Perła export

Biorąc nazwę piwa zupełnie na poważnie można by stwierdzić, że słowo ,,export” musi oznaczać coś wspaniałego co nadaję się do zaprezentowania całemu światu. Kiedyś właśnie był taki cel dodawania do wszelakich trunków tego słowa by oznaczać piwa lepsze, bezkonkurencyjne smakowo. Ząb czasu niestety nadużył i to określenie. Jego zapach może przypominać moment robienia sałatki kukurydzianej gdyż to co wydobywa się z nad tafli trunku nie przypomina niczego pożądanego w piwie. Po za tym po dłuższej chwili odpoczywania trunku i dawania mu okazji by wyszło z niego co dobre lub co złe, wychodzi na me spotkanie to złe. Lekka, nie zbyt mocna, ale jednak jest: metaliczność. Smak utwierdza mą osobę w przekonaniu, iż trunek został wyprodukowany dla ludzi lubujących się w metalu. Nie, nie mam myśli rodzaju muzyki. Gatunek słodu użyty do jego produkcji chyba nie był najlepszy, gdyż przegrywa on walkę z nieszczęsnym alkoholem. Kolor natomiast jest taki jaki być powinien, nie zaskakuje piwosza, ale jednocześnie bąbelkami i pianą zataczającą kręgi wspomaga odbiór wizualny piwa. Osobiście bym tego piwa nie eksportował, po co szkalować markę jaką jest Perła?

Zapach 3;

Smak 3,5;

Wygląd 6;

Ogólnie 3,5

(w skali piw koncernowych)

Wielkopolski Piwosz

Perła export_piwnakompania.wordpress.com 2

Chciałbym, o jak bardzo i nieodwołalnie chciałbym, żeby ów dopisek export szpecący znane i lubiane litery: „Perła” nie był tak magiczny. Nie jest to czysta i piękna magia Gandalfa, a czarna magia uroków i klątw. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienia on piwo legendarne ( i tanie, co trzeba dodać ) na, nieprzymierzając, pomyje ( i to z Ludwikiem, bo chemiczne toto jak ów ). Może i zostało trochę z tego słońca, które przyszło mi wychwalać w goryczy Chmielowej Pani, ale okraszona została ona nutami tak kukurydziano – chemicznymi ( a co za tym idzie kwasowymi ), że przestała przynosić ( na pewno nie tak dużą, jak nie wcale ) radość. Magia napisu zagwarantowała jej także typową dla koncernowych tworów właściwość: wprost proporcjonalnie do bliskości dna kufla rośnie chęć wylania całości. Nazwijmy to roboczo Pierwszym Prawem Koncerniaka. Urok zadziałał także ubrzydzająco – trunek wpada teraz w odcień pospolitych szczyn. Dzielnie trzyma się tylko piana, choć i ta ucierpiała: wyglądem przypomina mydliny. Co więcej zauważam, że klątwa ma skutki uboczne: niby wydaje się, że gazu brak – na to wszak wskazuje wygląd, a język podszczypuje nadmierna bąbelkowość. Magia jak nic. O zapachu da się powiedzieć tylko tyle, że istnieje istnieniem kukurydzianym a podłym, aże wstyd nawet o nim wspominać.

Zapach 1;

Smak 5;

Wygląd 4;

Ogólnie 3.

(w skali piw koncernowych)

Smakosz ślaski.

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Chata Polska
  • Cena: 3,1 zł,-

Perła export_piwnakompania.wordpress.com 1

Reklamy

Trybunał Trójsłodowy

Poważna nazwa piwa zobowiązuje mnie do podjęcia próby opisania go w słowach prawniczych, ale obawiam się, że w mym wykonaniu mogłyby one spowodować śmiech na sali sądowej i utratę autorytetu przedstawicieli państwowych. Z tego względu umieściłem fabułę na sali sądowej stroniąc od określeń, które bliskie mi nie są.

,,Oskarżeni wstać”-rzekł piwny sędzia. Trójka zbirów posłusznie wykluła się z butelki i nalała się do kufelka wymieniając po kolei swe imiona: Zapach, Smak oraz Wygląd. Ich pospolite imiona od razu wydały się podejrzane sędziemu pochodzącemu z krainy podziemnych pomarańczy: Wielkopolskiemu Piwoszowi. Rzekł on natychmiast „Oskarżeni wymieniać z kim Wam przyszło współpracować przy kooperacji w powstawaniu tegoż trunku”. Pierwszy wstał Zapach, jego ciemniejsza karnacja wskazywała na zabiegi pielęgnacyjne odbywane w pobliskim browarze i to co wnet wyznał tylko potwierdziło przekonania sędziego ,,Od samego początku zostałem zmuszony do współpracy ze słodem, który bezczelnie przypalił się na żywym ogniu. Lecz w tym miejscu spotykał się z innym aromatem, karmelem. Naradzali się długo i następnie wprowadzili mnie w plan, któremu uległem: przypaliłem się dla dobra piwa”. Sędzia nie dał po sobie poznać, że jest wstrząśnięty. Jedynie wytrawny mentalista mógłby rozpoznać tik nerwowy, który ukazał się na młodzieńczym, nastoletnim wręcz zaroście pod nosem. Następny wstał smak i wydukał ,,Zostałem uwiedziony przez sprytne, otulające bąbelki. Na domiar złego w szach mnie wziął kompan Zapachu, przypalony słód. Straszył mnie lekkim miodem, który i tak przybył i namącił w mej głowie, a jegoż szofer powszechnie zwany karmelem współpracował z innym zbirem, Goryczką, którego brakuje wśród oskarżonych!”- ostatnie zdanie wykrzyczał. ,,Wielkopolski Piwoszu, to wszystko dla dobra kosztujących”-dodał prawie niesłyszalnym szeptem. Sędzia odprawił go ręką po czym wskazał na Wygląd by wstał i spowiadał się prędko. Ten zrobił to tak chętnie, że sędzia aż się zarumienił . ,,Niestety wszystko co mówią moi koledzy to prawda. Pod ich naporem przybrałem swój czerwony wygląd. Jednak by choć troszkę mniej się wyróżniać przywdziałem na głowę gruby kapelusz stworzony z piany. Niestety materiał z, której był zrobiony zniknął tak szybko jak handlarz, który mi ją sprzedawał”. Usłyszawszy zeznania sędzia, zafrasował się. By rozjaśnić swój młodzieńczy acz zmęczony umysł powziął on haust Trybunała i wtem oświetliła go myśl przewrotna. ,,W imieniu Piwnej Kompanii ogłaszam wszem i wobec: Pospolici oskarżeni, uniewinniam Was. Przysłużyliście się sprawie, teraz to zrozumiałem. Jesteście wolni!”. Radości nie było końca, jednak kres piwa już nastąpił.

Zapach 7,5;

Smak 7,5;

Wygląd 8,5;

Ogólnie 7,5.

Wielkopolski Piwosz

Trybunał_piwnakompania.wordpress.com

Dla mnie wysokosłodowe piwa mają jedną, ale natarczywą a intensywną wadę – bywa z nimi tak, że słodycz ich jest nie do zniesienia. Nadrabiają to z reguły czy raczej dla mnie pogrążają, nadmierne bąbelki, za którymi piwowarowie próbują schować ( najczęściej nieudolnie ) nadmiar słodyczy. Zapach tego trunku zdaje się być preludium do takowych chwil ociekających wręcz słodyczą – jest słodowy, ale zadziwiająco mało ogłupiający – czuć wyraźnie, może nie wytrawne, ale wytrawniejsze nuty paloności. Woń jest typowo piwna, próżno szukać weń owocowych, ziołowych czy kwiatowych nut – jest prostsza od budowy cepa, nadpalonego, ale jednak cepa. Gdy wwąhać się tak mocno, iż czubek nosa dotykałby dna kufla, pojawia się jeszcze jedna, zagubiona cząstka zapachu – kasza gryczana. Można czerpać przyjemność ze szczerego zapachu – takaż jest też aparycja – wpada wdzięcznie w czerwień, zachowując jasność piany, rzekłbyś: „typowe słodowe piwo”. Jest jednak coś, co pomimo czerwono-miedzianego koloru oraz szczerego czy prostego zapachu, każe myśleć o nim jak o trunku deczko innym – jest to pozbawiony nadmiernej słodyczy i gazowaności smak. Zaskoczony byłem, gdy pierwszy łyk powitał mnie upalonym lekko słodem, orzeźwieniem i całkiem zacną (czyli ciepłą i mocną) goryczą. Owszem – czuć słodowość tego trunku, nie jest ona jednak nachalna, a już od nieprzyjemnej dzieli ją żelazna kurtyna stworzona z palonego słodu na kubkach smakowych i węchowych. Niestety pomimo tych cech piwo dość szybko ulatnia się z mojej pamięci – i choćbym nie wiem jak się starał, nie jest skore do zostania weń dłużej niż przysłowiowe pięć minut. Mimo swoich niechybnych zalet nie uniknęło najpoważniejszej choroby – nijakości.

Zapach 6;

Smak 7;

Wygląd 8;

Ogólnie 6.

Smakosz Śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Piotr i Paweł
  • Cena: 3 zł

Trybunał_piwnakompania.wordpress.com2

Bosman Full

Cóż rzec mam o tym żeglarzu. Brak weny doskwiera mi dziś równie mocno co brak rumu na pokładzie pirackiej łajby. Może łatwiej by było poematom cisnąć się na usta gdyby po nalaniu do kufelka trunek ten przybrał inny kształt aniżeli trunku bez piany i wygazowującego się dwie zdrowaśki po nalaniu. Choć kolor nie jest okrutnie złocisty, zawiera lekkie nuty ciemniejszego dostojeństwa to obawiam się, że spowodowane jest to wątłym promyczkiem światła rozświetlającym trunek. Nie będę lepiej przesuwał kufelka. Chciałoby się o zapachu powiedzieć, że jest dostojny jak kapitan Titanica, ale co najwyżej można go porównać do Janusza w Multipli. Jest on okrutnie pospolity, ograny przez inne koncerny. To jest ten zapach, którego spodziewać się możecie w każdym koncerniaku. Na sam koniec zwyczajem już przez nas obranym należałoby nakreślić parę dostojnych linijek o smaku. Ciężkie to zadanie gdyż chciałoby je się zakończyć jednym słowem: pospolite. Ale jest jedna płonna nadzieja w tym trunku: bąbelkowata spuścizna goryczki. I słodu. Okraszona związkiem chemicznym co za zadanie sponiewierać ma narody słowiańskie. Nie, to nie nadzieja. To przekleństwo.

Zapach 3;

Smak 3;

Wygląd 2;

Ogólnie 3.

(w skali piw koncernowych)

Wielkopolski Piwosz

P1250830a

Bosman wydawał mi się zawsze mocarnym, a nade wszystko wyrazistym osobnikiem. Pal licho, że brzydkim jak noc, bez ucha, ale nie możliwym do pomylenia. Czytając Tomki Szklarskiego ów bosman urósł w mych dziecięcych oczach do bohatera czy nawet postaci-ideału. Opatrzony w taki bagaż doświadczeń zmierzyłem się z koncernowym wyrobem o takiej nazwie. I co? I żałość strzaskanych wspomnień, bo mniej wyrazistego piwa nie próbowałem. Nie, nie jest złe, jak na koncernowe-całkiem znośne, ale nie ma w nim nic, co pozwalałoby o nim powiedzieć więcej niż: znośne. Brak goryczy, słodu oraz jakiegokolwiek innego smaku. Wygląda jak koncerniak tutaj znów nawet jednego szczegółu, nawet jednego pojedynczego bąbelka odbiegającego od przeciętności. Zapach zadziwiająco mało kukurydziany i zadziwiająco, lub i nie, przeciętny. Jednak wolę na powrót zanurzyć się w fantazyjnym świecie, razem z Bosmanem, który kimś był. Nie miałbym za złe nawet opisanego pierwej osobnika, ale czuję się oszukany obcując z kimś tak nijakim.

Zapach 4;

Smak 3;

Wygląd 3;

Ogólnie 3,5.

(w skali piw koncernowych)

Smakosz Śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Alma
  • Cena: około 3 zł.

P1250828a

Piraat

W akompaniamencie przepięknych przebojów Santiano postanowiłem skosztować to piwo. Niestety żadnej łajby akurat nie miałem, morza też, także poprzestałem na pirackim piwie i szanciarskich hitach. Kontemplując nad kuflem zauważyłem, że zaczynam odczuwać skutki wwąchiwania się w tafle piwa. Co najmniej jakbym dostał rapierem przez głowę. Połączenie aż 10,5 % alkoholu sponiewiera już powietrze wokół kufelka. Przytłacza on nawet inne składniki tegoż trunku, które w nim wyczuwam, a są to przykładowo lekkie słodkie zioła, oraz świeżość wymieszana z lekką nutą przypalonego słodu. Zarzut, który odważyłbym się mu postawić to, że jest lekko perfumowane. Moc alkoholu jest przytłaczająca, można go porównać do kapitania pirackiej łajby: ostry, kulawy, szczerbaty, ale sprawiedliwy i silny. ,,Es gibt nur Wasser, Wasser, Wasser überall…”. Przypominają mi się słowa piosenki i już wiem, że w takiej chwili piłbym je chętniej niż ową wodę. Przytłoczone nuty słodyczy i jakby kolendry wiosłują ile sił w wątłych rękach, ale przegrywają z oceanem alkoholu. Z początku wygląd jest stłumiony przez pryzmat sporej, przyjemnej piany. Z biegiem czasu zanika ona co raz mocniej, ale osadza się na brzegu szkła i na środku, uszlachetniając jego wygląd. Barwa jego jest miedziana, mieniąca się w świetle rozkosznie. Bąbelki przez cały czas pulsują raptownie i puszczają oko do piwosza. W ich cichym krzyku dało się usłyszeć ,,za burtę łajdaki, czarno brody Herr Alkohol wyniszczy nas prędzej niż szczury wyżrą zapasy portowych sucharów”. Poważnie. Posłuchajcie sami.

Zapach 6;

Smak 5;

Wygląd 8,5

Ogólnie 6

Wielkopolski Piwosz

P1250826a

Są pewne cechy, bardzo skądinąd charakterystyczne, które sprawiają, że na pierwszy rzut jakimkolwiek zmysłem da się poznać piwo pochodzące z kraju frytek na smalcu opatrzonych majonezem – powonienie uwodzi perfumowane dostojeństwo, wzrok pieści jasna oraz pienista zawartość, a smak pozostaje niepozorny mimo swojego woltarzu. Czy i korsarz spełnia wymienione powyżej warunki, mogąc być tym samym zaakceptowanym do zacnego grona „belgów”? Przyzwyczajonych do długich, wieloaspektowych odpowiedzi zaskoczę – owa bowiem, jest krótka: nie. Przeczy swojemu pochodzeniu sam zapach – tylko wąchany z bardzo daleka przypomina ( powtarzam: przypomina ) dostojeństwo swoich krewniaków. Rozczarowanie ma formę banana, na domiar złego zaprawionego koszmarną ilością słodu oraz ( co jest niewybaczalne ) alkoholu już w samej woni. Uparci a wytrwali mogą się dopatrzeć dość pozornego, zabłąkanego chmielu na podszewce wspomnianego przeperfumowania. Niewybaczalność obecności alkoholu, drażniącego nos, możecie znieść zatykając nozdrza albo łapiąc katar – nie przeskoczycie natomiast procentów szczypiących język. Dobrze słyszeliście – ci Belgowie nie potrafili ukryć ( obecnego w niebagatelnej dziesięcio i pół procentowej ilości ) etanolu. Tworzy on, w połączeniu z kwaśnością, ciężką i nieprzyjemną warstwę, uprzykrzając się chcącym wynajdywać nuty pszeniczne, ryżowe oraz bananowe w samym smaku. Panowie Belgowie strzelili sobie w kolano fermentując to piwo aż do momentu dziesięć-i-pół – ma ono niebagatelny, wielowymiarowy i owocowy smak – zabity przez bezduszny etanol. Wystarczy powiedzieć, że nawet przy takich przeszkodach byłem w stanie wyczuć nuty anyżu czy goździków – i czułem je dopóty, dopóki C2H3OOH, niby armia czerwona, nie zdeptało wszystkiego buciorami. Równie mało belgijska jest barwa – tutaj jednak nie da się tego policzyć za minus, nawet pomimo przystojności krewniaków, ten korsarz mógłby stawać z nimi w szranki i wyjść zeń zwycięsko. Jest inny – pełny, czerwonawo – bursztynowy, opatrzony w, pełną czerwonego osadu a gęstą, pianę. I przyjemnie mętny. Połowa mniej procentów, a mierzylibyśmy się z czymś niebanalnie innym i pysznym, za co moglibyśmy wychwalać kraj z nieudolnie narysowaną flagą Niemiec.

Zapach 5;

Smak 5;

Wygląd 9;

Ogólnie 6.

Smakosz Śląski 

  • Kraj pochodzenia: Belgia
  • Kupione: Lidl (dobroci tygodnia belgijskiego)
  • Cena: około 4 zł.

P1250821a

Duvel

Kolejne spotkanie z moją piwną legendą. Przyszło mi je poznać ( oczywiście tylko muskając piankę!) jeszcze za czasów gdy piwny świat był dla mnie zamknięty. Jednak nadeszła wreszcie wyczekiwania przeze mnie pora, że mogłem je zakupić, a następnie oblać się rumieńcem będąc pytany o wiek (ciągle krążyło mi pytanie w głowie: naprawdę nie wyglądam na 18 lat?) przy kasie wyciągałem dowód i dumnie wskazywałem na rubryczkę. I choć mam już parę wiosen więcej do tej pory czasem taka sytuacja ma miejsce. Wracając do rozmyślań, będąc młodszym zostało mi ukazane to piwo jako szczyt rozkoszy dla podniebienia. Samo oczekiwanie na skosztowanie jego w zacnym towarzystwie wywoływało już uśmiech na licu. Tak więc gdy po nalaniu do pokala złoty trunek wypełnił owe szkło, zadrżałem lekko. Piana tego piwa jest tak charakterystyczna jak belgijska nuta w każdym z produkowanych w tym kraju piw. Gęsta i bujna rozpada się powolutku na bokach, zostawiając tym samym na środku jej największą ilość. Wygląd jest słoneczny, ale nie przejrzysty, jasny, ale z ogromną rzeszą bąbelków. Będąc uniesionym ku niebiosom dzięki bąbelkom rzeknę jeszcze słów kilka o jego smaku. Jest on orzeźwiający, kwaskowy z lekka nutą słodu, a nade wszystkim występuje alkohol, który jest…smaczny. Jak rzadkie to słowa w mych ustach, a jednak! Mimo sporej jego ilości w piwie nie jest on upokarzający, ale zachwycający. Zapach natomiast faluje i co raz, co dwa jestem w stanie wyczuć w nim apetyczną świeżość gwarantowaną przez nuty cytrusowe oraz ziołowe. Choćbym nie wiem jak się starał nie jestem w stanie wyniuchać, że posiada w sobie zacną ilość alkoholu. Ta legenda obroniła się, pokazała, że jej miejsce jest na piedestale mych smaków.

Zapach 9,5;

Smak 9,75;

Wygląd 10;

Ogólnie 9,75

Wielkopolski Piwosz

DSC01375

Przygaszona żółć, niby to miodowa, lecz przywodząca bardziej na myśl cytrynę aż wylewała się tego dnia zza tafli szkła. Coś w jego wyglądzie mówiło mi, iż była tam mięta – takie dziwne skojarzenie dostarczył mi ów oszroniony, prezentujący się oszałamiająco pokal, zza którego zdolnym był słyszeć pękające bąbelki owej piany. Ale, jakaż to była piana! Gęstością przegęszczała ubite białko, bielą przebielała świeży, górski śnieg, wysokością przewyższała marzenia Eiffel’a. Polemizowała z trunkiem jednocześnie odcinając się od niego, jak i pozostawając w kremowej, z nim, komitywie. Oczarowan polemiką barwy, zakochałem się w,pełnym harmonicznych kłótni, zapachu – jak inaczej ( niż oksymoronem ) określić fakturę zapachu, będącego jednocześnie: bananowym, cytrynowym oraz chmielowym? Okraszonym nieokreśloną, wytrawną kwiatowością. Orzeźwienie mieszało się z wytrawnością, tworząc wzór do naśladowania. W smaku dominowała cytrusowa forpoczta nacierająca przyjemnie na środek języka. Następnie, niejako w odwodzie, atakuje goryczka – ciepła, cytrynowa oraz…kawowa! Trunek nie mógłby nawet znieść towarzystwa 0.7 gorzały – nie dawał znać, że ma nieznośny alkohol w sobie ( prawdę powiedziawszy nie czuć go było w ogóle ). Ostatni zaatakował mój język ipowy posmak pełen kwaskowatej goryczy, cieple obejmującej kubki smakowe. Całość okazała się wybitnie harmonijna. Przydałoby się Polsce takie piwo łagodzące obyczaje tak, jak złagodziło to połączenie skrajności – taka była ostatnia myśl, która wypłynęła z mojego wnętrza na papier, gdy tylko resztki piany objęły czule denko pokalu.

Zapach 9;

Smak 9,5;

Wygląd 9,5;

Ogólnie 9,25.

Smakosz śląski.

  • Kraj pochodzenia: Belgia;
  • Kupiono: Piotr i Paweł
  • Cena: 24 zł.

DSC01376

EB

Powrót tego piwa spowodował u mnie mały powrót depresji. Nie, nie chodzi o to, że zostałem przez ten trunek alkoholikiem, ani przez to, że był to mój koszmar dzieciństwa. Nic z tych rzeczy. Pamiętam to jak dziś (zabrzmiało staro) gdy Jean Reno reklamował to piwo, byłem wtedy ejbrem, któremu jeszcze nie w myśl było jego picie! Depresja przyszła w momencie kiedy uświadomiłem sobie ile to już lat minęło od tamtej reklamy…wracając do Jean’a Reno. Ze smutkiem stwierdzić muszę drogi przyjacielu, że Cię oszukali. W tej słynnej reklamie popijasz piwo, owszem z firmowego kufla, ale…EB nie ma takiej piany. W ogóle jej nie ma! Rozpada się z dokładnością kręgów wodnych powstających na spokojnej tafli jeziora. Swym wyglądem zupełnie nie przypomina piwa,na myśl przywodzi mi wino. Z jednym faktem mogę się zgodzić, trunek daje orzeźwienie, płytkie, ale zawsze. Wątła gorycz trzyma się parę sekund na języku, ale nie wyzwala u mnie tyle radości co u francuskiego aktora. No cóż, mi nikt nie zapłacił. Jednocześnie co może zadziwić to jego słodycz, prawdopodobnie uzyskaną z pól kukurydzianych. Na sam koniec należy rzec o zapachu. Krótkim słowem powiem, że jest on jak ochroniarze Pana Francuza, szybcy, ale płytcy. Bez uczuciowi, bez litośnie kukurydziani, ale jednak z nutą, która odróżnia je od Tatry czy Harnasia. Dzięki Bogu.

Zapach 2;

Smak 4;

Wygląd 0;

Ogólnie 3.

(w skali piw koncernowych)

Wielkopolski Piwosz

P1250815a

Czy coś dobrego może czaić się za zestawem kolorów białym, czerwonym i złotym? Do ciebie mówię Tyskie. Czy coś dobrego może czaić się za przeźroczystym kolorem, rozwodnionym a pozbawionym ponad miarę bąbelków? Do ciebie mówię EBku. Czy coś dobrego może czaić się za smrodem kukurydzy, połączonym z… rozpuszczalnikowymi nutami? Do ciebie mówię Elbląski wyrobie rodem z żywca. Czy coś dobrego może czaić się za smakiem, przypominającym żute liście herbaty spółkujące z kukurydzianym posmakiem, brakiem goryczy oraz osiadającym w paszczy osadem? Do ciebie mówię, szczerzący pazerne kły Żywcu. Ty, który niszczysz lokalność, by zarabiać – skończ, albo sczeźniesz przez piwoszy zadźgany. Ty, który dla pieniędzy depczesz świętość lokalnych receptur – dobierz się do swojej własnej, a skończ mieszać w cudzych staroszkolnych księgach. Niech podniesie się tłum gardeł i dumnie krzyknie: „Won pazerny Żywcu! WON!”.

Zapach 0;

Smak 2;

Wygląd 0;

Ogólnie 1.

(w skali piw koncernowych)

Smakosz śląski.

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: ,,Galeria alkoholi-Chorzów”, ,,Chata Polska”
  • Cena: 2,39 zł, 3 zł,-

P1250818a