Doctor Brew: American IPA

Nie raz podkreślałem, że w czasie kosztowania piwa przechodzą nie lada przemiany, przynajmniej takie wrażenia sprawiają. Podobne rzeczy miały i tym razem, gdy zanurzyłem się w amerykańskim polu pełnym chmielu. Listki i szyszki niesione podmuchami wiatru świergotały wesoło otulając me uszy letnią muzyką, pełną orzeźwienia, szaleństwa i gracji. Wydaję się to absolutnie niemożliwe by piwo łączyło te dwie ostatnie cechy, jednakże dla tego przedstawiciela nie stanowiło to problemu. W aromacie gdzieniegdzie przekrzykiwały się nuty żywiczne, wiedzione one były tym samym wiatrem tyle, że przychodzącym z leśnego kierunku. Osłupiały od gracji zapachów usiadłem w polu, przymknąłem oczy i ponownie pozwoliłem sobie wziąć haust piwa. I coś we mnie drgnęło, kubki smakowe wyczuły zmianę, odbiegnięcie od wcześniejszych odczuć. Wraz z nabieraniem temperatury piwo wyzwala więcej żywiczności i słodyczy, są one pierwszorzędnymi aktorami, gorycz w tym momencie gra postać drugoplanową. Jednak jak i w filmach tak w tym trunku w ostateczności decyzję z drugiego planu mają wpływ na odbiór całości: na finiszu zdecydowanie najmocniej czuć łaskoczącą gorycz. Jest ona jak kolce kaktusa, które potrafią w najmniej spodziewanej chwili przyczepić się do skóry. Barwą nie przypomina mi piw z tego gatunku, bardziej wpasowuje się w klimat AAA (american amber ale), jego kolor jest brązowo- bury, jak letnie niebo przed burzą. W tym wypadku była by to burza chmielu i żywicy przed, którą z pola bym nie uciekał.

Doctor Brew Amercian IPA_piwnakompania.wordpress.com 2

Zapach 10;

Smak 9;

Wygląd 8;

Ogólnie 9.

Wielkopolski Piwosz 

Doctor Brew Amercian IPA_piwnakompania.wordpress.com 3

 

Karty na stół

Gonię, żwawo jak nigdy ( moim duchowym zwierzęciem byłoby coś między kotem, żółwiem oraz leniwcem – samurajem kochającym słodycze? ), wprost przed oblicze półki z piwami. Bez gry wstępnej, bez pełnej podziwu zadumy ( której moja półka jest godna ), barbarzyńsko wpycham rękę i… nic. Ani jedna nawet ta niechciana, samotna czy jakakolwiek butelka nie staje mi na drodze. Nie wierzę. Macam dalej – najpierw napotykam ścianę, chłodną, niszczącą nadzieje. Macam prawo – nic – lewo – nic. Pusto. Uspokój się, myślę, jednak głowę ociężałą mam, jakby jakiś baca rozorał mi ją ciupagą. Łączę wątki.

piwnakompania_karty_na_stol_04

Sklep… te słowo brzmi znajomo…Teraz, poganiam w myślach jeszcze bardziej barylaste ciało. Idę. Ulica, sklep, piwa. Dużo piw. Rozbieganymi oczyma ledwie ogarniam gdzie się znajduje. Widzę nieznany mi browar. Łapię. Wychodzę. I tak oto jestem tu – z porterem bałtyckim w ręku, Piłsudskim na etykiecie i mętlikiem w głowie. Nalewam. Palony zapach ściska mój nos. Dalej, dębowa beczka oraz wędzenie. Wokół roznosi się zapach przyprawy do zup. Lekko oszołomiony podnoszę głowę. Siedzi koło mnie i on. Józef. Jak się znalazł na moim fotelu – nie wiem, tak jak i nie wiem jak znalazłem się w domu. Daję mu do degustacji kierując się nie tyle szacunkiem do szanownie zmarłego a Najpiękniejszą Słowiańską Zasadą Gościnności. Gdy mówi jego wąs się rusza, śmiesznie, nie tak jak na pomnikach.”Tak pachnie proch strzelniczy, tak pachnie rum, tak pachnie Bałtyk„. Milknie, a ja istotnie wyczuwam słony zapach. Dziwne. Bierze łyk, jego wąs nurza się w pianie, komicznie rusza brwiami – niby z ukontentowaniem, niby ze znawstwem – nie jest patetycznym portretem z książek. Oddaje mi trunek, cmoka ustami, milczy. Kosztuję i ja. Język krzyczy: typowy, rzemieślniczo wykonany bałtycki porter. Ja nie krzyczę a mówię, słowo w słowo, przecinek w przecinek to samo. Mężczyzna kiwa głową – gdy to robi na czoło opada mu niesforny kędzior. Jest taki ludzki, myślę. I zaraz karcę się w duszy – to przecież człowiek. Nie chodzący pomnik, nie postać z wydumana przez historyków. Wracam do trunku – dość alkoholowego, palonego i lekko tylko kremowego. Odrobinę likierowego. Ekstatycznie gorzko-czekoladowego oraz przesadnie rumowego. Prowadzimy zajmującą rozmowę, racząc się porterem. Bałtyckim porterem. Spoglądam na szkło – oszołamia: ciemne jak ciemnogród, pieniste jak piana na polaków ustach i piękne jak ten smutny, brudny kraj. Nie wypowiadam myśli, która wpada mi do głowy, niczym wpada Seba do monopolowego na minutę przed zamknięciem. W głowie kwitną mi słowa: takiego epitafium potrzebował Piłsudski – nie ociekającego heroicznym patosem pomnika, nie odlanego ze szczerego złota popiersia, nie idealnego portretu z historycznej książki, a prostego, ludzkiego piwa, które przywodzi na myśl Bałtyk i które, jak ów, topi melancholię.

piwnakompania_karty_na_stol_03

Zapach 7;

Smak 7;

Wygląd 9;

Ogólnie 8.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Galeria Alkoholi Wielbłąd, Chorzów;
  • Cena: 8,30zł.

piwnakompania_karty_na_stol_0

Nomono

Wariacje barw przedstawione na etykiecie wrzucają mnie w sam środek kolorowego,  szalonego wręcz świata. Dałem się porwać temu chocholemu tańcowi i ujrzałem świat tak jak go widziałem będąc małym ejbrem: wieloraki, ciekawy, intrygujący i zawsze pełen pozytywnych wrażeń. Bo jak nie dać się porwać, gdy w aromacie zaiste czuć bergamotkę? Inwencja piwowarów zniewala, każda ścieżka jest inna i prowadzi w nową smakową przestrzeń! Współpraca, którą podejmują tylko i wyłącznie polskie chmiele zaskakuje, co prawda aromat nie jest odświeżający, bliżej mu do niewietrzonej piwnicy z chmielem, ale dzięki temu ujęciu można wczuć się w toporne, brutalne zapachy jakie oddają szyszki wyhodowane pod tą szerokością geograficzną. Im dłużej nawiązuje współpracę z tymi cząsteczkami tym mocniej pragnę by pachniało tak powietrze. Smak podchwycił rolę jaką spełnia aromat, na podniebieniu utrzymują się silne owocowe, filigranowo słodkawe nuty, które na finiszu przybierają postać wytrawnej, długo dystansowej goryczki. Ach te kolory obijają się o siebie, tworzą nowe odcienie, nowe smaki, wszystko jednocześnie radośnie wybucha na podniebieniu niosąc niebagatelną radość płynącą z kosztowania. Na koniec dnia, gdy wszyscy schodzą się do domów na wieczorną ucztę, kolory wracają do swych baz by naładować się pigmentem i uczynić honory zostawiając tylko i wyłącznie jeden na placu boju: kolor pomarańczowy. Taki odcień przyjmuje piwo, nie zostawia innych barw w postaci osadu, ale grzeje mnie swymi refleksami. I tylko dno jakie przyszło mi ujrzeć po odstawieniu szklanicy nasunęło mi skojarzenie z końcem i z powrotem z radosnych czasów dzieciństwa do codzienności.

Nomono_piwnakompania.wordpress.com 2

Zapach 9;

Smak 9,5;

Wygląd 9;

Ogólnie 9.

Wielkopolski Piwosz

Nomono_piwnakompania.wordpress.com

Cherry Lady

W pokalu piwo prezentowało się oszałamiająco. Mogłem ulec przekonaniu, co zresztą uczyniłem gorliwie niczym zakonnica wybierająca zielone ogórki, że to wiśnię trzymam. Jakiż to owoc! Szkło zrosiła polodowcowa rosa, niczym osadzająca się na lustrze, wypowiedziana szeptem tajemnica – uwydatniła kolor: burgund z różowym rantem w postaci piany. Tak jakby piwowarom sadowa wróżka pozwoliła zamknąć magicznym sposobem istotę wiśni za szkłem, w magicznym krysztale pokalu. W takie skrzydlate pomocnice aż chce się wierzyć, bo do i kadzi owa filigranowa, obleczona w suknię z płatków wiśniowego kwiecia, panienka dosypała magicznego proszku, który wprawiał w lot Piotrusia Pana. To piwo nie tyle pozwala mi unosić się nad ziemią, bardziej przysyła (na kształt aladynowego, latającego dywanu ) rumianego, burgundowego rumaka w kształcie przerośniętego owocu. I pogania, mówi: pędź, przed siebie, przez lasy, skwery, sady. Galopuj na wisience przez piękną Polskę i nie pytaj – pędź, wczuj się w rumaka, stań się z nim jednością.

Cherry_Lady_piwnakompania_01

I takowoż czynię. Ja i wiśnia jedno mamy imię: winna, niemalże octowa kwaśność, która jest odświeżeniem. Dosiadając owoc jedno mam, nieustanne porównanie – szalony on jak młode wino, narowisty i gorącokrwisty. Nie bez wad ( to czego nie znoszę w winie, ten smak jakby korka, jakby starego drewna, jakby zepsucia jest obecny, jednakże delikatnie tylko wyczuwalny ), ale to jest nasza polska wróżka, nasz polski krajobraz, nasze polskie przywary: przyciężkawy, fermentowany posmak na samym końcu, który jest jak swojski zapach krów – niby śmierdzą, ale tak pachną wakacje. Zadziwia mnie niemy patriotyzm ( nie taki nachalny, rozwrzeszczany, gniewny i nienawistny ) tego trunku i przypatruję się skrzydlatej pannie bliżej: blond włosy, wyraziste kości policzkowe, błękitne oczy, wąski, zadarty nos – jest w tym przeciwieństwem tego co uważam za godne uwagi, ale jest nasza, jest tak cicho słowiańska. Stosuje na mnie taką partyzancką miłość do ojczyzny ( nie zaślepienie orełem białym a subtelny i szczery afekt ), podkopuje się by zatrzepotać skrzydełkami w moim sercu. Stop! Odrzuca mnie to, co wyczuły moje nozdrza: ostry, uporczywy zapach fermentacji, niekontrolowana winność oraz przesadzony słód. I odrobina korka. Dostaję szczyptą magicznego proszku w twarz, uśmiecham się mimowolnie i, z głową pełną wiśni, oddalam się dziękując. W czasie drogi rozważam Polskę. Myślę o tym pięknym kraju z olśniewającym językiem i kończę wyrażając pragnienie, życzenie bezbożne: o wróżkowy patriotyzmie zakiełkuj w sercach gawiedzi, jako wiśnia wypuszcza kwiaty. A wraz z delikatnych płatków opadem zabierz im nienawiść, gniew i zmyj pianę z ust! – zakrzyknąłbym personalnie, wywołał winnego lecz nie ma do kogo krzyczeć, bo nikt nie słucha.

Cherry_Lady_piwnakompania_04

Zapach 4;

Smak 8;

Wygląd 10;

Ogólnie 7.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: DobryChmiel, Katowice;
  • Cena: 9zł.

Cherry_Lady_piwnakompania_02

Hopus Jumbo

Gdybym tylko miał zamknięte oczy i przyszło mi wąchać podstawione szkło wypełnione piwem bez namysłu rzekłbym: rześka IPA! Połowicznie wyszedłbym na głupca, gdyż powinienem dodać BLACK, jednak złożoność aromatu nie ułatwia sprawy w odnalezieniu prawidłowej ścieżki. Piwo stabilizuje się po chwili i po początkowym ataku cytrusów i orzeźwienia zaczyna wyrzucać z siebie aromaty gorzkiej czekolady dorzucając raz po raz zapach palonych kremowych słodów. Potwierdzenie swych mądrych słów odnajduje w smaku, który jest wyraziście puszysty jak ubite białko, sprawia wrażenie lekkiego choć na finiszu kosztowania potrafi pokazać pazury. Właśnie wtedy najmocniej idzie odczuć całość smaków: od goryczy począwszy, przez słodki posmak słodu, przyjemne grzanie przełyku, aż do momentu chrupania gorzkiej, smolistej czekolady wprost od szwajcarskich cukierników. Co ciekawe można odczuć polski chmiel Magnum wyłaniający się jak krecik ze swej norki, nie śmiało i wstydliwie, ale znacząco widoczny jak kopczyki na pięknym wiosennym trawniku. Barwa piwa rozjaśnia się dopiero po moich usilnych próbach prześwietlenia szklanicy, ale tylko na mocno bordowy-czarny kolor. W normalnym świetle różnice w kolorze są nie do zobaczenia, a zacna piana gładzi szkło jak człowiek kopertę po pierwszej wypłacie. Znakomicie ułożone i jednocześnie falujące paletą aromatów piwo wypełni Wasze wieczory!

Zapach 9,75;

Smak 10

Wygląd 10;

Ogólnie 10.

Wielkopolski Piwosz

hopus_jumbo_piwnakompania_03

Przejdźmy do rzeczy od razu – czas do, niechybnie za niedługo ustanawianej, godziny policyjnej się kurczy. Porzućmy na bok słowne igraszki, obedrzyjmy ten foliał i wgapiajmy się w obnażonego recenzenta – bo jeśli zabrać mu jego zdobnie pisany miecz ( choć w moim przypadku widziałbym w tym miejscu toporzysko, miecz dwuręczny bądź młot ) pozostanie sam, nagutki. Goły nie oznacza słaby – w naszej kulturze nagość jest piętnowana, jest słowem o negatywnym wydźwięku. Won, ty szkodniku, dzisiaj bez figur, pseudomądrości i polotu – jesteś wszak rzemieślnikiem, twoim tworzywem jest kartka, narzędziem umęczony albatros w głowie a pomocą psychoaktywne środki ( tj. muzyka, wiersze, książki i tym podobne tałatajstwo ). Rzemieślnik wytwarza: stawia te toporne zdania jedne za drugim, męczy się sam – przestrzeń między kropką a kropką jest bezkresna niczym Sahara, nieskończona bardziej aniżeli Wszechświat. Znów, ty szkodniku, ty muzo przebrzydła! Won stąd! Won! To miejsce winno być właśnie takie, jak to piwo: ma się wrażenie, że po języku to nie gorycz ( skądinąd piękna, intensywna, żywiczna trochę zbyt kwaśna, zbyt taka, jaka powinna być, zbyt przewidywalna: pragniesz moreli, masz takie ucytrynowione, wiem, że lubisz. Może karmelu pomieszanego z szynką, od dziecka lubisz. Może kwaśności żywicznej jeszcze ci dolać, dziubasku? ) a tabun rwących się do wyrabiania norm ludzi pracy z klasy robotniczej stawia swoje trapery sztuk jeden. Jest intensywne, ale rzekłbym: intensywnie, skrajnie pragmatyczne. Nie powiemy sobie: „ A to co? Co to za smak, na co tu on?”, bo wszystkiego będziemy się spodziewać. To samo z zapachem: oddech fabryki ( nie: chemiczny, ale jakiś taki bezduszny, wszystkiego możemy okczekiwać, piwo wchodzi w ramy gatunku tak bardzo, że nie wyrwie go z tych więzów nic, nawet powieść ku pokrzepieniu serc, nawet antyutopijne strofy, nawet milicyjne pałki – tkwi sobie w żywicznym zapachu, intensywnym: dlaczego? Zapytasz to piwo. Bo tak mi kazali, odpowie. Ziemiste, odpowiednio tytoniowe, odpowiednio wędzone, odpowiednie…) zionie w twarz, wypluwając kolejne zmięte twarze, kolejne pary oczu, które straciły zdolność odbijania i czuć, słychać, tylko miriady stąpających butów. Straszne to piwo, reżimowe. Uległe, pozbawione chęci polemizacji. Zapewne myśli: „tak jest i kropka, tak być musi”. Naród z przepisem, przepis z narodem. I tak oto, za sprawą czerni trunku wykreślam z dzisiejszego dnia imię mojej Pani, mojego sacrum: wolności żegnaj, witaj „ tak było jest i będzie”.

Ogólnie: 101% wyrobionej normy, Obywatele i Obywatelki oto wypracowana rękami partii ocena: 5,1.

 

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Dobry Chmiel, Katowice./Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: 8zł/9 zł.

hopus_jumbo_piwnakompania_02

Piwny Laik-poradnik piwosza.

Co powiecie na garść pożytecznych informacji w pigułce? Zaczynam cykl ,,Piwny Laik-poradnik piwosza”, w którym każdy z Was odnajdzie coś dla siebie. Dziś ,,Święci piwem umoczeni” czyli jakich patronów ma…piwo. Najprawdziwszym patronem wcale nie jest Św. Patryk jakbyście mogli się spodziewać, ale postać, o której na 99% nie słyszeliście. Zapraszam!

 Wielkopolski Piwosz 

https://piwnakompania.wordpress.com/piwny-laik/

Pan IPAni

Mozaikowa etykieta napawa mnie myślą, którą postaram się wykorzystać w owej recenzji…aromaty ukryte w tym piwie tworzą nieskrępowaną stylową mieszankę układającą się wokół siebie w jeden, nieprawdopodobnie pijalny gatunek piwa. Tak jak w witrażach kawałeczki szkła leżące obok siebie różnią się od siebie wariacją barw, tak tutaj leżące jak w mozaice smaki i zapachy emanują wielorakością. Na pierwszy plan wybija się cytrusowa świeżość, która została wymieszana z słodyczą pszenicy oraz mango! Ekscytuje mnie świadomość, że smak i zapach stanowią jedność, co w jednym to w drugim, wszystko koncertowo złączone jest jak nity w Golden Gate. Także woń słodów odnajduje swe miejsce, jednak na podniebieniu czuć coś jeszcze czego w aromatowi jednak brak: gdzieś w tle są znane mi z czeskich piw smaki radości, ten charakterystyczny posmak na końcu języka. Całość udekorowana jest zwinną goryczą nie stanowiąca wcale o sile tego piwa, jest jedną z siedmiu głów tego pozytywnego, genialnego wręcz potwora! Barwa jego nie byle jaka bo słomkowa, ale nieprzejrzyście cudna, jakby w szklanicy objawił się najlepszy niemiecki weizen kosztowany na polu tuż przy rozstaju dróg…I uwierzcie moi drodzy, żaden demon nie zapędziłby się na TO skrzyżowanie, wszystko co mroczne zostałoby prześwietlone przez słomkową radość kosztowania.

Pan IPAni_piwnakompania.wordpress.com 2

Zapach 10;

Smak 9,5;

Wygląd 10;

Ogólnie 9,5.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: 7,5 zł.,-

Pan IPAni_piwnakompania.wordpress