Żubr

Miałem to nieszczęście kupić ,,Żubra” w Biedronce. Dlaczego? Otóż okazało się, że sprzedają tylko i wyłącznie powiększone butelki 0,65. Chodziłem jak poparzony wzdłuż i wszerz szukając mniejszej butelki. Gdy przerażony zdałem sobie sprawę, że na nic moje poszukiwania odnalazłem drogę do kasy i stało się – o żubrze wróciłem do domu. Gdy nadeszła godzina zero, nalałem go do kufelka, spisałem testament, ogoliłem się i przystąpiłem do oceny. Nie żebym był optymistą, ale po ubiegłotygodniowych wojażach z góralami spodziewałem się już tylko lepszego. Jakież było moje zaskoczenie gdy spostrzegłem się, że pachnie w ten sam góralski sposób…z zatkanym nosem, po spotkaniu z domestosem wyczułbym, że to typowe posopolite ,,piwo”. Aromatem w żadnym wypadku nie przypomina chmielu, lekko jedynie słód, ale jest on zadeptany przez stado kukurydzy. Najdziwniejsze ma dopiero nadejść. Ponieważ jego smak jest neutralnie dziwny. Po bokach języka uderzają głupie bąbelki zstępujące jak obłok niebiański. Może zastanawiacie się czy ma w smaku choć jefno pozytywne uderzenie. Zaskoczę Was: ma. Jego największym atutem jest to, że nie ma tu smaku. Czyż to nie genialny sabotaż? Jeśli chcecie poczuć się jakby nadepnął Wam żubr na język to właśnie w ten sposób się poczujecie gdy odważycie się go napić. Jego wygląd jest delikatnie mniej złocisty niż jego poprzednicy, ale nie polepsza to jego beznadziejnej sytuacji. Na darmo szukać bąbelków, gdzieś znikają jak spłoszone żubry za horyzontem. Tylko ta udeptana trawa jak smak daje znać, że był tu ŻUBR.

Zapach 0,5

Smak (za sabotaż)

Wygląd 2.

Ogólnie 1,5.

Wielkopolski PiwoszP1250498a

Dwudziestego czerwca roku pańskiego 2011 o godzinie piętnastej czasu środkowo-europejskiego na świat przyszedł mały żubr – pozbawiam Was wątpliwości – chodzi mi o zwierza. Szczęściem moim ( a po degustacji raczej nie(szczęściem)) mój żubr pochodził z partii o numerach: 15 06 20. Tutaj moja radość się kończy, gdyż zasmakowawszy tego trunku posmutniałem i nawet owa znacząca coś partia nie była mi w stanie osłodzić kilkunastu następnych minut. Sam zapach – jak i w przypadku zwierza – odrzuca swoim jednostajnie kukurydzianym, niemalże maszynowym dudnieniem. Na domiar złego im dalej w puszczę (pun pun) tym bardziej metaliczny i odpychający jest ten naturalny koncerniak. Słodycz, słodycz i bezduszna pogoń za pieniądzem zawładnęły tym wyrobem – aż strach, że Park Narodowy zamkną, a na jego zgliszczach fabrykę (nie, nie nazwę tego browarem) postawią. Żubr jaki jest każdy widzi – pozbawiony zupełnie bąbelków, piany – i mam na myśli tutaj brak zupełny, taki jak mózgu u niektórych polityków. Nie ma tych cech nawet najlichszego zalążka. Nic! Tylko gdzieś, pomiędzy paskudnie uleżanym trunkiem a szkłem pałęta się barwa – nieco cieplejsza, ciemniejsza i ładniejsza niż typowy szczoch. Ale, choćbym się nie wiem jak nie starał, wyczuć w tym trunku nic ponad bezmyślną forpocztę bąbelków, tony kukurydzy i koncernowy posmak nie potrafię. Poskąpili, nawet tej zimnej, goryczy. Na domiar złego wyrób ten ma właściwość specyficzną a ogromnie widoczną – im bliżej do (skądinąd upragnionego) dna, tym tego dna (metaforycznie) bliżej. Smak paskudnieje ( nawet nie: pogarsza się, a paskudnieje) z łyku na łyk, ba! Nawet z bąbelka na bąbelek. Jest z nim tak, jak z plastikową „rzeźbą” żubra, których pełno na wschodzie – niby w nazwie istnieje piwo, ale tak sztuczne i bezduszne, że aż wstyd je tak nazwać.

Zapach 2;

Smak 3;

Wygląd 4;

Ogólnie 2,5.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupione: ,,Biedronka”, Lokalne Delikatesy;
  • Cena: 2,69 zł,- 1,99,-

P1250499a

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s