Pacific

Widzę: volkswagen’a T1 na etykiecie. Myślę: piwo będzie jak podróż przed siebie, tam gdzie poniesie wzrok, tam gdzie zapragnie dusza, tam gdzie umysł wreszcie wydostanie się z cielesnego naczynia – wyprawa do wszędzie w tym cudzie motoryzacji. Nim ta myśl nawet zdążyła wypuścić pierwsze pąki, już w koszyku zabrzdękał Pacific. Wgapiam się w etykietę, rozmyślam, rozmarzam się, uciekam od wzorów, od beznadziejnej określoności wzorów, od kwadratów, od wszystkich, podobnych do lampy dżina, pętających rzeczy. Próbuję: i nie wyfruwam z ciała, tylko czuję dobitnie brzoskwiniową gorycz. Wysuwam język, żądny odświeżenia: zostaję z nektarynką upstrzoną przesadzonym słodem, który przedstawić można alegorycznie, jako skrzydeł podcięcie. Stwierdzam: nie jest to piwo ciężkie, jest leciutkie, ale nie jest również Imieniem Wiatru, istotą Wolności. Kończę: trunek jest jak rzeczywistość podróży ogórkiem – jazdy ułożonej z cegiełek ciągłej walki ze skrzynią biegów. Wyrażam życzenie: uczyń, o Nieistniejący, to piwo choć trochę mniej rzeczywiste.

piwnakompania_Pacific_04

Wącham: ten sam brak ciężaru mi ciąży. To samo nic, wyartykułowane i pełne istoty. Wyczuwam: delikatne brzoskwinki, mocny słód oraz nieokreśloną kwiatowość młodych, owocowych drzewek. Zapach niewinności, ziejący wprost z „facjaty” ogórka ( spójrzcie mu oko w reflektor ). I coś jeszcze, ożywiam się z łowieckim błyskiem w oku: toż to nektarowo-słodki i przyjemnie rześki, delikatny podzapach. Patrzę: widzę. Obserwuję: to co powinno być w szkle, dumnie je wypełnia. I tyle. Gorzko łykam ostatnie porcje, beznamiętną miną więźnia kwituję dno. Koniec, myślę, nic się nie zmieniło. Wzruszenie ramion. Doznaję oświecenia: to piwo jest jak wzruszenie ramion – jeżeli spodziewasz się czegoś innego wyrwie Ci duszę, a jeśli nie? Również zostawi pustkę, tylko innego rodzaju. Taką zrodzoną z niedosytu.

piwnakompania_Pacific_03

Zapach 8;

Smak 6;

Wygląd 6;

Ogólnie 6.

Smakosz śląski.

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Tabakiera, Gliwice;
  • Cena: 8zł.

piwnakompania_Pacific_01

Lumberjack

Wśród bezkresnych, gęstych lasów stanu Wisconsin, pośród jaskiń i kryjówek krwiożerczego Wendigo wyczekującego swych ciekawskich ofiar, pośród miejsc gdzie wiatr boi się zawiać, a słońce spuścić swe dziecięce promienie stała drewniana, omszała przez wilgotne lata chatka. Tereny te mgliste i mroczne sprzyjały powstawaniu ciemnego piwa, które swą barwą niczym jak wygląd ich piwowara miały odstraszać złe duchy panoszące się wokół tej oazy cudowności. Z zewnątrz smoliste i mieniące się wszelkimi odcieniami czerni sprawiało wrażenie ostrego niczym topór mieszkańca chaty, wewnątrz natomiast zaskakiwało jak ciepło bijące z serca hardego druha. Ilość piwa znikała w takim tempie jakby we wnętrzu szklanicy przezorny drwal postawił piecyk żrący drewno jak opętany, ale oddający w zamian ciepło pośród przełyku. Nasz bohater z początku nie był tak okrzepły wobec życia i otaczającego środowiska, wychowany wśród cytrusowych pół Florydy doskonale pamiętał jak to jest czuć rześkość i lekkość na skórze, jego codziennością były ucieczki z pól sąsiadów, które nasiąknięte cytrusowym orzeźwieniem oddawały całą moc swych zapachów, wieczorową porą. Sielanka dzieciństwa została okrutnie ucięta pożarem kawowych pól, zapach ten pozostał z nim już do dziś, raz po raz zmieniając się w odczuwalny smak paloności na języku falującej dziko w smak gorzkiej czekolady. Tracąc wszystko co miał, zostając samemu wśród pogorzeliska życia podstępem został uprowadzony i wysłany do kopalni złota w Kalifornii. Pozostawiony bez nadziei, telepiąc się na wozach przemytników, tracąc resztki wiary w odmianę losu, dostał prezent od duchów swych przodków. W czasie ulewy niszczącej resztki błotnistej drogi, wyciągając powóz z kolein życia zdołał uwolnić się i zbiec do lasu, gęstego i dającego ułudę ratunku. Jednak dzięki wierze w odmianę losu, doznanej goryczy był w stanie obronić się i wybić na niezależność. Teraz co dzień wdychając wolność wiedział, że ma ona wiele wymiarów: palonej kawy, niemiłosiernej gorzkiej czekolady, świeżości cytrusów, ale także czegoś nowego, czegoś co poczuł dopiero w lesie. A mianowicie drożdży, jakby zastałego leśnego powietrza, dającego poczucie znajomości i przyjemności, wiedział czym to pachnie. Czuł to każdą częścią ciała, najdrobniejszym zakończeniem nerwowym: woniało domem, wolnością, pasją, przygodą, mistycyzmem. Odwieczną walką między dobrem i złem, przeczuciem, gdy mordercze Wendigo zbliżało się do chaty. Otworzył butelkę piwa i wiedział co robić, szepty jego przodków prowadziły go ku nowej przygodzie, niepewnej, ale niosącej niepokój i gniew myśli mającej swe ujście na odwiecznym złu.

Lumberjack_piwnakompania.wordpress.com 2

Zapach 9,5;

Smak 9,5;

Wygląd 10;

Ogólnie 9,5.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań
  • Cena: ~9 zł.,-

Lumberjack_piwnakompania.wordpress.com

Baltas

Mógłbym przysiąc, pod karą odcięcia przyrodzenia, że kiedy tylko otworzyłem to piwo, zamieniło się ono w ogromną paczkę drożdży. Oczywiście zachowała ona uprzedni kształt, ale w moich oczach uległa całkowicie niechcianej transformacji – odtąd postrzegałem ten trunek jako paczkę pełną drożdży. Intensywność ich zapachu, a także ów niekoniecznie pożądany drożdżowy kolor utwierdził mnie w przekonaniu, że to nie na piwo patrzę. Starałem się jak tylko mogłem, coby się do tego litewskiego trunku nie zrazić, więc szybko, przemilczając kolor oraz zapach, rzuciłem się do degustacji. Odjąwszy od ust szkło, czym prędzej podniosłem butelkę – celem sprawdzenia daty ważności, ale owa okazała się jeszcze nie być przekroczoną. Wraz z kolejnymi łykami towarzyszyło mi pytanie, istna zagwozdka, jak można uczynić piwo tak kwaśnym i gazowanym, by prawie uniemożliwiało znalezienie niezmiernie nikłych nut durnej pszenicy? Wybaczyłbym samą nadmierną kwasotę i gazowaność, puściłbym mimo uszu tępotę bananowego posmaku, ale nie jestem w stanie przełknąć zniewagi, jaką uraczył mnie, zdecydowanie zbyt mocno wyczuwalny, alkohol. Tego było już za dużo! Odłożyłem więc pokal i starałem się dojść do siebie po takich ciosach, by znaleźć w nim coś, czym można się cieszyć. Zbadałem pianę – okazała się nieobecna, pomimo chorej ilości bąbelków. Wnikliwie przyglądałem się kolorowi – nie dostrzegłem w nim nic, poza skojarzeniem z drożdżami. Wwąchiwałem się w trunek z wytrwałością policyjnego psa – i tym razem zawiodłem, czując tępotę pszenicy na równi z drożdżowością. Tak więc, przeglądając cały materiał dowodowy, wysłuchawszy stron, orzekam werdykt: Uprasza się mości panów Litwinów o zaprzestanie produkcji piw pszenicznych w trybie natychmiastowym, pod karą wypicia całej beczki swojego wyrobu. „Proszę spocząć, sąd wyszedł”


DSC00881

Zapach 2;

Smak 1;

Wygląd 2;

Ogólnie 1,5.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Litwa;
  • Kupiono: Selgros;
  • Cena: ~5zł.

DSC00882

Żywot Barleya

Wiedziony oczekiwaniami stworzonymi przez Hard Bride zdjąłem z szacunkiem butelkę z półki i obróciłem ją w ręku, przyjrzałem się uważnie przejeżdżając palcem po inskrypcjach. ,,English Barley Wine” taki napis ukazał się mym oczom, a ja już wtedy wiedziałem, że wezmę je ze sobą. Przygotowując się do chwili, gdy kapselek zostanie oderwany od macierzy postanowiłem ubrać frak i cylinder by wczuć się w rolę angielskiego Lorda przechadzającego się po swych włościach. Raz, dwa, trzy…pssst. Szkło raptownie wypełniło się  herbaciano-wiśniowym kolorem zakrywając szczelnie związki światła, piana wzburzyła się, pieniła jak poznańska Cybina ostatnimi czasy, ale wypaliła się gwałtowanie zostawiając jedynie popiół na rantach trunku. Budując napięcie związane z jego kosztowaniem przyglądałem się spokojnie temu spektaklowi, gdy kurtyna opadła chwyciłem żwawo za szkło i przyłożyłem je do kluka. Biorąc pokaźny haust nad piwnego powietrza poczułem się dotknięty niczym angielska królowa zachowaniem ambasadora radzieckiego. Próba zachowania klasy, wdzięku przez to piwo sprawia, że odbiera się je jako nie taktowne. Jest ono niezwykle delikatne, wątłe wiedzione tylko aromatami, co prawda eleganckich, słodów. Gdzieś w tle wyczuwam ta owocowość, wspomnianą wiśnię…jakby wręcz kwaskowatość wymieszaną z aromatem winogron! Jednocześnie dzięki zamieszaniu zawartości, ponad stan wybijają się nuty ziołowe, uciekające z apteczki babci. Ach jaka szkoda, że są one tak wątłe! W smaku następuje powtórzenie tych aromatów, silnie owocowe nuty przeplatają się z goryczką finiszującą w przełyku wspieraną przez co raz mocniej wyczuwalny alkohol. Gdy już ma się wrażenie końca doznań następuje słodki przełom, utrzymujący się niczym syrop z wspomnianego schowka babuni. Piwo zdecydowanie potrzebuje czasu, by dojrzeć, by wszystkie aromaty i zapachy miały szansę się przeniknąć. Kupcie dwie butelki, jedną do kosztowania, drugą na co najmniej rok do leżakowania. U Lorda w piwnicy jest w czym wybierać…

Żywot Barleya_piwnakompania.wordpress.com 4

Zapach 8;

Smak 8,5;

Wygląd 9;

Ogólnie 8,5.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Galeria Alkoholi Podolany, Poznań.
  • Cena: 11 zł.,-

Żywot Barleya_piwnakompania.wordpress.com

Żywot Barleya_piwnakompania.wordpress.com 2

Blame Canada

Wyczytując z etykiety ile potrzebowałbym potrafić rzeczy, gdyby to piwo nie zadowoliło mnie, począłem rozmyślania – tak, już przy półce wzbudziło to we mnie ekspresowe pociągi myśli, promy uniesień nad brzydotą piękna naszego świata oraz szybowce zadumy. Trunek ów sprawił, że mój wewnętrzny ogród wyobrażeń (odnośnie piw ) nie tyle zakwitł, co raczej stracił rozum, pogrążony w chaosie niezdrowego wzrostu – niczym za sprawą magi szalonego druida. By nie upaść pod ciężarem moich oczekiwań robiłem wszystko, by ochłonąć nim odkorkuję ten antałek z piwnym ekwiwalentem kanadyjskiego syropu klonowego. Do samego momentu, w którym usłyszałem dźwięk nadginanego kapsla wydawało mi się, że taki stan osiągnąłem – jednakże ów odgłos z mocą Gimli’ego dującego w rohański róg pozbawił mnie złudzeń.

piwnakompania_Blame_Canada_0`

Chciałem być zmiażdżony przez to piwo, chciałem by ono było krasnoludzkim toporem a ja: orkowym łbem. Moje rozmyślania przerwał mi zapach lasu – żywego, z entami, w których żyłach płynie żywica. I pośrodku tej puszczy nieprzeniknionej wędzarnia, z właścicielem lekko woniejącym whiskey, żującym laskę wanilii, która to łączy wszystkie zapachy w jeden – będąca tym, co spaja je wszystkie w całość urzeczywistniając widok wykreowany w naszej wyobraźni. Języku, Wyrocznio Ty moja, co na Twojej skromnej połaci stworzył ów brunatny, czarny a wstydliwie nieprzepuszczający światła trunek? Podczas karczemnej bójki wybiłem łbem dziurę w beczce z resztkami whiskey. Upojony nocą począłem ją lizać – frenetycznie kwaśne drzazgi, tak kawowe, że bardziej miażdżyły mój organ poznawczy aniżeli tylko go nakłuwały. Gdy już ochłonąłem po pierwszym, ekstatycznym doznaniu na mój język spłynęła gęstą kroplą ona: whiskey połączona z gorzką czekoladą. Niefortunnie alkoholowa, zachłannie dębowa, z wiodącą rej oleistością. I znów niebotycznie kawowa kwaśność, podszyta żywicznym orzeźwieniem. Smaki nie mieściły się wprost na moim języku – chciały go rozerwać, rozszarpać na strzępy. Nie, tego piwa nie pija się łatwo – jest skomplikowane, tajemnicze i zdawkowo odsłania swoją duszę, smak po smaku. Jest ono jak najlepszy rozmówca, który wymaga nieustannej atencji, skupienia oraz pomyślunku, który za owe nagradza konwersacyjnymi, niebanalnymi dywagacjami kipiącymi od treści, będącymi przeciwieństwem rozmowy-wymiany informacji. Jest ono jak mój wymarzony, rzeczywisty Auguste Dupin – ze wszystkimi jego zaletami i wadami.

piwnakompania_Blame_Canada_04

Zapach 10;

Smak 9 (jednak ten alkohol);

Wygląd 8;

Ogólnie 9.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Tabakiera, Gliwice;
  • Cena: 8,30zł.

piwnakompania_Blame_Canada_03

Piwny Laik-Piwne Style

Dziś kolejna część informacji z cyklu ,,Piwny Laik-Piwny Style”. Zastanawiacie się czasem czy kosztowane przez Was piwo spełnia standardy stylu? Czym tak właściwie powinno się wyróżniać? Jeśli macie gdzieś w pobliżu AIPA lub Black IPA spieszcie po nie prędko i porównujcie czy wszystko się zgadza!
Wiedzę czerpie z oficjalnych stron BJCP, wg. klasyfikacji przez nich zrobionej, ja zajmuję się tłumaczeniem słów na nasz zawiły język polski.

Zapraszam!

https://piwnakompania.wordpress.com/piwny-laik-piwne-style/

Wielkopolski Piwosz 

Gentleman Stout

,,A Ty się temu nie dziwisz…” Ano jest w tym krzta prawdy jak i nie prawdy. Otóż mówiąc całkowicie poważnie nie miałem nazbyt pojęcia czego się po nim spodziewać, a gdy nadeszła pora kosztowania to właśnie podświadomie się nie zdziwiłem. Straszne poplątana ta myśl, ale prawdziwa. ,,Wiesz dobrze co byłoby dalej…”, po ekstremalnie kawowym zapachu spodziewałbym się tej kontynuacji w smaku, a tu następuje zaskoczenie: delikatność i posmak gorzkiej czekolady są wszech ogarniające, a tak silna wcześniej kawa ewidentnie chowa się na drugi plan. Całościowo uwidaczniają się jeszcze dwie cechy całkowicie sobie zaprzeczające: krzepka kwaskowatość oraz muskające podniebienie zwiewne bąbelki. Zbyt dużo zaskoczeń jak na jedną butelkę, a mam dla Was jeszcze jedno: czy tak ,,szampanowy” (tzn. bardzo delikatny) stout nie powinien być milk stoutem? Gubię się w swych myślach i choć się z nimi zgadzam to w czasie kosztowania piwa co raz wyraźniej odczuwam finiszującą goryczkę, radośnie łaskoczącą mnie w górne podniebienie. ,,…Kocham Cię jak Irlandię”. W ten czuły sposób mógłby się wyrazić skrzat z etykiety o barwie piwa, choć próbowałem prześwietlić szkło wypełnione tym irlandzkim trunkiem, jasnym i przenikliwym światłem, nic z tego nie wyszło. Zostało czarne i skonfundowane jak ja po kosztowaniu, czuje się po wielokroć zaskoczony, ale w konsekwencji usatysfakcjonowany. ,,Wiesz dobrze co byłoby dalej…” Tak wiem, czas zakończyć degustację!

P.S Stosunek ceny do jakości wyśmienity!

Gentleman Stout_piwnakompania.wordpress.com 2

Zapach 9;

Smak 8,5;

Wygląd 10;

Ogólnie 9.

Wielkopolski Piwosz

Gentleman Stout_piwnakompania.wordpress.com 3