dojrzeć jakie triumfy święci populizm w najczystszej jego postaci ( czy powinienem rzec najbrudniejszej).

Problem z ukochanym przez wszystkich internetem, który jest jednocześnie najlepszym i najgorszym narzędziem wymyślonym przez gatunek ludzki, ochrzciłem Paradoksem Wielkiej Tuby. Rozwodzącym się nad tym jak to drzewiej było lepiej ukrócam argumenty: dawniej wioskowy głupek pozostawał idyjotą wsi, a dzięki potędze internetu awansował on na miejsce imbecyla narodowego. I gdy weźmiemy wioskowych przygłupów, ze wszystkich wsi – stworzą oni rzeszę, która z kolei utworzy mylne wrażenie, że taki jest obraz statystycznego Polaka, Europejczyka lub nawet człowieka. To chyba jednak nie wszystko, bo w moim odczuciu, tych wioskowych głupków, którzy drą się używając Wielkiej Tuby, musiałaby być zatrważająca ilość, by dało się ich spotkać na każdym rogu, skrzyżowaniu, w każdym sklepie czy autobusie.

„Polacy cebulacy”

~Inni Polacy.

Ów stereotyp, który nieopatrznie został „zwielkotubiony” dobitnie uzmysławia nam przewrotność naszego narodu. Przesiąknięci takim mniemaniem o Polakach inni Polacy poczuli wolność, wolną rękę by trochę „pocebulaczyć” – bo w końcu mnie też się to tyczy. Z drugiej jednak strony, gdyby ktoś inny śmiał wytknąć Narodowi Wybranemu przywary, ów przywdziewa wojenne barwy i rusza pełen nieodzownej piany, Bogurodzicy oraz przekleństw na ustach. Wszak, myśmy są Chrystus wśród Narodów i Nas się nie obraża. Oprócz przewrotności, Polacy umiłowali sobie patos. Oj, jak my kochamy patos, niczego w świecie nie umiłowaliśmy bardziej, niż nic nie znaczących pomników – bo nasze posągi nie chwalą idei, wartości i cnót, nie są nośnikami pamięci, w naszym egoizmie nawet przeszłość odarliśmy z wartości – stoją one by można pod nimi skandować, śpiewać rotę, by to teraźniejsi Polacy poczuli się patetycznie silni. Niepokonani. Obmierzłe monumenty obłudy. To niestety pokutujący pewien sposób myślenia, który powinien zostać spalony razem z portretem towarzysza S., a który przeżył i dziś zbiera swoje tragi-komiczne żniwo.

I mimo że wszystko, czego doświadcza normalny obywatel tego kraju sprawia wrażenie mrożkowskiej groteski, tak długo jak są ludzie zdolni ( oraz nie będący za to karani ) do satyrycznego myślenia nasz piękny, nadwiślański kraj nie jest ani gorszy ani lepszy od żadnego innego. I w myśl tej zasady, wypełniony jest zarówno oszołomami, ludźmi myślącymi oraz ludźmi samodzielnie myślącymi.

(Mimo wszystko) Dumny z bycia Polakiem,

Smakosz śląski

Szczerze, o Polakach

Tak mnie dziś naszła myśl na napisanie felietonu, ale nie piwnego. Impulsów, które spowodowały, że muszę przelać myśli na ,,wirtualny papier” w ostatnim czasie było wiele. A to buractwo naszych rodaków, chamstwo i bezczelność na drogach, głupota i populizm panosząca się na przedmieściach, ot paradoks, w centrach wielkich miast. A to ogólna tępota świata, nie mówię, że kiedyś tego nie było, ale ilość wylewająca się z telewizora, internetu jest ogromna, a co dobija najbardziej to szczera radość gawiedzi pilnie obserwującej potyczki i upadki obserwowanych. Ot prosty przykład z przed dwóch tygodni z centrum Poznania gdy jeden pijany, najpewniej nie ze szczęścia, Pan leżał gdyż usiedzieć nie był w stanie, a mijająca go gawiedź nie była w stanie ukryć swej radości. Ku uciesze gapiów ów Pan próbował wstać, ale nogi, głowa, a także każda kosteczka ciała odmówiła posłuszeństwa i jak długi, położył się na ziemi. Co tam, że było poniżej zera, człowiek lekko ubrany, ot przecież to pijok i łajza, szacunek i pomoc mu się nie należy. Uprzejma Pani, może nawet religijna, ale z pewnością bardzo kochająca swe dziecko gdyż ostrzegła malucha w odpowiedzi na zadane pytanie: Dlaczego ten Pan tak leży?” była skłonna odpowiedzieć, że ,,Pan wypił za dużo piwkaaa”. Jako piwosz, ale też człowiek, poczułem się urażony. Pospiesznie, mimo pracy, zadzwoniłem do straży miejskiej, która dzielnie przybyła na miejsce i zabrała Pana do ośrodka pomocy (tak tak, nie każdy mundurowy to c**j jak się powszechnie uważa, każdy jest człowiekiem i od tego wszystko moi drodzy, zależy).

Drugi przykład z dzisiejszego poranka. Jechałem rano na tramwaj, podjeżdżałem autem na parking i musiałem przejechać ruchliwą drogą. Kochani rodacy co dzielnie klepią zdrowaśki w każdą niedziele za biskupa, ale też rodacy stroniący od spraw kościelnych, pędzili ku swym celom spiesząc się gdyż ich sprawy są najistotniejsze i przepuszczenie kogoś z naprzeciwka mogłoby zepsuć cały dzień. Mając na uwadze nadrzędność celów swych rodaków uprzejmie przepuściłem kierowcę z naprzeciwka, ale już za sobą miałem wiecznie spóźnionego Pana, który to na jednopasmowej drodze starał się mnie wyprzedzić trąbiąc przy tym tak jakby wydał córkę za mąż. Fakt, może wydał tego dnia.

Muszę Was zawieść, Panu się nie udało mnie ominąć gdyż szeroki rów go zablokował i pospiesznie wycofał się za mnie oddając salwę ze swych wspaniałych, ogromnych świateł. Pewnie chciał podziękować za uratowanie życia.

Takich sytuacji w ostatnim miesiącu miałem naprawdę wiele, czyżby naród utracił rozum w czasie zimowego okresu? Przecież nie jestem w stanie uwierzyć, że egoizm, cebulactwo, porywczość i chamstwo mamy wpisane w genach. Czyżby tylko od każdego z nas zależało jak się będziemy zachowywać? Bo jeżeli tak to jutrzejszy dzień może wyglądać inaczej. Tylko oprócz tych cech wypisanych powyżej, w genach mamy jeszcze jedną: czarnowidztwo. I wiecie co?

Jakoś k***a tego nie widzę.

Wielkopolski Piwosz 10.12.2015 

Pułapki rewolucji

Pomysł na ten felieton naszedł mnie w tym tygodniu, stało się tak po przyjęciu kolejnej dawki wiadomości z piwnego świata. Otóż w czasie browarnianej rewolucji, która przetacza się przez nasz kraj powstała masa nowych browarów, także kontraktowych, które wyczuły rynek amerykańskich chmieli. Stworzyły one masę wyśmienitych piw, ale także…masę identycznych. Ślepe podążanie za tzw. ,,tryndami” skazuje browary na produkcję piw nieprawdopodobnie podobnych, różniących się często zaledwie skalą 5-10 IBU, na porażkę poprzez zanudzenie klienta. Historia zna pułapki rewolucji: Joseph Ignace Guillotin nie został ścięty na urządzeniu, które przyjęło jego nazwisko, ale jego rodzina musiała zmieniać właśnie nazwisko z powodu ,,popularności” owego sprzętu. Innym razem Bohdan Chmielnicki pragnący większej, słusznej swobody dla Kozaków i wcielenia ich do Rzeczypospolitej na zasadzie trzeciego narodu przelicytował sam siebie. Dostał się z deszczu pod rynnę oddając siebie i swych poddanych pod jurysdykcje cara.

Wrężel.

Cała rzecz w tym by nie przekombinować, to znakomicie także odnosi się do piw. Rynek jeszcze nie nasycił się IPA-mi, ale z rozmów, które prowadziłem wynika, że ludzie już szukają czegoś nowego. Granica jest blisko i najważniejsze by jej nie przekroczyć. Wydaję mi się, że nie warto z góry iść tylko drogą piw craftowych rezygnując przy okazji z piw regionalnych. Im większa różnorodność smaków w gamie piwosza, tym większa radość odnajdzie w powrocie do piw znanych, kosztowanych wcześniej. Pod względem różnorodności na plus wyróżnia się browar Wrężel, oferujący szeroką gamę nietuzinkowych piw, z gatunków absolutnie mało znanych. Ostatnimi czasy szeroką ofensywę przeprowadza browar Reden, warząc różne odmiany IP, zmieniając składniki na co raz bardziej egzotyczne. Wydaję mi się, że co raz większa ilość browarów zdaję sobie sprawę, że sypanie szuflą każdej ilości chmielu, nie gwarantuje już sukcesu, a rozwiązaniem jest szukanie nowych dróg.

yntelygent

W innym wypadku rewolucja w wpadnie w pułapkę średniego stanu, zacznie zanudzać jednolitością zamiast fascynować różnorodnością. Na szczęście pod względem szukania nowych smaków polskie browarnictwo wiedzie prym. Chociażby w tym tygodniu będzie miała premiera nowego piwa z Trójmiejskiego Browaru Lubrow o kapitalnej nazwie ,,Yntelygent” , które zostało uwarzone na bazie Pale Ale z nowozelandzkimi chmielami, ale z dodatkiem…buraków. Jest to doskonały przykład, że ograniczeniem także przy warzeniu może być tylko wyobraźnia. Z wspomnianego chwilę wcześniej browaru Reden wyróżnia się także ..KaffirAPAaaa” do produkcji użyto liści limonki prosto z Tajlandii. Warto wspomnieć o piwie dostępnym już od ponad dwóch lat na naszym rynku, a warzonym przez browar Kormoran. Jest to ,,Orkiszowe z czosnkiem”, niemożliwe? A jednak. Napój ten powinien być sprzedawany w aptekach na przeziębienie, nic tak skutecznie nie walczy z chorobą jak czosnek i piwo, a tu dostępne w ,,syropie”! W powietrzu wisi jednak pytanie: czy znajdą się odbiorcy tego typu produktów na stałe? Z ciekawości raz pewnie każdy ceniący sobie smak piwosz spróbuje, ale czy zechce do niego wrócić? A może zdecyduje się na powrót na utartą ścieżkę craftu? Trudno odpowiedzieć na te pytania, ale jedno jest pewne, rewolucja trwa w najlepsze, rozwija się, a piwny świat pędzi ku lepszemu.

Wielkopolski Piwosz 13.10.2015

Jak zostać piwnym kolumbem

Dużo czasu minęło nim potrafiłem zebrać się w sobie i szrajbnąć słów parę o odkrywaniu piwnego świata. Kolejny temat związany własnie z nimi pomyślicie, tak wiem, czasem chodzi mi pomysł po głowie by założyć podstronę o sprawach z nim zupełnie nie związanych. Przechodząc jednak do meritum zechce Wam przedstawić tezę, że naprawdę warto rozglądać się za różnymi trunkami i chodzić własnymi, nie przetartymi szlakami. W moim przypadku stało się tak, że z podróżami odkryłem w sobie chęć poznawania wszelakich lokalnych wyrobów, głównie piw, ale także win.

P1210084a

Najbardziej pożądana cechą jaką w sobie musicie wzniecić to ciekawość. Mi jej nigdy nie brakowało, w młodości prowadziło do niejednego złamania czy obicia, ale jednak zawsze wychodziło się z takiej przygody mądrzejszym. Ciekawość jest potrzebna byście zrobili dwa kroki w prawo, a może nawet trzy przeglądając swą piwną półkę w sklepie i odkryli nowy świat. Nie chodzi o to by od razu na siłę zmuszać się do IPY, APY, Stout’ów wszelkich gatunków piw, ludziom z nad Wisły mniej znanych. Wskoczenie na głęboką wodę może skończyć się skrzywieniem twarzy pod takim kątem, że potrzebna będzie interwencja boksera by ją nam nastawił ponownie. Warto najpierw odkrywać browary regionalne, nie odbiegać zbytnio od gatunków przez nas lubianych najbardziej, eksperymentować powoli. Już w nich odkryjemy inność, nie można jej się bać tylko z pokorą kosztować następnych trunków.

P1260538a

Odwaga to właśnie drugi najistotniejszy punkt w trakcie odkrywania własnej piwnej drogi. Przy eksperymentowaniu już nie raz tak bywa, że człowiek tak się sparzy, że nawet propozycja wypicia raz jeszcze w zamian otrzymania darmowego zapasu Wiziru na rok nas nie skusi. Jeśli spotkacie takie piwo to wypijcie je do połowy, uprzednio zapisując swe wrażenia sensoryczne i smakowe. Drugą połowę, której wypić nie dacie rady bez wyrzutów sumienia: wylejcie. Piwny bóg jest łaskawy i miłosierny, zrozumie i wybaczy.

P1240305a

Proponuję Wam także kosztowanie piw jednolitych gatunkowo w jednym cyklu. Co dwa, trzy, może więcej dni napić się jednego piwa, podzielić się po połowie z żoną, synem czy sąsiadem Januszem jednocześnie uprzedzając go, że może się zatruć nowymi smakami. Jeśli Wasze notatki początkowo będą zawierały dwa, maksymalnie trzy smaki, nie przejmujcie się, z biegiem czasu zmysły wyczulają się na nowe doznania. Po skosztowaniu wszelkich dostępnych piw z danego gatunku, przejdźcie do następnego. W końcu, któryś okaże się tym dla Was idealnym i postarajcie się zgłębić swą wiedzę w tym kierunku. ,,Szukajcie, a znajdziecie”– ta sentencja nie traci na ważności i pasuje do wielu życiowych kwestii! Przy wybieraniu piw regionalnych radzę Wam zajrzeć jakie produkowane są nie daleko Was i zacząć od nich, przez sympatie do swego regionu można także rozwinąć pasję do kosztowania nowych trunków. Z czasem nową pasją stanie się wyszukiwanie innych regionalnych przysmaków, aż wreszcie zdecydujecie wskoczyć na craftową drogę.

P1210328a

Nie przerażajcie się ceną, dobry wyrób najczęściej, nie zawsze, ale kosztować musi. Jednak w ramach poznawania smaków warto spróbować, lepiej odmówić sobie dwóch, trzech słabszych piw, a w zamian dostać jedno, które przyprawić może o wizję przekroczenia bram raju. Moja złota zasada brzmi: szkoda wątroby na słabe piwo. No chyba, że jest to nasz cykl ,,Niedziela ze szwagrem”, wtedy poświęcam się dla nauki. Kończąc swój wywód zachęcam Was także do stworzenia otoczki przed i w czasie kosztowania. Moim zdaniem należy wpierw schłodzić piwo w lodówce, następnie odczekać 20 min., by nabrało odpowiedniej temperatury, opłukać szkło zimną wodą, a także wczytać się dokładnie w etykietę. Będąc tak przygotowanym nie pozostaje nic innego jak je otworzyć i zanurzyć się w piwnej przestrzeni, jak onegdaj zrobił to Kolumb i wywrócił świat do góry nogami…po odkryciu Ameryki nic już nie było takie samo.

Wielkopolski Piwosz 10.10.2015

Ogrodnik wyobrażeń.

Zamknij, drogi Czytelniku, oczęta swe. Pozwól mojemu głosowi ukołysać Cię, a gdy tylko zbliżysz się do sennej krainy przenieść Cię do płaszczyzny marzeń i wyobraźni. W momencie, w którym podniesiesz powieki ujrzysz półkę pełną nieznanych piw. Co więcej – Twoją półkę. Nie! Nie sięgaj po nie łapczywie pożądliwymi rękami, rozkoszuj się ich widokiem – samą świadomością posiadania trunków. Podziwiaj etykiety, wyłapuj błyśnięcia i brzdęknięcia butelkowej braci – a nade wszystko pielęgnuj swoje wyobrażenie o tych cudach stworzenia, niech rośnie raduje Twoją duszę ich wewnętrzny smak. Możliwe, że nastąpi rozczarowanie rzeczywistością, ale nikt nie obierze Ci chwil spędzonych z trunkiem jeszcze przed jego otwarciem – nawet on sam.

Wybaczcie ów przydługawy wstęp, ale chciałem, żebyście weszli w moją skórę. Można odnieść mylne wrażenie, że najbardziej ukochałem sobie degustację piw – nic jednak bardziej niepełnego – nie chodzi tutaj o próbowanie jako takie, a o cały proces zakupu, przechowywania, pielęgnacji wyobraźni, aż wreszcie otwarcia piwa. To, w czym zakochałem się bez pamięci, zaczyna się już od owej rozterki przed sklepową półką – tyle etykiet rozmawia ze mną, tyle butelek puszcza do mnie błyszczące oczko, że czasami uciekam się do rozwiązań tak drastycznych, jak barbarzyński wybór „na ślepo”. Gdy już, a zwykle trwa do dość długo i zawiera przynajmniej trzy zmiany decyzji, jakaś zawartość wybrzęczy wnętrze zakupowego koszyka, czar nie znika – wręcz przeciwnie – zaczyna rosnąć w siłę. To przetrzymywanie butelek na półce i podlewanie rosnącej w mojej głowie rośliny ich smaku jest moim ulubionym etapem Piwnej Podróży ( tej między regałem w supermarkecie, moją głową, a piwną kompanią ). Snucie domysłów, przyglądanie się etykietom oraz wystawianie szkła pod światło – to wszystko sprawia, że moja „piwonia” rośnie i sprawia mi ogrom radości.

Zachęcam i Was byście czerpali przyjemność nie tylko z ostatniego   ( równie, jeśli nie naj- ważniejszego ) etapu Wojaży Napoju Bogów. Spróbujcie wyhodować w sobie piękno wyobrażeń, jakie może zafundować nieznane piwo, a, uwierzcie mi, sama degustacja będzie smaczniejsza a już na pewno bogatsza w doznania. Gdybym był mówcą motywacyjnym, powiedziałbym: I ty możesz zostać Ogrodnikiem Wyobrażeń – na szczęście jednak, nie jestem. Dzisiaj udaję felietonistę, więc, drogi Czytelniku, spójrz czasem w stronę tej samotnej półki z piwami i, bez rękoczynów, powiedz jej: „Jesteś piękna!”.

Smakosz Śląski