Leffe Royale

Jeśli jakikolwiek Król miałby wątpliwości jakie piwo wybrać na wystawne przyjęcie muszę Jaśnie Pana poinformować, że nie musi już tym największym zmartwieniem dnia zaprzątać sobie głowy. Nazwa przecież zobowiązuje! Tytułów królewskich nie posiadam, szlacheckich również, ani jakichkolwiek innych uprawniających mnie do pisania przed imieniem skrótu tytułu. Jakie szczęście, że nie owe tytuły uprawniają nas do kosztowania takich trunków. Inaczej przegapiłbym taki cudownie wyrazisty pszeniczny zapach. Współgra on w jednej szarży z alkoholem, który solidnie wierzga w mym umyśle. Zapach jest kwaskowaty z wyraźną nutą orzeźwienia i jednocześnie po zamieszaniu w kufelku ujawnia się słodko pszeniczny aromat. Gdy wydaję się, że na tym koniec jeśli myśli się o zapachu, to w tym momencie muszę Was zaskoczyć. Ujawnia się jego owocowa naturalność, ogrzana soczystymi promieniami słońca. Natomiast w smaku jest dwulicowe, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. W momencie przepływania przez moją gardziel odnoszę wrażenie, że nie kosztuję piwa, a wlewam sobie do gardła drobne ziarenka pszenicy. Bardzo szybko ewoluują one jednak w chmielową zaskakującą gorycz, która jest efektem połączenia trzech różnych rodzajów chmielu. Niestety jego mankamentem jest silnie wyczuwalny alkohol, który odnosi się wrażenie, że został dolany przez nadwornego ,,Szwagra”. Jego wygląd jest iście królewski i godny stołów najwyższych szlacheckich dostojników. Złoto bursztynowy kolor mruga radośnie za sprawą dużej ilości bąbelków. Piana eksploduje po nalaniu do kufelka, ale opada z umiarkowaną siłą i przyjemnie osadza się na rantach kufelka.

Zapach 9;

Smak 8;

Wygląd 9,5;

Ogólnie 8,5.

Wielkopolski Piwosz

 P1250362a

Przy wypowiedzeniu słowa: „piwo” przez myśl mogą przelecieć tysiące skojarzeń, ale chyba nikomu nie skojarzy się ono z arystokratycznym stołem, uginającym się pod ciężarem bogactwa. Widzielibyśmy w tym miejscu raczej oklepane wino, lekkiego szampana, czy inny „zacny” trunek. Leffe’go natomiast nie powstydziłby się, a wręcz miałby czym się chwalić, ów hrabia – nie chodzi tu o butelkę, a bardziej zawartość. Ta aż wydaje się być przezłocona – barwa jest ciemniejsza, ale nie słodowo-głupia, tylko bogata i pełna. Lekko matowa a nade wszystko złota – takim samym osadem przypruszona jest piana. Widziałem już brązowawe, czerwonawe i perłowobiałe zwieńczenia piwa, ale złotego nigdy! I nie jest ona ani sztywna czy duża, ale osiada dostojnie brzegi pokalu będąc tym samym ukoronowaniem wyglądu – wpadającej w czerwień złotości barwy. Zachwyt hrabiego nad barwą mógłby się szybko ulotnić, gdyby trunek pachniał słodem – tym z rodzaju prostych i nieznośnych. Tak jednak nie jest, woń zdominowana jest przez kwaśność gruszek. Ma w sobie również owocowe nuty na miarę białego wina, które tańczą dostojnie dygając w kierunku prostego a przyjemnego pszenicznego banana. Do jego uwarzenia użyto wszak także słodów pszenicznych. Całość jednak nie jest orzeźwiająca, a raczej, niczym sala balowa, pozorna i perfumowana. Ma się wrażenie całkowitego otoczenia przez ów zapach – kotary pełne winnej powoni, zaduch ludzi upstrzonych gruszkami oraz orkiestra grająca jeden, bananowy utwór. Jeżeli zapach jest salą balową, smak byłby miejscem do tańczenia – na języku piwo odstawia istne harce. Wyczuć można wszystko: od goryczy, wybitnie ciepłej i niejednostajnej, przez mocno odczuwalną mętność po alkohol. Przeważa tu jednak ów słodowy podryg, który, trzymany w ryzach dobrego wychowania, pozostaje wytrawny.

Zapach 9;

Smak 8;

Wygląd 9;

Ogólnie 8,5.

Smakosz śląski;

  • Kraj pochodzenia: Belgia;
  • Kupione: Selgros;
  • Cena: 12,80,-.

P1250372a

Reklamy

Kilikia Jubilee Beer

Armenia – kraj położony za Turcją, była część związku Radzieckiego, równie mało znany jak Dram – jego waluta. Państwo upstrzone Kaukazem i naznaczone biedą, ojczyzna Ormian, ale czy i dobrego piwa? Pierwsza wyrywa się do odpowiedzi butelka – egzotyczna i niebywała. Następnie kusi ciekawe pismo, wszak mieszkańcy tego regionu posługują się swoim alfabetem. Nieco mniej zadowala zapach – brakuje mu dozy inności, jest ciężko chmielowy, nie pozostawia wątpliwości co do smaku. Gdy piwo się już uleży w kuflu pierwsze skrzypce zaczyna grać, dość egzotyczny, słód – dalej brak mu jednak nut orzeźwienia – te zastąpione jest kukurydzą. Ostatnia w nozdrza uderza trochę zbyt zatęchła kwaskowatość. Smak nie odbiega zbyt od moich na jego temat wyobrażeń – niewyobrażalna siła goryczy ( tu miłe zaskoczenie: ciepłej, ale prostej ) zalewa calutki język i robi to z zadziwiającą gracją, pozbywając się ciężkości z zapachu. Trochę zbyt natarczywa jest kwaśność, zamieszkująca krańce narządu smakującego ( osiedla się na zdecydowanie zbyt długo ). Problemem pozostaje jednak brak egzotyczności – nie ma tu nic, co mogłoby zaskoczyć. No może poza utrzymującą się kosmicznie długo i mocno goryczą. Mimo braku oczekiwanej dziwności trunek pije się z wielką przyjemnością – kontemplując nad geniuszem jego prostoty, ale także nad jego wyglądem – jest on bowiem dokładnie taki, jaki powinien być. Pozostaje w strefie, w której dogodzi każdemu, ale nikogo nie zachwyci – kolor siedzi okrakiem na płocie, wahając się czy być przejść na stronę bursztynowej czerwieni czy lagerowej żółci. Piana, nie wiedząc co ze sobą uczynić, istnieje, ale tylko na brzegach kufla, osiada, ale nie zostaje na dłużej. Szkoda, bo tak niewiele zabrakło, by wygląd z nijakiego stał się doskonałym. Panowie Ormianie – za dużą rzeszę ludzi chcieliście zadowolić.

DSC01141

Zapach 6;

Smak 9;

Wygląd 6;

Ogólnie 7,5.

Smakosz śląski

  • Kraj pochodzenia: Armenia;
  • Kupione: Hala Alkoholi Wielbłąd;
  • Cena: 6,80,-.

DSC01145

Namysłów Niepasteryzowane

Gdy usłyszałem błyskotliwe ,,pssst” w jednej chwili uniósł się wokół mnie intensywny aromat wspaniale pachnącego piwa. Zrobiłem uradowaną, zaskoczoną minę i uśmiechnąłem się sam do siebie. Poczułem się zaskoczony gdyż miałem co prawda pewne nadzieje co do tego piwa, ale były one niepewne co najmniej jak mężczyzna oddający ukochane stare auto w ręce swej ukochanej niewiasty, która z tym autem stawia pierwsze samochodowe kroki. Niestety szybko zostałem sprowadzony do parteru. Jego zapach jest tylko delikatnie różniący się od innych jasnych przedstawicieli gatunku. Ale ta różnica to zapach iście ciekawy, moje pomieszane zmysły powonienia przywodzą mi na myśl krzemień, kamień rzecz jasna. Odnośnie smaku rzecz muszę, iż człowiek bardziej spragniony tym bardziej ucieszy się z tego piwa. Posiada delikatnie goryczkowy, ale przeciągły smak. Lekka gorzkość utrzymuje się długo na języku. Kolejnym plusem jest fakt wyczuwania przeze mnie tego elementu niepasteryzowanych piw. W pewien sposób jest ono zbliżone do ,,Perły niepasteryzowanej”. Słomiany wygląd piwa wspaniale współgra z całością. Rzadko zdarzają się takie piwa o, których mógłbym powiedzieć, że złocista, przejrzysta barwa dobrze współgra z całością. W tym wypadku nie wyobrażam sobie inaczej jego wyglądu. Mankamentem zostanie piana o, której można powiedzieć, że była zapewne w zamierzeniach piwowara jednakże została ona wycięta ze względu na redukcję kosztów. Jednakże jest to rozsądne piwo, warte skosztowania ponownie.

P1250274a

Zapach 6;

Smak 7,5;

Wygląd 7;

Ogólnie 7,5.

Wielkopolski Piwosz 

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: ,,Piotr i Paweł”
  • Cena: 2,69 zł,-

P1250275a

 

Nowości w Piwnej Mapie

Już są dostępne cztery nowe opisy miejsc związanych z produkcją piwa ,,Monchshof„, wszystkich ,,Pilsweizerów„, niegodziwego Górala czyli ,,Baca Mocny” oraz jeszcze gorszego ,,Rebela Pszenicznego„. Pierwsze z nich pochodzi z historycznej Frankonii, z miasta w, którym XIX wiek okazał się rekordowym pod względem ilości zakładanych browarów. Polski browar produkujący ,,Pilsweizery” ma również ciekawą historię, otóż za czasów monarchii Habsburskiej piwo trafiało do największych miast ówczesnego cesarstwa. A na koniec dodam, iż nie zgadniecie gdzie produkowany jest ..Baca”. Zapraszam do czytania!

Wielkopolski Piwosz

Konsul

Słód „kiełkujące ziarno zbóż, głównie jęczmienia, podstawowy surowiec w piwowarstwie”.

I czymże byłoby piwo, aniżeli tylko chmielową zupą, gdyby nie ów zdradziecki i często przeholowany słód. Szkoda tylko, że tutaj nadużyto tego surowca – dodano tutaj go aż 3 rodzaje – jak chce etykieta: jęczmienny, ciemny i pszeniczny. I z tym chyba przeholowano. Nawet nie powinno w poprzednim zdaniu występować przypuszczenie – ten trunek to jeden, wielki ulepek – nadmiar słodów powoduje wrażenie picia syropu a nie piwa. Faktem jest, że wpływa to doskonale na strefę wizualną – gęstość piany i barwa całości jest wyborna. Kolorystyka wybitnie słodowa, przypruszona brązowawym osadem i mętnością cieszy oko, ale to tylko tyle! W zapachu dominuje, wielkie zaskoczenie!, słód. I to w najprostszej postaci – nieskończenie kukurydziany, może odrobinę karmelowy – wciąż jednak zabójczo słodki oraz niemiłosiernie tępy. Krótką dygresją niech będzie, że piwo nawet w kuflu zachowuje się jak syrop – ma się wrażenie, że jest gęste (ładne, nawet piękne – brązowo-miodowo-mętne) ale ulepione a nie uwarzone. Równie przesłodzony jest smak, który zaskakuje, uderzając pod gardą – wszak piwosz nie spodziewa się Bobofruta miast piwa próbować. Język kołowacieje od nadmiaru słodyczy, wypicie całości jest wyzwaniem na skalę zjedzenia całego słoika miodu. Początkowo zdaje się, że istnieje nuta orzeźwienia lecz potem umiera pod gruchnięciem słodów w liczbie mnogiej. Brak zagwozdki językowej, prosty, sprawiający, że język drętwieje, i wielki jęczmień łączony z karmelem zawiódł mnie, po uprzednim oszołomieniu wyglądem. Zanućmy więc smutne: Panie, spraw, by to piwo smakowało, tak jak wygląda.

DSC01262

Zapach 3;

Smak 1;

Wygląd 9;

Ogólnie 3.

Smakosz śląski

  • Cena: 2,80,-;
  • Kupione: Carefour;
  • Kraj pochodzenia: Polska.

DSC01263

Weltenburger Kloster Barock Dunkel

Browar z, którego pochodzi to piwo ma jedną z ciekawszych historii opisywanych przeze mnie na ,,Piwnej Mapie„. Wyszukałem, iż znajduję się w książce ,,1001 Piw, które warto spróbować”. Jako, że znalazło się ono na tej liście, od razu zacząłem oczekiwać więcej niż by mogło się wydawać. Prawdopodobnie właśnie przez to, sam mówiąc kolokwialnie wywiodłem się na manowce. Aromat jest lekko słodowy, moje czujki zapachowe o, które bardzo dbam wyczuły owym trunku zapach palonej kawy. Naprawdę całym sercem starałem się zdziwić tym zapachem, ale jak do tej pory mi się nie udało. I gdy myśl moja stała się nie spokojna wtem naszło ukojenie ze strony wyczuwalnych wrześniowych orzechów. Choć jego zapach wydaję się bardziej ciężki niż rzeczywiście jest nam to dane odczuć w czasie kosztowania tego klasztornego trunku. Abstrahując od tej swobodnej myśli stwierdzam, że połączenie produkcji piwa i klasztoru wydaję mi się pomysłem tak niebiańskim jak polewanie wybornym piwem mięsa na grillowym ruszcie. Czy w sezonie ktoś z nas sobie wyobraża nie uczynienie takiej powinności? W tym barokowym piwie spodziewałem się przepychu aromatów, natłoku smaków. Ale okazało się ono wręcz ascetycznie delikatne. Orzechy wykąpane letnim słońcem i zebrane ziarna kawy przyjemnie się komponują imaginując w mych zmysłach lekkość, którą jestem w stanie skojarzyć jedynie ze smakiem świeżego pieczywa. W epilogu kosztowania braciszkowie postanowili zadziwić swą dobrocią i pozwolić rozkoszować się anielskim gorzkim finiszem. Wygląd jest przyjemnie ciemny, przechodzący w lekki brąz. Odcień wyschniętej spieczonej gleby. Bąbelki słabo lecą do góry. Piana jest bujna tylko na początku, po chwili jednak zanika. Kończąc muszę jednak podkreślić, że z tego piwa płynie przyjemność kosztowania. Barokowe uniesienie oczyszcza duszę.

P1250176a

Zapach 8,5;

Smak 8,5;

Wygląd 9;

Ogólnie 8,5.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Niemcy
  • Kupione: Norymberga ( dzięki uprzejmości bester Freund)

P1250177a

 

Samuel Adams

Uwielbiam takie chwile gdy nachodzą mnie nagle myśli, że dziś mogę wybrać się po piwo do sklepu, wybrać jakieś nieznajome mi zupełnie i rozkoszować się jego smakiem, o ile oczywiście trafię z wyborem. Tak było i tym razem, ta wspaniała myśl trafiła mnie jak piorun i już znalazłem się przed regałem z przyjaźnie spoglądającymi na mnie wypełnionymi butelkami. Wtem w górnym lewym rogu dostrzegłem małą buteleczkę, zaintrygował mnie napis ,,Boston Lager”. ,,A niech mnie”-pomyślałem, ,,piwo prosto zza oceanu”. Trzy minuty później szedłem już z nowym kompanem niejakim Samuelem Adamsem. Jego przyjazny zapach gęsto wylał się z butelki i roztoczył swój silny aromat bijąc w me nozdrza. Przepiękny zapach przywodzący mi na myśl IPY, a nie lagerowe piwo. W smaku jest wytrwale gorzki, ale nie wykrzywia brutalnie facjaty w cierpkim grymasie. Goryczka utrzymuje się przyjemnie długo w przełyku i uderza najmocniej dokładnie wtedy kiedy wydaję Ci się drogi piwoszu, iż łyk wpłynął już do żołądka. Na samym początku kosztowania w przód podniebienia uderza kwaskowatość, orzeźwiająca styrane zmysły. Chmiele wykorzystane w produkcji wydaja mi się idealne, przynajmniej w moim odczuciu. Takiego smaku poszukiwałem, gorzkość, która nie jest tania, nosząca znamiona wykrzywiającej dżentelmeńskie lico. Wygląd jest zacny, aczkolwiek piana wściekle burzy się tylko krótką chwile po nalaniu go do kufelka. Następnie, jej resztki osadzają się na ściankach kufla tworząc śnieżne wzory. Jakżeby to piwo smakowało przygodą gdyby można było go skosztować wraz z Winchesterami w jednej z tanich przydrożnych knajp na amerykańskim pustkowiu. Odnoszę wrażenie, że nie jedno takie piwo bracia przed polowaniem kosztowali…

P1250271a

Zapach 8,5;

Smak 10;

Wygląd 9;

Ogólnie 9,5.

Wielkopolski Piwosz

  • Kraj pochodzenia: Stany Zjednoczone
  • Kupione: ,,Chata Polska”
  • Cena: 6,79 zł,-

P1250272a