Festiwal piwa: Szreniawa 2015.

Zapraszam do przeczytania szczegółowej relacji z wyprawy do Szreniawy w, której odbył się coroczny festiwal piwa. Jest ona dostępna w felietonach. Jak co roku clue programu okazali się prowadzący (na zdjęciu powyżej) Pani Pianka i Pan Kufelek. Festiwal ten obrazuje jak trend na kosztowanie piw z małych browarów znakomicie się rozwija. A jego umiejętne wykorzystanie pozwala również rozwijać się małej wiosce, która do tej pory nic nie miała związanego z piwem. Zapraszam!

Wielkopolski Piwosz

Karpfen Weisse

Jak oceniać i patrzeć na piwo, które ma na etykiecie karpia? Co tkwiło w zamyśle piwowara by dać na etykietę wizerunek karpia? Możliwe, że piwowarzy są rybakami i to zaciekłymi! Jego zapach jak dla mnie jest zbyt kwaśno-pszeniczny. Wyczuwam w nim zbyt mocną słodycz, troszkę nad zbyt wyrazistą. Co ciekawe po tak silnym pszenicznym aromacie spodziewałbym się tego samego w smaku, ale zupełnie nie ma tej powtarzalności. Jest zaskakująco…mydlane! Aromat pszenicy rozmywa się i w pierwszym momencie kosztowania nic zupełnie nas nie zaskakuje. Spotyka mnie nie mniejsze zaskoczenie gdy na horyzoncie dostrzeżemy potwornie smolistą, ciężką chmurę, która wygląda jakby Mordor skrył się w jej odmętach. Jednak gdy wiatr ją przywieje okazuje się, że popada z niej mżawka. Po chwili dopiero na języku wyczuwam pszeniczno-bananowy aromat. Na samym końcu kosztowania wyczuwam kwaskowatość wymieszaną z alkoholem, nie jest to najlepsze połączenie. A to ze względu, że ginie w tym połączeniu letni aromat pszenicy. Wygląd jest zadziwiający mętny, wygląda jak herbata ! Ma nieprzejrzysty wygląd, lekko dębowy i ciemno bursztynowy kolor. Piana jest przyjemnie gęsta, kremowa, opada powoli.

Zapach 6,5;

Smak 7;

Wygląd 9;

Ogólnie 7.

Wielkopolski PiwoszDSC01306

Są takie zapachy, które przywołują natychmiast obrazy: na zapach drożdżowego ciasta przed oczyma staje mi babcine mieszkanie i słynne skądinąd:” nałóż sobie jeszcze wnusiu”, to piwo również opatrzone jest wonią, która bardzo silny przywołuje obraz: paczkę kopalnioków (to nie wie cóż to, ten nie z Vaterlandu)(dla niewtajemniczonych są to pewnego rodzaju „landrynki” ale ich istota jest znacznie ponadto określenie). Co zaskakujące, oprócz wspomnianych wcześniej „szkloków” , nie da się wyczuć weń niczego więcej – mało w nim piwa a morze słodyczy i kwaśności. Ma się wrażenie nadstawiania nosa nad zepsutym lub źle sfermentowanym trunkiem. Przynajmniej nie zalatuje karpiem (baco! Dalej cię pamiętam<szlocha w ciemności>), ale zadajmy sobie pytanie czy brak takiego minusa w zapachu można policzyć za plus? Starając się pozostać niewzruszony, ucałowałem ową rybkę – w nadziei, że w księżniczkę się zmieni. Przed mymi oczyma stanął książę i spoliczkował (choć uderzeniu bliżej było do sierpowego) alkoholem. Nim odwrócił się na pięcie, z całej siły, aże mu żyły na łydkach owiniętych pończochami wyszły, zaaplikował mi uderzenie w jądra – pełne bezmyślnej kwasoty a ciężkie, że do dziś je czuję. Na koniec, wierzcie lub i nie, zupełnie niepotrzebnym oblał się rumieńcem wykańczając mnie słodyczą nie na miejscu. Podniosłem wzrok, spodziewając się brzydala jakich mało na tym świecie i… zdziwiłem się niemało, bo przystojny (jak na kogoś, kto rybą był chwilę temu) – cera koloru herbaty z cytryną, wpadająca w czerwień a miła dla oka! I owe bialutkie włosy, niczym piana, gęste i sztywne. Do tego szczery uśmiech, gdyby tylko nań patrzeć, jak w kufelku szczerzy się z gracją – i nie kopie smakiem, i nie zalatuje na kilometr. Zakończmy ów absurdalny wywód i dajmy spokój księciu : piwo z karpiem na etykiecie nie może być normalne a skoro trunek inny takiż i opis drogi Czytelniku.

Za uszkodzenia psychiki doznane podczas wyobrażania sobie zajścia całego nie ponoszę odpowiedzialności. Przed użyciem skonsultuj się z lokalnymi browarami lub szwagrem.

Zapach 3;

Smak 2;

Wygląd 9;

Ogólnie 4.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Niemcy
  • Kupione: Norymberga ( dzięki uprzejmości bester Freund)

DSC01308

Żubr

Miałem to nieszczęście kupić ,,Żubra” w Biedronce. Dlaczego? Otóż okazało się, że sprzedają tylko i wyłącznie powiększone butelki 0,65. Chodziłem jak poparzony wzdłuż i wszerz szukając mniejszej butelki. Gdy przerażony zdałem sobie sprawę, że na nic moje poszukiwania odnalazłem drogę do kasy i stało się – o żubrze wróciłem do domu. Gdy nadeszła godzina zero, nalałem go do kufelka, spisałem testament, ogoliłem się i przystąpiłem do oceny. Nie żebym był optymistą, ale po ubiegłotygodniowych wojażach z góralami spodziewałem się już tylko lepszego. Jakież było moje zaskoczenie gdy spostrzegłem się, że pachnie w ten sam góralski sposób…z zatkanym nosem, po spotkaniu z domestosem wyczułbym, że to typowe posopolite ,,piwo”. Aromatem w żadnym wypadku nie przypomina chmielu, lekko jedynie słód, ale jest on zadeptany przez stado kukurydzy. Najdziwniejsze ma dopiero nadejść. Ponieważ jego smak jest neutralnie dziwny. Po bokach języka uderzają głupie bąbelki zstępujące jak obłok niebiański. Może zastanawiacie się czy ma w smaku choć jefno pozytywne uderzenie. Zaskoczę Was: ma. Jego największym atutem jest to, że nie ma tu smaku. Czyż to nie genialny sabotaż? Jeśli chcecie poczuć się jakby nadepnął Wam żubr na język to właśnie w ten sposób się poczujecie gdy odważycie się go napić. Jego wygląd jest delikatnie mniej złocisty niż jego poprzednicy, ale nie polepsza to jego beznadziejnej sytuacji. Na darmo szukać bąbelków, gdzieś znikają jak spłoszone żubry za horyzontem. Tylko ta udeptana trawa jak smak daje znać, że był tu ŻUBR.

Zapach 0,5

Smak (za sabotaż)

Wygląd 2.

Ogólnie 1,5.

Wielkopolski PiwoszP1250498a

Dwudziestego czerwca roku pańskiego 2011 o godzinie piętnastej czasu środkowo-europejskiego na świat przyszedł mały żubr – pozbawiam Was wątpliwości – chodzi mi o zwierza. Szczęściem moim ( a po degustacji raczej nie(szczęściem)) mój żubr pochodził z partii o numerach: 15 06 20. Tutaj moja radość się kończy, gdyż zasmakowawszy tego trunku posmutniałem i nawet owa znacząca coś partia nie była mi w stanie osłodzić kilkunastu następnych minut. Sam zapach – jak i w przypadku zwierza – odrzuca swoim jednostajnie kukurydzianym, niemalże maszynowym dudnieniem. Na domiar złego im dalej w puszczę (pun pun) tym bardziej metaliczny i odpychający jest ten naturalny koncerniak. Słodycz, słodycz i bezduszna pogoń za pieniądzem zawładnęły tym wyrobem – aż strach, że Park Narodowy zamkną, a na jego zgliszczach fabrykę (nie, nie nazwę tego browarem) postawią. Żubr jaki jest każdy widzi – pozbawiony zupełnie bąbelków, piany – i mam na myśli tutaj brak zupełny, taki jak mózgu u niektórych polityków. Nie ma tych cech nawet najlichszego zalążka. Nic! Tylko gdzieś, pomiędzy paskudnie uleżanym trunkiem a szkłem pałęta się barwa – nieco cieplejsza, ciemniejsza i ładniejsza niż typowy szczoch. Ale, choćbym się nie wiem jak nie starał, wyczuć w tym trunku nic ponad bezmyślną forpocztę bąbelków, tony kukurydzy i koncernowy posmak nie potrafię. Poskąpili, nawet tej zimnej, goryczy. Na domiar złego wyrób ten ma właściwość specyficzną a ogromnie widoczną – im bliżej do (skądinąd upragnionego) dna, tym tego dna (metaforycznie) bliżej. Smak paskudnieje ( nawet nie: pogarsza się, a paskudnieje) z łyku na łyk, ba! Nawet z bąbelka na bąbelek. Jest z nim tak, jak z plastikową „rzeźbą” żubra, których pełno na wschodzie – niby w nazwie istnieje piwo, ale tak sztuczne i bezduszne, że aż wstyd je tak nazwać.

Zapach 2;

Smak 3;

Wygląd 4;

Ogólnie 2,5.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska;
  • Kupione: ,,Biedronka”, Lokalne Delikatesy;
  • Cena: 2,69 zł,- 1,99,-

P1250499a

Hop Ottin’ IPA

W ostatnim czasie naszła mnie ochota na skosztowanie amerykańskiego piwa. Stało się to pod wpływem piwa ,,Samuel Adams”. Szczególnie mi zasmakowało i stwierdziłem, iż muszę koniecznie zdobyć kolejne z lądu, który odkrył Kolumb. W tym celu wybrałem się do ,,Centrali Piwnej” w Poznaniu. Trafiłem idealnie na moment gdy Pan podnosił kraty blokujące drzwi. Cóż, scena musiała wyglądać zabawnie bo zjawiłem się nagle jak tylko zaczęły się owe kraty podnosić. Spośród wszelakich różności zdecydowałem się na tego amerykańskiego osadnika. W IPAch uwielbiam wywąchiwać aromat unoszący się z nad kufelka,ich orzeźwienie i stanowczość w zapachu powodują, iż moja aparycja zyskuje na uśmiechu. W tym przypadku nie jest inaczej, chmielowość tego piwa uspokaja duszę, wprowadza mnie w stan skupienia. Brnąc dalej w wzniosłe słowa rzekłbym, iż wprowadza duszę w wyższy stan radości. Jego smak uderza gniewnie w drugiej i trzeciej fazie kosztowania. W pierwszym wymienionym przeze mnie momencie smak określiłbym jako zjawiskowy, ponownie uspokajający, ale złudnie. Określenie ,,cisza przed burzą” zostało wymyślone by móc uściślić właśnie takie momenty. Na podniebieniu zaczynają wariować chmiele użyte do produkcji piwa. Są one przyjemnie gorzkie i powodują lekkie cierpnięcie języka. Wygląd tego dalekiego przybysza określiłbym mianem kandyzowanej skórki pomarańczowej. Przez cały czas bąbelki pną się ku górze, piwo niestrudzenie produkuje ich nieskończoną porządną ilość. Piana z początku jest bujna, ale po chwili osiada na tafli i wygląda jak przyprószona ziemia pierwszym słabym śniegiem.

P1250345a

Zapach 10;

Smak 9,5;

Wygląd 9;

Ogólnie 9,5.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: USA
  • Kupione: Centrala Piwna w Poznaniu
  • Cena: 12,5 zł,-

P1250343a

 

Palm

Gdy jeszcze jako mały dzieciak tęsknie wpatrywałem się w półkę ze szkłem, która dumnie zdobiła ( i czyni to nadal ) pokój gościnny moją uwagę zawsze przyciągał dziwny kształtem, trochę przerośnięty kieliszek do koniaku lub skarlały kielich winny opatrzony czerwonym napisem: PALM. W dziecięcej głowie napis ów wyrósł do świętości, nietykalnej dziedziny wszechświata, do owej ostatniej bibliotecznej półki, do której nikt nie potrafił dosięgnąć. Zobaczywszy więc stojące, niemalże bezczeszcząco, piwo z takim samym napisem wprost nie potrafiłem się oprzeć, by je zakupić. Przez długi, długi czas koń na etykiecie zdobił moją półkę piwnych trofeów, ale w końcu nadeszła wiekopomna chwila – niedostępny pokal wypełniony został tymże trunkiem, wywołując tym samym westchnienie zachwytu: cóż za barwa! Ma w sobie wszystko, by nazwać ją dębową – nie brak jej dystyngowanych czerwonych nut a miodowa konsystencja zdaje się puszczać do piwosza zalotne oczko. Jedynie piana zagubiła się gdzieś pomiędzy wykwintnością brązowawości a nieskazitelnym pięknem złotego miodu. Piwo nalane do naczynia przywodzi na myśl płomienie, zdaje się żyć! O ile piękniej byłoby, gdybym na tym aspekcie skończył ocenę, ale jako że rzetelne dziennikarstwo cenię sobie ponad wszystko, przystąpiłem do dalszej degustacji. Tutaj ogromu mojego rozczarowania nie sposób opisać używając narzędzia tak pięknego a niedoskonałego jak język. W zapachu dominuje przeperfumowana nuta słodu, która, na domiar złego, zagłuszana jest przez równie sztuczną paloność. Gdy trunek uleży się wyczuć można lekkie kwiatowe niuanse – wszystko jednak pozostaje ciężkie i pozorne – nawet wspomniana róża. Ostatecznie nazwałbym zapach zatęchłym, przyprawiającym o zawrót głowy. Przyzwyczajony do owej pozorności piw belgijskich z pewnością przystąpiłem do smakowania – i tu kolejny policzek: nie belgijskie to piwo, lecz nieudolnie brytyjskie! Cóż za rozczarowanie belg co anglikiem próbował zostać. Gdzie ta kremowość ? Odeszła zastąpiona przesadnym paleniem. Gdzież ta lekkość, skąpana alkoholem? Odeszła mętną gorycz zostawiając. Gdzie te skomplikowane harce, odbywające się na języku? Odeszły słodyczą pogrzebane. Gdzie ten ideał, te sacrum mojego dzieciństwa? Zdycha gdzieś pod zwałami rzeczywistości, pomrukując lekko, rzucając nic nie znaczące pogróżki o innym świecie – świecie, w którym wyobrażenia zastępują codzienność. Takiego właśnie świata Wam oraz sobie życzę.

DSC01252

Zapach 3;

Smak 4;

Wygląd 10;

Ogólnie 4.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Belgia;
  • Cena: 4,80,-;
  • Kupione: Carefour.

DSC01253

Tatra

Swą wypowiedź rozpocznę od wspomnienia jakim to urazem obdarzam piwa z wizerunkiem górali. Tydzień temu miałem to ,,szczęście” przekonać się o tym ponownie, teraz zapewne spotka mnie to samo…czy jakieś fatum wisi nad tymi piwami? A może odpowiedź jest prostsza? Zazwyczaj górale trafiają na etykiety piw koncernowych, także zagadka wydaję się wyjaśniona. Prawda? Jeśli ktoś z Was czytających ten wpis zna inne piwa z góralem na etykiecie, proszę o informację w tej sprawie. Przechodząc już niestety do meritum co wiązało się z wypróbowaniem tego piwa stwierdzam, że zapach tego piwa jest absolutnie żaden. Trudno określić czym pachnie, nawet słód się zawstydził się, że został tutaj dodany. Podobno został, słyszałem, że określenie jakie znajduję się na etykiecie piwa ,,zawiera słód jęczmienny” oznacza, iż tylko pewną część całości stanowi słód, resztą mogą być wypełniacze np. kukurydza. Brr…Swym smakiem przypomina o celu w jakim to ,,piwo” zostało wyprodukowane: ma walić w dekiel. Jego metaliczno-alkoholowy smak wżera się w przełyk i maltretuje policzki. Po chwili w smaku pojawia się gorycz, ale wstrętna gorycz. Jego wygląd jest pospolity, nie wyróżniający się niczym. Ale jak by mógł to uczynić przy takich kompanach czyli zapachu i smaku? Przy ogóle nieszczęścia jakie niesie ze sobą to ,,piwo” wygląd zostaje największym atutem, na solidne zero nie zasługuje. W całym tym zamieszaniu związanym z piciem TEGO tylko bąbelki zdają sobie sprawę gdzie się znajdują, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że uciekają z kufla jak szalone?

Jeśli będziecie w górach i zajdzie sytuacja jak w tej reklamie Tatry, proszę Was: nie ufajcie temu przebiegłemu góralowi gdyż na koniec dnia, przy ognisku przyniesie Wam to piwo. A wtedy zdacie sobie sprawę jaki błąd popełniliście skacząc do górskiej rzeki. Trzema słowami:

Odradzam, zniechęcam i ostrzegam.
Zapach 0;
Smak 0;
Wygląd 1;
Ogólnie 0.
Wielkopolski PiwoszP1250492a

Słońce jeszcze stało nad linią horyzontu, kiedy to ja, osobnik znany w okolicy z zamiłowania do innego piwa, otworzyłem drzwi sklepowe i drżącym głosem wydukałem:

-Poproszę tatrę…- rzuciłem dwa złocisze, a moje oczekiwanie na resztę przerwało głośne

-Co, k…Kliencie?- była to pani Basia, którą szanowałem za klarowność oraz prostotę, z jaką była w stanie wyrazić swoje myśli. W tłumaczeniu na język, który ma cokolwiek wspólnego z etykietą, pani Basia wyrażała zdziwienie oraz zatroskanie, czy jej spracowane uszy posłyszały mą wypowiedź dobrze.

-Tatrę, takie piwo.- wybełkotałem przerażony obcością tych słów w moich ustach.

-Toć wiem, co to Tatra! Ale żeby taki karlus tatrą się opijał? – sprzedawczyni z urzekającym uśmiechem wprawiła mnie w podziw prostolinijnością. – Jak mój chop by śmierdzioł Tatrą, to bych go zarozki nudelkulom pogoniła, pierona jendego. – zdziwiłem się, trunek nie śmierdział przecież aż tak przeraźliwie – bliżej mu było do całkowitego braku zapachu aniżeli smrodu – ale nie byłem na tyle szalony, czy raczej przygotowany by polemizować z panią Basią. -Mosz synek! – w czerwonej i pulchnej dłoni znajdowała się otwarta Tatra. Zapach był tak słodowy i koncernowy, że aż ściskało gdzieś w środku – to umierała pasja z warzenia. Sklepik wypełnił się zapachem niechybnie kojarzonym z autobusem w godzinach późnonocnych – mianowicie przetrawionym piwem – mimo że nawet nie zdążyłem zanurzyć w nim warg, był to po prostu zapach tego trunku. Taki żul w butelce. Magicznym i sobie tylko znanym sposobem, podczas gdy ja pociągałem pierwszy łyk, pojawił się koło mnie pan Mirek – okoliczny znawca przyrody, ławek i tanich piw.

– Cóż to się stało, kierowniku? Wy tatrę? – uśmiechnął się pokazując dobitne braki w uzębieniu. – poczekejcie sam ino, zorozki beda. – udał się w stronę lady i śpiewnie zagodoł – Basieńku, to samo co modemu karlusowi mi dejcie. – przyjął otwartą butelkę i usiadł niedaleko mnie. Widząc moją wykrzywioną twarz – wszak pierwszy łyk przeżerał mi trzewia plastikowo-metalicznym smakiem – zagaił:

– Czemuż to, kierowniku, Tatry wam się zachciało? Nawet jo wim, że pijom to ino by kopło w baniak. – przełknął, a jabłko adama przemierzyło szczecinastą szyję. – a nie prościj to Komandosa?

– Komandosów już nie sprzedają. A czemu to pan pija to piwo? Wszak metaliczne, słodkawe a podłe do bólu?

– Ja to, kierowniku, już od 20 lat smaku nie czuje. Wypadek w hucie, ot co. To i mogę tatrę pić. Ale wy?

– W celach naukowych piję…- uśmiech wkradł się na jego twarz. Sięgnął za pazuchę i podsunął mi pod nos tajemniczo pachnący samogon. Ze zdziwieniem zaobserwowałem, że pachniał lepiej niż to, co trzymałem w ręce. Odmówiłem i skierowałem swoje kroki do domu, by zobaczyć jak Tatra wygląda. Wlałem więc do ulubionego szkła i… zawartości jak gdyby nie było. Przezroczyste i całkowicie bezgazowane. Tylko wspomnienie po panie zaznaczało brzeg kufla. Ponad połowa kufla poleciała na spotkanie ze (s)twórcą który, jeżeli jeszcze żyje, niechybnie prowadzi swój żywot w odmętach ścieków.

Zapach 0;

Smak 0,5;

Wygląd 0;

Ogólnie 0.

Smakosz śląski

Słowniczek:

karlus – młody człowiek

nudelkula – wałek do ciasta

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: ,,Chata Polska”
  • Cena: 2 zł,-

P1250493a

Żywiec APA

Podchodziłem do tego piwa z pewną rezerwą, ale także z nadzieją, której nie będę ukrywał. Otóż miałem nadzieje spotkać produkt, który choć koncernowy będzie odznaczał się swa innością pośród innych typowych koncerniaków. Szczerze od serca mówiąc jak to zawsze mam w zwyczaju, można się pomylić skąd to piwo pochodzi. Decydują o tym dopiero niuanse, otóż zapach jest przyjemnie goryczkowy i cytrusowy, ale co odróżnia go od piw regionalnych bądź rzemieślniczych to intensywność tego aromatu. Zwróćcie uwagę, że w trunkach pochodzących z mniejszych browarów ich zapach jest bardziej krzepki, zatrzymujący się na dłużej z piwoszem. Kolejny niuans dostrzegam w smaku. Choć goryczka daje się odczuć mym kubkom smakowym ma pewien mankament. Jest jak podróż autem przez zakorkowane miasto gdy spotykamy na swej drodze ,,czerwoną falę”. Zanim porządnie człowiek zdąży się rozpędzić już musi szukać biegu i rozpocząć hamowanie. Tak samo jest z tym piwem, z początku kosztowania odnosi się wrażenie, że zaraz przyjdzie najmocniejsze uderzenie gorzkości, ale o dziwo nic takiego nie następuje. Drugą sprawę jaką dostrzegam w smaku to brak spodziewanej kwaskowatości uzyskanej dzięki cytrynie, która stanowi o zapachu tegoż trunku. Również zatrzymuje się ona na ,,czerwonej fali”. Przechodząc do wyglądu, przyznaję, że było to dla mnie pozytywne zaskoczenie. Jest nie przejrzyste i jednocześnie gorzko-ciemno złote. Jednakże i tutj chmielowy trunek zdradza swe pochodzenie, otóż piana z początku niezmiernie się sili, ale po chwili zostają po niej jedynie nędzne resztki. Aby jednak znaleźć plus tej sytuacji dodam, że i tak wygląda lepiej niż u kuzyna tego piwa czyli ,,Pana Żywca”.

Zapach 8,5;

Smak 7;

Wygląd 8;

Ogólnie 8.

Wielkopolski PiwoszDSC01315

Wydawało mi się, że nie da się zrobić źle pachnącego Pale Ale. Pierwszy kontakt – znaczy się ten moment gdy spod lekko nadgiętego kapsla wydostają się pierwsze, dominujące nuty zapachu – wydawał się potwierdzać moje przypuszczenie. Potem moje doznania przeżyły szok, gdy poczułem typowego żywca – koncerniaka z budki z piwem. Rozmył się on równie szybko, jak się pojawił, ale zabrał ze sobą całą uprzednią wyrazistość APY, zostawiając metaliczno-cytrusowy zapaszek zdecydowanie niepasujący do gęstej aparycji całego trunku. Wszak nalane do kufla zdaje się go przytulać, jak najlepszego przyjaciela – jest gęste, mętne, o dość ciekawej barwie ni to miodowej, ni to bajorowej, ni to cytrynowej. Początkowo piana jest równie zawiesista co wygląd, wysoka i przypruszona brązowym osadem. Niestety szybko opada, a jeszcze szybciej traci gęstość. Szczęśliwie osiada na brzegach kufla, przez co nie zapominamy o pierwszym wrażeniu. Pierwszy łyk wydał mi się przesadnie cytrynowy, ale również wybitnie orzeźwiający – taki jaki zapamiętałem w Pale Ale jakie piłem. Urzeczony mnogością doznań zapragnąłem utonąć w goryczy degustacji dalszej, co więcej kolejne łyki okazały się obfitować nie tylko w zimno-chmielową rozkosz, ale także w świeżość. Może trochę zbyt agresywną – amplitudę smaku za wysoką – ale przyjemną, a to przecież najważniejsze. Nie można oczekiwać harców odprawianych na języku – prosta jest to gorycz z równie prostą świeżością, ale ociera się ona o radość z tworzenia. Pozbyć trzeba by się tylko metalicznego posmaku, a dodać serca miast pieniędzy i uwarzonoby coś nieprzeciętnego. Mam też z oceną tego piwa problem – do jakiejż kategorii je zakwalifikować? Koncernowe, ale czy aby na pewno? Zostawię to Waszemu osądowi samemu usuwając się w cień bezstronności.

Koncernowe:

Zapach 9;

Smak 10;

Wygląd 10;

Ogólnie 9,9.

Niekoncernowe:

Zapach 3;

Smak 7;

Wygląd 5;

Ogólnie 5.

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Selgros
  • Cena: 4,6 zł,-

DSC01317