Behemoth Bafomet

Rozedrganymi palcami przejechałem po czarnej, niemalże wchłaniającej światło, skórze otulającej okładkę opasłego tomiszcza. Jej barwa była o tyle dziwna, że przy swojej aberracyjnej zdolności pochłaniania promieni słonecznych, momentami błyszczała i wtedy można było odnieść wrażenie, że grimuar żyje – ba, samo patrzenie na niego nie tylko sprawiało mrożącą tył głowy, niezrozumiałą przyjemność, ale także napawało niepokojem, strachem, że pod skórą coś nieustannie się wije. Zafascynowany, przeszywany nieustannym, ekstatycznym dreszczem niepokoju łapczywie chwyciłem za brzeg obitej okładki. Mym oczętom ukazał się widok, który nawet podczas końca świata, choćbym był przypalany smołą, zawieszony w pustce lub, co najbardziej prawdopodobne, gdybym po prostu przestał istnieć, dodawałby mi będzie otuchy i napawałby mnie zachwytem. Puste strony, koloru pergaminu zmagającego się z minionymi wiekami, ich fakturę drobnoziarnistą i grubość nieprzemożną – wszystko to tylko niedoskonały opis, rażące niedociągnięcie i potwarz w stronę piany. Naciągnąłem kaptur czarnej szaty by zakrywał oczy, wykrzywione w narkotycznym uniesieniu, wyciągnąłem lewą dłoń nad puste stronnice ( cały czas chłonąc ich sukubiczną powabność, piękno i niebezpieczną namiętność ) i ozdobnym sztyletem naciąłem wzdłuż linii życia. Burgundowa krew wsiąknęła w skręcany wiecznym pragnieniem pergamin, a tom wybuchnął: pierwej zapachami, później zesłał na moje zmysły mroczne wizje. Gdy posoka tylko zetknęła się z powierzchnią grimuaru, na kartach pojawiły się czarne żyły, pulsujące żądzą juchy i wijące się demonicznym sposobem. Znad ożywionego tomiszcza poczęły unosić się wzbudzające nieokrzesane żądze wonie: żadna z nich nie udawała fałszywej, niewieściej skromności, wszystkie naraz dyszały, kapały śliną oraz mruczały intensywnie. Cóż to za mnogość szatańskich sposobów na kuszenie, istne opętanie nosa: wszystkie zapachy orgiastycznie oleiste i podszyte wykwintną, wyrafinowaną wanilią. Ocean żywicy oraz morze torfu, dymionego śliwkowym drewnem. Wędzony karmel oraz odrobina oleistej , suszonej żurawiny, w odwodzie gorzka lecz lepka czekolada. Zapach kusi bardziej aniżeli królowa Sukubów w towarzystwie swojej świty, rozpala ogień i wlewa się bezpośrednio do duszy – bezcześci ją intensywnością, ale nie przeszkadza mi to, niech profanuje ją dalej. I mocniej. Wizje, jakie spadły na mój język były równie nieokiełznane: zostałem nadepnięty potęgą kremowego palenia, sponiewierany wytrawną, gorzką czekoladą, uwiedziony suszoną żurawiną, zmiażdżony oleistością oraz likerowością, przeniesiony w leśne runo oraz zaszokowany doskonałym zakamuflowaniem alkoholu. Doskonała intensywność. Epitafium dla smaku ciemności. Gdyby takie były satanistyczne grimuary napisałbym drugi „Necronomicon”.

Perunie, o Perunie, słowiański bogu! Użycz mi swej ręki i razem przyzwijmy Bafometa raz jeszcze.

piwnakompania_behemoth_Bafomet_02

Zapach 11;

Smak 10;

Wygląd 10;

Ogólnie 10+.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Dobry Chmiel, Katowice;
  • Cena: ~12,-.

piwnakompania_behemoth_Bafomet_03

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s