Głos Wodza

Bywa i tak, że jakiś szczegół, na pierwszy rzut oka znaczący w przybliżeniu tyle co nic, pochłonie naszą uwagę i żelaznym obejmie nas imadłem – i na próżno wymyślać co innego, wizja jedna, jedyna i słuszna ( jak religia według fanatyka ) nie pozwoli nam już wyobrazić sobie nic odmiennego. Jest to wykonalne – umysł góruje nad całą resztą – ale trzeba sobie zadać pytanie: czy jest to potrzebne? Znowu te pytania o sens – czy wszystko na tym obmierzłym świecie musi być zakorzenione w powodach i wydawać owoce skutków? Nie. Takie pytanie implikowałoby zależność. Wysnuwam więc inne: czy? Nie odpowiadam, odrzucając łatwość bycia pewnym. Pozwalam, by pytanie zawisło w powietrzu. W imię względności! Daję się porwać temu szczegółowi, który razem z trunkiem, wywołał lawinę wyobraźni.

piwnakompania_Głos_Wodza_01

Usta w ramie z wąsów chowają się za dolną wargą tylko na chwilę potrzebną do otarcia piany. Moment kończy się cmoknięciem – niby ukontentowanym, niby rozczarowanym. Takim omnipotentnym. Takim, które zostawia miejsce dla domysłów i jednocześnie jest kompletne. Wstęgowy mikrofon wytrzymuje i ów odgłos. Potęguje go. Sprawia, że dociera do każdego: do wlepionego w głośnik ojca, do matki rozmawiającej z potrawami, do syna oraz córki bawiących się w dom. Rama wąsów ustępuje jeszcze tylko dla papierosa. Doskonały tytoń rozpada się na dym i orzechowy posmak. Mija chwila i jego zgliszcza znów zamieszkują popielniczkę. Z czułością kochanków usta otwierają się przed metalem mikrofonu. To, co mówią jest bez znaczenia: język niesie banały, które łatwo można zasiać, patos, który wsiąka w umysły niemalże ze skutecznością nienawiści oraz żarliwą pasję, która jest niczym pożar lasu. Tyle, że to naród płonie nie puszcza. Człowiek, nie drzewo. W zadymionym pokoju jest ciepło. Mówiący do mikrofonu mężczyzna zdejmuje nakrycie głowy i przeciera ręką czoło. Na moment przestaje mówić. Cała nacja zamiera. Wszyscy odczuwają duszną, zatęchłą atmosferę pokoju, z którego sączy się frenezja. Czują zapach podziemi. Wzdrygają się mimowolnie, lecz chcą wniknąć w radioodbiornik by przerwać tą długą pauzę. Słowa są dla narodu jak narkotyk. Znów padają słowa. Znów bez znaczenia. Znów mogą słuchać i nie muszą nic więcej.

piwnakompania_Głos_Wodza_06

piwnakompania_Głos_Wodza_04

Jakkolwiek dziwne się to nie wydaje to piwo jest jak taka przemowa – jest proste, żeby nie rzec prostackie. Jest prawdziwy ogrom słodu, kwaśna gorycz, alkohol i orzechy. Otóż i tak: orzechy. Czegóż więcej spodziewać się po koźlaku? Z zapachem jest już zdecydowanie gorzej – jest jak atmosfera w ciasnym, dusznym pokoju bez okien: zatęchłe drewno, alkohol oraz lekkie uszczypnięcie emalii. Piwinica więc. Nie jest złe – jak i zła nie jest patetyczna przemowa, gdy brzmi dla ciebie jak szczera pasja i zapał. Gdy brzmi dla ciebie jak dźwięk rogu do wymarszu w imię obrony ojczyzny. Mam wrażenie, że to piwo jest dyktatorskie – stara się bazować na najprostszych instynktach. Wzbiera we mnie rozpacz, gdy trochę o tym pomyślę – może nie rozpacz, tylko ten najsmutniejszy z uśmiechów. Ten zarezerwowany dla rozczarowań, których nasz „Naród Wybrany” zapewnia mi aż nadto.

Świat, w którym mikrofony są jak mocny wiatr rozniecający pożary wpędza mnie w rozpacz.piwnakompania_Głos_Wodza_05

Zapach 1;

Smak 4;

Wygląd 9;

Ogólnie 3.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi Wielbłąd, Chorzów;
  • Cena: 7,30zł.

piwnakompania_Głos_Wodza_02

Kapitan Claymore

Mocarny to trunek – bez trudu byłby w stanie władać nie jednym a dwoma Claymore’ami, gdyby tylko miał dwie ręce. Gdyby miał twarz, byłaby ona ogorzała od wiatru oraz ilości spożywanego alkoholu. Gdyby miał nochal, byłby czerwony niczym u pewnego renifera nadużywającego trunków wyskokowych. Gdyby miał wąsy, byłyby tak długie a męskie, że mieszałyby się z gobelinem zdobiącym ciało – od obojczyka aż po kostki. Gdyby miał nogi, nosiłoby na nich kilt a owe często zataczałyby się i plątały, pomagając mu cudem dotrzeć do brzegu, gdy już został barowym rozbitkiem dryfującym po nocnym bruku. Gdyby miał przyrodzenie, zgarnęłoby niebieską wstążkę za pierwsze miejsce. Gdyby był człowiekiem ratowałby Szkocję, wyzwalał Irlandię, ale wcześniej piłby na umór i niczego by nie uratował. O, jakże znajomo brzmi powiedzenie, że gdyby nie Whiskey to zawładnęliby światem. Jakie jednak jest to piwo, dokładnie, bez gdybania?

Piwnakompania_Kapitan_Claymore01

Proste. Brutalne. Beczkowe? Tak jak beczkowa jest „łycha”. Wytrawne – nie gorzkie, ale intensywne. Dekapitująco wyraziste. Mam z tym piwem problem – cenię sobie bowiem skrzętne ukrywanie alkoholu, a to piwo ma do głęboko gdzieś. Ba, nie tyle nie ukrywa a chełpi się nim. I, co więcej, nie przeszkadza mi to – nawet powiem więcej: oddycham z ulgą, gdy widzę jak naturalnie temu piwu to wychodzi. Jest jak esencja szkockiego, dusznego baru, wypełnionego drużyną, obleczonych w kilty, rugbystów. Przy całej swojej prostocie smaku ( ot, duuużo słodu, lekko szczypiąca w język beczkowość, kwaśna gorycz, trochę kawy – już na samy końcu przełykania i wyraźny, łiskowy alkohol ) nie jest ono ogłupiające. Mężczyźni w kiltach nie rechoczą a dyskutują, są cywilizowani, lecz czujesz, że w czymś innym niż kilt wyglądaliby jak w przebraniu. Fakt, rozsiewają dość nieprzyjemną woń ( emalia, ogrom słodu, ale i beczka, drewno – przychodzi na myśl leśniczówka. Dobra: płonąca leśniczówka – tak jest intensywne. I orzechy jeszcze w łupinach. ), ale dwudziestu chłopa nie może pachnieć różami. Całość piwa odbieram jak obraz bitwy – dudniące bębny wyrazistości, wrzask dwunastu tysięcy gardeł nieskrywanego alkoholu i wszechobecny Claymore.

Piwnakompania_Kapitan_Claymore03

Ten dwuręczny miecz zagwozdką był dziś dla mnie a ujawnił słabostki do kiltu oraz barowych piosenek na Wyspach. Czemuż i my w barach nie śpiewamy złączeni miłością do lejącego się na deski podłogi trunku, złączeni zdzieraniem gardeł, złączeni tekstami sprośnymi lub melancholijnymi – miast być tak połączeni niczym rodzina, przeoczamy sąsiedni stolik? Czemuż nie wznosimy kufli bogom pod niebo? Czemuż nie pijemy pięknie, karczemnie? Niech zagrzmią bary, wzmocnione stukotem szkła o bar! Niech zagrzmi kilkanaście milionów gardeł, złączone w jeden głos prześmiewający wszystko! Dźwięk pubowej piosenki niesiony przez chłód nocy.

Piwnakompania_Kapitan_Claymore04

Zapach 6;

Smak 9;

Wygląd 7;

Ogólnie 8,5.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi Wielbłąd, Chorzów;
  • Cena: 10,30zł.

Piwnakompania_Kapitan_Claymore05

 

Etylinka

Nieprawdopodobnie pijalne, tak muszę zacząć by w ogóle móc zacząć pisać. Pierwsze co rzuciło mi się do głowy to własnie ta cecha, schłodzone gasi nieskończone pragnienie zachrypniętego gardła jak kubeł wody gasi piekielne płomienie panoszące się na polu. I choć zapachem nie może się równać z najlepszymi craftowymi piwami, ma w smaku nuty, które przyciągają. Wypełnia moją pustą wewnętrzną przestrzeń, wyrwę, która powstała w momencie zostawienia na boku czeskich piw dla nowo falowych rzemieślniczych arcydzieł. I idealnie ją zapełnia, wpasowuje się w klimat czeskich browarów jak taca w ręce księdza, a dobrze znana południowa goryczka wciąż jest jara i potrafi dać z siebie to co najlepsze.

Etylinka_piwnakompania.wordpress.com 3

Przyjemna słodowa podbudowa pojawiająca się na przemian z goryczką wygrywa rozdanie i przeciągle objawia się w gardle łaskocząc podniebienie nawet po dwóch minutach ciągłego pisania. W aromacie bezsprzecznie dominuje słód, ale tłem dla niego zostanie czeski aromat, który zawiódł mnie myślami do najwspanialszej hospody, do suto zastawionego stołu, do talerzy pełnych niebiańskich knedli. Choćbym węch stracił, choćbym uwięzionym był w lochach zamczyska ogromnego nie pomyliłbym się co do tego aromatu: stanowi o nim chmiel Saaz czyli tzw. Żatecki chmiel. Doskonale znany wszystkim fanom czeskich piw! Barwą także wpisuje się w klimat południowych sąsiadów tak mile zawsze przeze mnie odwiedzanych: jest ciemno złote przechodzące w krajowy bursztyn, piana powoli, ale stabilnie rozpada się by na końcu skolonizować ranty szkła. Jeszcze łyk i podróż dobiegnie końca, wspomnienie rozpłynie się jak bąbelki na tafli piwa, ale zostanie po nim myśl. Klarowna, szczera i trójkolorowa: czeskie piwo dostępne wprost z mych rodzimych Podolan. Czekam jeszcze tylko na hospodę!

Etylinka_piwnakompania.wordpress.com 2

Zapach 7,5;

Smak 8,5;

Wygląd 8;

Ogólnie 8.

Wielkopolski Piwosz 

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: 4 zł.-

Etylinka_piwnakompania.wordpress.com

Relacja z Beer&Food Festiwal: Poznań.

Kolejny weekend, kolejne atrakcje: tym razem wybrałem się do Starej Rzeźni, początkowo z zacną jednoosobową, a następnie dwuosobową ekipą na festiwal rzemieślniczego piwa i dobrego jedzenia. Jeśli będę monotematyczny z porównywaniem do zeszłorocznej edycji to wybaczcie, ale tak trzeba! Pierwsze co rzucało się w oczy tuż po przybyciu to…tłumy, tłumy ludzie będących wszędzie, których przybywało z każdą godziną.

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 28

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 13

W pewnym momencie wszyscy poruszali się bezwiednie idąc ramię w ramię, ciasno przy sobie. To mi się uświadomiło ile w ciągu roku się wydarzyło i jak bardziej tego typu imprezy cieszą się popularnością. Jeśli festiwal dalej ma się odbywać w tym miejscu, co niewątpliwie jest wskazane, dobrze by było, gdyby udostępniono większą przestrzeń dla ludzi. Jest to jeszcze możliwe, bez tego za rok wszyscy utkną w korku. A dodatkowo warto pomyśleć nad większą ilością miejsc do siedzenia, tym razem ciężko było się gdziekolwiek dostać i móc spokojnie posiedzieć i pokosztować piwa.

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 24

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 27

Gdy już ta sztuka się udała za pierwszym razem raczyłem się ,,Malinowym” z Setki. Jeszcze nie w szkle, na które polowałem, a w kubeczku. I mam wobec niego mieszane uczucia: gdyż było delikatne, ale dosłownie w każdym calu. Nawet maliny były tak filigranowe, że mało co wyczuwalne, chociaż co przyjemne to jego orzeźwiająca, rześka moc. Brakowało mi w tym piwie zdecydowania, postawienia się po jednej lub drugiej stronie, aromat trunku także mnie nie zachwycił, był absolutnie wątły, bez życia.

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 26

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 25

Niebawem nadeszła pora na kosztowanie następnego piwa, szukając wśród tumultu ludzi, przemierzając niezliczone stoiska, przeciskając się przez zapchane korytarze wróciłem prawie do punktu wyjścia. Wybrałem się do Pinty, ku swojemu zaskoczeniu dostrzegłem ,,Barley Wine”, nie zastanawiając się długo wybrałem właśnie je, plus zakupiłem jednocześnie szkło, które od tej pory towarzyszyło mi w nowych smakach.

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 16

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 15

Już od początku czułem, że jest wyjątkowe. Idealnie zbilansowane, potrafiło zachwycić zapachem, zaskoczyć smakiem, a jednocześnie uświadomić mi, że ten gatunek należy, przynajmniej w moim mniemaniu, do jednych z najwybitniejszych. Absolutnie nie wyczułem w nim alkoholu, grzanie w gardle odznaczało się na minimalnym poziomie, a niebywała ilość owocowych, dojrzałych, drewnianych, słodowych i chmielowych aromatów przesuwały się harmonijnie w dół przełyku i wyścielały go. Zadziwia mnie, że piwo, które ma 120 IBU może być tak wyścielone i pozbawione goryczy prującej przełyk. Było gęściejsze, konsystencją przypominało delikatny syrop na gardło. Choć cały czas ,,Hard Bride” nie przebiło, zbliżyło się do niego naprawdę blisko.

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 18

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 23

Po wstępnym kosztowaniu udaliśmy się na obejście Rzeźni, na zewnątrz szczególnie przykuwały uwagę białe, olbrzymie beczki. W których można było siedzieć! Niestety do wnętrza dostać mi się nie udało, tłum był sprytniejszy i cierpliwszy w oczekiwaniu na swoją kolej. Koniecznie taką chcę mieć na ogrodzie, zastanawiałbym się nawet nad przeniesieniem tam swojego dobytku tzn. komputera i piwa. W pobliżu stały również ławy oraz skrzynie, oczywiście w pełni zajęte, a także sztuczna trawa, która służyła za siedzisko tylko z tym wyjątkiem, że w pakiecie z nią dostawało się kąpiel błotną. Dzień wcześniej w Poznaniu idealnie przez godzinę mocno lało.

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 20

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 21

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 19

Będąc już na chodzie nie można było nie zahaczyć o strefę ,,gastrofazową”, która udzielała się wszystkim bez przerwy. Od wejścia na placu stało ponad 20 wozów z jedzeniem: od klasycznych burgerów, przez automobile z hotdogami, do wozów z pizzą i rowerów z lodami tradycyjnymi. Co ciekawe w hali na końcu placu pojawiło się nawet stoisko z pierogami smażonymi w głębokim starym tłuszczu, których szczerze z serca nie cierpię (zwykłe pierogi uwielbiam, ale tłuszcz w którym się smażyły mógłby robić za ropę do ciężarówki). Wegetarianie nie byliby zadowoleni, ale w gruncie rzeczy nawet oni mieliby szansę wśród tej różnorodności smaków znaleźć akurat coś dla siebie. Duży szacun dla obsługi gastronomicznej, która pracowała jak szalona, przy tej ilości ludzi dodatkowo podchmielonych, decydujących się na zakup nie raz po parę minut trzeba nie lada cierpliwości.

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 11

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 12

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 29

Po powrocie do środka wybrałem się na przechadzkę wśród piwnych stoisk, nie umiałem się zdecydować, a najlepsze było to, że mimo ciepłego dnia nie miałem pragnienia na…piwo. To też głównie skupiłem się na trunkach słabych (Barley Wine to akurat zaprzeczenie, ale tylko w tym wypadku) rześkich, ale charakterystycznych. Stąd moim następnym wyborem było ,,Cudowne Rozmnożenie” festiwalowa premiera z browaru Pracownia Piwa. Był to Grodzisz z amerykańskimi chmielami:  Centennial i Chinook. Wędzone, dębowe nuty zapewniały tak moc doznań, że amerykańske chmiele gubiły się gdzieś w tej piwnej przestrzeni. Jego barwa była pięknie stylowa: słomkowa z solidną czapą piany. Choć muszę przyznać, że oczekiwałem czegoś więcej, przez tą chmielową zapowiedź spodziewałem się zmian, fal w smaku, a było dosyć jednostajne.

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 10

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 8

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 9

Chwilę później nadarzyła mi się okazja do przetestowania prawie, że identycznego piwa. Był to ,,Lazy Bary” z browaru Nepomucen uwarzony w kooperacji z AleBrowarem. Jest to także Grodzisz z dodatkiem chmielu Simcoe: piwo ogólnie było wyrazistsze smakowo, zdecydowanie bardziej treściwe i goryczkowe. Dzięki temu zmieniało się w trakcie kosztowania, falowało co zdecydowanie bardziej mi odpowiadało. Barwę miało trochę ciemniejszą, już nie słomkową, a bardziej przypominająca nowo falowe pilsy. Przyjemniejsze niż wcześniejszy konkurent choć piwa na słodach wędzonych na pewno nie są w stanie dać mi takiego orzeźwienia jak inne gatunki. Dobra próba, chętnie jednak do niego wrócę i spróbuje ponownie.

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 2

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com

I co może wydawać się zaskakujące, ale było to ostatnie piwo jakie wypiłem tego wieczoru. Kosztowaniu większej ilości nie sprzyjał tłum oraz kompletny brak miejsca do siedzenia, wraz z moimi współtowarzyszkami znaleźliśmy miejsce na krawężniku przy beczce. Porównując do festiwalu w Bydgoszczy trzeba przyznać, że nagłośnienie było lepsze, rozstawione w wielu punktach pozwalało słyszeć z niego muzykę. Szkoda, że w dużej mierze była to muzyka cholernie męcząca uszy, na zasadzie: ,,Szwagier, podkręć basy, będzie party hard”.

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 3

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 5

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 4

Jak dla mnie taka ilość ludzi na tak małej powierzchni jest strasznie męcząca, nie dającą się zrelaksować i powodująca, że nie ma kiedy niestety pogadać na spokojnie z piwowarami, sprzedawcami. Gdyż są zajęci cały czas klientami, pędzeniem między stoiskami. A gdyby tak na przyszły rok jeszcze powiększyć teren festiwalu? I dodać więcej ławek? I choć trochę zmniejszyć basy, oj wtedy festiwal na nowo odnajdzie swój klimat. Jak rok temu.

Beer&Food Festiwal Poznań_piwnakompania.wordpress.com 6

rzeznia2

rzeznia3

Wielkopolski Piwosz 23.05.16 

Hapan

Pierwszy raz próbowałem je na festiwalu w Bydgoszczy, było ostatnim z testowanych przeze mnie piw stąd mogą wynikać moje problemy z jego przypomnieniem sobie. Tym bardziej ucieszyłem się, gdy ponownie miałem okazję je spróbować! Tuż po otwarciu butelki odczułem nieziemski, co dziwne, aromat pszenicy. Ki czort? Na etykiecie nie odnalazłem żadnej informacji na temat słodu pszenicznego, znajduję się w nim jednak płatki owsiane. Czyżby to one dawały taki aromat? Gdy pszeniczna woń już opadnie zaczyna uwidaczniać się znajomy z lat dziecięcych zapach podrapanych dłoni, podrapanych od krzaków agrestu, Oj pomagało się dziadkom na starej gnieźnieńskiej działce, wtedy niekoniecznie przepadałem za tym owocem. Jego kwaskowatość była dla mnie zbyt silna, także nie potrafiłem znieść małych pesteczek wpadających między zęby. W piwie pestek brak, ale jego kwaskowatość już w dojrzałym wieku nie uwiera mi, a wręcz pomaga odzyskać rześkość!

Hapan_piwnakompania.wordpress.com 2

Prawdopodobnie dzięki ,,Sybilli” w smaku wyczuwam charakterystyczną nutę czeskich piw, najmocniej daje o sobie znać w ostatnim momencie kosztowania: co zadziwia to, że mimo swej delikatności jest przyjemnie przeciągła. Kolor jest dojrzale złocisty, ale jego odbiór jest przytłumiony, jakby cały czas znajdował się za mgłą, choć brakuje mu piany jego całościowy odbiór jest wyrazisty jak plama od rosołu na podkoszulku szwagra. Kiedyś najlepszym orzeźwiającym piwem były dla mnie te pszeniczne, gdzieś po drodze smaki ewoluowały w kierunku IPA oraz WIPA by obecnie osiąść w przedziale piw delikatnie, ale wybitnie smacznych kwaskowatych. Niezbadane są koleje losu!

Hapan_piwnakompania.wordpress.com 3

Zapach 8,5;

Smak 9,5;

Wygląd 8,5;

Ogólnie 9.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań.
  • Cena: ~8,5 zł.

Hapan_piwnakompania.wordpress.com

 

Mowa Cieni

Jest coś hipnotyzującego w zapachu dymu, wydzielanego przez drewna ogniska – cóż może nie tylko sam płonący surowiec, ale owa uwertura ziemi, nocy, dymu oraz samej obecności płomienia. Ciężko jest złapać istotę tak złożonego zjawiska, które ze swoim niewymuszonym pięknem, ze swoją zjawiskową pradawnością pozostaje poza zasięgiem samych organów poznawczych. Esencją ogniska jest swoisty łącznik, magiczne zwierciadło w którym przeglądasz się ty i twoi przodkowie, którzy osiedli gdzieś na trakcie, zaproszając nieznanego wędrowca, ciebie, by wieczerzał razem z nimi. Nie jest też tak, że jest jeden, wyraźny motyw przewodni – palenie – raczej synergia. I to też, co zaskakujące i onieśmielające, osiąga to piwo – nie uginamy się pod ogromem goryczy, palenia. Naszemu językowi nie są podawane obrazy ( ukochane skądinąd, lecz nieogniskowe ) ekstremalnego pieca hutniczego. Gdy się wwąchuję w to przygościńcowe piwo rozpiera mnie zdumienie: jest dokładnie tak, jak gdybym wpatrywał się w wiecznie tańczący ognień: zaciągam się zapachem golutkiej, niezatęchłej ziemi, potem wiatr kieruje w moją stronę dębowy dym – na chwilę tak krótką, że nie zdąży mnie zniechęcić a tylko połechce i sprawi, że zamknę oczy.Wreszcie czułem, jakbym na wozie, który stoi poza okręgiem ciepłego światła, miał egzotyczne przyprawy: nawet owionięty wonią wędzenia wyczuwałem worek z wanilią. Oraz, niestety, upijającego się w sztok rumem, malarza ( och zapachu emalii, ty paskudo! ), którego wynająłem jako najemnika do ochrony karawany. Ten ostatni nie jest wyczuwalny, gdyż uwalił się koło wozu – jednak jest takim prztyczkiem w nos wymierzonym przez rzeczywistość. Leżałem więc i wpatrywałem się w, obramowane cieniami liści, gwiazdy, prowadząc filozoficzną dysputę odnośnie cech, które uwielbiam w ogniskach. piwnakompania_Mowa_Cieni_03Gdy osiągnąłem konkluzję, znaczy się byłem jeszcze bardziej pokłócony z samym sobą niż wcześniej, jeden z kamratów podróży wcisnął mi w rękę przypalony króliczy udziec i naczynie. Gdy wgryzłem się w mięso, poczułem palenie – byłoby nie do zdzierżenia, gdyby nie trunek, który okazał się doskonałym… czymś perfekcyjnie nieokreślonym. I tak siedziałem, zagryzałem picie, zapijałem jadło i wtedy mnie oświeciło! To naturalnie osiągniętą harmonię ceniłem w ognisku – taką, niepasującą do mnie celebrę prozaizmu, współistnienie z naturą, uginanie karku przed zasadą utylitaryzmu? Nie! Uniesiony gniewem umysł obudził się i spostrzegł to, co cały czas było przed moimi oczyma. To ogień! Nie ten żarliwy, tylko jego ziarno – tą pożogę, którą wzniecał w umysłach innych, by nagle, otuleni ciepłym, migotliwym światłem stawali się Rozmówcami pełnymi wyobraźni, Twórcami światów, Tkaczami legend. Choć na tą krótką chwilę, gdy drzewo obracało się w niebyt, mówili językiem, którego moje uszy chciałyby słuchać po wieczność. Smak tego piwa może również wzniecić ów dziw – może tego dokonać, bo tak podobny jest do ogniska. Czasem palony jak dym. Kiedy indziej kremowy jak jedwab. Potem znów kwaśny jak gorzkość czekolady. Weźmiesz kolejny łyk i będzie jak gorycz kawy. Nawet jak weźmiesz dwa, barbarzyńskie hausty po sobie – każdy będzie inny: jeden niczym chmielowa polana, drugi jak delikatna nań rosa. Słysząc już tylko jak ognisko, kładąc się do snu, wystrzeliwuje dwanaście tuzinów iskier, zasypiam. I śnie o traktach szerokich. I gospodach tłocznych. I o karczmarkach. Zdecydowanie najczęściej o karczmarkach.

piwnakompania_Mowa_Cieni_04

Zapach 9;

Smak 9;

Wygląd 10;

Ogólnie 9.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi Wielbłąd, Chorzów;
  • Cena: ~8zł.

piwnakompania_Mowa_Cieni_02

Blended Barel Aged

Gniewne pioruny trzaskają za oknem, świat się grzeje i burzy, nadciąga zło i czas odkupienia wszelkich krzywd wyrządzonych np. na drogach wspaniali Rodacy! Świat jaki znamy chyli się ku końcowi, zbyt wiele gwałtownych zmiennych nabiera rozpędu, zbyt wiele umysłów zostało zarażonych bezwładną iskrą destrukcji, a one jak wiadomo tworzą ogień tłumu rąk. W tym całym zamieszaniu jestem ja, przy szklanicy tego trunku: z ciężarem tych myśli pochylam się nad piwem i zamieram.

RIS Blended barel aged_piwnakompania.wordpress.com 3

Genialnie zatopiona whisky wytwarza wirtualną powłokę ochronną, ale istnieje ona po to by się nią zachwycić, by móc skosztować te niebywałe aromaty. Piwo przejęło to co najwspanialsze wprost z beczki, dębowe nuty mieszają się z palonością ciężkiej spalonej kawy by jednocześnie wynaleźć pośrodku gniewu świata, odrobinę słodyczy zwiastującej oczyszczenie, orzeźwienie spadające na rozgrzane głowy narodu. Po przekroczeniu tej bariery czeka na nas nieprawdopodobny smak spalonych stosów kawy, który wściekle miesza się z dojrzałą kwaskowatością. Nie jest ona ani trochę zbyt uwierająca, a jej klarowne połączenie z goryczą upewni Cię w przekonaniu drogi czytelniku, iż to piwo wyzwala energię.

RIS Blended barel aged_piwnakompania.wordpress.com 4

Energię pomysłów, wielkich idei, a mimo ciepła rozlewającego się po gardle, schładza głowy i zagania do stołów przeciwników by zaczęli rozmowy, przy piwie co przejęło aromaty wprost z wspaniałej whisky. Brak mi już słów by wypisać więcej przymiotników, które mogłyby oddać to jak ten trunek się zbilansował, stworzył nową tożsamość, tak dominująca i tak wspaniałomyślną. Mimo tego porażenia jego barwa nie jest jak czerń spalonej ziemi, gdzieś w tle jest jeszcze nadzieja, przebłyskują refleksy. Na tafli trunku tworzy się jeszcze beżowa piana, barwą przypomina ubrudzone od walki skrzydła Aniołów, choć połamane i skrzywdzone wyszły zwycięsko, pora usiąść do stołu. I napić się tego boskiego piwa.

RIS Blended barel aged_piwnakompania.wordpress.com 2

Wszędzie: 10;

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: ~10 zł.,-

RIS Blended barel aged_piwnakompania.wordpress.com