revolta Earl Grey AIPA

Dziś będzie o herbacie, jednej z moich namiętności, katalizatorze moich myśli i pełnej czarce codziennych medytacji. Czytacie bowiem Wyznania Herbatysty, którego dwa piękna zostały magicznym, piwowarskim sposobem złączone w jedno. Nie sposób było już samemu szkłu odmówić opacznie pojmowanej herbacianości: tej kojarzonej z herbatką Sagą ( parzoną bez miśka naturalnie, bo ów pluszak więcej posiada smaku niż całe opakowanie tej małmazji ) w PRL-owskiej szklance, a jakże: na chybotliwym spodeczku, której złapać się nie da póki napar pozostaje w temperaturze wyższej aniżeli pokojowa. Co więcej ktoś pokusił się o dodanie smaku owej esencji poprzez dorzucenie, niezwykle oszczędnej, kapki cytrynki ( wzmacnia odporność najlepiej, zaraz po „prądzie” ). Rzec, że barwa jest nie na miejscu, to stoczyć się w eufemizm tak głęboko, że nawet najdzielniejsi, pełnokrwiści śląscy „grubiorze” poddaliby się w połowie drogi. Jako, że często stawam okrakiem między „szkiełkiem i okiem” a prawdami żywemi, między rozumem a sercem, zmilczałem i zacząłem wąchać. I doznałem szoku. Gdyby tak pachniała Saga to, oprócz nierozłącznej laski cynamonu, nosiłbym w kieszeni torebkę, ba, całe pudełko! Zapach jest niczym przekomarzająca się kapela jazz’owa. Perkusja, narzucająca tępo muzycznej konwersacji, wydaje z siebie soczyście bergamotkowe nuty – aromat porannego Earl Grey’a. W sukurs za nim, nieśmiało niczym głaskane pianino, nagietek ubogaca zapachowe brzmienie, lecz gdy tylko zachrypi cytrusowa trąbka budzą się i klawisze kwiatowego aromatu. Cóż to za pobudka, która rozlewa się dreszczem oraz gęsią skórką! Znów przycicha, niby rozmówca zmęczony przepychaniem się na argumenty i zostawia przeciągły głos cytrusowego instrumentu dętego… Nie! Zachrypniętej cytrynie, niby w pół zdania, przerywa żywiczna wiolonczela. I tak kłócą się w najlepsze, pląsając po moim nosie. Zawąchany chcę, by to trwało wiecznie – zapominam o czasie, przenoszę się na tą tłustą od papierosowego dymu, rozlanego martini oraz muzyki, koncertową salę, gdzie dźwięczną wymianę zdań prowadzi ów kwartet woni. Zafascynowany koncertem zapominam o drinku, który sączę, miał on jakikolwiek smak? Przypominam sobie, cytrusową gorycz, wpieraną przez jej pieprzną kuzynkę – jednak ledwo co idą upojone swoją własną przeciętnością. Gdzieś tam, spomiędzy nich stara się wydostać kwiecista bergamotka jednak ich gromkie, pełne intensywności krzyki skutecznie ją zagłuszają. Wzruszam ramionami, bo przypomnieć jestem sobie w stanie tylko to – znaczy, że całość daleko była od godnej zapamiętania. I znów, tym razem kompletnie bezwiednie, wwąchuję się w już pusty kufel, a kwartet gra coraz ciszej. I ciszej. Brzmi niczym gramofon pośrodku pustyni słyszany z pędzącego donikąd samochodu.

revolta_piwnakompania_02

Zapach 11 ( najlepiej pachnące piwo, do tej pory );

Smak 6;

Wygląd 5;

Ogólnie 7 (gdyby ktoś jednak dał powąchać…)

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupiono: Dobry Chmiel, Katowice;
  • Cena: ~9zł.

revolta_piwnakompania_03

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s