Double Trouble

Zagadką pozostaje dla mnie czemu do tak harmonijnie kremowego trunku użyta została facjata niby batmanowego „Two Face’a”. Zachodzę w głowę, orbituję wokół pokoju, deliberuję usilnie chłodząc sobie głowę szybkością zataczania kół. I już zdaje się wiem, że rozbija się wszystko o dwa, kooperacyjnie pracujące browary, ale kiełkuje w mojej głowie ziarenko niepewności – czy to tylko tyle? Tak długo wlepiałem wzrok w kaduka na etykiecie, że począł odwzajemniać spojrzenie. Zaczęło się nieznacznie: mrugnął, przewrócił oczyma. Jednakże zaraz po tym rozpoczął komiczne ruszanie nosem, jakby narząd węchu swędział go niemiłosiernie, jakby ktoś tańcował mu koniuszkiem pióra po nozdrzach. Zdałem sobie w końcu sprawę, choć zajęło mi to krztynę czasu, że demon naśladuje ruchy mnie wwąchiwującego się w to piwo. Uśmiechnąłem się w pochwale dla swojego refleksu i zacząłem zastanawiać się dlaczego wykonuję tak specyficzne ruchy.

piwnakompania_DUBLETRUBLE_02

Pierwszą przyczynę uwidziałem sobie w eminentnej intensywności, wprost chwytającej za jestestwo. Diabeł marszczył również brwi – nie w niezadowoleniu, raczej tak, jakby głęboko nad czymś rozmyślał, szukał w czeluściach umysłowej studni skojarzeń. To zapach przyprawy do zup – wymieszanej z ziarnami kawy oraz, co niepokojące, rozpuszczalnikowo-emaliowymi nutami. No i zagęszczone, kakaowe mleko. Nie dziwiłem się kadukowi wcale a wcale – bowiem sam doświadczałem grymasów ( a, że jestem posiadaczem dość plastycznej mordy – znaczy się rozciągliwej pod wpływem różnorakich wyrazów twarzy – broń Wielki Potworze Spaghetti, nienadającej się na muzę! ) nie tyle podobnych, co tożsamych. Gdy stuknąłem się z Dwutwarzowym szkłem, byliśmy już na ty. Mefistofeles? Lucyfer? Nie. Na dantejską modłę: Wergiliusz. Tym razem wspomagał mnie słowem – mówił o gęstości tego piwa, o jego nadmiernej słodyczy – o niej bajał długo, o tym jak była mleczna, jak przypominała syrop, jak blisko jej było do zagęszczonej śmietanki. Następnie wysławiał harmonijną gorycz, co espresso z mlekiem przypominała, co przyjemnie przychodziła i odchodziła wraz z łykiem – zostawiała miejsce dla kremowości i kwaśności arabici. Słownie układał całe poematy – nie wychwalał złorzoności tego piwa, a połączenia, harmonię. Nade wszystko wysławiał jednak wanilię niepozorną, co tajemnym sposobem łączyła wszystkie co do jednego: intensywne, kremowe, puszyste ( niczym chmury, obłoki, co między niemi lata gołomp ). O wyglądzie wspominał tyle, że jest. Zauważalny, mętny oraz obecny.

piwnakompania_DUBLETRUBLE_04

To o cudzie bez złożoności traktuje to piwo. Jest traktatem co łączy słodycz, kremowość z wytrawnością i kwaśną goryczą. Jest przeciwieństwem etykiety. I teraz mnie oświeca! Piwowarowie bawią się z nami jak Fiodor Dostojewski, nazywając swój utwór „Zbrodnia i Kara”( a przynajmniej o takie wodzenie za nos posądzam rosjanina ) – w antonimy. I tak skonstruowana z przeciwności facjata również jest przeciwieństwem idealnej kremowości oraz jednorodności trunku. Czy o tym myśleli twórcy? Pewnie nie, ale co mnie to obchodzi? Dla mnie ważne jest to, że to ja o tym pomyślałem. To, że uskrzydlenie magicznym, piwnym sposobem znalazło się w butelce. To, że posiadało odwagę. No i niebagatelnie ukryte dziesięć woltów.

Zapach 8;

Smak 9;

Wygląd 8;

Ogólnie 8,5.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi Wielbłąd, Chorzów;
  • Cena: 10,80zł.

piwnakompania_DUBLETRUBLE_01

 

Reklamy