Noteckie Eire

Dla mnie piwo legenda. Tereny wokół Czarnkowa należą do jednych z najpiękniejszych w Wielkopolsce. Wzgórza morenowe i pradolina Noteci powodują, że aż chce się czerpać z tej natury jak najwięcej dobroci, przede wszystkim czerpać z lokalnych dobroci z czarnkowskiego browaru. Jakież to wspaniałe wspomnienia imaginują mi się w głowie na myśl o tym piwie! Jedno z pierwszych piw dzięki, którym zacząłem swoją piwną historię koneserstwa. Podszedłem do degustacji z wielkimi nadziejami, ale szósty zmysł przewidywał, że może wydarzyć się coś niespodziewanego. Otóż już po nalaniu go do kufla spostrzegłem się, że jego wygląd odbiega diametralnie od tego co było kiedyś! Doskonale pamiętam jak to przed prywatyzacją browaru, piwo pieniło się w kuflu czarodziejsko! Piana była bujna i gęsta jak broda Wikinga, kolor miała ciemno żółty. A teraz poczułem się jakbym dostał w twarz za przewinienia, których nie popełniłem. O pianie można tylko pomarzyć, ulatuje jak wiedza po egzaminie. Kolor jest lekko ciemny, ale pasuje do charakteru trunku. Porażony zmianą jego wyglądu wziąłem haust i myśli mi zamilkły. Smakowało kiedyś inaczej! Na Teutatesa! Było mniej słodkie, nie dokuczliwe, głaskało podniebienie swym rozkosznym smakiem,a teraz? Jakby ktoś postanowił dodać cukru. Jest sposób by choć trochę osłabić ten efekt, trzeba brać duże łyki. Im mniejszy łyczek tym bardziej słodkie, przetestujcie. Zdecydowanie osłabł efekt palności, jest przeraźliwe mizerny. Jego zapach jedynie oddaję dawną cząstkę, jest lekko palony, słodki aromat. Nadal może się podobać. Jednak piwo straciło swój dawny charakter, zostało bezczelnie zmienione. Rzecz miała miejsce po sprywatyzowaniu browaru, odnoszę wrażenie, że z powodu chęci osłabienia marki Noteckie. Tak poważnie. Browar został przejęty przez Browar Gontyniec, który od momentu założenia w 2010 roku zaczął produkować piwa na podobieństwo noteckiego. Gdy czarnkowski browar został przejęty, jakość tego piwa uległa pogorszeniu. W minionych latach nawet kapselki miały charakter, pięknym drukiem informowały skąd pochodzi to piwo. A teraz? Zwykły pospolity kapsel, brzydki jak multipla. Kiedyś gotów byłbym wystawić najwyższe noty. A teraz?

Legendą dla mnie zostanie, minioną legendą, o której pamięć będę pielęgnować i czekać będę na powrót dawnych receptur.
Zapach 9;
Smak 4;
Wygląd 3;
Ogólnie 4;
Wielkopolski Piwosz
DSC01368

Muszę przyznać, że do browaru z Czarnkowa mam nielichy sentyment. Jak nie pamiętać pierwszego, nieprawnie jeszcze wtedy wypitego, piwa niepochodzącego z koncernu? Z radością powitałem więc półki uginające się od ich wyrobów, bo i do moich skromnych śląskich progów zawitały butelki ciemne jak noc z równie ciemnym wnętrzem. Jego niemalże porterowa barwa jest przyjemna, ale za bardzo przywodzi na myśl CocaColę – głównie przez wybitny brak (tej tak gęstej, pięknej i sztywnej w ciemnych piwach) piany. Do tego kolor łatwo się przerzedza do praktycznie przeźroczystego. Co więcej nie tylko barwa przywodzi na myśl Cukier w Płynie – wrażenie pogłębia woń żelków haribo! którą, na przemian ze słodyczą, epatuje trunek. Nie ma tutaj ukochanego karmelicznego upalenia, brak kawowej spalonej ziemi, a o wytrawności, nawet pozornej, można pomarzyć rozpłakując się nad prostotą całości – ale tam gdzieś, ledwo na nogach stoi owo palenie. Gdzieś w ostatniej nutce docierającej do nosa i gdy już masz nadzieję – okazuje się być papierośne i przepalone. I gdy już nie masz sił, by podnieść je i zanurzyć w nim usta dobija cię smakiem, w którym słodycz, tak przepotworna słodycz, miesza się ze słodowo-koncernowo-przepalonym uderzeniem, które nokautuje piwosza. Gdy tylko podniesiesz wzrok, by zobaczyć kto zadał Ci ten potworny cios ujrzysz wielkiego żelkowego miśka haribo wykrzywionego w potwornym uśmiechu, z zapalonymi czerwienią oczyma – ty wiesz. To nie koniec. Kufel nie pokazał jeszcze dna. Na trzęsących się podnosisz się nogach. I czekasz na uderzenie słodyczy. Uginasz się pod ciężarem słodu. Witasz deski ringu z przyjemnością. Dno kufla i Twój okrzyk radości zlewają się w jedno. Odstawiasz szkło, a łza radości spływa po pokaleczonej facjacie. Przeżyłeś!

Zapach 1;

Smak 0;

Wygląd 7;

Ogólnie 1.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: ,,Chata Polska”; Selgros
  • Cena: za 0,33 2,50 zł,- za 0,5 4,20 (Piotr i Paweł); za 0,5 3,80,- (Selgros).

P1250710aDSC01371

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s