Tatra

Swą wypowiedź rozpocznę od wspomnienia jakim to urazem obdarzam piwa z wizerunkiem górali. Tydzień temu miałem to ,,szczęście” przekonać się o tym ponownie, teraz zapewne spotka mnie to samo…czy jakieś fatum wisi nad tymi piwami? A może odpowiedź jest prostsza? Zazwyczaj górale trafiają na etykiety piw koncernowych, także zagadka wydaję się wyjaśniona. Prawda? Jeśli ktoś z Was czytających ten wpis zna inne piwa z góralem na etykiecie, proszę o informację w tej sprawie. Przechodząc już niestety do meritum co wiązało się z wypróbowaniem tego piwa stwierdzam, że zapach tego piwa jest absolutnie żaden. Trudno określić czym pachnie, nawet słód się zawstydził się, że został tutaj dodany. Podobno został, słyszałem, że określenie jakie znajduję się na etykiecie piwa ,,zawiera słód jęczmienny” oznacza, iż tylko pewną część całości stanowi słód, resztą mogą być wypełniacze np. kukurydza. Brr…Swym smakiem przypomina o celu w jakim to ,,piwo” zostało wyprodukowane: ma walić w dekiel. Jego metaliczno-alkoholowy smak wżera się w przełyk i maltretuje policzki. Po chwili w smaku pojawia się gorycz, ale wstrętna gorycz. Jego wygląd jest pospolity, nie wyróżniający się niczym. Ale jak by mógł to uczynić przy takich kompanach czyli zapachu i smaku? Przy ogóle nieszczęścia jakie niesie ze sobą to ,,piwo” wygląd zostaje największym atutem, na solidne zero nie zasługuje. W całym tym zamieszaniu związanym z piciem TEGO tylko bąbelki zdają sobie sprawę gdzie się znajdują, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że uciekają z kufla jak szalone?

Jeśli będziecie w górach i zajdzie sytuacja jak w tej reklamie Tatry, proszę Was: nie ufajcie temu przebiegłemu góralowi gdyż na koniec dnia, przy ognisku przyniesie Wam to piwo. A wtedy zdacie sobie sprawę jaki błąd popełniliście skacząc do górskiej rzeki. Trzema słowami:

Odradzam, zniechęcam i ostrzegam.
Zapach 0;
Smak 0;
Wygląd 1;
Ogólnie 0.
Wielkopolski PiwoszP1250492a

Słońce jeszcze stało nad linią horyzontu, kiedy to ja, osobnik znany w okolicy z zamiłowania do innego piwa, otworzyłem drzwi sklepowe i drżącym głosem wydukałem:

-Poproszę tatrę…- rzuciłem dwa złocisze, a moje oczekiwanie na resztę przerwało głośne

-Co, k…Kliencie?- była to pani Basia, którą szanowałem za klarowność oraz prostotę, z jaką była w stanie wyrazić swoje myśli. W tłumaczeniu na język, który ma cokolwiek wspólnego z etykietą, pani Basia wyrażała zdziwienie oraz zatroskanie, czy jej spracowane uszy posłyszały mą wypowiedź dobrze.

-Tatrę, takie piwo.- wybełkotałem przerażony obcością tych słów w moich ustach.

-Toć wiem, co to Tatra! Ale żeby taki karlus tatrą się opijał? – sprzedawczyni z urzekającym uśmiechem wprawiła mnie w podziw prostolinijnością. – Jak mój chop by śmierdzioł Tatrą, to bych go zarozki nudelkulom pogoniła, pierona jendego. – zdziwiłem się, trunek nie śmierdział przecież aż tak przeraźliwie – bliżej mu było do całkowitego braku zapachu aniżeli smrodu – ale nie byłem na tyle szalony, czy raczej przygotowany by polemizować z panią Basią. -Mosz synek! – w czerwonej i pulchnej dłoni znajdowała się otwarta Tatra. Zapach był tak słodowy i koncernowy, że aż ściskało gdzieś w środku – to umierała pasja z warzenia. Sklepik wypełnił się zapachem niechybnie kojarzonym z autobusem w godzinach późnonocnych – mianowicie przetrawionym piwem – mimo że nawet nie zdążyłem zanurzyć w nim warg, był to po prostu zapach tego trunku. Taki żul w butelce. Magicznym i sobie tylko znanym sposobem, podczas gdy ja pociągałem pierwszy łyk, pojawił się koło mnie pan Mirek – okoliczny znawca przyrody, ławek i tanich piw.

– Cóż to się stało, kierowniku? Wy tatrę? – uśmiechnął się pokazując dobitne braki w uzębieniu. – poczekejcie sam ino, zorozki beda. – udał się w stronę lady i śpiewnie zagodoł – Basieńku, to samo co modemu karlusowi mi dejcie. – przyjął otwartą butelkę i usiadł niedaleko mnie. Widząc moją wykrzywioną twarz – wszak pierwszy łyk przeżerał mi trzewia plastikowo-metalicznym smakiem – zagaił:

– Czemuż to, kierowniku, Tatry wam się zachciało? Nawet jo wim, że pijom to ino by kopło w baniak. – przełknął, a jabłko adama przemierzyło szczecinastą szyję. – a nie prościj to Komandosa?

– Komandosów już nie sprzedają. A czemu to pan pija to piwo? Wszak metaliczne, słodkawe a podłe do bólu?

– Ja to, kierowniku, już od 20 lat smaku nie czuje. Wypadek w hucie, ot co. To i mogę tatrę pić. Ale wy?

– W celach naukowych piję…- uśmiech wkradł się na jego twarz. Sięgnął za pazuchę i podsunął mi pod nos tajemniczo pachnący samogon. Ze zdziwieniem zaobserwowałem, że pachniał lepiej niż to, co trzymałem w ręce. Odmówiłem i skierowałem swoje kroki do domu, by zobaczyć jak Tatra wygląda. Wlałem więc do ulubionego szkła i… zawartości jak gdyby nie było. Przezroczyste i całkowicie bezgazowane. Tylko wspomnienie po panie zaznaczało brzeg kufla. Ponad połowa kufla poleciała na spotkanie ze (s)twórcą który, jeżeli jeszcze żyje, niechybnie prowadzi swój żywot w odmętach ścieków.

Zapach 0;

Smak 0,5;

Wygląd 0;

Ogólnie 0.

Smakosz śląski

Słowniczek:

karlus – młody człowiek

nudelkula – wałek do ciasta

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: ,,Chata Polska”
  • Cena: 2 zł,-

P1250493a

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s