Komes Poczwórny Bursztynowy

Piwo z browaru, które jest mi szczególnie bliskie,a to ze względy gdyż pochodzi z moich wielkopolskich krain. Ta ziemia, ten heimat to właśnie to piwo. Tym bardziej denerwowałem się jak mnie ten bursztynowy trunek zaskoczy. Lekko stremowany co najmniej jak w czasie podpijania z rodzinnego barku uniosłem kufelek do ust i…zamarłem. Moje kubki zostały zaatakowane co najmniej z taką siłą jak bokser wykonujący swój popisowy ruch. Aromat chmielu rozlewa się po języku i łaskocze wspólnie z bąbelkami podniebienie. Swój niebywały smak zawdzięcza on palonemu aromatowi słodu, który w połączeniu z alkoholem tworzy niebywale pyszną kompozycję. Na samo koniec kosztowania w język uderza fala jakby jodłowego smaku. Rzecz absolutnie nie spotykana. Wspominając wreszcie o zapachu śmiem stwierdzić, że jest on nad wyraz kwaskowaty, ale i dziko świeży z wyłaniającym się zapachem jakby wody w zbiorniku wodnym przy, którym rośnie bujna flora. Odchodząc od porównań przyrodniczych skończę mówić o zapachu gdyż usilnie czuć w nim zapach alkoholu wymieszanego z słodem. Wygląd jest ekstremalnie urzekający, Mętno-bursztynowy kolor gwarantuje piwoszowi radość z każdego spojrzenia w kufelek. Piana jest buńczuczna jak wcześniej wspomniany bokser, ale jest on raczej pokroju Andrzeja Gołoty gdyż rozbłyska jasnym światłem by jednak ulotnić się pod naporem ciosów.

Zapach 8;
Smak 9;
Wygląd 9;
Ogólnie 8,5.
Wielkopolski Piwosz
P1240835a

Wszystko w tym piwie nosiło znamiona szeroko rozumianego dystyngowania – począwszy od bogatej, złotej etykiety, przez wykwintnie, ale i z umiarem wykonany kapsel, na zawartości skończywszy. Zapach, jaki rozniósł się po otwarciu butelki pełen był szlachetnych nut – nienachalna paloność i inteligentny słód. Jedynie tak szczery i trudny do powstrzymania uśmiech, jaki wypłynął na mą twarz podczas wąchania jako jedyny nie przystawał dżentelmenowi. Sposób, w jaki trunek czaruje szkło – nadając mu wygląd dębowych beczek – w dalszym ciągu pozostaje jak najbardziej godny i pozbawiony nachalności. Gdy przyszło mi znużyć się w smaku ogarnęła mnie pełna wytrawności i dystyngowania intensywność. Na języku długo zostaje paloność, ale –o dziwo! – mimo niebagatelnych dziesięciu woltów moc trunku, pełna gracji, chowa się za wachlarzem. Aparycja tego piwa utwierdza mnie w przekonaniu, że wlane do cylindra nie przeciekłoby, a stopiłoby się z nim w jedność. Gdy skończyłem trunek, zrobiło mi się głupio – rozmawiałem zeń bez muszki, kamizelki i marynarki, a jego chybkich bąbelków nie oglądałem przez monokl. Jednakże, pijąc ów dębowy cud, na mojej głowie pojawił się złoty cylinder, połączony z kubkami smakowymi.

 

Zapach 10;

Smak 8,5;

Wygląd 10;

Ogólnie 9;

Smakosz Śląski

  • Kraj pochodzenia: Polska
  • Kupione: Lidl(dobroci tygodnia reionalnego)
  • Cena: 4 zł,-

P1240831a