Nayerbane

Piwo spożywane w tak przyjemnych okolicznościach jak kosztowanie go u stóp bazyliki mariackiej ze swą niewiastą zapada w pamięć i mimowolnie wywołuje pozytywny uśmiech na facjacie. Doszukiwanie się już w zapachu nut yerby mogłoby rozczarować gdyby ktoś usilnie szukał tylko jednego zapachu i wg. niego oceniał całość trunku. Owszem jest ona wyczuwalna, ale ginie pod ciężarem świeżych, lekkich chmieli stanowiących o postaci piwa. To nieprawdopodobne połączenie rodzi jeszcze jeden zapach, a mianowicie aromat świeżego drewna ze sklepu. Ktoś kto dopiero transportował takie drewno wie jak pachnie, uwierzcie! Smak komponuje się w zgrabną i imponującą całość, co najmniej tak dobrze jak gra artystów ulicznych wygrywających znane przeboje na swych zużytych instrumentach. Wreszcie w nim możemy zaznać many płynącej z yerby, uwalniającej absolutnie w pierwszej fazie kosztowania swą moc. Po tym pierwszym zaskoczeniu nadchodzi fala goryczki, delikatnie jakby słodkawej, muskającej dzielnie świeżością me podniebienie. Mogłaby ona jedynie wyrażać więcej mocy, goryczy, trzymającej w uścisku gardło piwosza. Kwaskowatość daje o sobie znać jak ładna pogoda w ostatni dzień urlopu czyli tuż na finalnym kosztowaniu trunku. Jego barwa jest herbaciana, ale z tą różnicą, że nie jest ani trochę przeźroczyste, wspaniale mętne przepuszcza małą część świetlnych promyków. Najmniej przeobrażeń doznaje piana, z początku wielkości dwóch palców na sam koniec zmniejsza się do wielkości jednego, małego palca.

Zapach 9;

Smak 9;

Wygląd 9,5;

Ogólnie 9.

Wielkopolski Piwosz

Nayerbane_piwnakompania.wordpress.com 3

Jeszcze nie spróbowałem tego piwa i drżę w strachu w obawie przed połączeniem dwóch moich koników: IPY i yerby. Boję się, że moje wymagania są zbyt wysokie, wyobraźnia zbyt idealistyczna a umysł zbyt sceptyczny by przyjąć coś bezkrytycznie. Jestem w strachu przed rozumem rozkładającym wszystko na czynniki pierwsze i doszukującym się wszędzie niedociągnięć.

Wącham.

Początkowo krzywię się w niezrozumieniu: pachnie, raczej śmierdzi, czerwoną herbatą Pu-erh – czyli po trosze tanimi gumowymi dmuchanymi zabawkami i skarpetkami. Zaciągam się raz jeszcze, pełen nielogicznego optymizmu i uśmiecham się. Do mych nozdrzy dolatuje zapach cytrusów, moreli, dobrego tytoniu oraz karmelu. I yerba siedząca nieśmiało w tyle ze swoim lekko duszącym aromatem – tak dobrze mi znanym zapachem domu, wieczora i książki.

Biorę łyk.

Zanurzam się w trzech rodzajach goryczy. Czubek języka pieści yerba, pobudzając mój mózg do działania. Dalej zaskakująco pieprzna, pieszcząca środek języka gorzkość i wreszcie cytrusowe orzeźwienie. Nie! Jest coś jeszcze! Trawa cytrynowa wyczuwalna jak w naparze. Pociągam raz jeszcze a tornado smaków uspokoiło się, pozwalając co rusz innemu smakowi wypłynąć, odtańczyć swój hipnotyczny układ i odejść. Zostaję z posmakiem podobnym do pierwszego zaparzenia yerby – mocna, mętna gorycz i roślinne orzeźwienie. Jestem oszołomiony.

Spoglądam.

I to, co widzę przyprawia mnie o dreszcze. Barwa herbacianej esencji patrzy na mnie. Ja podziwiam. Piana, niczym pianka na espresso, mruga do mnie osiadając na ściankach. Ja zachwycam się. Mętność otacza mnie nie pozwalając ujrzeć zzań świata. Ja wiem. Wątpliwość odchodzi. Rozum nie dopatrza się wad. Odrzucam sceptycyzm, drżącą ręką odstawiam kufel, a długopis składam przed kartką. Myślę. Pogrążam się w zadumie.

Zapach 9;

Smak 10;

Wygląd 10;

Ogólnie 9,5.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Kram w Gdańsku
  • Cena: 9 zł,-

Nayerbane_piwnakompania.wordpress.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s